Nie ma to jak zrobić sobie mętlik w głowie. Nie wiem co mnie podkusiło,żeby powiedziec mu o tym,że wyjeżdżam. Do maja daleko. Mogłam milczeć, mogłam mieć święty spokój, zakłócany jedynie załatwianiem wszystkich formalności związanych z przeprowadzką i rują mojej kotki (boże, dlaczego dałeś kotom tak szeroki repertuar nieznośnych dla ludzkiego ucha dźwięków...)
Chlapnęłam językiem o jeden raz za dużo i teraz mam- codzienne niemal dręczenie mnie pytaniem- co z nami?
Z jakimi "nami"?- zadałam pytanie żywcem wyciągnięte z jakiegoś trzeciorzędnego romansu. W odpowiedzi otrzymałam święte oburzenie, deklaracje i obietnice bez pokrycia. Już nie ma gadania o "wolnym związku", potrzebie przestrzeni życiowej, niechęci do stabilizacji i o tym,że jest jeszcze czas,że na wszystko pora przyjdzie ale nie teraz, bo przeciez życia szkoda na takie pierdoły jak dom czy dzieci. Wystarczyło słowo "wyjeżdżam",żeby osobnik płci męskiej poczuł nagłą i palącą potrzebę prokreacji i rozniecenia ogniska domowego.
No i nie wiem...
I w dodatku skupić się nie mogę, bo kocica marcuje.
Wiosna idzie.
listek
kris3d
Margaritum
netmarc
ewa0611
evita