Portal psychologiczny - charaktery.eu

  • Facebook
  • Google Plus One
  • Tweeter
  • Wykop


Newsletter

Zaprenumeruj nasz biuletyn!


Psychologia w działaniu

Czy pamiętasz zda­rzenie, które odmieniło Twoje życie? Jakąś przełomową chwilę? Coś, co pozwoliło Ci lepiej zrozumieć siebie, otaczający Cię świat? Jeśli tak, to podziel się swoją historią. Być może pomożesz w ten sposób innym: cierpiącym, szukającym, błądzącym.Przysyłane przez Was listy zamieszczamy na naszej stronie internetowej, najciekawsze zaś publikowane są w „Charakterach”.

Napisz do nas

Sztama z rodzicami

  • Facebook
  • Google Plus One
  • Tweeter
  • Wykop

Sztama z rodzicami Dziecko podejmie współpracę z nauczycielem dopiero wówczas, gdy będzie przekonane, że wychowawca szanuje i akceptuje jego rodziców. Dlatego, aby „poskromić” niesfornego ucznia, warto zaprzyjaźnić się z jego rodzicami.

Dr Marta Kochan-Wójcik jest psychologiem, adiunktem w Zakładzie Psychologii Klinicznej i Zdrowia Instytutu Psychologii UWr. Kieruje Pracownią Konsultacji i Poradnictwa Psychologicznego. Prowadzi zajęcia z psychologii klinicznej i rozwojowej. Szkoli nauczycieli w zakresie diagnozowania, rozwoju i edukacji małego dziecka.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Tomek, uczeń klasy szóstej, zaczyna sprawiać w szkole kłopoty. W ostatnim tygodniu pobił się z kolegą, nie odrobił kilku prac domowych; na niestosowne zachowanie Tomka skarży się też nauczycielka języka angielskiego… To wystarczający powód, by Barbara, wychowawczyni chłopca, zdecydowała się na rozmowę z rodzicami...

Z perspektywy nauczyciela

Barbara dzwoni do matki Tomka, Ewy, oznajmia krótko, że chciałaby się spotkać i wyznacza termin: – Kilka minut przed rozpoczęciem porannych lekcji lub tuż po ich zakończeniu. Ewentualnie podczas długiej, obiadowej przerwy… Nie, proszę się nie martwić, zdąży pani do pracy. Rozmowa będzie krótka. Do widzenia.
Wychowawczyni zapomina o sprawie do czasu, gdy na szkolnym korytarzu podczas przerwy podchodzi do niej matka Tomka. – Ach, to pani – mówi. – Dobrze, mam tylko kilka minut, ale porozmawiajmy. Wzywa Tomka i już w jego obecności kontynuuje: – Tomek potrafi być pomocny i koleżeński. Jednak w piątek wdał się w bójkę z kolegą. Dostaję też sygnały od innych nauczycieli, że jest arogancki. Proszę, aby pani z nim porozmawiała na ten temat. – Tomku – nauczycielka zwraca się teraz do ucznia – wiem, że Krzysiek czasem prowokuje cię swoim zachowaniem, jednak ty nie powinieneś się dawać. Wiesz, że jesteś w szóstej klasie i nie możesz opuścić się teraz w nauce. Przed tobą egzaminy. Zacznij być bardziej systematyczny i nie zapominaj o odrabianiu zadań domowych.
– Ale, ja… – próbuje wtrącić Tomek.
– Tomku, żadnych ale. Masz się poprawić – przerywa mu wychowawczyni i zwraca się do matki chłopca: – Proszę porozmawiać z synem w domu. Jego zachowanie musi się zmienić. Dobrze? Matka kiwa głową.
– Muszę już iść, dziękuję, że pani przyszła. Tomek, pożegnaj się z mamą i chodź do klasy. Do widzenia.
– Do widzenia…
Z punktu widzenia nauczyciela współpraca z rodzicem została nawiązana. Ale czy na pewno?

