PIĄTEK, 3 września 2010
Joachima, Liliany, Szymona


ee
– A ty jak się masz? – spytał Puchatek? – Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał. Hmm... jestem Kłapouchym?

101. Bajka o Ćwierćlandzie

Znacie bajkę o Ćwierćlandzie?

Nie?

Oto ona:

 

 

Państwo to jest okrągłe jak naleśnik, a ponieważ składa się z czterech krajów nosi nazwę "Ćwierćlandu" . W pierwszym kraju wszystko jest zielone: domy, ulice, samochody, telefony, dorośli, a także dzieci.

W drugim kraju wszystko jest czerwone: drzewa, wanny, lizaki, dorośli, a także dzieci.

W trzecim kraju wszystko jest żółte miotły, szpitale, kwiaty, rusztowania na budowli, dorośli, a także dzieci.

W czwartym kraju wszystko jest niebieskie: lampy na skrzyżowaniach, meble, mosty, szczoteczki do zębów, rowery, dorośli, a także dzieci.

Dzieci w dniu narodzin są kolorowe. Tak jest w całym "Ćwierćlandzie" . Lecz dorośli patrzą na nie swoimi zielonymi, czerwonymi, żółtymi bądź niebieskimi oczami, głaszcząc je przy tym swoimi zielonymi, czerwonymi, żółtymi czy też niebieskimi rękami dotąd, aż stają się jednokolorowe. Najczęściej dzieje się to bardzo szybko.

Pewnego razu w kraju zielonym przyszedł na świat chłopiec o imieniu Groszek. Gdy skończył rok, to był jeszcze trochę kolorowy. Było to niepokojące, lecz w końcu Groszek nabrał zielonej barwy jak trzeba.

W "Ćwierćlandzie" dzieci nie muszą chodzić do szkoły. Uczą się tylko rzeczy najistotniejszej: w kraju zielonym, że liczy się tylko kolor zielony, w czerwonym, że czerwony, w żółtym, że żółty, a w niebieskim, że niebieski. Tak więc w kraju czerwonym nocą i dniem fruwają transparenty. "Kolor zielony, żółty i niebieski to oszustwo" można na nich przeczytać. "Tylko czerwień jest prawdziwa" . I rozlega się piosenka truskawkowa - hymn narodowy kraju czerwonego. W niebieskim kraju wszędzie wiszą plakaty z napisem: "Niebieski, niebieski, niebieski!" . I za każdym razem, gdy dzieci wpatrują się swoimi niebieskimi oczami w napis na plakatach, dostają swędzenia w niebieskich piętach i natychmiast tańczą śliwkowe tango.

W żółtym kraju krzyczy megafon: "Kolor niebieski, czerwony i zielony jest do kitu. Żółty - to jest to!" . Potem dzieciaki zdejmują żółte czapeczki z głów i tańczą cytrynowego bluesa. A w kraju zielonym stoi w parku mówiący robot. "Bądźcie zieloni" - woła, "jeśli usłyszycie czerwony, niebieski, żółty, to nie dawajcie wiary" . Raz Groszek wetkną robotowi do buzi kawałek zielonego sera i robot przez trzy dni mówił tylko "pi-per-la-pop" . Dzieciarnia uznała, że to wspaniałe. "Żółtego dnia" - pozdrawiają się dzieci w kraju żółtym, bo przecież żółty jest najlepszy. Potem jeżdżą na melonowych wrotkach i wypuszczają z klatek żółte kanarki. Czasami siadają i marzą. Oczywiście ich marzenia mają żółtą barwę, bo przecież o innych kolorach nie wiedzą. Marzą o lwim zębie, o słomkowym kapeluszu , o galaretce brzoskwiniowej, o żółtym samochodzie pocztowym, o robaczku świętojańskim. I gdy otwierają po jakimś czasie żółte oczy, to są troszeczkę niezadowolone. Lecz nie umieją powiedzieć dlaczego.

