PIĄTEK, 3 września 2010
Joachima, Liliany, Szymona


Charaktery - 09.2002

Dokładka

Bogdan Białek


zdjecie Którą drogą człowiek chce pójść, tą należy go prowadzić – ta mądrość Talmudu dobrze oddaje intencje zawartości naszego pisma poświęconego tym razem umysłowi szalonemu bądź opętanemu, ale zawsze pięknemu. Teksty psychiatrów – Bogdana de Barbaro, Jacka Dębca i Jerzego Pawlika – ujmują pełnią zrozumienia dramatu człowieka cierpiącego ponad wszelką miarę, którego droga wzrostu duchowego i psychicznego, wzrostu egzystencjalnego jest uciążliwa, kręta, usłana ostrymi kamieniami.

Nasi autorzy w pokorze przyjmują spotkanie z wielką tajemnicą, jaką jest spotkanie z drugim człowiekiem, tajemnicą tym większą, im większe jest cierpienie tego człowieka, lęk i ból wynikający z niezrozumienia siebie przez siebie samego, a także niezrozumienia, lęku i na końcu odrzucenia przez otoczenie. Lekarzowi, a zwłaszcza lekarzowi psychiatrze przystoi współczucie.
Przed wieloma laty, gdy przeczytałem dedykację świeżo wtedy wydanej książki Antoniego Kępińskiego „Schizofrenia”, przeżyłem wstrząs. Wielki Profesor  zadedykował ją „tym, którzy więcej czują i inaczej rozumieją i dlatego bardziej cierpią, a których często nazywamy schizofrenikami”. Ileż to razy sam, jako jeszcze młody człowiek, gdy miałem styczność z „wariatami” (varius znaczy inny), uważałem, że wgląd „aha, to jest wariat, chory psychicznie”, wystarcza, nic już nie musiałem rozumieć, z niczym sobie radzić, byłem zwolniony z jakiegokolwiek wysiłku. Miałem do czynienia z wariatem i to wszystko tłumaczyło. Z przykrością stwierdzam, że moja młodzieńcza postawa jest dominującą w naszym społeczeństwie – lęk przed własnym szaleństwem zamyka na cierpienie tych, którzy z cierpienia oszaleli.
Nadal boję się szaleńców i opętanych, ale tylko tych, którzy uważają siebie za okaz zdrowia psychicznego i większość uważa ich za takich, za jakich się podają. Oni są groźni, o czym mówi w tym zeszycie Krzysztof Gierowski.
Siedemnastowieczny lekarz angielski sir Thomas Browne napisał: „Nie mogę wyleczyć ciała mego pacjenta, ale zapominam o swym zawodzie lekarza i wzywam Bożej pomocy dla duszy tego człowieka. Nosimy w sobie cuda, których szukamy poza nami”.