Nieustannie słyszę, że ktoś jest zmęczony. Czasami odnoszę wręcz wrażenie, że zmęczenie, to (obok alkoholu) największe i niewyczerpane dobro narodowe Polski. Kiedy zaś słyszę o zmęczeniu, w mojej głowie pojawiają się różne obrazy.
Najpierw przypominają mi się badania, w których zapytywano dziesięciolatków, po czym można poznać, że ktoś jest dorosły. Po tym – okazało się – (pomijając te banalne brody czy piersi), że „dorośli biją, piją i są zmęczeni”. Choć rzadko patrzę na wyniki badań psychologicznych w kategoriach sentymentalnych, ten wynik spostrzegam jako przygnębiający. Co więcej, nadał zmęczeniu piętno barbarzyństwa i sprawił, że wydaje mi się ono stanem podejrzanym moralnie.
Potem pojawia się w głowie inny obraz i głos sługi, który przestrzega: „Zmęczenie, panie, jest rodzajem lenistwa”. Nie mogę sobie przypomnieć, czy to Denis Diderot i Kubuś Fatalista i jego pan, czy może François Rabelais w Gagantui i Pantagruelu, choć wydaje mi się, że raczej ten pierwszy. Z urzekającą prostotą sformułowano tu głęboką i wielką prawdę: szybko męczą się ci, którym niezbyt się chce robić cokolwiek.
Ale jest inny obraz: zmęczenie jest przecież stanem naturalnym, pokazującym, że zasoby naszej energii fizycznej i psychicznej zostały nadszarpnięte, bo wydatkowaliśmy siły, ale nie mieliśmy okazji, by je odzyskać.
Pewna himalaistka opowiadała mi o ludziach, którzy gdzieś wysoko w górach umierają ze zmęczenia. Najczęściej w drodze powrotnej. Po wielkim wysiłku zdobywania szczytu. Są gotowi położyć się gdziekolwiek i umierać. Stracili już wszystkie siły i nie widzą żadnej nadziei, ale jeśli tylko pojawi się choćby cień szansy, nagle te siły odzyskują. Potrafią sięgnąć do jakiejś tajemniczej rezerwy i przetrwać. Być może ważne jest to, na co zużyliśmy naszą energię. A jeszcze ważniejsze wydaje się to, na co pójdzie jej skrywana resztka.
W mojej głowie pojawia się też szczególny obraz zmęczenia. Doświadczenie dojmującego zmęczenia życiem. Już się nie chce żyć dłużej. Wprawdzie, co może zaskakiwać, nierzadko poczucie to pojawia się u ludzi młodych. Pamiętam przedwcześnie zmęczonego trzydziestoletniego Boba Dylana, jak śpiewał „Zdumiewa mnie moje znużenie i piętno na stopach”. Nie było w tym ani szczególnej pozy, ani hipokryzji. Były ślady wyczerpania; poczucia, że łatwiej jest kończyć niż kontynuować. Takich deklaracji – czy to rezygnacji ze wszystkiego z powodu zmęczenia, czy zadziwienia swoim stanem – przecież nie brak. „Mam wszystkiego dość” – to fraza, którą usłyszeć można na każdej ulicy.
Sam nieraz przeżywałem takie chwile, gdy wytrzymanie codzienności stawiało wymagania ponad siły. Kiedy z całą wyrazistością czułem zmęczenie życiem, a ściślej – tym, co jest całym moim losem i moim doświadczeniem życiowym (a życie skomplikowane, choć bywa fascynujące, jest przecież też wyczerpujące). Zawsze wtedy pojawiało się jednak to ostrzeżenie: „Zmęczenie, panie, jest rodzajem lenistwa”. Zmęczenie życiem pewnie też.