W kraju czerwonym dzieci mają wielką czerwoną zabawę: rzucają pomidorami w zachodzące słońce, o słońce te pomidory połyka. Potem, gdy zapada zmrok i w domach zapalają się czerwone lampy, dzieci siadają i patrząc w dal wzdychają. A wszystkie ich westchnienia mają oczywiście kolor czerwony. Czasami czują się tak, jak gdyby im czegoś brakowało, ale nie mówią o tym.

W niebieskiej krainie dzieci mają taką zabawę: "Niebo" - mówi któreś, a inne odpowiadają: "niebieskie" . "Dym" - niebieski, atrament - niebieski, papużka - niebieska, niezapominajka - niebieska ". I tak nieustannie, aż do zmęczenia. Potem łapią się za ręce i wymyślają różne rzeczy. Wymyślają niebieskie mandarynki, niebieski śnieg, niebieską muzykę, niebieskie konie. Czasami któreś dziecko boli ząb. Ból jest wtedy niebieski. Ale to oczywiste!

W kraju zielonym największą radość sprawia skakanie przez kaktusy. Jeśli któreś z dzieci nie skacze dość wysoko, to wbija mu się do pupy kaktusowy kolec. Fajna jest też zabawa w skaczące żabki. Natomiast liczenie trawy jest nudne. Gdy się w to bawią, to zaczynają ziewać. Siadają na zielone parkany i wymyślają sobie zielone prezenty, na przykład: zielony likier z mięty, sałatę z porem, pięć metrów węża do podlewania ogrodu i tak w kółko. Tylko groszek pewnego razu zażyczył sobie czerwoną kropkę. Taką maleńką, maciupeńką. Całe szczęście, że policja o tym nie wie.

Zadaniem policjantów w każdym kraju jest odnawianie każdego ranka o godzinie 6-tej kredowych granic. Najpierw czeszą oni swoje czerwone, niebieskie, żółte i zielone włosy czerwonymi, niebieskimi, żółtymi i zielonymi grzebieniami, a następnie idą do pracy. Potem, jak inni dorośli wracają do domu i odmawiają modlitwę przed wieczerzą." Kochany, żółty Panie Boże "- modlą się w kraju żółtym -" Dziękujemy Ci za to, że jesteśmy żółci. Chroń nas Boże. A w krajach pozostałych rozbrzmiewa modlitwa do niebieskiego, zielonego i czerwonego Boga. I wszyscy modlą się tylko za siebie.

W "Ćwierćlandzie" oczywiście nie jest tak, że kraje są od siebie całkowicie odcięte. Można telefonować. Na przykład z kraju niebieskiego do zielonego lub czerwonego. Z kraju żółtego można wykręcić numer do kraju niebieskiego. Ponieważ jednak kable są przecięte, to telefony są głuche. Dzieci doskonale o tym wiedzą i nawet nie próbują dzwonić.

 

Pewnego dnia zdarzyło się coś zdumiewającego. W środku zielonego kraju wyrosła żółta róża. Była to piękna róża! Lecz dorośli przechodząc obok niej wykrzywiali twarze, jak gdyby przechodzili obok gnojówki. Nie trwało to długo. NA miejsce 35 policjantów i 35 szpadlami wgniotło różę w ziemie. To było tego dnia, kiedy Groszek upuścił swoją łyżkę do talerza ze szpinakiem. Szpinak rozprysnął się dookoła. Ale nic się nie stało, bo pokój tak czy tak był przecież zielony. Rodzice Groszka także. Jedynie pękł talerz. Potem nie zdarzyło się już nic więcej. W każdym razie nie było ani widać ani słychać nic szczególnego. Jednakże wszystkie dzieci w "Ćwierćlandzie" zaczęły odczuwać niepokój. Od momentu, kiedy pękł talerz.

