[ R E K L A M A ]


zdjecie

– A ty jak się masz? – spytał Puchatek? – Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał. Hmm... jestem Kłapouchym?

86.

heh... Dzień Kobiet. W pracy jak co roku - panowie kupili jeden bukiet dla wszystkich pań. Zawsze się zastanawiamy co z takim bukietem zrobić. Trudno go podzielić bo zawiera raptem 5 kwiatów a dziewczyn na zmianie ok. 7 ale podobno liczy się gest ;).

No cóż - bukiet stanął na honorowym miejscu w dyżurce a my powróciliśmy do normalnego rytmu pracy.

Poza tym objedzona jestem słodyczami. Wszyscy pozostali panowie dzielnie znosili mi dzisiaj różnego rodzaju bombonierki :).

A zapomniałabym znalazł się jeden odważny, który wręczył mi slicznego żółtego tulipanka :). Poza tym wycałowaną rączkę mam za wszystkie czasy ale w sumie miły dzień to był ;).

 

Lubię ten dzień i już :)

 

No i tak na koniec jeszcze dla wszystkich koleżanek z Charakterów wszystkiego dobrego z okazji Dnia Kobiet :* :)

http://www.youtube.com/watch?v=xJJT51VWKSQ

85.

Otwieram oczy i oślepia mnie jasność. Porażający blask wdziera się pod moje powieki. Nie wiem gdzie jestem ani co się stało. Skądś tam dociera potworny dźwięk. Poruszam głową.

Powoli dociera do mnie, że nastał ranek. Ranek - a ja wcale nie chcę wstawać. Chcę pozostać tu gdzie jestem - pod ciepłą kołderką.

Coś z hukiem spada na podłogę. To podręcznik, z którym zasnęłam.

Powoli zaczynam kojarzyć - siedziałam nad książką do 3:00 i tak się mi zasnęło. Tylko czego ja się uczyłam? Nie pamiętam ani słowa... a nie już sobie powoli przypominam...

Czuję niedosyt snu, chowam głowę pod poduszkę ale nie mogę, nie mogę zasnąć. Jest nowy dzień, z którym trzeba się zmierzyć. 

W pracy dziwnie. Dużo papierkowej roboty. Ziewałam nad tym wszystkim. Udało się dotrwać do końca tylko dzięki cudownemu napojowi energetycznemu! Dzieki ci cudowna cywilizacjo za red bulla!

W drugiej pracy wyjątkowo dobrze. W poniedziałek wraca D. więc przejmie część obowiązków. Dzisiaj trochę posprzatałam - jakoś nie umiem sobie poradzić z paniami sprzataczkami. Wogóle mnie nie słuchają. Podłoga nie jest wytarta od tygodnia. No cóż - korona mi z głowy nie spadła - wzięłam mopa i dawaj do dzieła ;). Nawet dobrze się czułam z wiadrem wody i miotłą...

Ech zazdroszczę wszystkim, którzy zaczęli weekend. Mnie czeka praca :(.

No cóż... ktoś musi pracować żeby wypoczywać mógł ktoś ;)  

84.

Po raz kolejny przekonałam się, że ilość posiadanych zer na koncie nie idzie w parze ze wskaźnikiem IQ w mózgownicy.

Ależ mnie męczą takie debilne rozmowy! To, że ktoś ma kasę nie znaczy, że może sobie kupiś wszystko. Nie może kupiś dwóch rzeczy - mianowice zdrowia i życia.

Czy jest jakis przyrząd, którym można by to wbijać do tych pustych, wypchanych kasą mózgownic?

Zmęczona i zdegustowana jestem. Tekst: "bo wie pani ja w każdej chwili mogę kupić sobie wszystko co tylko zechcę" powala mnie na kolana. Dzisiaj te słowa usłyszałam drugi raz w życiu.

I co ja mam zrobić z taką informacją?

Pozostaje mi tylko westchnąć tam gdzieś w górę: "Boże nie chcę być nigdy jak ta pani". Chcę pozostać sobą - zawsze i na zawsze. Nie chcę drżeć, że ktoś mi porysuje mój najnowszy model mercedesa, nie chcę się zastanawiać, który z moich pracowników w tej chwili własnie mnie okrada, nie chcę się wstydzić, że leżę ze "zwykłymi" ludźmi w byle jakiej sali szpitalnej... 

Może nie mam zer na koncie, nie posiadam wielu rzeczy, które chcialabym mieć ale mimo to jestem szczęsliwa. Cieszę się tym co mam - to sobie dzisiaj uświadomiłam!

 

83.

