Latarnik
Niech mnie coś odmieni...
Marzenna Kucińska
Tomek jest DDA. Mieszka z rodzicami - ojcem alkoholikiem i mamą męczennicą w miejscu gdzie się urodził, wykształcił i pracuje. Tomek próbuje leczyć się sam, lecz duże poczucie winy nie pomaga mu w radzeniu sobie z trudnościami.Zresztą zacząłem zaniedbywać leczenie, teraz do psychiatry po recepty chodzi mama – robi to z własnej inicjatywy, ja jej o to nie proszę... Dla mnie to był nudny obowiązek, bo moje wizyty polegały wyłącznie na opisaniu mojego aktualnego samopoczucia, a psychiatra z coraz mniejszym zapałem zalecał pobyt w szpitalu (byłby to już trzeci). Na terapię lubiłem chodzić i chciałbym pójść jeszcze – polubiłem rozmowy z terapeutką – ale chęć oddalenia się od ludzi jest silniejsza. Najgorsze, że co miesiąc jestem rejestrowany i pewnie zabieram komuś miejsce...
Odczuwam silny wstręt przed dotykiem, zadaję sobie ból, mówię do siebie o sobie w najobrzydliwszy ze znanych mi sposobów, odmawiam sobie posiłków, wykonuję natrętne czynności, prześladują mnie destrukcyjne myśli, zbyt długo śpię. Często mówię o złych rzeczach i zachęcam do nich któregoś z rodziców, staję się obojętny na innych ludzi i na to, co się stanie ze mną. Choć niekiedy chciałbym, by stało się coś, co mnie odmieni, spowoduje, że zachce mi
się żyć, a nie wegetować. Ale już na to nie liczę...
Tomek
Marzenna Kucińska jest psychologiem, psychoterapeutą Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej, trenerem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. W Instytucie Psychologii Zdrowia prowadzi szkolenia z podstaw pomocy psychologicznej.Drogi Panie Tomku,
Pisze Pan swój list z pozycji kogoś, kto obwinia siebie za wszystko, a taka postawa nie pomaga w radzeniu sobie z trudnościami.
Może być Pan niezależny, ale nadal żyje niczym nastolatek. Jeśli DDA odejdzie z domu, to zwykle oznacza to kryzys dla rodziny, ale też daje szansę na rozwój zarówno dla niego, jak i rodziny. Bardzo często po odejściu życie okazuje się znacznie prostsze niż wtedy, kiedy tkwiło się w roli dziecka.
Wielu moich pacjentów potrzebowało pomocy w tym, by oderwać się od rodziny. Czuli się odpowiedzialni, ale bardziej za swoich rodziców niż za siebie i własne życie. W rozmowach z nimi często używam metafory z łodzią ratunkową: nie pomożemy ludziom na tonącym statku, jeśli utoniemy razem z nimi. Lepiej zbudować własną łódź lub choćby tratwę, bo kiedy łódź rodziców naprawdę zacznie tonąć, mamy szansę im pomóc, wciągając ich na własną.
Leczenie farmakologiczne niekiedy pomaga w pierwszym okresie zmiany, ale kolejnym krokiem powinna być psychoterapia, dzięki której DDA może nauczyć się, jak panować nad lękami i jak wychodzić z dołków, przerywając negatywne ciągi myślowe. Psychoterapia nie będzie efektywna, jeśli nadal będzie Pan tkwił w rodzinie alkoholowej i w roli dziecka. Wytworzył Pan strategię przetrwania, polegającą na unikaniu wyzwań i ukrywaniu się za plecami lepiej radzących sobie ludzi. To błędne koło, z którego trudno wyjść, a które należy przerwać. Przerwaniem może być psychoterapia wspierająca Pana wyjście z domu albo wyjazd daleko od rodziny, tak by nie miał Pan z nimi codziennego kontaktu. Potrzebne też będzie zdobycie umiejętności, które pozwolą odzyskać zaufanie do siebie i ludzi oraz pomogą w nawiązaniu z nimi relacji dających wsparcie w codziennym życiu. Można je nabyć na treningach psychologicznych albo w codziennym życiu, jeśli mamy dość odwagi, by wychodzić do ludzi. Życzę Panu odwagi do zmiany!
Wasze opinie
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.
KOMENTARZY: 0
Brak komentarzy.