![]()
Czy pamiętasz zdarzenie, które zmieniło twoje życie?
Jakąś przełomową chwilę?
Coś, co pozwoliło Ci lepiej zrozumieć siebie, otaczający Cię świat?
Jeśli tak, napisz do nas. Podziel się swoją historią. Być może pomożesz w ten sposób innym: cierpiącym, wciąż szukającym, błądzącym.
Tym, którzy usiłują zrozumieć.
Poniżej zamieszczamy historie nadesłane przez Czytelników.
Autor każdej, którą opublikujemy, otrzyma od "Charakterów" nagrodę.
Moja historia
Nie poddam się koszmarom dzieciństwa
Byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem, często uciekałam w wyimaginowany świat. Snułam się sama po podwórku. Tę moją samotność i nieśmiałość wykorzystał pewien mężczyzna z sąsiedztwa.Na początku był dla mnie dobry i opiekuńczy, dawał mi to, czego nigdy nie dostawałam od rodziców, zajętych swoją pracą i robieniem kariery. Nie spodziewałam się, że ten mężczyzna może mi zrobić coś złego. A jednak zrobił, zgwałcił mnie. Miałam wtedy dopiero 8 lat. Świat się dla mnie zawalił. Całkowicie zamknęłam się w sobie i uciekłam do swojego lepszego świata. Na wiele lat „zapomniałam” o tamtej sytuacji.
W szkole miałam coraz większe problemy w kontaktach z rówieśnikami. Żyłam jakby we śnie – nie obchodziło mnie to, że śmieją się ze mnie i unikają mnie. Szybko stałam się kozłem ofiarnym. Uczyłam się bardzo dobrze, ale i tak miałam bardzo niską samoocenę. Do tego jeszcze doszły problemy w domu: ojciec miał kłopoty w pracy i zaczął się wyżywać psychicznie i fizycznie na nas. Ukrywałam siniaki i zadrapania.
Gimnazjum i liceum to kolejne poziomy piekła, jakie przeszłam. Znów byłam tą „najgorszą”, na którą inni przelewali swoje frustracje. Po raz kolejny zostałam zgwałcona. Wpadłam wtedy w depresję, przestałam się uczyć, nie zależało mi już na niczym. Myślałam o samobójstwie; nie wiem, co mnie powstrzymało. Postanowiłam jednak, że będę żyła. Przeniosłam się do szkoły w sąsiednim mieście, ale sytuacja powtórzyła się – przez moje zamknięcie w sobie i wycofanie szybko na nowo stałam się kozłem ofiarnym. Zaczęłam szukać pomocy u psychologa. Dużo czasu upłynęło, zanim nauczyłam się ufać ludziom. To, że dziś żyję, zawdzięczam grupie samopomocowej, do której trafiłam. Odnalazłam tam osoby, które w pełni mnie zaakceptowały. Pomału zaczęłam w siebie wierzyć, dzięki czemu inni zaczęli bardziej mnie dostrzegać.
Udzielam się jako wolontariusz w domu dziecka, powoli odnajduję sens życia. Dostałam się na wymarzone studia – na psychologię! – choć nie wierzyłam, że mi się uda. Dzięki przebytej psychoterapii teraz jestem szczęśliwa. Choć koszmar z dzieciństwa często do mnie powraca i bardzo boli, postanowiłam, że nie poddam się. Zawsze jest jakieś światełko w tunelu i nawet źle rozpoczęte życie może mieć szczęśliwy finał. To od nas zależy, czy całkowicie pogrążymy się w depresji, czy weźmiemy sprawy w swoje ręce i poszukamy osób, które mogą i chcą nam pomóc.
Bezimienna
Wasze opinie
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.
KOMENTARZY: 3
Z doświadczenia wiem, że jeśli poddasz się depresji to za każdym razem będzie gorzej i coraz gorzej będzie Ci trudniej z tego wychodzić . Dobrze robisz - Walcz! jedynie walka o swoje prawa i swoją wolność i miłość daję siłę. Trzymam kciuki ;)
8 lutego 2010 20:56
8 lutego 2010 20:56
koszmar z przeszłości nie musi oznaczać nieszczęścia na resztę dni, mimo syfu można być szczęśliwym człowiekiem...
bezimienna, trzymam kciuki :))
23 stycznia 2010 20:13
bezimienna, trzymam kciuki :))
23 stycznia 2010 20:13
bardzo bliskie jest i mnie to co przeżywałaś w związku z tą przykra sprawą,jaka miał miejsce w Twoim dzieciństwie
najgorzej jest,gdy te przykre sprawy zostają uciszone i po jakimś czasie jak grom z jasnego nieba powracają i męczą nasz umysł,trudno jest w tedy funkcjonować.
25 sierpnia 2009 22:08
najgorzej jest,gdy te przykre sprawy zostają uciszone i po jakimś czasie jak grom z jasnego nieba powracają i męczą nasz umysł,trudno jest w tedy funkcjonować.
25 sierpnia 2009 22:08