Ech… nawet nie zauważyłam jak zrobił się 23 grudzień. Wyjątkowo szybko zleciał mi ten ostatni przedświąteczny tydzień. Tyle miałam planów, tyle pracy do zrobienia… i nic mi z mojego planowania nie wyszło.
W poniedziałek wigilijka w pracy – obecność obowiązkowa. Aj nie lubię tego typu spotkań. Wszyscy pokazują jacy są dobrzy, jak się kochają etc. A miną święta znowu zaczną się kłótnie, plotki... W ogóle jakaś taka wyjątkowo sztuczna atmosfera panowała w tym roku. Modliłam się, żeby wybiła magiczna godzina 20:00. Żeby już wrócić do domu.
We wtorek praca do nocy. Jak wróciłam to tak bardzo bolała mnie głowa, że na nic nie miałam siły. Poszłam spać…
A dzisiaj jest środa. Dom w rozsypce a ja nie mam na nic sił. No i taki prezent przedświąteczny mam. Ktoś uroczy ukradł mi 120 zł. Nie wiem kiedy i nie wiem jak ale ktoś wyjął sobie pieniądze z mojego portfela. Ktoś w pracy. Oczywiście nikt nic nie widział… Dzięki Bogu w portfelu miałam tylko 120 zł i jakieś drobniaki. Monety zostały, banknoty znikły. Jakaś opatrzność losu sprawiła, że wczoraj jak sprzątałam torebce wyjęłam karty do bankomatu no i zapomniałam je w domu. Strach pomyśleć co by było gdyby też były w portfelu…
I jeszcze tęskno mi za M. A on milczy i milczy i milczy… i nie wiem gdzie jest i nie wiem co robi. I nawet nie wiem czy jeszcze żyje :(. I mam taką malutką iskierkę nadziei, że jutro, w tym wyjątkowym dniu może odezwie się do mnie.
Mam dla niego życzenia ale on pewnie i tak ich nie przeczyta :(
Podaruję Ci w Noc Cichą,
łzę płynącą prosto z serca.
Żal, tęsknotę i bezsilność,
miłość moją beznadziejną.
W zamian tylko pomyśl o mnie,
gdy opłatek weźmiesz w dłonie.
I choć będziesz tak daleko,
bliższy będziesz niż ktokolwiek.
Zamknę oczy, Ty się zjawisz,
i iskierki płonąć będą.
Popatrz w niebo, obok Gwiazdki,
znajdziesz Skarbie mnie na pewno.