Bardzo dawno temu usłyszałem, jak pani F. rozróżniała między tym światem i tamtymi światami. Czasem mawiała na tamtym świecie - i wtedy wiadomo było, że mówi o świecie pośmiertnym. Ale czasem mówiła w tamtym świecie - i nie miało to nic wspólnego ze światem pośmiertnym, choć można by powiedzieć, że miało coś wspólnego z wędrówkami duszy.
Mówiła mianowicie o świecie wyobraźni. Wedle pani F. żyło się zatem w tym świecie – czyli rzeczywistości, uciekało się do świata fantazji, obawiało się (czekało?) niejasnego świata pozagrobowego. Ten ostatni nas nie interesuje, w każdym razie tymczasem.
Wyobraźnia, fantazja, marzenia, to cudowny wynalazek ludzkiego umysłu, niedający się niczym zastąpić. Jest to, jak powiadają niektórzy, najlepsza kryjówka, do której można się schronić, jedyna, do której nikt ci nie zajrzy. W świecie wyobraźni wszystko jest możliwe, nawet to, co jest zupełnie niemożliwe. Tam wszystko może się zdarzyć. Wystarczy sobie pomyśleć, żeby się zdarzyło lub pomyśleć, że się zdarzyło. Tam znajdziesz wszystko to, czego nie masz tutaj. Istnieje idealny świat kłamstwa, gdzie wszystko jest prawdziwe – powiadał Stanisław Jerzy Lec.
Uroki świata wyobraźni biorą się nie tylko z tego, że w nim wszystko może się zdarzyć. Także z tego, że w świecie wyobraźni ty sam/sama nie spodziewasz się żadnych ograniczeń. Wszystko leży w obrębie twoich możliwości. Wszystko, co tylko chcesz. Nawet marzenia senne nie dają takiej swobody wyboru. Każda niedola mogłaby być skompensowana wyobrażonym rajem. Mogłaby, bo nie zawsze jest. Bo wyobraźnia nieoczekiwanie ma swoje ograniczenia. Najważniejsze z nich dotyczy tego, że wyobrażenia przesiąknięte są nastrojem. Trudno wyobrażać sobie coś, co kłóci się z przeżywanymi emocjami. Ludzie pogrążeni w smutku nie fantazjują na temat radosnych stron życia. Ludzie pełni wściekłości nie fantazjują na temat krainy łagodności. To co mogłoby być dobrym sposobem pozbycia się złych emocji okazuje się niezbyt dostępne.
Mimo tych ograniczeń nic nie powstrzyma nas przed ucieczką do krainy marzeń. I choć wszyscy to robimy, mamy do tego dość dziwny stosunek. Wielu z nas wstydzi się swoich wycieczek do świata wyobraźni, niektórzy mają z tego powodu niejasne poczucie winy. Być może bierze się to z dość osobliwego przeciwstawienia, jakie pokutuje w naszym codziennym doświadczeniu: przeciwstawienia zdrowego rozsądku – chorej wyobraźni. Nigdy nie słyszałem o chorym rozsądku, nigdy nie słyszałem o zdrowej wyobraźni. Więc przypomnę Jonasza Koftę, który ostrzegał: Zachorujesz na zdrowy rozsądek, wyzdrowiejesz na chorą wyobraźnię.