Portal psychologiczny - charaktery.eu

czwartek, 17 maja 2012
Brunony, Sławomira, Wery
  • Facebook
  • Tweeter
  • Wykop



Psycho-tropy

Dział Psycho-tropy jest nowością na naszej stronie. Jest to miejsce, w którym mamy zamiar publikować teksty – felietony, opowieści, wspomnienia i opinie – autorstwa studentów psychologii. Tematyka dowolna. Serdecznie zapraszamy do nadsyłania własnych prac.

Wyślij list


Żyrafa vs szakal

Agnieszka Mazurkiewicz


 Żyrafa vs szakal Przemówiła do mnie idea „języka żyrafy” i „języka szakala”. Nazwa jest na pierwszy rzut oka mało intuicyjna i raczej trudno się z którymkolwiek z tych języków identyfikować, a jednak nieświadomie każde z nas posługuje się czasem jednym, a czasem - i niestety częściej - tym drugim.

To, co chcę opisać, można w zasadzie wyprowadzić ze słów Goethego: człowiek żyje tyle razy, ile zna języków obcych. Przy dzisiejszym tempie rozwoju psychologicznych badań nad językiem, słowa kogoś, kto zmarł niespełna pół wieku przed symboliczną dla psychologii datą założenia wundtowskiego laboratorium, nadal są przebłyskiem geniuszu. Goethe nie mógł przecież przewidzieć, że nieznana jeszcze wówczas nauka, zainteresuje się w przyszłości wpływem języka na ludzkie życie, a więc zagadnieniem bardzo zbliżonymi do jego refleksji. Jednak w codziennej komunikacji zamiast skupiać się na ilości, warto położyć nacisk na jakość życia w zależności od sposobu używania języka. I bynajmniej nie chodzi mi o język obcy.

Subtelności
Ostatnio kiedy jechałam tramwajem, słyszałam rozmowę małego chłopca z mamą: szczebiotał w najlepsze o spacerze i karmieniu kaczek, że to tak fajnie i że są takie śmieszne „jak biegną po trawie do chleba”, a że mówił głośno, nie musiałam się specjalnie starać, żeby słyszeć treść jego radosnych wypowiedzi.
– Nie drzyj się – odrzekła mama beztrosko. A mnie coś zmroziło.
Z pozoru nie było w tym nic strasznego, słyszy się nieraz bez porównania gorsze zwroty. A jednak właśnie kontrast emocjonalnego ładunku wyrażonego w słowach dziecka i jego mamy skłonił mnie do przemyśleń na temat tego, że przeciętny rodzic nie zdaje sobie sprawy, jak wiele zależy od sposobu, w jaki wypowiada swoje życzenia i uwagi, jak ubiera w słowa krytykę i pochwałę. A następstwa są nie do przecenienia – w końcu chodzi o całe przyszłe życie małego jeszcze człowieka, który nie tylko innych kiedyś będzie traktował tak, jak sam był traktowany, ale i mniemanie o sobie zbuduje na pierwszych kontaktach w najważniejszych relacjach, w tym właśnie tej z rodzicami.
Dlatego też tak bardzo przemówiła do mnie idea „języka żyrafy” i „języka szakala”. Nazwa jest na pierwszy rzut oka mało intuicyjna i raczej trudno się z którymkolwiek z tych języków identyfikować, a jednak nieświadomie każde z nas posługuje się czasem jednym, a czasem – i niestety częściej – tym drugim.

Czym jest język żyrafy...
Autorem pomysłu jest Marshall Rosenberg, który językiem żyrafy nazwał sposób porozumiewania się z najmłodszymi (i nie tylko), dzięki któremu czują się oni słuchani i ważni, który sprawia, że w przyszłości mają szansę na większe zrozumienie własnych emocji, nazwanie ich, a co za tym idzie, na samoakceptację i asertywne zachowania w relacjach z innymi. Opiera się on, w uproszczeniu, na kilku zasadach, które – jak sugeruje autor – są dla każdego człowieka naturalne, ale zapomniane.
Przede wszystkim nie należy oceniać, ale raczej świadomie oddzielić własny osąd od spostrzeżenia. Kiedy mówi się dziecku „jesteś nieznośny” odbiera się mu szansę zmiany zachowania. Otrzymuje ono komunikat, że już takie jest – więc czy ma możliwość, by cokolwiek poprawić? Jest to ocena, która wtłacza je w nieprawdziwą rolę i narzuca nieprawdziwy sposób myślenia o sobie. Nikt nie rodzi się nieznośny. Istnieją jednak powody, które sprawiają, że nasze zachowania mogą być dla innych trudne do zniesienia. Kluczem do sukcesu jest ich znalezienie, nazwanie i próba zrozumienia.
Kolejny krok to rozpoznawanie i wyrażanie uczuć – zarówno własnych, związanych z zachowaniami dziecka, jak i tych przeżywanych przez nie samo. Człowiek w sposobie uczenia się jest bardzo podobny do zwierząt – także uczy się przede wszystkim przez naśladownictwo. Dlatego też uczenie dzieci kontaktu ze swoimi emocjami poprzez dawanie im przykładu, zaprocentuje w ich przyszłym życiu.
Miałam szczęście opiekować się dwulatkiem (sic!), którego mama z cierpliwością tłumaczyła za każdym razem, dlaczego zabrania mu pewnych rzeczy: jedzenia cukierków przed obiadem czy bawienia się jej rzeczami. Choć mój mały podopieczny mówił jeszcze wtedy niewiele, doskonale rozumiał treść przekazu swojej mamy. Po chwili spokojnego tłumaczenia i kilku umiejętnie zadanych pytań o uczucia, oraz stwierdzeń takich jak „masz pewnie ochotę na te cukierki, ale niestety teraz nie mogę Ci ich dać, bo...” lub „czy zgodzisz się, żebyśmy zrobili tak:...”, dziecko uspokajało się i zgadzało na proponowane kompromisowe warunki.
Z tego wynika jeszcze inna sprawa, o której mówi się często –jasne zasady, na które zgodzą się obie strony i będą je konsekwentnie zrealizować. Brak konsekwencji wydaje się jedną z najgorszych rzeczy, jakich można nauczyć dziecko. Skutki, które przychodzą mi do głowy, to brak zaufania i wynikająca z tego niecierpliwa zachłanność. Bo skoro maluch już wcześniej przekonał się, że obietnice nie są realizowane, to jak może wierzyć, że dane mu słowo nie zostanie po raz kolejny bez pokrycia? Jest to zresztą obciążające i dla wychowującego, ponieważ naturalnym dla dziecka sposobem poradzenia sobie z niepewnością jest wymuszenie na rodzicach swojej zachcianki tu i teraz.

