PIĄTEK, 30 lipca 2010
Julity, Ludmiły, Zdobysława


ee
– A ty jak się masz? – spytał Puchatek? – Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał. Hmm... jestem Kłapouchym?

59 czyli życzenia sylwestrowe :)

W dniu sylwestrowym, chciałabym życzyć Wam aby zarówno dzisiejszy dzień, jak i cały następny rok minął Wam w dobrym nastroju, nie było czasu na smutki.. a jeśli jakieś problemy się napatoczą, by zawsze starczało Wam optymizmu i hartu ducha do tego by śmiało iść dalej, gorsze wspomnienia pozostawiając za sobą. Życzę Wam aby Nowy 2010 Rok przynióśł wiele dobrych chwil i żeby był lepszy od tego, który za kilka godzin pożegnamy ;)

Po prostu Wszystkiego dobrego życzę Wam w Nowym Roku :)

 

http://www.youtube.com/watch?v=QAaAEUX7o3E

 

58.

Leniwie i zbyt szybko umykają te Święta.

Wybrałam się dzisiaj na bardzo długi i samotny spacer. Potrzebowałam tych chwil spędzonych w samotności. Zbyt wiele się w tym roku wydarzyło w moim życiu. Zbyt wiele złego. Potrzebowałam i nadal potrzebuję wiele czasu na przeanalizowanie tego wszystkiego. Potrzebuję czasu na podjęcie różnych, ważnych nie tylko dla mnie decyzji. Nie wiem czy starczy mi sił żeby zmierzyc się z tym wszystkim ale muszę próbować. Muszę... bo czuję, że się duszę, i że życie mi umyka...

 

57.

Właśnie wróciłam z pracy. Ubrałam choinkę, z kuchni dobiegają wspaniałe zapachy potraw wyczarowanych przez rodziców...

Jest jeszcze tyle do zrobienia...

 

Każdemu, kto zaglada do moich wpisów chciałabym życzyć spokojnych i udanych Świąt Bożego Narodzenia pełnych ciepła i miłości :)

W ten wyjątkowy Wigilijny dzień,
Niech wszystkie troski odejdą w cień.
Niech miłość jest domownikiem w domu Twoim,
Nie tylko gdy choinka stoi.
Prezentów różnych i dużych i małych:
Tych wyjątkowych, najskrytszych, słodkich
Co raz do roku życzymy sobie,
I tych maleńkich, które w pośpiechu co dnia mijamy,
Bo ich zwyczajnie nie zauważamy.
Pomyśl życzenie bo Święta moc mają,
I lepszych ludzi z nas wydobywają.
A tak ode mnie już całkiem poważnie,
Życzę Ci szczerze niech jedno życzenie ważne dla Ciebie
Wielką Świąt mocą spełni się,
Niech Ci daruje to czego pragniesz,
Czego najbardziej odczuwasz brak.
Wszak dziś Wigilia - Jezus przychodzi na świat!

 

http://www.youtube.com/watch?v=Lbo1nOcRyKY

56.

Ech… nawet nie zauważyłam jak zrobił się 23 grudzień. Wyjątkowo szybko zleciał mi ten ostatni przedświąteczny tydzień. Tyle miałam planów, tyle pracy do zrobienia… i nic mi z mojego planowania nie wyszło.  

W poniedziałek wigilijka w pracy – obecność obowiązkowa. Aj nie lubię tego typu spotkań. Wszyscy pokazują jacy są dobrzy, jak się kochają etc. A miną święta znowu zaczną się kłótnie, plotki... W ogóle jakaś taka wyjątkowo sztuczna atmosfera panowała w tym roku. Modliłam się, żeby wybiła magiczna godzina 20:00. Żeby już wrócić do domu.

We wtorek praca do nocy. Jak wróciłam to tak bardzo bolała mnie głowa, że na nic nie miałam siły. Poszłam spać…

A dzisiaj jest środa. Dom w rozsypce a ja nie mam na nic sił. No i taki prezent przedświąteczny mam. Ktoś uroczy ukradł mi 120 zł. Nie wiem kiedy i nie wiem jak ale ktoś wyjął sobie pieniądze z mojego portfela. Ktoś w pracy. Oczywiście nikt nic nie widział… Dzięki Bogu w portfelu miałam tylko 120 zł i jakieś drobniaki. Monety zostały, banknoty znikły. Jakaś opatrzność losu sprawiła, że wczoraj jak sprzątałam torebce wyjęłam karty do bankomatu no i zapomniałam je w domu. Strach pomyśleć co by było gdyby też były w portfelu…

 

I jeszcze tęskno mi za M. A on milczy i milczy i milczy… i nie wiem gdzie jest i nie wiem co robi. I nawet nie wiem czy jeszcze żyje :(. I mam taką malutką iskierkę nadziei, że jutro, w tym wyjątkowym dniu może odezwie się do mnie.