I nagle wszystkie dzieci z kraju czerwonego pobiegły do miejsca, gdzie graniczą ze sobą wszystkie kraje. Dzieci z kraju niebieskiego też pobiegły, z żółtego i zielonego także. Gdy już wszystkie znalazły się na granicy, zaczęły się sobie przypatrywać, nie mówiąc ani jednego słowa. Aż Groszek zrobił coś, co inne dzieci w mig pochwyciły. Po prostu spluną na kredową granicę. Potem roztarł ślinę nogą. Kreda zniknęła. Inne dzieci zrobiły to samo. Spluwały na kredę, aż nie zostało ani śladu granic. Wtedy dzieci wybuchnęły śmiechem, zaczęły obejmować bardzo ostrożnie nawzajem zielone - żółte, żółte - niebieskie, niebieskie - czerwone, czerwone - zielone i wciąż dalej, aż każdy objął każdego. Najpierw niczego nie dostrzegały. Zaczęły się bawić nie pamiętając, co mówiły roboty w parku, megafon, plakaty i transparenty. Powoli dzieci przestawały być jednokolorowe. Na zielonych pojawiały się czerwone, niebieskie, żółte plamki, na niebieskich zielone, czerwone, żółte, na czerwonych i żółtych zaczęło dziać się to samo.

A gdy już wszystkie dzieci miału wszystkie kolory "Ćwierćlandu" na sobie, to ich myśli, marzenia, odczucia i życzenia stały się kolorowe. Każde dziecko zaczęło rozumieć drugie i zawładnęły całym "Ćwierćlandem" . Nigdy wcześniej nie było tak radośnie - śpiewają razem cytrynowego bluesa, skaczą przez kaktusy, wymyślają niebieski śnieg, rzucają pomidorami w zachód słońca. Dorośli robią okrągłe oczy ze zdziwienia, ale są bezsilnie, bo nie ma jednokolorowych dzieci. Niektórzy rodzice chcą także być kolorowi. Bardzo się starają i nawet pojawiają się na nich kolorowe nieśmiałe plamki, na przykład na rodzicach Groszka. Lecz naprawdę kolorowe są dzieci....

 

Właśnie Ćwierćland przypomina mi trochę naszą Polskę - tutaj też prawdziwie cieszyć się potrafią tylko dzieci...

100. STO

Tak jakoś wyszło, że setny wpis przypada dokładnie rok od pierwszego wpisu.

Cóż, minął rok jak jestem tutaj. Ostatnio jakoś tak mniej ale może to przez ciągły brak czasu.

Ale może to być też tak zwane wypalenie blogowe... Hmm o ile takie w ogóle istnieje ;).

Ale póki co czas się cieszyć, że aż tyle wytrwałam :). Przyznaję się szczerze - kilka blogów założyłam ale po kilku miesiącach usunęłam. Z Wami jestem rok. Może moje wypociny nie są wartościowe, nie są mądre ale w blogowaniu chyba nie o to chodzi. To takie miejsce w wirtualnym świecie gdzie każdy może napisać to, na co ma ochotę. I to właśnie jest fajne i dlatego właśnie tu jestem :)

 

I jeszcze taka nutka na dobranoc:

http://www.youtube.com/watch?v=dP-bwuEdLzg&feature=related

 

 

99. Słowa

Znalazłam dzisiaj taką oto ładną piosenkę o słowach ;)

 

Są słowa

Są słowa kojące, pachnące radością,

Są słowa, które nosisz na dnie serca z wdzięcznością,

Są słowa, od których dłoń zaciska się w pięść,

Są słowa, po których spać nie możesz ni jeść.

A ja zbieram słowa, by złożyć z nich piosenkę,

Więc muszą być proste, łagodne i miękkie.

Zaśpiewam ci piosenkę, gdy spotkamy się znów,

Ty weźmiesz mnie za rękę,

A potem do mnie mów bez słów.

 

Są słowa, które znają ci pogodni i prości,

Są słowa- drogowskazy świecące w ciemności,

Są słowa w środku puste, choć grzmiące jak spiż,

Są słowa, co serce mrożą nawet, gdy śpisz.

A ja zbieram słowa, by złożyć z nich piosenkę,

Więc muszą być proste, łagodne i miękkie.

Zaśpiewam ci piosenkę, gdy spotkamy się znów,

Ty weźmiesz mnie za rękę,

A potem do mnie mów,

Mów do mnie mów bez słów,

Bez słów, bez słów, bez słów.