Tadam, tadam - uwielbiam takie dni jak ten :)

Spać sobie do godziny 9:00 a potem długo przeciągać się w łóżku. Wstać w dobrym humorze. Założyć ukochane stare dżinsy, glany i ruszyć w świat.

Pogoda cudowna! Słoneczko, chmurki i łobuzerski wietrzyk - tak właśnie lubię najbardziej ;)

Dzisiaj pojechałam zupełnie w odwrotnym kierunku niż jeżdżę na codzień. Dzień postanowiłam spędzić miło i przyjemnie zatem wybrałam się do zaprzyjaźnionej księgarni. Szczęście mi wyjątkowo sprzyjało - dostałam 10 zupełnie nowych, pięknych, pachnących jeszcze farbą drukarską książeczek dla naszych biednych maluchów. Już się nie mogę doczekać jaką zrobią minę na widok tych cudowności :).

Zjadłam też dzisiaj wyjątkowo zdrowy obiad pod postacią góry sałatki ze świeżych warzyw w pysznym jogurtowym sosiku. czemu u mnie w pracy tak dobrze nie gotują?

A na koniec dnia wizyta u mojej ulubionej fryzjerki. Mam wymasowaną główkę, przycięte i odżywione włoski oraz ostrzeżenie żeby nie suszyć włosów suszarką. Poza tym jak zawsze po takiej wizycie - znam wszystkie plotki i wiem co się dzieje w całym mieście - ach... kocham moją fryzjerkę :) 

82.

Zawsze drżę z przerażenia kiedy wzywa mnie główna księgowa. Nie wiem dlaczego ale zawsze wymyślam najgorsze rzeczy. Fakt wyciągnęłam ostatnio dosyć sporo pieniędzy z kasy - ale na dobry cel :). Sądziłam, że o ten debet właśnie chodzi. 

A tu proszę - taka niespodzianka :). W miesiącu lutym wypracowałam nadgodziny, które teraz mogę wykorzystać w postaci dnia wolnego ;).

Wyjątkowo cudowna wiadmomość to jest. Nie zatsanawiałam się zbyt wiele i od razu zdecydowałam, że dzień wolny wykorzystam własnie jutro :)

Już sobie zaplanowałam tyle ciekawych rzeczy do zrobienia. Ciekawe ile z tego uda mi się zrealizować ;).

 

A teraz zimny i leniwy wieczór ogrzewa i ożywia cudowny głos Barry Whitea ;)

http://www.youtube.com/watch?v=T1Oza-UzG2s&feature=related

81.

Ależ się wczoraj popłakałam jak Justyna Kowalczyk zdobywała złoty medal :)

Zawsze tak mnie wruszają sukcesy naszych sportwoców, że nie umiem się powstrzymać :). Ale to miłe wzruszenie i oby jak najwięcej takich powodów do wzruszeń :)

 

Dzisiaj też się wzruszyłam i popłakałam ale był to zupełnie inny płacz. I powód zupełnie też inny. 

Zawsze mnie wzruszają dramaty innych ludzi. Jak słyszę, że komuś dzieje się krzywda to łzy same napływają do oczu, ściska gdzieś tam w sercu i nie umiem nad tym zapanować. Po prostu tak mam i już. Odziedziczyłam to po mamie.

Historia, którą opwiedziała mi moja znajoma psycholożka była niezwykle brutalna i okropna. Związana z dzieckiem upośledzonym. Z małą 7 letnią dziewczynką. Coś tak okropnego, że przez myśl mi to nie przechodzi...

Żeby najbliższa rodzina własnemu dziecku, i tak już doświadczonemu przez los zgotowała takie życie. Jak można? Jak tak wogóle... W głowie mi się to nie mieści :(

Smutna ta niedziela jakoś...

 

80.

Kurczę, straszny sen dzisiaj miałam :(. Śniło mi się, że powypadały mi zęby. Takie dziwne zęby - zepsute, jakieś małe, drobne - zupełnie inne niż te, które mam w buzi. Poza tym było ich strasznie dużo...

Obudziłam się o 3:20 i potem już nie spałam. Wogóle jakoś tak dziwnie się czułam. W sumie to nigdy nie wierzyłam w sny, nie posiadam sennika i nigdy nie zastanawiałam się co dany sen może oznaczać. Jednak ktoś kiedyś mi powiedział, że wypadające żeby oznaczają śmierć w rodzinie. Wystraszyłam się. W ciągu ostatnich dwóch lat bardzo dużo osób zmarło w moim najbliższym otoczeniu... Może to głupie ale boję się iść dzisiaj spać bo boję się, że ten koszmar się powtórzy :(.

No i cały dzień był jakiś taki dziwny - ciągle mam przed oczyma obraz tych zębów ze snu.

