Merigold nie darzy innych pozytywnymi uczuciami i raczej unika towarzystwa. Ludzie są jej obojętni lub irytujący. Nasza Czytelniczka pyta czy ten brak uczuć do innych jest normalny? W Latarniku dr Martyna Goryniak, psycholog i terapeuta, odpowiada na wątpliwości Merigold.
Postanowiłam napisać, ponieważ sama nie umiem znaleźć odpowiedzi na pytanie, które mnie coraz bardziej dręczy. Chodzi o to, że zazwyczaj nie darzę ludzi pozytywnymi uczuciami, są mi obojętni lub mnie irytują. Bardzo trudno mi zaufać drugiej osobie, nawet jeśli znam ją długo i często się z nią spotykam. Takich osób jest zresztą niewiele, bo unikam takich spotkań. Najlepiej czuję się sama – gdy siedzę w swoim pokoju i robię to, na co mam ochotę. Nigdy do nikogo nie dzwonię pierwsza, nie wychodzę z inicjatywą spotkań, nie lubię być w dużych grupach – nie czuję takiej potrzeby.
Za nikim nie tęsknię. Jest mi wszystko jedno, czy widzę się z kimś raz na trzy dni, czy raz w roku. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy to jest normalne i doszłam do wniosku, że chyba nie. Człowiek jest istotą społeczną, prawda? Zatem powinien czuć jakąś więź z innymi ludźmi. Ja nie czuję. Łapię się na kłamstwie, odpowiadając „ja też tęskniłam” i uśmiechając przyjaźnie. Czasem bardzo trudno wypowiedzieć tak banalne zdanie, ale nie chcę nikogo ranić mówiąc prawdę, więc nauczyłam się sztucznych schematów reagowania.
Jestem dzieckiem z „dobrego” domu. Rodzice zawsze się o mnie troszczyli, wspierali. Czuję, że mnie kochają. Tylko czy ja ich kocham? Nawet tego nie jestem pewna... Czy ja nie mam uczuć? Dlaczego nie umiem pokochać, polubić? Dlaczego?
Merigold
Dr MARTYNA GORYNIAK jest psychologiem, trenerem i terapeutą w poznańskiej Pracowni Psychologicznej „Spotkanie”, placówki rekomendowanej przez PTP. Prowadzi terapię indywidualną dorosłych i pracuje z grupami. Pracuje w podejściu psychodynamicznym, wykorzystuje także metody psychoterapii humanistyczno-egzystencjalnej.
Droga Pani,
Pani sytuacja wydaje się bardzo komfortowa.
Pisze Pani, że niczego od innych nie potrzebuje, więc nie naraża się Pani na odrzucenie czy zranienie. Wydaje się, że skoro uczucia innych są dla Pani tak ważne, że nie chce Pani ich ranić mówiąc prawdę, to znaczy, że ma Pani dla nich więcej uczuć niż tylko te, z których zdaje sobie Pani sprawę.
Jest mało prawdopodobne, żeby Pani nic nie czuła w relacjach z innymi ludźmi. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się to, że nie ma Pani dostępu do wielu swoich uczuć i w taki specyficzny sposób chroni się Pani przed nimi. Na szczęście nasze uczucia nie zanikają z tego powodu, a człowiek zawsze jakoś reaguje na innych, ponieważ potrzebuje kontaktu z nimi, by zaspokoić swoje podstawowe potrzeby. Uświadamianie sobie własnych pragnień wobec innych powoduje, że jesteśmy narażeni na zranienie. Można się tego obawiać i z tego powodu czasem ludzie decydują się znieczulić wewnętrznie: nie chcą i nie przeżywają niczego. Ma to jednak swoją cenę: nie możemy być wtedy blisko z ludźmi, nie jesteśmy w stanie zaspokoić swoich uczuciowych potrzeb. Nic nie dajemy, ale niczego też nie jesteśmy w stanie od innych wziąć. Życie zamienia się w rutynę realizacji wyznaczonych zadań, w której nie ma miejsca na nic, co byłoby przyjemne, niosło radość i wewnętrznie poruszało. Takie zdanie: „nie potrzebuję innych ludzi” w rzeczywistości znaczy często „nie zdaję sobie sprawy, jak bardzo potrzebuję innych”. Warto poszukać dobrego terapeuty, najlepiej pracującego w nurcie humanistyczno-egzystencjalnym lub psychodynamicznym, z którym mogłaby Pani zacząć rozmawiać o tym, jak Pani przeżywa siebie i swoje relacje z ludźmi. Dobrym rozwiązaniem jest także grupa terapeutyczna lub interpersonalna: stacjonarna lub wyjazdowa, które organizowane są często w różnych ośrodkach zajmujących się psychoterapią.
Też podobnie czuję jak weronika. Lubię samotność, kiedy nikt mi niczego nie narzuca i robię wszystko na co mam ochotę. Ale z drugiej strony bardzo lubię przebywać z paroma osobami z którymi mam dobry kontakt i zawsze mogę liczyć, że mnie wysłuchają. A oni mogą na mnie liczyć.
14 września 2009 15:02
Venissa
Dołączył: 28.10.2008
Liczba komentarzy: 105
Ja też lubię być sama, jak to śpiewają Gunsi "sometimes I need some time on my own", a wszystkie moje bliższe znajomości kończą się, bo ja nie potrafię być zawsze i wszędzie. Samotność jest dla mnie twórcza i wtedy rzadko myślę, że fajnie by było z kimś pogadać. Jednak gdy już jestem z ludźmi, jest mi dobrze, więc myślę, że nie jest ze mną źle.