[ R E K L A M A ]


zdjecie

Latarnik

Miłość na smyczy

Michał Czernuszczyk


zdjecie Chcemy budować bliskość w związku, ale nie chcemy być jego zakładnikami. Domagamy się wolności i niezależności, gdy nasz partner lub partnerka coraz bardziej nas kontroluje. Często zapominamy, że związek nie polega na zlaniu się i że czasem może nam sprzyjać... dystans.

Mówienie o wolności w związku jest o tyle trudne, że w świetle psychologii wolność indywidualna, rozumiana jako posiadanie rozmaitych możliwości postępowania, jest bardzo ograniczona. Jesteśmy ograniczeni przez to, co wrodzone i co nabyte w procesie wychowania. Spór, wiedziony przez psychologów pod hasłem nature or nurture (z ang. natura czy wychowanie), dotyczy jedynie tego, w jakim stopniu jesteśmy już ukształtowani (czytaj – ograniczeni) w momencie narodzin, a na ile nabieramy kształtu w procesie dorastania. Nie ma jednak wątpliwości, że granice wolności psychologicznej danego człowieka wyznaczone są przez właściwości jego układu nerwowego i aparatu psychicznego oraz przez osobowość, rozumianą jako ogólnie pojęty wzorzec interakcji ze środowiskiem.

Wolność niewolników

Nie dość, że spektrum zachowań, jakimi dysponujemy, jest ściśle wyznaczone przez naszą osobistą kondycję, to motywacje, które nami powodują, są przed nami w bardzo dużym stopniu ukryte. Geniusz Freuda polegał przede wszystkim właśnie na tym, że twórca psychoanalizy pokazał, w jak wielkim stopniu i na jak różne sposoby kierują nami siły, o których nie wiemy i wiedzieć nie chcemy. Nieświadomość źródeł postępowania nie oznacza, że po prostu nie wiemy, dlaczego zachowujemy się w dany sposób, ale że mamy na ten temat nieprawdziwe wyobrażenie. Nasze mechanizmy obronne zniekształcają rzeczywistość, nie pozwalając nam dostrzec rzeczywistych pobudek działania.
Gdzie więc miejsce na wolność w związku, skoro wolność osób, które ten związek tworzą, jest tak wątpliwa? A poza tym, dlaczego w ogóle mielibyśmy sobie nawzajem dawać wolność i zgadzać się na niezależność partnera – niezależność, która przecież wystawia nas na niebezpieczeństwo porzucenia, zdradzenia, oszukania... Oczywiście dlatego, że podstawą związku jest dobrowolność, czyli nazwana bądź niewypowiedziana zgoda partnerów. Partnerzy są ze sobą, bo każde z nich tego właśnie chce. W imię tej zgody podejmują się ograniczyć swą wolność indywidualną, np. deklarując wierność i lojalność. Założeniem takiej deklaracji jest wiara, że związek dwojga kochających się osób niesie ze sobą wartości niedostępne osobie żyjącej w pojedynkę. Mam tu na myśli nie tyle korzyści doraźne, takie jak wsparcie w trudnych chwilach i druga para rąk przydatnych w chwili, gdy otwieram górne drzwi szafy i wszystko się na mnie wysypuje... Myślę raczej o wartościach, jakie niesie ze sobą wieloletnia zażyłość – o przyjaźni, pojawiającej się w niektórych związkach, i intymności towarzyszącej codziennemu przebywaniu razem. Takich jakości nie da się podrobić i nie mają one szans pojawić się w krótkotrwałych relacjach nastawionych na „tymczasowość” związku...

Zaprojektować związek

Przyjaźń i intymność możliwe są w związku dopiero wtedy, gdy poradzimy sobie z własnym lękiem, jaki pojawia się wraz ze wzrostem bliskości, i nie przerzucamy odpo­wiedzialności za nasze obawy na partnera. Piszę oczywiście o związku, w którym nasz lęk ma charakter neurotyczny, bo nie wydarzyło się nic, co potwierdzałoby zasadność naszych obaw. Zakła­dam więc, że mój lęk przed porzuceniem nie wynika z tego, że już byłem porzucony, ale z tego, że wiem, iż porzucenie jest możliwe i wraz z rozwojem relacji byłoby dla mnie coraz bardziej dotkliwe. By zmniejszyć to bolesne uczucie, partnerzy mogą nasilać kontrolę nad drugą stroną, czyli – używając metafory „mieszkaniowej” – tak zaprojektować wnętrze, by cały czas mieć wszystko na oku.
Tylko że w związku ta strategia nie przynosi oczekiwanych efektów. Pozbawieni intymności, odpowiedniej porcji tlenu, zmuszeni do rezygnacji z tego, co piękne, na rzecz tego, co praktyczne, doświadczamy złości i frustracji. Będziemy wtedy zbyt zajęci dbaniem o swoje podstawowe potrzeby, by czerpać radość z bliskości.
Potrzebujemy dystansu, ale pamię­tajmy, że sprzyja on związkowi tylko wówczas, gdy jesteśmy przekonani, że chcemy pozostać we wspól­nej przestrzeni emocjonal­nej. Wbrew potocznym opiniom, związek nie polega na zlaniu się, ujawnieniu wszelkich tajemnic przed partnerem, mówieniu całej prawdy i zawsze prawdy (wypowiadam się tu z punktu widzenia psychoterapeuty i abstrahuję od etyczności takiego postępowania), lecz musi zakładać wolę bycia razem. Bez niej nawet bezpośredni kontakt fizyczny nie czyni związku.




Wasze opinie
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.
KOMENTARZY: 1
zdjecie
dwadziesciatrzy Dołączył: 16.11.2009
Liczba komentarzy: 20
Blog
Nie każdy jest stwożony do związków przecież, ani do monogami czy małżeństw nawet!

17 listopada 2009 16:17