Charaktery - 11.2009
Rzeczy pierwsze
Wiesław Łukaszewski
Myśli o bliskich związkach w niepojęty sposób przywiodły mnie do książek Billa Pronziniego, autora znakomitych powieści kryminalnych, z których Pustkowie obcych stawiam w kręgu kilku najlepszych w historii tego gatunku. Może dlatego, że Pronzini tyle pisze o wolności. „Korzystałem z życia i wcale nie było tak źle, nawet jeśli nie zaznałem wolności. Chciałbym przeżyć to wszystko jeszcze raz, tylko może bez tych kobiet. Do licha, niech nawet będzie, że z kobietami”– pisze Pronzini.Myśli o bliskich związkach w niepojęty sposób przywiodły mnie do książek Billa Pronziniego, autora znakomitych powieści kryminalnych, z których Pustkowie obcych stawiam w kręgu kilku najlepszych w historii tego gatunku. Może dlatego, że Pronzini tyle pisze o wolności. „Korzystałem z życia i wcale nie było tak źle, nawet jeśli nie zaznałem wolności. Chciałbym przeżyć to wszystko jeszcze raz, tylko może bez tych kobiet. Do licha, niech nawet będzie, że z kobietami”– pisze Pronzini.
Dyskusja o przewadze związków formalnych między ludźmi nad nieformalnymi przypomina rozważania Jana Tadeusza Stanisławskiego o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy. Jedni mówią o legalnych parach, inni o życiu na kartę rowerową. Jedni o życiu po bożemu, inni o życiu na kocią łapę. Jedni o porządku, a niekiedy o porządku uczuć, inni po prostu o uczuciach. Jedni mówią, że tak długo są już ze sobą, że pora się pobrać, inni zaś, że tak długo są już ze sobą, że pora się rozstać. Jedni upatrują w deklaracjach ślubnych objawów niepewności, inni widzą w nich efekty pułapki zaangażowania, a jeszcze inni oddawanie się w niewolę lub zabieranie im wolności. Inni o tych deklaracjach marzą.
Kwadratura koła. A przecież w jednym i drugim przypadku chodzi o to samo. Ludzie są ze sobą, tworzą małe społeczności, mają wspólne uczucia i wspólne interesy, a nie tylko wspólne łóżko czy szafę.
Rozmawiałem o tym ze znajomymi weteranami życia we dwoje. Jeden z nich, samotny obecnie mężczyzna, pozostawał w kilkunastu związkach. Można rzec – ekspert. Mam za sobą kilkanaście bardzo udanych związków nieformalnych i kilka nieudanych małżeństw. Co ciekawe, w kilku przypadkach i pierwsze, i drugie były z tymi samymi partnerkami – powiedział. Autor tego wyznania mówił następnie o wolności. O związkach wolnego człowieka z wolnym człowiekiem, kiedy ludzie pozostają w relacji nieformalnej i o utracie części (lub całej) wolności, gdy jest to relacja formalna.
Druga wypowiedź pochodzi od doświadczonej kobiety (kilka związków nieformalnych, kilka formalnych). Małżeństwa, w odróżnieniu od związków nieformalnych, przypominają mi konflikt izraelsko-palestyński o Jerozolimę. Obie strony mają rację, tyle że każda inną. A rzecz dotyczy tego samego. Ten nierozwiązywalny konflikt zapewnia jednak współistnienie. Nie jest ono pokojowe, ale może być dozgonne. Tyle że dość wyniszczające – powiedziała mi.
Nie są to, zauważmy, pochwały małżeństwa. Czy są to pochwały związków nieformalnych – to osobna sprawa.
Zastanawiam się: dlaczego buduje się takie alternatywy? Co w nich jest atrakcyjnego, nośnego, mądrego? Do jakiego stopnia są one konsekwencją przeżywanych zawodów, nierozwikłanych konfliktów wewnętrznych, uporczywych dysonansów? W jakiej mierze jest to kwestia egotyzmu czy, ostrożniej mówiąc, koncentracji na własnym interesie? Jaką rolę odgrywają tu osobiste błędy, doznane porażki, emocjonalne niejasności? A jaką rolę odgrywają złudzenia?
„Życie nie daje wolności, bo ona istnieje tylko w ludzkiej wyobraźni” – pisze à propos złudzeń Bill Pronzini. I dodaje, że „najgorszą niewolę człowiek narzuca sobie sam”. Tak czy inaczej, motyw wolności lub jej ograniczenia wydaje się tu ważny, a dla wielu może nawet kluczowy i to niezależnie od tego, czy mowa jest o złudzeniach wyobraźni, czy też o twardej rzeczywistości.