Z perspektywy rodzica

Matka Tomka odbiera telefon, po chwili dociera do niej, że rozmawia z wychowawczynią syna. Pierwsza myśl: „Czy coś się stało Tomkowi?”. Po chwili okazuje się, że wszystko z synem w porządku, a rozmowa dotyczy jego zachowania. Chwila ulgi i znów fala napięcia. Jednak coś się stało. Słyszy, że o wszystkim dowie się podczas spotkania. Kolejna myśl: „Co on znów nawywijał? Mało z nim kłopotów w domu?”. Nie ma jednak czasu na zastanawianie się, bo nauczycielka podaje termin spotkania. Ewa gorączkowo szuka jakiegoś długopisu i kartki. W efekcie zapamiętuje tylko, że może przyjść do szkoły przed lekcjami lub na długiej przerwie. „Ale ja wtedy pracuję...” – chce powiedzieć, ale nauczycielka już się rozłączyła. Ewa odkłada telefon.
Kilka dni później kobieta zjawia się w szkole. Rozmowa z synem niewiele dała – nie wiedział dokładnie, dlaczego nauczycielka wzywa rodziców, ale podczas rozmowy zdążyli się pokłócić. Ewa miała też trochę problemów z szefem, by móc tego dnia przyjść później do pracy. Wreszcie widzi nauczycielkę na korytarzu. Wokół mnóstwo biegających uczniów, ogromny hałas. Ewa czuje się zdezorientowana. Wychowawczyni mówi głośno, by przekrzyczeć dzieci. Po chwili podchodzi do nich Tomek. Matce wydaje się, że syn się czerwieni. Jej też jest coraz bardziej gorąco. Obok niej przechodzą inni nauczyciele. Ewa czuje się niezręcznie i zdaje się, że wyraża to swoją miną, bo nauczycielka zaczyna mówić do Tomka. Po chwili kończy wypowiedź. Matka odczuwa ulgę i nie ma już nic do dodania. Posłusznie kiwa głową. Gdy zostaje sam na sam z synem, mówi do niego: – Słyszałeś? Żeby mi się to więcej nie powtórzyło.
Chłopiec kiwa głową, wzdycha, robi głupią minę i biegiem pędzi do klasy. Ewa odwraca się i czym prędzej wychodzi ze szkoły. Niewiele pamięta z rozmowy. Właściwie głównie to, że źle wychowuje syna i że inni o tym wiedzą. No i wychowawczyni, zwracając się do Tomka, wszystko potrafiła tak zgrabnie ująć w słowa. Ewa by tak nie umiała. Ale przynajmniej przyszła i chciała współpracować. Napięcie towarzyszy jej jeszcze jakiś czas po wizycie w szkole. Do rozmowy z synem nie wraca. Niechętnie myśli natomiast o zebraniu dla rodziców, na jakie musi pójść za dwa tygodnie.



Nierówna relacja

Czy podczas spotkania Barbara i Ewa rzeczywiście podjęły współpracę? Rozmowa nauczyciela i rodzica na temat łączącego ich problemu to pierwszy krok na tej drodze. W psychologii opisano jednak warunki, które muszą być spełnione, aby nawiązana relacja mogła się w takim kierunku rozwijać. Jednym z nich jest wzajemne uznanie równorzędności pozycji: nauczyciela – jako wyposażonego w profesjonalną wiedzę i umiejętności eksperta od pracy z uczniem w szkole, oraz rodzica – jako specjalisty do spraw wychowania dziecka w środowisku pozaszkolnym.
Inne ważne warunki to dostrzeżenie przez obie strony znaczenia integracji działań podejmowanych na swoich polach (w szkole i w domu) oraz zrozumienie konieczności równorzędnego dbania o zaspokojenie potrzeb własnych i partnera relacji (nauczyciela i rodzica). Współpraca wymaga zatem czasu, zazwyczaj kilku spotkań i obustronnego zaangażowania, daje jednak możliwość uzyskania rzeczywiście optymalnych i skutecznych rozwiązań, z pewnością pożądanych w kwestii tak delikatnej i ważnej, jak wychowywanie dziecka.
Rozpatrywane w tym kontekście zachowanie Barbary i Ewy trudno byłoby nazwać współpracą. Mimo że obie kobiety tego właśnie chciały i każda z nich posiadała niezbędną dla osiągnięcia łączącego je celu wiedzę i umiejętności, w ich postępowaniu widoczne było raczej działanie nastawione na rywalizację, uległość i unikanie problemu. Chęć współpracy zamieniona została w tym przypadku na nie najlepiej rokującą dla sprawy Tomka konfrontację sił, w której jedna ze stron w pełni zaspokoiła własne potrzeby (nauczycielka), druga zaś poczuła się słabsza i z nich niemal całkowicie zrezygnowała.
Jak doszło do opisanej dynamiki? Wydaje się, że nie była to kwestia celowych intencji, a bardziej konsekwencja mylnych założeń oraz postępowania kobiet, które w sposób znaczący uwypukliło nierówność ich relacji.

