PIĄTEK, 30 lipca 2010
Julity, Ludmiły, Zdobysława


ee

Ciesz się życiem, walcz z próchnicą:-) - Da_nutka

Optymizm nie gaśnie .

Dożyłam urlopu, yupi :-)

zdjecie

Jutro rano wyruszamy szlakiem Parków Narodowych, to będzie niezapomniany urlop, szare komórki się zregenerują, dotlenią, serce zacznie pracować jak należy, duch nabierze ochoty do życia. Ach, rozmarzyłam się :-)

Póki co trzeba pomyślec o pakowaniu, co zabrać, hm...

Jak ja się cieszę :-)

 

Pozdrawiam wszystkich i życzę takiej samej radości :-)

Zapraszam.

zdjecie

Zapraszam do letniej galerii, tęczy barw, ciepła tonów, zapachu letniej łąki, ogrodu na wsi, ciszy z świergotem ptaków i graniem świerszczy ;-)

Pocieszacz.

zdjecie

Przyszedł do mnie, a może przyjechał w 44 urodziny, to był taki mały żart ze strony moich ukochanych dorosłych już pociech. Nikt inny nie ucieszyłby się z pluszowego trzmiela, ale ja... :-), cóż trzeba by mnie poznać może żeby zrozumieć. Gdzieś na dnie siedzi we mnie małe dziecko, ale dzieckiem nie jestem, powiedzmy zachowuję wrażliwość dziecka i uważam to za bardzo cenne zjawisko, chociaż jakby z drugiej strony spojrzeć to jak się czymś rozczarowuję to spadam z wyższej wysokości, na razie jednak nie patrzę z drugiej strony ;-). Pocieszacz jest bardzo miękki i tulaśny, może służyć za podusię, jest milusi i warty opisania, niedługo będzie miał już rok, ale wciąż trzyma formę, może na urodziny wrzucę go do pralki na pranie "delikatne firanki" . Mam cudowne dzieci i cieszę się tym każdego dnia. Ten nieznośny uśmiech przylepia mi się z tego powodu na twarz i nie chce zleźć ;-). Co poradzić :-)

Jeszcze tydzień .

Jeszcze tydzień i mam urlop, jabadabadu :-):-):-)

Szukanie pozytywów .

Sobota wieczór, wolny czas, ostatnio lubię ciszę i do niedzieli włącznie nic nie muszę...jaki fart :-)

To sytuacja...

Zmusza mnie do pewnych zmian, samo od siebie nic się nie zmieni. Gdy już nic nie cieszy popadam w marazm, nie potrafię wyrwać się z tego o własnych siłach. Nie cieszą mnie rzeczy, one są koniecznością zmian, by móc dalej sprawnie funkcjonować. Kiedy budzi się mój optymistyczny duch wszystko wygląda jaśniej, bardziej przyjaźnie, ale nie lepiej, kwestia spojrzenia. Dzisiaj dla odmiany boli mnie serce, wczoraj dzień wolny dla głowy, może dzisiaj dla serca, nie wiem jednak czy to wykonalne, prace czekają z terminami na wczoraj.

Optymizm nie gaśnie...czyżby...

Czasami gaśnie i to bardzo, do pozycji poniżej zera, dzieje się tak wówczas gdy źle się czuję, gdy ból rozsadza mi czaszkę, gdy piętrzą się problemy, gdy wraca ta pieprzona przeszłość i ta nieznośna samotność daje w kość. Wszystko to stan ducha, wiem, więc mój duch jest dzisiaj chory, a może nie tylko dzisiaj, on jest przewlekle chory. Chory duch powoduje, że całe ciało krzyczy o litość, o radość, o ciepło drugiego człowieka, a ból jaki wyłazi zeń staje się nie do wytrzymania. Najważniejsze to nie skupiać się na nim , bo wtedy już po mnie. Pewnie muszę odchorować te ostatnie 12 godzinne dni w pracy, muszę zmusić się by się wysypiać, a nie budzić się jak zając po czterech godzinach. Żyję jak automat,, który nic nie czuje i nic już mu nie sprawia przyjemności, w końcu to automat, maszyna, nie człowiek. Gdzie się podział mój człowiek, gdzie jestem ja...niech mnie ktoś uszczypnie, może przez mój ból poczuję coś więcej, obecność drugiego człowieka...