W pracy mówią, że bzdurami się zadręczam ale zgodnie wszyscy podkreślili, że to zły sen. No i co ja mam o tym myśleć? Nienawidzę koszmarów! Już tak dawno mi się nic koszmarnego nie śniło a tu masz - od razu sen zwiastujący śmierć ;p.

 

Z dobrych rzeczy to usłyszałam niesłychanie miły komplement od człowieka, który jest wielkim autorytetem w moim zawodzie. Podobno takie komplementy ten człowiek wypowiada niezwykle rzadko. Mam nadzieję, że wypowiada je szczerze ;). No cóż, szczerze czy nieszczerze ale bardzo miło mi się zrobiło ;).

79.

Wiosna, wiosna, wiosna ach to Ty! :)

Cudny dzień!

Rano zbudziły mnie chóry ptasząt ukrytych w gałęziach bezlistnych jeszcze drzew. Potem przeskakując kałuże dotarłam do przystanku autobusowego.

W pracy miło i sypmatycznie. A po pracy jeszcze milej :)

No i nastał cudny wieczór z księżycem i gwiazdami :)

A na wieczór niech będzie wiosennie: http://www.youtube.com/watch?v=bIbgg2Ca1vk :)

78.

O. pracuje u nas bardzo długo. Zdecydowanie dłużej niż ja. W hierarchii naszych zawodowych pozycji zajmuje ostatni, najniższy szczebelek. Krótko mówiąc jest sprzątaczką. To, że jest sprzątaczką nie znaczy, że jest gorszym człowiekiem. Nie wszyscy niestety to rozumieją i to mnie bardzo boli bo O. jest naprawdę fantastyczną osobą. Zawsze mam do niej wielki szacunek. Jest DDA, wychowywała się w domu dziecka, ledwo co skończyła szkołę podstawową, życie bardzo ją doświadczyło a mimo to nie poddała się, walczyła. Pracuje, założyła rodzinę etc.

O. ma jedną wadę. Mianowicie swego czasu brała mnóstwo kredytów – nie wspominając o nich mężowi. Za kredyty kupowała bzdury – kamerę, aparat, kino domowe etc. Tak jakby chciała sobie wynagrodzić to, czego nie miała w dzieciństwie. Powiedzmy, że to akurat jest zrozumiałe. Niezrozumiałe dla mnie jest to, że nikt jej nie uświadomił jakie skutki może mieć takie ciągłe korzystanie z kredytów. Wszyscy w pracy o tym wiedzieli a każdy milczał.

Dla niej branie tych kredytów w przeróżnych bankach było jak nałóg. Tylko czy branie kredytów może być nałogiem?

Od pewnego czasu ma kłopoty ze spłatą zadłużenia – w sumie nie dziwię się temu. Wcześniej czy później musiało do tego dojść. Tyle, że teraz już stało się to niebezpieczną zabawą bo przyznała się, że ktoś jej groził w związku z tymi długami.

I co ja na to? Poszłam do banku wyciągnęłam z konta 500 zł i po prostu jej dałam. A teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam i się waham. Ona prawdopodobnie nie odda mi tych pieniędzy bo skąd weźmie. I jakoś tak mi smutno bo ta kasa była przeznaczona na pewien ważny cel. I denerwuje mnie to, że ona zamiast przyznać się mężowi kryje to przed nim a pomocy szuka u zupełnie obcych osób. Ach…

 

 

Z dobrych rzeczy to pierwiosnka dzisiaj widziałam. Taki dzielny przebił się przez zwały śniegu i oznajmił światu, że jest nadzieja na wiosnę :)  

 

77.

To był naprawdę dobry dzień!

W pracy wszystko po mojej myśli. Wogóle to zgrana ekipa dzisiaj urzędowała. Było dużo śmiechu i wspólnych rozmów. Dostaliśmy nawet pyszny tort z dedykacją. Bardzo miłą dedykacją. Ostatnimi czasy rzadko się zdarza, żeby ludzie doceniali naszą pracę. A to był naprawdę bardzo miły i sympatyczny gest! Tort był pyszny - z gatunku moich ulubionych - dużo owoców i galaretki za to ani grama tłustych maślanych kremów ;)

Po pracy błąkałam się bez celu po uliczkach mojego mista. Pod nogami chlupała mi woda z topniejącego śniegu. Twarz ogrzeało mi wyjątkowo ciepłe słońce. I ludzie też byli jacyś tacy inni - uśmiechali się do siebie.

Spotkałam się też z moim ulubionym optymistą. Po rozmowie z nim czuję się taka naładowana dobrą energią. Mam nadzieję, że ta energia podgrzewana przez wiosenne słońce będzie trwać i trwać... ;)