Siła emocji i poczucie wpływu
Barbara zadbała o to, by mieć kontrolę nad sytuacją. To ona wyznaczyła miejsce, termin i warunki rozmowy, określiła jej ramy czasowe, a także sprecyzowała oczekiwania względem Tomka i Ewy. Będąc gospodarzem na swoim terenie i działając według własnych zasad, mogła czuć się bezpiecznie, myśleć rzeczowo i realizować własne cele.
Natomiast pozycję Ewy od początku osłabiały towarzyszące jej emocje. Zaskoczona telefonem ze szkoły – uległa im i nie potrafiła w tych warunkach zadbać wystarczająco o swoje potrzeby. Trudności organizacyjne wzmogły napięcie, które następnie eksplodowało w kłótni z synem. Poziom adrenaliny podniosła ponownie specyfika szkolnego otoczenia, do której Ewa nie była przyzwyczajona: hałas na korytarzu, obecność innych dzieci i nauczycieli. Dodatkowo, podobny sposób zwracania się wychowawczyni do Tomka i do Ewy (formułowanie oczekiwań) zrównał jej pozycję z pozycją syna – ucznia, który ma być posłuszny wobec nauczyciela. I tak też Ewa zaczęła się zachowywać: jak posłuszna, karcona uczennica. Konsekwencją postawy matki było przekonanie o niemożności dokonania zmian w zachowaniu chłopca. W efekcie niczego więcej w tej kwestii nie zrobiła.

Źródło emocji rodzica
Analizując tę sytuację, można powiedzieć, że Barbara zachowała się zgodnie ze swoją rolą i postąpiła właściwie. To Ewa miała kłopot z emocjami i zadbaniem o własny komfort, a za to wychowawczyni nie mogła być przecież odpowiedzialna. Wykazując jednak nieco więcej empatii, można zauważyć, że podejmowany przez nauczycielkę temat (analiza zachowań dziecka, które Ewa – jak każdy rodzic – stara się wychować najlepiej jak potrafi) jest bardzo delikatny. Matka potraktowała bowiem rozmowę jako próbę oceny jej umiejętności wychowawczych.
Bycie ocenianym, zwłaszcza gdy spodziewamy się opinii krytycznej, wywołuje emocje u większości ludzi. Można zatem założyć, że wielu rodziców może mieć trudność z opanowaniem napięcia w takiej sytuacji oraz z oddzieleniem rozmowy o zachowaniu dziecka od dyskusji o swoich kompetencjach wychowawczych. Wystarczy wówczas niewielki bodziec (jedno zdanie, niekomfortowy element otoczenia) i wzbudzone uczucia powodują uruchomienie szeregu schematycznych wyobrażeń na temat rozmówcy – nauczyciela, a te z kolei doprowadzają zwykle do mylnej interpretacji jego postępowania oraz wypowiadanych słów.
Niektórzy opiekunowie, podobnie jak Ewa, przyjmą w efekcie postawę wycofaną: będą potakiwali słowom wychowawcy, jednak nie wezmą na siebie żadnej odpowiedzialności za wprowadzenie zmian. Inni, unikając konfrontacji, po prostu zapomną o spotkaniu lub odmówią w nim udziału. Jeszcze inni wprost okażą swą bezradność („Ale co ja mam zrobić w tej sytuacji, niech mi pani powie? Tu nic nie skutkuje. Próbowaliśmy już wszystkiego”), zrzucając na nauczyciela wymyślenie skutecznego rozwiązania. Są i tacy, którzy zaczną oskarżać szkołę o brak profesjonalizmu lub, broniąc poglądu o braku problemów wychowawczych z dzieckiem w domu, będą podkreślali, że sami sobie z nim świetnie radzą.

W konsekwencji już po chwili także nauczyciel może poczuć, że jego kompetencje zawodowe są w odwecie naruszane. Gdy zareaguje na to osobiście i ulegnie emocjom – spirala kłótni zostanie uruchomiona. Pierwotny cel spotkania – zmiana postępowania ucznia – nie będzie osiągnięty, zaś w jego miejsce pojawi się mur wzajemnej niechęci i rywalizacji. Czy można tego uniknąć?

Z pewnością nie mamy wpływu na stan emocjonalny naszego rozmówcy ani też na to, jak będzie sobie z nim radził. Dbając jednak o własne nastawienie oraz modyfikując nieznacznie warunki spotkania, możemy zwiększyć poczucie komfortu, kontroli i bezpieczeństwa partnera rozmowy, sprzyjając w ten sposób redukcji poziomu napięcia, jaki mu towarzyszy.

