Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

23 kwietnia 2018

Codziennie zakochani

3

W każdym związku, nawet najbardziej romantycznym, przychodzi czas, gdy nie ma już „motyli w brzuchu”, gdy temperatura spada. Czy można uchronić miłość przed nudą, wypaleniem? O co warto zadbać, by nam się zawsze chciało siebie chcieć?

„Już od dawna czuję, że mój związek się rozpada. Ciągłe kłótnie to codzienność. Kocham mojego mężczyznę i nie chcę rozstania, ale to chyba jedyne rozwiązanie” – skarży się uczestniczka dyskusji na jednym z internetowych forów i pyta, czy ktoś zmaga się z podobnym problemem.

Karina wie, o czym pisze internautka, bo niedawno rozstała się z mężem. Nie dotrwali do dziesiątej rocznicy ślubu. Poznali się jako dojrzali ludzie, oboje tuż po czterdziestce. Marek był po dwóch związkach, ona po jednym, wydawało im się, że przerobili już wszystkie możliwe błędy i wreszcie mogą zbudować dobrą, trwałą relację. Przez pierwsze pięć lat było świetnie – tworzyli zgrany duet w domu i w pracy, założyli i budowali własną firmę, znajomi stawiali ich za wzór pary idealnej.

A jednak na tym idealnym obrazie zaczęły pojawiać się rysy. Karina coraz więcej czasu poświęcała na budowanie własnej kariery, a Markowi trudno było uwierzyć w jej zapewnienia, że robi to z myślą o kontraktach dla ich firmy. Coraz mniej ufał żonie, a jej coraz mniej chciało się walczyć o wspólną przyszłość. Dziś Karina zastanawia się, dlaczego ich związek nie przetrwał próby czasu, choć tak dobrze było im ze sobą na początku. Znajomi nie mogli uwierzyć, gdy usłyszeli o rozwodzie Kariny i Marka. Co tak naprawdę sprawiło, że zniknęła namiętność i zaczęli traktować związek jak obowiązek, z każdym dniem coraz bardziej przykry? Czy mogli uratować swoje małżeństwo? Jak uchronić relację przed nudą i wypaleniem?

Pewna zmiana

Amerykańska pisarka Lauren Groff, autorka powieści Fatum i furia – wnikliwego psychologicznego portretu związku Lancelota i Mathilde, uważa, że małżeństwo to z jednej strony intymna relacja, a z drugiej... rodzaj teatru. „To coś, co odbywa się za zamkniętymi drzwiami, ale także coś, co robimy wobec całego świata, odgrywając pewne role” – stwierdziła w jednym z wywiadów. Dlatego nawet bliscy (tak było ze znajomymi Kariny i Marka) nie wiedzą, co dzieje się za kulisami, a partnerzy – bywa – nie nadążają za zmianami w scenariuszu. Zwłaszcza jeśli myśleli, że żadnych zmian nie będzie.

Profesor Bogdan Wojciszke, autor Psychologii miłości, przekonuje, że również w miłosnej relacji zmiany są czymś nieuchronnym. Trzy podstawowe składniki miłości – namiętność, intymność i zaangażowanie – na poszczególnych etapach związku pojawiają się w innych proporcjach. W pierwszym etapie zakochania partnerzy są sobą zafascynowani, a najwyższy jest poziom namiętności.

Poziom namiętności spada po około dwóch–trzech latach, ale to wcale nie musi oznaczać końca miłości. Gdy związek się stabilizuje, partnerzy już dobrze się znają, a ich miłość staje się dojrzała. Co prawda poziom ich namiętności jest niższy, ale wzrasta poziom intymności – wspierają się, przyjaźnią się i obdarzają pozytywnymi uczuciami. Ta zmiana jest naturalna i może być czymś bardzo cennym dla związku.

Gdy partnerzy zaakceptują ten fakt, mogą dostrzec, że mają wpływ na to, co się dzieje między nimi, jak im się układa, ale wymaga to od nich pewnego wysiłku. Choć minęła euforia stanu zakochania i nie czują już „motyli w brzuchu”, to przecież nie zaniedbują siebie nawzajem, okazują sobie czułość i znajdują dla siebie czas. Bliskość i przyjaźń potrzebują fizycznej obecności, uwagi, czułych gestów, rozmów.

Amerykański psycholog i badacz prof. Robert Sternberg, współautor trójczynnikowej koncepcji miłości, wskazuje, że najbardziej satysfakcjonujące i trwałe są te związki, w których najsilniejszym składnikiem miłości jest zaangażowanie (a nie namiętność czy intymność). A na intensywność zaangażowania sami mamy wpływ.

Unik czy konfrontacja?

„Małżeństwo buduje się na kłamstwach. Głównie w dobrej wierze. Na przemilczeniach. Gdyby wypowiedzieć na głos wszystko, co myśli się o współmałżonku, można by go zetrzeć na proch” – pisze w Fatum i furii Lauren Groff. Bohaterowie jej powieści, choć przeżyli ze sobą 24 lata, pozostali dla siebie tajemnicą. Nie mówili sobie wszystkiego, w dobrej wierze. Wiele par, podobnie jak Lancelot i Mathilde, przemilcza kwestie, które mogłyby doprowadzić do konfliktów, ale czy w ten sposób rzeczywiście się przed nimi uchronią?

Nawet w udanych związkach z czasem dochodzi do nieporozumień, zranień, pojawiają się nieprzyjemne emocje. To naturalne, bo przecież mamy odmienne potrzeby, oczekiwania, poglądy. Ustalamy, jak chcemy być traktowani, a jak nie. Ważne jest, w jaki sposób reagujemy na te konflikty, jak się zachowujemy wobec partnera. Czy oskarżamy się wzajemnie, czy też staramy się słuchać partnera, otwieramy się i próbujemy zrozumieć, współpracować ze sobą. Oczekiwania, że w związku będzie tylko miło, są nierealistyczne i niszczą go bardziej niż konflikty.

Trudności przyjdą na pewno, dlatego zanim się pojawią, warto rozmawiać o wszystkich zapalnych kwestiach. Szukać wspólnie rozwiązań, dzielić się obawami. W ten sposób angażujemy się w budowanie dobrej relacji, pielęgnujemy wsp...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy