PONIEDZIAŁEK, 6 września 2010
Beaty, Eugeniusza, Lidy


Moja historia


Czy pamiętasz zdarzenie, które zmieniło twoje życie?
Jakąś przełomową chwilę?
Coś, co pozwoliło Ci lepiej zrozumieć siebie, otaczający Cię świat?
Jeśli tak, napisz do nas. Podziel się swoją historią. Być może pomożesz w ten sposób innym: cierpiącym, wciąż szukającym, błądzącym.
Tym, którzy usiłują zrozumieć.
Poniżej zamieszczamy historie nadesłane przez Czytelników.
Autor każdej, którą opublikujemy, otrzyma od "Charakterów" nagrodę.

Święta Pana Dalloway


Pewni zabrzmi to banalnie: Tymka poznałem przez Internet. Jest Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Siedem lat temu uciekł z domu i nikt go nie szukał. Z jego opowiadań, pełnych smutku i złości, odgadłem, że w domu rodzinnym przez lata rozgrywał się dramat. Tymek miał nikły kontakt z ojcem, a matka spraszała do ich mieszkania najgorszy margines, by zarobić nieco na życie.

O jakiejkolwiek opiece i trosce ze strony rodziców nie było mowy. O ojcu w ogóle nie chce rozmawiać. O matce jedynie wspomina – że prostytuuje się do dziś. Ona czasem telefonuje do Tymka, aby zapytać, co u niego (numer dostała najpewniej od swojego brata, który wraz z żoną często przygarniał siostrzeńca). Tymek odpowiada, że u niego wszystko w porządku (kłamie), jednak po pytaniu „Gdzie teraz mieszkasz?” natychmiast odkłada słuchawkę.
Zupełnie opuszczony, bez pieniędzy i perspektyw, pogrążał się w mrokach depresji. Niekiedy napomykał, że jedyne, czego pragnie, to niekończący się spokój, wieczny sen. Uważał, że to najlepsze, co może mu się przytrafić. Kiedy zapytałem wprost, czy chce popełnić samobójstwo, zaprzeczył. Doradzałem mu psychoterapię, lecz Tymek nie miał ubezpieczenia, a na płatnego psychologa nie było go stać.
Ale niedawno pojawiła się szansa – Praga. Nie wiadomo na jak długo wyjechał. Nie chce zdradzić, czym się tam zajmuje. Podejrzewam, że tym, czym jego matka. Kiedy zaproponowałem Tymkowi żeby prowadził pamiętnik, roześmiał się i odparł: „Powstałby z tego wyłącznie film porno”. Nie chciałem naciskać, więc rzuciłem tylko, że chcę dla niego jak najlepiej. Życzyłem mu także, aby w drodze do szczęścia i akceptacji, czego tak mu brakuje i do czego tak dąży, nie trafił w ślepą uliczkę. „U nowych znajomych – mówi – znalazłem wsparcie, uznanie i szacunek”. Słowem – wszystko, czego nie dali mu rodzice. Znam go już trochę. Usiłuję sobie przypomnieć, jaki był, gdy go poznałem – i z niepokojem uzmysławiam sobie, że dokładnie taki sam jak dziś. Złożony z pozorów. Taki pan Dalloway z opowiadań Virginii Woolf (uwielbia tę pisarkę).
Używając Jarmuschowskiej poetyki powiedziałbym, że Tymek dryfuje po życiu. Na teraźniejszość patrzy przez pryzmat bolesnych doświadczeń z dzieciństwa. Ma w sobie coś z upadłego anioła, ale myślę, że głęboko w nim tkwi przerażone światem dziecko. Wpadł w pułapkę złudzeń, w którą wpada niemal każde DDA. Co innego może się stać, kiedy ktoś wychowuje się ledwie na gruzach tego, co nazywamy rodziną?
Ponieważ Tymek zupełnie nie wierzy w powodzenie terapii, zastanawiam się, co jeszcze mogę zrobić? Kiedy o tym myślę, mnie samego ogarnia niemoc i zwątpienie – bo jak pomóc komuś, kto pomocy nie chce? Mój przyjaciel powiedział kiedyś, że „samobójcy są dziełem zdrowych ludzi”. Boję się o niego. Na szczęście ta historia nie ma jeszcze swojego finału. Wszystko się może zmienić. Jeszcze może być dobrze, Tymek!
W ubiegłym roku przeżył pierwsze poza patologicznym domem święta Bożego Narodzenia  święta, w które zamiast Mikołaja zagościła samotność, zamiast śniegu – łzy, a na stole smutna pustka...
(imię i niektóre szczegóły zostały zmienione)
Przemysław M. Kot


Wasze opinie
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.
KOMENTARZY: 0
Brak komentarzy.