Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

31 stycznia 2019

Ciągle się uczę od moich uczniów

1

Moi uczniowie są dla mnie mistrzami i autorytetami. To najlepsi nauczyciele pokory i autentyczności – mówi Przemysław Staroń, Nauczyciel Roku 2018.

Piotr Żak: Co dla Pana znaczy być dobrym nauczycielem?
Przemysław Staroń: Nieustannie się rozwijać, pracować nad sobą i rozumieć zmieniający się świat, aby dawać młodym ludziom narzędzia, służące im do odnalezienia się w jego złożoności.

Jakie to narzędzia?
Przede wszystkim uczenie ich postawy, w której łączą się kluczowe dla człowieczeństwa wartości: dobroć, otwartość na innych, szacunek, ciekawość, pasja, twórczość, odwaga, zapał, refleksyjność, solidarność, troska, szczerość, zaufanie, myślenie naukowe, podejście badawcze, mądrość, gotowość do rozwiązywania problemów, stawianie godności człowieka na pierwszym miejscu, wrażliwość na każdą żywą istotę, empatia, ciepło, życzliwość, wrażliwość na niesamowitość i piękno wszechświata. Oczywiście ta lista powinna być znacznie dłuższa. Mogę powiedzieć tak: staram się pomóc moim uczniom w zdobyciu wędki i korzystaniu z niej, a nie dając im rybę.

Czego uczy się Pan od swoich uczniów?
To najlepsi nauczyciele pokory. Są dla mnie nieustająco źródłem inspiracji, stymulują do ciągłego rozwoju. Stale mi przypominają o pierwszeństwie empatii, są najlepszymi testerami autentyczności. Nieprzerwanie motywują mnie do stawania się lepszym. No i uczę się od nich świata, który bez ich pomocy byłby mi obcy – choćby specyficznego dialektu współczesnej młodzieży.

Co szczególnie ceni Pan u swoich uczniów?
Ich umiłowanie mądrości. Najwyraźniejszym tego przejawem jest zdolność do refleksji, do chwili zastanowienia, zanim wypowiedzą jakiś wartościujący sąd. To świadectwo ich pokory intelektualnej, wrażliwości poznawczej i umiejętności metaspojrzenia na swoje przekonania. Staram się im pomagać w rozwijaniu tego umiłowania mądrości. Stosuję wiele ćwiczeń, które stymulują w nich taką postawę, od zagadek lateralnych po dramę, ale przede wszystkim nieustannie stawiam pytania dotyczące zarówno ich samych, jak i świata, w którym żyją.

Co dzisiaj jest potrzebne młodym ludziom, żeby odnaleźli się we współczesnym świecie?
Ludzie, którzy będą dla nich drogowskazami, ale też sami podążają wskazywanymi przez siebie drogami. Tacy ludzie są uczestnikami i świadkami, a nie moralizatorami. Oni świadczą swoim przykładem, żyją w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami. To od nich wszystko się zaczyna – od autentycznych, prawdziwych, spójnych, wiarygodnych towarzyszy podróży.

Czy Pan spotkał w swoim życiu takich ludzi, takich mistrzów-nauczycieli?
Oczywiście! Wciąż ich spotykam na każdym etapie życia, czasami na dłużej, czasami na krócej. Zaczęło się od rodziców, którzy swoją miłością i mądrością ukształtowali mnie najpełniej. Potem było wielu takich mistrzów-nauczycieli. Z niektórymi utrzymuję kontakt do dzisiaj, innych spotykałem przez krótki czas, a mimo to zostawili we mnie trwały ślad. Kimś takim był pan Sławomir Jóźwiak, mój licealny nauczyciel przysposobienia do życia w rodzinie. Spotkałem się z nim zaledwie kilka razy, a jednak stał się dla mnie mistrzem, bo pokazał mi, że człowieczeństwo i człowiek są najważniejsi, a nie systemy, oceny, rankingi.

Czego oni Pana nauczyli?
Mnóstwa rzeczy, ale przede wszystkim pewności siebie, pokory, ciekawości, cierpliwości i wiary w sens.

Czym według Pana jest autorytet nauczyciela?
Autorytet ma ten nauczyciel, który staje się drogowskazem dla swoich uczniów i sam podąża wskazywanymi przez siebie drogami.

Czy otrzymywał Pan sygnały od swoich uczniów, że to, czego ich Pan nauczył, w czymś im pomogło, okazało się przydatne?
Tak. Nieustannie je otrzymuję. I to nadaje sens nie tylko mojej pracy, ale i całemu mojemu życiu. Absolwenci bardzo często mi piszą, że widzą coraz wyraźniej, jak uczenie się myślenia, poznawanie kultury, dotykanie dylematów etycznych, uczenie się faktów, nieustanna stymulacja kreatywności pozwalają im lepiej studiować, uczyć się i żyć.

Czy może Pan powiedzieć, że jest autorytetem dla swoich uczniów?
Oni mówią mi wprost, że tak. Ufam im zatem i wierzę w to, co mówią. I bardzo to czuję. Ale oni też są dla mnie mistrzami i autorytetami. Wierzę w to, że „Gwiazda świeci nad godziną naszego spotkania” – te słowa Tolkiena mam nawet wytatuowane na prawym przedramieniu!

Przypisy