Czy odurzanie się przynosi ulgę?

Czy odurzanie się przynosi ulgę?
Nałogi tylko pozornie i powierzchownie przynoszą ulgę. Tak naprawdę to w konsekwencji potęgują problem, przez który sięga się po alkohol czy narkotyki. Nałogi to forma ucieczki przed samym sobą. Przez przyznaniem się do tego, że jest kłopot, ze cos się straciło czy przegrało. Ludzie, którzy myślą, że nałogi pomogą im znaleźć rozwiązanie, tak naprawdę nie mają odwagi i uciekają przed wzięciem odpowiedzialności za siebie i za swoje życie. Czasami trzeba przyznać się do błędu, coś podsumować i zacząć to naprawiać, a nie nalewać sobie kolejnego kielicha i myśleć, że promile w nim ukryte podpowiedzą nam jak żyć.
Czy odurzanie się przynosi ulgę?
Na chwilę.
Jedynie pozornie.
Wielką.Palę,przyznaję,palę dużo i często.Takie panaceum na wszystko.na pogodę i jej brak,na brak słów i na ich nadmiar,nie ważne z czyjej strony.Na bóle wszelakie.Palę i czuję jak śmierdzę,i nie za dobrze mi z tym,więc palę.
Ja też. I czekam na moment, w którym zechcę rzucić.
Myślę, że człowiek ma zwyczaju reagować na różne sytuacje w dobrze znany mu sposób. Różnego rodzaju nałogi, zachowania dobrze znane stosuje więc tak często, jak się da. Są przecież bezpieczne, bo wielokrotnie wypróbowane. A to że przynoszą ulgę tylko na chwilę, to właśnie ich istota. Gdyby "działały" na dłużej, pewnie nie miałyby racji bytu. Rzecz w tym, żeby człowiekowi chciało się chcieć szukać nowych rozwiązań, eksperymentować z samym sobą, próbować reagować na różne sposoby. Bo dróg jest wiele i powrotów do domu może być równie tyle.
Odurzanie się przynosi ulgę:)
Na chwilę.
Czy odurzanie się przynosi ulgę?
I do czasu , potem trzeba zwiększać dawkę aby osiągnąć ten sam efekt i przychodzi taki czas, że przestaje dawać ulgę.
Niestety tak. Ogromna ulge, odskocznie i szczescie, zwlaszcza na poczatku. Do tego stopnia, ze czlowiek przestaje sluchac nie tylko innych, ale i siebie, glosu swojego rozsadku. Tak przynajmniej bylo ze mna.