X

PIĄTEK, 30 lipca 2010
Julity, Ludmiły, Zdobysława


Charaktery - 05.2009

Rzeczy pierwsze

Wiesław Łukaszewski


zdjecie Żyjemy w obrębie różnorodnych granic. Choć są to granice niewidoczne, to w jakiś szczególny sposób są rozpoznawane. Dostrzegają je po swojemu już małe dzieci, a w miarę dorastania, szczególnie w okresie dorosłości, granice te umacniają się. Najczęściej nie są to fizyczne bariery, ale raczej symboliczne linie demarkacyjne, oddzielające każdego z nas od innych ludzi.

Setki razy słyszymy Zostaw, to moje! Moje rzeczy, moje myśli, moje ciało. Moje! Nie chcemy, by ktoś używał naszej szczotki do zębów czy bielizny i to najczęściej nie tylko z powodu higieny. Nie lubimy, gdy ktoś położy nasze rzeczy nie na swoim, to znaczy wyznaczonym przez nas, miejscu. Nieraz w takich momentach posądzani bywamy przez innych o egoizm. Sami też pochopnie skłonni jesteśmy posądzać tych, którzy mówią Nie dotykaj mojego o niechęć do dzielenia się, o kierowanie się wyłącznie osobistym interesem itp. Nic bardziej mylnego. Dobrze to wiedzą ci, którzy doświadczyli włamania do samochodu, którym splądrowano mieszkanie, ale też ci, którym ktoś przetrząsał kieszenie albo zasoby komputerowe. Wiedzą, że mniej dotkliwa jest strata czegoś niż sam fakt, że ktoś obcy lub nawet bliski, ale nieupoważniony, dokonał inwazji w naszą prywatność, że ktoś dotykał naszych ubrań, przetrząsał nasze listy, grzebał w naszych szufladach. Budzi to lęk, niechęć, wstręt, czasem wstyd. Wielu czuje się upokorzonych takim naruszeniem wspomnianego mojego. Nie ma to nic wspólnego z egoizmem, tak samo jak zawołanie Nie ruszaj tego, bo to nie Twoje niewiele ma wspólnego z zachętami do prospołecznego zachowania. Tu nie chodzi o egoizm czy altruizm. Chodzi raczej o poszanowanie granic odrębności. O pragnienie posiadania tylko dla siebie kawałeczka małego intymnego świata. Tu chodzi o prywatność. O poczucie pewności, że mamy coś, co chciałoby się i można nazwać niedotykalnym.
Nieraz spotykamy ludzi, którzy obawiają się wchodzenia w bliskie związki, a obawy te dotyczą najczęściej ryzyka zatarcia granicy między ja i nie-ja, między moje i nasze. Dotyczą utraty prywatności na rzecz wspólnej przestrzeni, podzielanej intymności. Boją się, że dwie odrębne prywatności zastąpione zostaną przez jedną prywatność kolektywną (co samo w sobie brzmi dziwacznie). Obawy te wcale nierzadko mają swoje uzasadnienie. Czasem dlatego, że ktoś niefrasobliwie wyzbywa się dobrowolnie swojej prywatności i wnosi ją jako wiano do wspólnego życia. Czasem dlatego, że partner traktuje prywatność bliskiej mu osoby jako coś zagrażającego związkowi i domaga się rezygnacji z wszelkich granic oddzielających moje od naszego. To bardzo nie-
bezpieczna sytuacja, ale przecie możliwa do uniknięcia. Nasze bynajmniej nie musi zabierać mojego, ale zgoda na prywatność wymaga mądrości, zaufania i odpowiedzialności. Szczególnie zaufania. Największym wrogiem nieszanowania cudzej prywatności jest bowiem nieufność. Każdy z nas potrzebuje tej osobistej, niedotykalnej przestrzeni, ale nie każdy ma w sobie dość zaufania do innych, aby im także zapewnić minimum prywatności. Dzieciom, podwładnym, partnerom, mężom, żonom, przyjaciołom, sąsiadom.