Ja, wróg kredytów i debetów...

zdjecie

Biorę kredyt, czynię to bardzo świadomie i niestety z bolesnością wielką, uaa, moje kieszenie :-o. Mój stary rupieć, jedenastolatek wciąż bardzo domaga się remontu, o zgrozo kolejnego, a jego wartość spadła do ceny auta za części, jaki więc sens ładować w niego kolejny 1000...Musiałam to zrobić dla siebie, by nie stać u mechanika kolejny dzień i by nie tracić, choć stracę bardzo duży procent od owego kredytu, a prezesi w bankach mają się wyśmienicie:P. Od momentu postanowienia, że zrobić to muszę, bo nie posiadam odpowiedniej gotówki cierpię na wszelkiego rodzaju rozklekotanie nerwowe, dzisiaj ogarnęła mnie nawet słabość, brr...Gdy już podpiszę ten cyrograf na własnej kieszeni, zdrowiu, niekonsekwencji, mialam więcej odpoczywać, czy się uspokoję...Przypominają mi się czasy mojego małżeństwa i ciągłych debetów w kwocie 9000 i wyższych , branych przez "mojego", e, już "nie mojego" męża, jakie to szczęście :-), ufff ten kredyt będzie tylko mój;-). Szkoda, że przeszłości nie da się wymazać gumką i szkoda, że ona wciąż wraca jak bumerang, jak nie w postaci wspomnień, to w postaci sytuacji "nie do wzięcia".

Wiem, że nic nie wiem.

zdjecie

Tydzień temu martwiłam się , że mam za dużo pracy, teraz mogę martwić się w ogóle zostanę bez niej, różnie może być. Chwilowo mam dosyć tych szantaży emocjonalnych jak pójdziesz na urlop znajdziemy kogoś na Twoje miejsce, tak jest z każdym z osobna, ale ja oczywiście wszystko zrobię na czas, bo pani doktor musi jechać na wycieczkę na wyspy Bergamuta. Nieważne, powoli się przyzwyczajam i oswajam z tym , że oni to oni i wszystko mogą,a ja cóż, muszę nauczyć się walczyć o swoje prawa. Po urlopie moge być bez pracy, takie ciągłe niepokoje funduje mi polska rzeczywistość. Trochę to nienormalne, bo mam koleżankę , która współpracuje z innymi ludźmi i ona ma prawa do wszystkiego nawet do miesięcznego zwolnienia włącznie.

Może to kwestia tego kto siedzi za stanowiskiem może człowiek, a może, nie wiadomo jak to nazwać, sama funkcja.

Dzisiaj sobota dzień w połowie na luzie, trzeba coś dla siebie zrobić, może pójdę do fryzjera pomalować włosy, okropnie siwieję:P, potem znowu dłubanie w zębach, ale popołudnie zapowiada się mile:-), moja młodzież występuje na blues festiwalu, pójdę posłuchać :-)

Życzę wszystkim bardzo miłej soboty.

Krótka piłka.

Wczoraj z wielkimi nadziejami w sercu, ale z nieustającym niepokojem udałam się w celu polepszenia własnego bytu z nowym cennikiem do mojego zleceniodawcy.

Dzień dobry,

dzień dobry.

Wchodzę do gabinetu, życzliwy uśmiech na twarzy:-)

Proszę usiąść, grobowa mina.

Zaczynam: Przychodzę  z taką propozycją cen, warunki się zmieniają, ceny rosną i mnie coraz mniej  się opłaca moja działalność...

Kto pani jest?

(Pada pytanie, dobre sobie pracujemy od 10 lat kobieto, a pani pyta kto ja jestem, no tak, ma tyle pracowników, zleceniobiorców, że mnie nie pamięta, albo udaje że nie pamięta)

Jestem ... współpracuję z panią doktor B, z panią doktor P i z panią doktor J.

Zaczynam od nowa swoje uzasadnienia, że pracuje tu już inny ..., który ma znacznie wyższy cennik i jemu się płaci należycie. Ona potwierdza, tak rzeczywiście , pracuje z panią doktor K i rzeczywiście dostaje takie wynagrodzenie.

(Jak niezręczna jest dla mnie ta rozmowa wie ten kto musi również sam przedzierać się przez tą dżunglę życia, bez żadnych praw, bez prawa do zwolnienia lekarskiego, bez przywilejów, ktoś kto sam się zatrudnia. Płaszczenie  i upominanie się o swoje nigdy nie wychodziło mi dobrze.)

Więc jak pani doktor to widzi...

 

To nie jest dobry moment na zmiany,

Fundusz nie płaci nic więcej na ten dział.

(W duchu myślę, ależ płaci, płacił od początku, ale zapomniałam , że ja jestem robot, maszynka do pogrubiania cudzych kieszeni).

Już mamy innego ....na starych cenach, na pani miejsce, na jeden  i drugi dział .

Niezręczna cisza.

(myślę blefuje albo rzeczywiście tak jest, pracowni jak grzybów po deszczu)

Wracam z niczym.

   (I nie ważne, że się staram, po kiego grzyba trzeba olewać , nie dbać o prace, nie upominać, nie poprawiać lekarzy, nie mówić jak się co robi, bo podpadniesz na całej linii, zresztą kogo to dzisiaj obchodzi, twój czas, twoje nerwy, twój kręgosłup, spadaj człowieczku, jesteś nikim, mamy 50-sięciu na Twoje miejsce, masz być cicho.)

Od wczoraj czuję się podle, jeszcze się nie poddałam, ale może rzeczywiście trzeba pomyśleć o wyjeździe z tego chorego kraju...

W tych czasach wyzysk...niemożliwe...a jednak.