...a czym jest język szakala?
Odnosząc się do powyższego opisu, nietrudno domyślić się, że język szakala jest przeciwieństwem języka żyrafy. To język szeroko pojmowanej przemocy, braku szacunku dla uczuć i potrzeb innych, ukierunkowany wyłącznie na osiągniecie celu, którym – w tym wypadku – jest oczekiwane przez nas zachowanie dziecka. Konsekwencje takiego komunikowania się są do bólu przewidywalne: dziecko, którego nikt nie słucha, któremu brak poczucia bezpieczeństwa, prawdopodobnie będzie wzrastało z niskim poczuciem własnej wartości, nieufne wobec otaczających je ludzi.
Tę samą zależność wskazywał wybitny przedstawiciel psychologii humanistycznej Carl Rogers. Podkreślał on ogromne znaczenie empatii, zaufania i akceptacji w rozwoju człowieka. A przecież wszystko to budujemy i wyrażamy głównie dzięki istnieniu naszej mowy – empatię poprzez aktywne słuchanie, zaufanie w zgodności słów z czynami; w ten sposób budujemy w dziecku poczucie, że jest kimś ważnym i przez nas akceptowanym. Odpowiednie traktowanie małego człowieka jest według Rogersa warunkiem jego prawidłowego rozwoju. I nie muszę chyba niczego dodawać – wagi tego co i jak mówimy nie można po prostu zbagatelizować.

Oczywistość czy utopia?
Na pierwszy rzut oka, to wszystko nie wydaje się nadzwyczaj trudne. Nie trzeba być przecież doktorem psychologii, by być mądrym rodzicem. Skąd w takim razie tyle antyprzykładów rodzicielskich zachowań?
Nie chciałabym zostać źle zrozumiana – dość oczywiste jest, że język żyrafy to pewien ideał. Jak wspomniałam wcześniej, wszyscy mówimy po trochu każdym z języków. Myślę, że najważniejszy jest sam moment refleksji i dążenie, by było w nas więcej żyrafy niż szakala. Być może to jest właśnie najtrudniejsze. Z pomocą przyjść jednak mogą coraz bardziej popularne kursy prowadzone przez trenerów uczących się od Rosenberga. W Polsce język żyrafy powoli znajduje swoich sprzymierzeńców. Szkoły mogą ubiegać się o specjalne kursy dla nauczycieli. I oby sytuacja rozwijała się dalej w tym kierunku.
Warto na koniec dodać, że każde dziecko jest naturalną żyrafą. Chce być słuchane, rozumiane, ważne. I dlatego właśnie, proszę Państwa, stawiam na język żyrafy.



AGNIESZKA MAZURKIEWICZ, studentka II roku Psychologii i I roku Polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim.
Jej główne zainteresowania to psychologia dziecka, psychologia emocji i motywacji, a także literatura beletrystyczna. W licealnych czasach przeżyła krótki romans z teatrem, który zaowocował uczestnictwem w szkolnych festiwalach i pozaszkolnych konkursach; dziś jej związki z teatrem ograniczają się jedynie do roli odbiorcy.
Ukończywszy też szkołę muzyczną pierwszego stopnia na skrzypcach, postanowiła podtrzymać tradycję uczęszczania do nietypowych szkół i przez trzy gimnazjalne lata była prawdziwą Platerką w prawdziwym mundurku.



Wasze opinie
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.
KOMENTARZY: 0
Brak komentarzy.


KONTAKT
Charaktery
25-502 Kielce
ul. Paderewskiego 40
tel. 41 343 28 40
fax. 41 343 28 49