Pradwopodobnie jeśli za chwilę nie zapalę, nie zaciągnę się dymem papierosowym o cudownie zbawczym działaniu na mój mózg, to oszaleję.
Na swojej skórze przekonuję się,że osobom depresyjnym trudniej jest rzucić palenie niż tym, którzy takiego problemu nie mają. No cóż - nikotyna działa jak antydepresant.A ja drugiego dnia bez papierosa mam ochotę wyjść ze skóry i stanąć obok, zamordowac kogoś, kogokolwiek albo chociaż komuś przyłożyć, a za chwilę pogrążam się w otchłani rozpaczy i mam ochotę wybiec z domu jak stoję w celu zakupu paczki fajek ewentualnie w celu dokonania włamania do pobliskiego kiosku, gdyby ten okazał się być zamknięty.
Chce mi się wyć. Tak, jestem uzależniona. Tak, palę dużo za dużo. Tak, powinnam rzucić, bo płuca sie buntują, bo mam już z cała pewnością przewklekłe zapalenie oskrzeli a za lat kilka lub kilkanaście będę pacjentką przychodni pulmunologicznej, lecząc się na przewlekłą obturacyjną chorobe płuc, która w praktyce oznacza powolne duszenie się aż do śmierci. No chyba, że wcześniej dopadnie mnie rak albo zawał albo wylew, albo wszystko na raz. Nie ważne, dajcie mi papierosa!!!
Moze by pójść do sąsiadów zapytać czy nie mają jednego, małego, chudego papieroska, takiego na jednego macha...
Chyba odbiera mi rozsądek.
To dopiero drugi dzień, a podobno najgorzej jest po trzech tygodniach.
Powinnam kazać się związać, przykuć do kaloryfera i oddać pod czyjąś opiekę na najbliższe pół roku, może wtedy byłoby mi łatwiej.
Jak na złość - teraz mam wrażenie,że wszyscy palą: oglądam film a tak ktoś zaciąga sie papierochem, idę ulicą i wydaje mi się,że co druga osoba trzyma w łapie szluga, w pracy to samo-z uporem maniaka moje oczy tropiły dziś wszystkich, ukradkiem wymykających się na balkon na randkę z nikotyną.
Chyba wariuję. Mój mózg chce nikotyny i niczego więcej.
Pora spać, może chociaż mi się przyśni że palę.
listek
kris3d
Margaritum
netmarc
ewa0611