X

PIĄTEK, 3 września 2010
Joachima, Liliany, Szymona


Charaktery - 06.2009

Rzeczy pierwsze

Wiesław Łukaszewski


zdjecie Zadziwiające, z jak błahych powodów ludzie rozstają się, z jak błahych powodów porzucają miejsca i rzeczy. Zdumiewające jest też i to, że potrafią trwać w związkach z ludźmi i rzeczami, choć miewają naprawdę poważne powody, aby natychmiast od nich uciekać. Zarówno jedni, jak i drudzy mają pełne garście argumentów na rzecz swoich wyborów.

Jedni odwołują się do potrzeby zmiany i rozwoju, albo do konieczności chronienia siebie, inni do ważnych interesów pozaosobistych, albo wręcz do długotrwałego zaangażowania, przyzwyczajenia, braku pomysłu na coś innego. Jedni są pełni bólu i poczucia straty, kiedy muszą się rozstawać, inni czują powiew wolności. Jedni gryzą palce, drudzy otwierają szampana.
Sam do rozstań nie mam talentu. Ani do terminu, ani do sposobu. Jedynym wyjątkiem było rozstanie z domem rodzinnym, które zacząłem planować jako trzynastolatek, a zakończyłem pięć lat później stanowczym usamodzielnieniem się. Najmądrzejszy krok na drodze do dorosłości. Potem już same błędy.
Wiele razy zastanawiałem się, w jaki sposób można się nauczyć rozstawać w porę. Nie za wcześnie i (przede wszystkim) nie za późno. Nie wiem tego do dziś, ale dziś to kwestia drugorzędna. Dotyczyć może tylko rozstań ostatecznych, po których już nie ma okazji do rozmyślań.
Wiele razy zastanawiałem się nad tym, jak nauczyć się rozstawać mądrze. Bo skoro już rozstania są nieuchronne, to chociaż niech nie szpecą naszego życia. Z wielu lekcji, jakie odbyłem w swoim długim życiu, wyniosłem niewiele ponad to, że nie można się troszkę rozstać, a troszkę zostać. Że jeśli się już rozstajesz, to całkowicie, bez furtek, bez kruczków, na zawsze. Wszystko jedno, czy dotyczy to rozstań z ludźmi, czy rozstawania się z miejscami ważnymi, czy z cennymi rzeczami. Wiem tyle (a wiem też, że bynajmniej nie wszyscy się z tym zgodzą), że jeśli się rozstajesz, to nie możesz pozostać, nie możesz wracać, nie możesz udawać, że nic się nie stało. Wiem tyle, że reszta pozostaje tylko w pamięci. Czy to są mądre rozstania – nie wiem.
Nie wracam do miejsc opuszczonych, pożegnanych i zachowanych w najlepszej pamięci. Szczególnie do tych, które były piękne, ważne, pełne znaczeń. Nigdy – po jego opuszczeniu – nie odwiedziłem domu rodzinnego i jego okolicy na peryferiach Poznania, nigdy nie zajrzałem do domu w Lasówce w Sudetach, ani przez moment nie pomyślałem, aby odwiedzić dom w Chmielowicach. Te domy są w mojej głowie. Boję się, że odwiedzając je straciłbym te magiczne obrazy, jakie pozostawiły we mnie. Obawiam się, że tam, gdzie była piękna łąka, jest teraz śmietnik. A może tam, gdzie trzeszczały stuletnie belki jest teraz plastikowy siding. Niewykluczone, że tam, gdzie stały piękne stare meble, teraz rozpycha się meblościanka. Nie chcę wystawiać pięknych obrazów na ryzyko dewastacji. Podobnie jest ze wspomnieniami o ludziach. Różnica polega jednak na tym, że ludzie potrafią aktywnie się przypominać – czy tego chcemy, czy nie, zaś łąka, dom, stare meble czy kwitnąca magnolia tego nie potrafią.