 

No i do posłuchania jeszcze: http://chwastekpospolity.wrzuta.pl/audio/8Rs9YLVo9eA/mikroklimat_-_sa_slowa

98. Całe życie czekam...

Jak ja dawno Bajora nie słychałam. No to dzisiaj będzie Michał Bajor - "Całe życie czekam". Piosenka jest piękna!!! I te słowa...

 

 

Całe życie czekam
Dzień po dniu
Płynie czasu rzeka
Wieczny nurt
Gdzie mnie niesie życia prąd?
Ciągle pytam: Dokąd? Skąd?

Całe życie czekam
Mrok czy blask
Na człowieka
Co zatrzyma czas
Tylko miłość ma tę moc
Kiedy kocham to mam w swoich dłoniach los

W tym świecie pełnym złud
Bajecznie pięknych kłamstw
Nie wstydzę się prostych prawd


Chociaż nie jest łatwo
Przemijać w rytmie dni
Nie zgaśnie we mnie światło
Ta miłość musi przyjść

To może brzmi zbyt prosto
Nie szukam błędnych gwiazd
Nadzieja moją siostrą
A moim wrogiem czas

Cóż, życie to czekanie
Róż co dzień nie da nikt
Musi być cień by kiedyś był blask
Nie wstydzę prostych prawd

W tym świecie pełnym złud
Bajecznie pięknych kłamstw
Nie wstydzę się prostych prawd

 

http://www.youtube.com/watch?v=iDoTjD5VeT4&feature=player_embedded

97. Kometa

Jedna z ładniejszych piosenek jakie słyszałam w życiu:

Kometa

Ujrzałem kometę po niebie leciała,

Chciałem jej zaśpiewać ale się schowała,

Jak łanie uciekła w leśną czeredę,

A w oczach zostały mi złote monety.

 

I skryłem monety do ziemi pod dębem,

Gdy znowu przyleci nas tu już nie będzie,

Nas tu już nie będzie los marny człowieka,

Ujrzałem kometę chciałem jej zaśpiewać:

 

O wodzie, o trawie, o lesie,

O śmierci, z którą zmierzyć przyjdzie się,

Miłości i zdradzie i świecie,

I wszystkich ludziach co żyli tu na tej planecie.

 

Na dworcu niebieskim wciąż dzwonią wagony,

Kopernik i Kepler nadali ich tony,

Aż w końcu spisali odwieczne zasady,

Te które do dzisiaj na plecach dźwigamy.

 

To jedna z największych tajemnic przyrody,

Że tylko z człowieka się człowiek narodzi,

Że tylko z korzeni drzew rosną gałęzie,

Krew naszej nadziei wędruje po świecie.

 

Ujrzałem kometę a była jak rzeźba,

Wielkiego artysty, którego już nie ma,

Gdy chciałem jej dotknąć i wspiąć się do nieba,

To nagle obnażył mnie bezsens pragnienia,

 

Jak posąg Dawida z białego marmuru,

Patrzyłem na niebo, szukałem tam cudu,

Że może powróci ta próżność człowieka,

Lecz nas już nie będzie ktoś inny jej zaśpiewa:

 

O wodzie…

 

Będzie to piosneczka o nas i komecie.

 

Oryginał do posłuchania: http://www.youtube.com/watch?v=mjrqMNT6vIg

 

I Polska wersja - równie piękna: http://www.youtube.com/watch?v=Geg5ivtFhwY

96.

Wyobraźcie sobie małą wieś na końcu Polski. Ładny, ciepły i słoneczny dzień. Prawdziwa polna droga. I nagle z za zakrętu wyłania się stado gęsi a za nimi dziewcze młode około 20 lat. Zupełnie bose w długiej szarej sukience prawie do ziemi. Na głowie wianek uwity z polnych kwiatów i długi jasno brązowy warkocz. Patykiem urwanym z leszczyny zaganiała swoje stadko na łąkę.