Mam dla niego życzenia ale on pewnie i tak ich nie przeczyta :(

Podaruję Ci w Noc Cichą,
łzę płynącą prosto z serca.
Żal, tęsknotę i bezsilność,
miłość moją beznadziejną.
W zamian tylko pomyśl o mnie,
gdy opłatek weźmiesz w dłonie.
I choć będziesz tak daleko,
bliższy będziesz niż ktokolwiek.
Zamknę oczy, Ty się zjawisz,
i iskierki płonąć będą.
Popatrz w niebo, obok Gwiazdki,
znajdziesz Skarbie mnie na pewno.

55 o smutnym karpiu :(

Brutalnie i odrażająco brzmi reklama zawieszona przed sklepem u mnie na wsi. Ów napis głosi „Pan Karp poleca się na stół wigilijny”. Ja na miejscu Pana Karpia bym się nie polecała!!! Bo jak to tak?

W ogóle to tradycja z karpiem w wannie wydaje mi się niezwykle brutalna. Bo oto, żyje sobie Pan Karp w swoim własnym domu – stawie. Czuje się tam bardzo dobrze wśród znajomych i przyjaciół. Dostaje dobrze jeść, pływa sobie w swoich znajomych wodach etc.

I tu nagle nadchodzi grudzień, zjawia się właściciel stawu i brutalnie łowi ryby. Z wielkiego stawu przenosi się je do mniejszych zbiorników gdzie tłoczy się z innymi karpiami tak długo aż zostanie kupiony.

Wreszcie udaje mu się wydostać. Dostaje małe ekskluzywne wiaderko z niewielką ilością wody. Jest przestraszony, nie wie co się z nim dzieje. W końcu karp trafia do domu. Dostaje swoją własną wannę. Wydaje się być szczęśliwym, że oto kres jego tułaczki się skończył. Twoja wanna zaczyna mu się podobać, brakuje mu tylko kolegów, no i jakichś roślinek ale to nie ważne, przyzwyczai się. Jest mu dobrze. Przeszkadza mu tylko to ciągłe zaglądanie do łazienki.

I nagle woda w wannie znowu się mąci, czyjaś ręka wydostaje karpia, przez ręcznik, żeby się nie wyśliznął. I tak karp ginie, w stresie i męczarni bo nie zawsze ginie od pierwszego Twojego ciosu... Smutne jest życie wigilijnego karpia… :(

 

 

I jak tu jeść karpia w wieczór wigilijny? W wieczór miłości i pokoju?

Ja nie potrafię i nie jem go od lat ;).

54 czyli o choince ;)

Przechodziłam dzisiaj koło stoiska z choinkami. Jakież one wydawały się smutne, takie porzucane w tym śniegu… jakież martwe, tak nieruchomo leżały koło siebie… wydawały się zmarznięte i przez nikogo nie chciane…

A jak bardzo zmieniają się w naszych domach. Żyją, pachną, są piękne ozdobione świecidełkami, bąbkami, łańcuchami…

Na nowo stają się symbolem życia i głównym symbolem Bożego Narodzenia.

 

Pierwotnie choinka ubierana była w ozdoby z papieru i jabłka. Nawiązywano w ten sposób do rajskiego drzewka. Dzisiaj na rynku ozdób świątecznych można znaleźć takie cudeńka, że trudno się nadziwić urokowi naszych drzewek.

 

Zwyczaj ubierania choinki spopularyzował Marcin Luter i to właśnie dzięki niemu co roku w naszych domach zapalają się światełka na drzewku. Dzisiaj nie ma chyba w Polsce domu (czy to ludzi wierzących czy nie wierzących) bez tego tradycyjnego drzewka :). I bardzo dobrze! Bo choinka ma w sobie tyle uroku i tyle radości, że powinna przez cały rok stać pośród nas ;).

 

 

I tak jeszcze z cyklu "powroty do dzieciństwa" przypomniało mi się: http://www.youtube.com/watch?v=C7Qr6iN3d3g

53.

Dzień, kolejny dzień…

Dzień bardzo śnieżny i bardzo mroźny :).

„Ciągle pada śnieg, niech zasypie nas całkiem miło jest w ten zimowy świąteczny czas…” (akurat teraz ta piosenka w radio leci ;) ale nie wiem kto to spiewa).

 

 

W pracy miało być dzisiaj źle, kiepsko, fatalnie i beznadziejnie. Było tak sobie. Nie będę narzekać bo w sumie nie mam na co ;). Chociaż zawsze mogłoby być lepiej.