Uznanie równorzędności pozycji
Pomaga uświadomienie sobie, że każda ze stron jest (lub może być) ekspertem w swojej dziedzinie. Nauczyciel – w kwestiach dydaktyczno-wychowawczych w systemie edukacji, opiekun zaś – w sprawach wychowawczych w systemie rodzinnym, z jakiego dziecko pochodzi. Warto przyjąć to wyjściowe założenie nawet wtedy, gdy wydaje się, że rodzic nie zachowuje się albo nie postrzega relacji z wychowawcą w taki sposób. Przekonanie działa tu bowiem jak efekt pozytywnej etykiety, która zaczyna determinować zachowanie osoby etykietowanej. A ta, niezależnie od pozycji wyjściowej, może stać się pod jej wpływem bardziej odpowiedzialnym i zdolnym do współpracy partnerem.

Ma to znaczenie również ze względu na zyskanie zaangażowania ucznia w proces dokonywania zmian w jego zachowaniu. Okazuje się bowiem, że dziecko podejmie współpracę z nauczycielem dopiero wówczas, gdy widzi, że on szanuje i akceptuje jego rodziców. Lojalność wobec systemu rodzinnego nakazuje bowiem buntować się wobec osób, które dyskredytują miejsce lub grupę, z której dziecko pochodzi. Dzieje się tak niezależnie od przeszłych doświadczeń dziecka i sposobu, w jaki rodzice się nim zajmują.

Szacunek względem partnera rozmowy wiąże się także z uznaniem równoważności potrzeb obu stron, nawet gdy są one rozbieżne. Bywa to trudne, gdy dokonujemy wartościowania zachowań innych ludzi, kierując się osobistymi przekonaniami. O ile jednak nie naruszają one zasad określonych prawnie, to poza tym, że mogą być od naszych inne, nie są ani bardziej, ani też mniej właściwe. Uświadomienie różnic w potrzebach współpracujących partnerów jest z kolei szansą na uzyskanie kompromisu, w którym obie strony, szukając wspólnego mianownika działań, są gotowe z części swoich oczekiwań zrezygnować. Mimo że to znacznie mniej niż współpraca, jest to wciąż bardziej konstruktywne i trwalsze rozwiązanie niż podejmowana niejednokrotnie w takich okolicznościach rywalizacja lub unikanie problemu.

Wzrostowi motywacji do współdziałania sprzyja również możliwość dokonywania wyboru. Daje ona poczucie wpływu i w efekcie pewnej kontroli nad sytuacją. Warto zatem zadbać, aby rodzic miał możliwość współdecydowania (np. choćby o terminie spotkania czy zasadach, według jakich się ono toczy) oraz samodzielnego wysuwania propozycji (np. dotyczących rozwiązań problemu). Istotną zmienną jest tu również czas, który nie powinien ograniczać żadnej ze stron.

Okoliczności spotkania

Szkolne otoczenie sprzyja tworzeniu nierównorzędnej relacji, w której jedna ze stron przyjmuje rolę podporządkowanego i słuchającego dziecka, a druga odpowiedzialnego i podejmującego decyzje nauczyciela. Warto więc zadbać i o to, aby warunki, w jakich toczy się rozmowa, ułatwiały pozostanie obu stronom w rolach osób dorosłych.

Spotkanie powinno być zatem prowadzone bez udziału osób trzecich (także bez dziecka), w cichym pomieszczeniu. Krzesła, na których siedzą rozmówcy, powinny być tej samej wielkości i wychodzić poza układ ławka – biurko nauczyciela (w szkole rodzice często sadzani są na krzesełkach uczniów, podczas gdy nauczyciel siada za własnym biurkiem). Jest to możliwe, nawet gdy spotkanie odbywa się w szkolnej klasie.
Obie strony powinny mieć również możliwość wyrażania włas­nych opinii, potrzeb oraz pomysłów na rozwiązanie. W ten sposób równowaga w relacji może być łatwiej zachowana. Jej utrzymanie zależy oczywiście również od słów, jakie padną podczas spotkania oraz od elastyczności przekonań samego rodzica. Dbając jednak o relacyjny aspekt rozmowy, nauczyciel może znacząco wpłynąć na postawę większości opiekunów i ich nastawienie wobec szkoły. Obie strony mogą zyskać w ten sposób, niezbędne dla realizacji celów dydaktyczno-wychowawczych, wzajemne wsparcie oraz skuteczne rozwiązania łączących ich kwestii. A największym beneficjentem jest w tych warunkach oczywiście sam uczeń.

„Psychologia w Szkole”, 2/2012
  • Facebook
  • Google Plus One
  • Tweeter
  • Wykop


KONTAKT
Charaktery
25-502 Kielce
ul. Paderewskiego 40
tel. 41 343 28 40
fax. 41 343 28 49