 

 

Otóż widziałam dzisiaj prawdziwą gęsiarkę. Widok był piękny – stałam jak zaczarowana i tez zapragnęłam mieć swoje stado gęsi ;)

 

 

Gęś wodą, gęś wodą, a kaczuszki strugą

Dyr, dyr, dyr jedna za drugą.

Gęś płynie, gęś płynie koło mego domu,

Kogo kocham szczerze nie powiem nikomu.

Na wodzie na Wiśle, płynie cyraneczka,

Nie widać nie słychać mego kochaneczka.

Leciały żurawie, pływały łabędzie,

Ponoć już z kochanie mego nic nie będzie…

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=608jVv1aNMI

95.

"Mateczko kochana nad wszystko na świecie,

Żyłem z Tobą szczęśliw jako małe dziecię.

Boś Ty mnie uczyła modlić się do Boga,

Jak Ci się odwdzięczę o matko ma droga?

Śpiewałaś mi pieśni, prawiłaś mi gadki,

Nad brzegiem rzeczułki, zbierałaś mi kwiatki.

A Bóg sam za tyle nade mną opieki,

Będzie Ci miłościw na wieki, na wieki!"

Jan Kubisz

 

 

Wszystkiego najlepszego mamusiu :)

94.

I popłynęła nagle wielka, ciemna woda

Jakby ktoś winy nasze spłukać chciał do dna;

Po wsiach i miastach, parkach i ogrodach,

Niby kosmiczna wielka łza.

 

 

A przecież mówią, że gdy lato to pogoda;

Pęcznieją sady i żywica pach nie las,

A popłynęła nagle wielka, ciemna woda

I stanął zegar ruszył czas.

 

 

Dlaczego my?

Dlaczego tutaj?

Czemu tak?

Pytamy ciągle jak pytają małe dzieci.

A odpowiedzi ciągle brak, a dopowiedzi brak,

Bo to jest wielka tajemnica rzeki?

 

I popłynęła nagle wielka ciemna woda..

 

 

I chociaż ponoć już o gwiazdach wszystko wiemy,

I coraz dalej wybiegamy w swoich snach;

To tak naprawdę wcale nie umiemy,

Odpędzić chmury co  nadciąga na nasz dach

 

 

Dlaczego my?

 

A odpowiedzi brak, a odpowiedzi brak....

Bo to jest wielka tajemnica rzeki....

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=bYhkvnm4P2o

93.

Cóż napisać... u mnie powódź :(

A deszcz pada i pada i pada...

Wyją syreny strażackie...

Rzeka opuściła swoje koryto - płynie ulicą. Ustawiają worki z piaskiem. Ewakuowali kilka najbardziej zagrożonych rodzin...

Robi się coraz ciemniej, coraz zimniej i coraz niebezpieczniej...

A deszcz przybiera na sile...

92.

Uwielbiam ten wiersz:

 

Narwali bzu, naszarpali,

Nadarli go, natargali,

Nanieśli świeżego, mokrego,

Białego i tego bzowego.

Liści tam - rwetes, olśnienie,

Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,

Pachnie kropliste po uszy

I ptak sie wśrod zawieruszył.

Jak rwali zacietrzewieni

W rozgardiaszu zieleni,

To sie narwany więzień

Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

Śmiechem się bez zanosi:

 A kto cię tutaj prosił?

A on, zieleń śpiewając,

Zarośla ćwierkiem zrosił.

Głowę w bzy - na stracenie,

W szalejące więzienie,

W zapach, w perły i dreszcze!

Rwijcie, nieście mi jeszcze!

 

(Julian Tuwim "Rwanie bzu")

 

No to zaczekam aż skończy się ulewa i pójdę narwać bzu :). Żałuję, że nie mam białego w ogrodzie. Żałuję też, że mam katar i nie czuję zapachów. Tak wiele mnie omija... A deszcz pada i pada. Krople deszczu stukają po parapecie. I zimno tak jakoś. Wiatr szaleje w ogrodzie. A bez szumi, szumi, szumi...

 

I jeszcze piosenka bardzo majowa ;)

http://yoaseknaseq.wrzuta.pl/audio/apvNtrkmlo5/mietek_szczesniak_-_maj_sie