Ostatnio mam nawrót choroby.
I przyjrzałem się wszystkim
dziełom, jakich dokonały moje ręce, i trudowi, jaki sobie przy tym
zadałem. A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem! Z niczego nie
ma pożytku pod słońcem. (Ks. Koheleta 2:11, Biblia Tysiąclecia)
Nadeszły chwile beznadziei, zwątpienia, celowości...Wielokrotnie miałem
już takie doświadczenia ale nigdy tak długo .Najgorsze jest to ze nie
chce mi się z tym nic robić. Zacząłem szukać błędów we wszystkim tylko
nie w sobie.Z radości zdrowienia zostało tylko wspomnienie.Coraz
bardziej bliskie stają się dla mnie myśli ;
Gustawa Herling-Grudzińskiego
— Taki jest jednak
zawsze pierwszy odruch beznadziejności: wiara, że w samotności
cierpienie zahartuje się i wysublimuje jak w ogniu oczyszczającym. Mało
ludzi potrafi naprawdę znieść samotność, ale wielu marzy o niej jak o
ostatniej ucieczce. Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samotności
bywa najczęściej jedyną formą protestu, na jaką nas stać, gdy wszystko
zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku".
Myślę że powodują to moje niespełnione oczekiwania w stosunku do
zdrowienia, samego siebie,życia, bliskich, wspólnoty... i mimo ,że
robiłem dużo aby czuć tego bluesa - to okazuje się że wszystko było
zbudowane na fundamencie z piasku.Przychodzi większy deszcz i wszystko
spływa i staje się nicością. Jakbym się wypalił - nie wiem czy aby nie
było to stwarzanie sobie nowego wizerunku bycia dobrym i chęć dawania
innym otuchy że jest dobrze a będzie jeszcze lepiej jak jest - jak
mawia nasz prezydent.Czuję pustkę
Dużo rzeczy nie potrafię , wiele sytuacji mnie przerasta, czuję bunt,
żal, smutek, beznadzieję...Ciężko mi to pisać ponieważ do tej pory
pisałem raczej pozytywnie- i nie wiem czy to nie były moje marzenia aby
tak właśnie było.Czuję się jak ten króliczek z gorszymi bateriami które
bardzo szybko wysiadają a Duracell jakby były dla mnie
nieosiągalne.Coraz mniej chęci do wszystkiego...???
W życiu piękne są tylko chwile… i te chwile
wyłapywałem , pozwalały mi na przetrwanie dłuższych okresów nawrotu
choroby, pozwalały poczuć zadowolenie z tego że nie pukają do drzwi
windykatorzy, nikt nie straszył mnie przez telefon, w domu zapanował
względny spokój i poprawiły się relacje z najbliższymi a także z innymi
ludźmi, miałem pieniądze na opłaty , lekarstwa, podstawowe potrzeby
konsumpcyjne , jakieś buty, ciuch…i myślałem że wreszcie zacznie się
dziać coś fajnego, że potrafię zmienić swoje postępowanie aby gdzieś
uśpić swoją chorobę…
PRZETRWAĆ - nie zagrać , nie zapić...