 

 

Poza tym od wczoraj usiłuję skontaktować się z G. Nie odbiera moich telefonów, nie odpisuje na smsy. Może jeszcze maila spróbuję mu wysłać. Zawsze kiedy jest mi najbardziej potrzebny znika bez śladu. Czasami sobie myślę, że on mi to robi na złość. Tylko po co? Nie mam zamiaru niszczyć mu życia i nic od niego nie chcę poza drobną pomocą od czasu do czasu. Co się z tym facetem stało? Stał się kompletnie bezmyślny i  nieodpowiedzialny. I pomyśleć, że kiedyś nie wyobrażałam sobie bez niego życia ;). Ach… stał się zupełną odwrotnością tego chłopaka, którego poznałam kilka lat temu… :(

52 czyli o pracy :(

Kocham swoją pracę, uwielbiam to co robię ale nienawidzę instytucji w której pracuję!!! Nienawidzę i coraz bardziej ona mnie przeraża. To całe bezduszne – to ci wolno a tego nie wolno. Za to łaskawie zapłacą a za to nie. Byle taniej… człowiek jest niczym, jest prochem, jest pyłem… najlepiej gdyby go nie było… i do tego ta cała biurokracja: tony, tony bezsensownych papierów. Nie wystarczy wklepać w komputer, trzeba jeszcze wypisać, najlepiej w trzech kopiach. Po jaką cholerę to komu!!! Czy faktycznie ci na górze to czytają? I tak się traci cenny czas, który można by poświęcić ludziom...  

Zaczynają mnie również przerażać osoby z którymi pracuję. Już nie ma tak jak kiedyś – nie ma integracji, nie ma zespołu. Teraz jesteśmy my - wy - oni. Każdy osobno i każdy jak najwięcej dla siebie. I do tego wszechobecna złośliwość, znieczulica i rządza pieniądza – teraz przed świętami to widać najlepiej…

Sama myśl o jutrze mnie przeraża. Jutro jest taka zmiana, że jak sobie pomyślę to mi się ryczeć chce. Jutro będzie kwintesencja złośliwości, arogancji, obojętności...  

Jakie to jest upokarzające dla człowieka, który musi na to wszystko patrzeć, słuchać, oceniać… i w końcu stwierdzić: to wszystko z mojego podatku :( :( :(

51 czyli dzień dziwnych rozmów

W pracy cicho. Każdy robił swoje. G. mnie unika co mnie cieszy bo nie muszę słuchać o jej urojonych chorobach.

Poza tym jakiś taki dzień dziwnych rozmów to był. Fragment jednej z nich: 

„Wie pani ja nie chciałbym dożyć starości”

"Dlaczego???”

„Bo nie chcę żeby się ze mną działo to, co dzieje się z tymi ludźmi”

„No wie pan, nie każda starość jest taka”

„Ale każda kończy się śmiercią”

„No cóż, śmierć ma to do siebie, że przychodzi zawsze – niekoniecznie w starości”

„No tak ale w starości najczęściej”

„Więc czego pan oczekuje od życia?”

„Nie wiem proszę pani, nie wiem"

................................................

50.

Smutny wpis to będzie bo smutno mi dzisiaj :(.

Niektórzy ludzie naprawdę mnie przerażająa. Jedną z takich osób jest G.

Pani G. jest jedną z ważniejszych osób w moim miejscu pracy. Od kąd ją znam (czyli jakieś 5 lat) jest nieustannie chora. Przerabialiśmy już: wrzody żołądka, nadczynność tarczycy, zapalenie stawów, nadciśnienie etc. A to wszystko przeplatane jest etapami picia. Po każdej chorobie następuje cudowne uzdrowienie a potem znowu pojawia się coś nowego. 

Dzisiaj już przeszła samą siebie oznajmiając, że ma raka trzustki. Skierowałam ją do specjalisty mianowicie psychiatry. I tym sposobem mam wroga. Zabrakło mi już odwagi żeby zaproponować jej odwyk bo niestety G. znowu pije (nie rozumiem dlaczego ta najważniejsza szefowa nie reaguje kiedy G. przychodzi do pracy na kacu). No cóż... życie codziennie mnie przekonuje, że jest inne niż to, które próbuję stworzyć. 

Jeju kiedy G. w końcu zrozumie, że powinna się udać do psychiatry. Jak ją przekonać do tej wizyty? Kiedy ona w końcu przestanie utrudniać życie innym ludziom?

Najbardziej przeraża mnie to (nie są to potwierdzone informacje tylko moje własne przypuszczenia), że ona chyba prowadzi samochód po alkoholu... :( :(