Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

6 lutego 2019

Humory i hormony

4

Kobieta przeprasza za łzy, tłumi złość i za wszelką cenę stara się, by nie przylgnęła do niej łatka histeryczki. A przecież zmienne nastroje to naturalne źródło kobiecej siły.

Daria Grabda: Opisuje Pani spotkanie z dziennikarką, która miała obgryzione paznokcie. Terapeuta namawiał ją, by brała leki na uspokojenie, ona jednak nie chciała rozstać się ze swoim niepokojem, bo pomagał jej w pracy. Nie chciała leczyć tego, kim jest, i rezygnować ze swoich prawdziwych emocji.

Julie Holland: Większość naszych problemów związana jest z tym, że tłumimy swoje prawdziwe emocje. My – kobiety spędzamy mnóstwo czasu na upewnianiu się, że wszyscy dookoła nas są zadowoleni i czują się komfortowo. A jeśli tak nie jest, robimy wszystko, by im zapewnić dobre samopoczucie i komfort, nawet kosztem swojego nastroju. Dlatego mówimy: „tak”, „spokojnie, ja się tym zajmę”. Bierzemy na siebie za dużo obowiązków, nie potrafimy znaleźć równowagi, jesteśmy coraz bardziej zdenerwowane i poirytowane. W pewnym momencie wszystkie kumulowane emocje wybuchają. Byłoby dużo lepiej, gdybyśmy były bardziej uczciwe wobec siebie i ludzi. Mówiły, czego chcemy, i skupiły się na tym, co jest dla nas dobre. Pozwalały sobie od czasu do czasu na bycie „humorzastą zołzą”. Takie przewartościowanie znacznie ułatwiłoby nam życie i sprawiło, że czułybyśmy się spokojniejsze. Zużywamy dużo energii, by ukryć swoje uczucia, próbujemy nic nie czuć. A przecież są takie sytuacje, w których należy się wypłakać.

Czy jesteśmy bardziej humorzaste niż mężczyźni?

Jeśli wykluczymy kobiety, których poziom hormonów został sztucznie, za pomocą leków, ustabilizowany, to rzeczywiście kobiety są bardziej humorzaste. Poziom naszych hormonów podlega ciągłym zmianom, zarówno w ciągu miesięcznego cyklu, jak i dekad płodności: inne są u dojrzewającej nastolatki, inne u kobiety w średnim wieku, a jeszcze inne podczas menopauzy. Mężczyźni przez większą część życia mają stały poziom hormonów.

Skoro ewolucja tak nas zaprojektowała, to nasze humory muszą mieć jakiś sens…

Już nasze pramatki, żyjące w jaskini, musiały być bardziej wrażliwe na sygnały płynące z otoczenia. Dzięki temu nasz gatunek przetrwał. Humory są naszą ewolucyjną korzyścią. Sprawiają, że jesteśmy bardziej wrażliwe na to, co nas otacza, bardziej elastyczne, potrafimy się dostosować. Empatycznie i intuicyjnie reagujemy na sygnały, które płyną z otoczenia. Jako opiekunki i matki musimy być delikatniejsze, słuchać swojej intuicji. W efekcie natychmiast reagujemy na sygnały dziecka, gdy jest głodne lub coś je boli. Skuteczniej też odczytujemy intencje partnerów. Wiemy, kiedy mężczyźni są zagniewani lub coś ukrywają.

Zmienność nastroju ciągle jednak postrzegana jest jako coś niestosownego i nie jest akceptowana.

Przekonujemy się o tym już jako małe dziewczynki, słyszymy o „babskich humorach”. Potem jako żony i matki bierzemy na siebie masę obowiązków, wysoko stawiamy sobie poprzeczkę, a na końcu same obwiniamy się o zły nastrój, bo przecież powinnyśmy sobie z tym wszystkim poradzić. Przepraszamy za łzy, tłumimy złość i za wszelką cenę staramy się, by nie przylgnęła do nas łatka histeryczki. A przecież nasza emocjonalność jest czymś normalnym. Zostałyśmy zaprojektowane tak, by podlegać cyklom i humorom. Zmienne nastroje są naturalnym źródłem naszej kobiecej siły, nie ma nic złego w okazywaniu ich, przeciwnie – służy to zdrowiu. A jeśli nawet nie wyrażamy emocji, to ważne, byśmy je w sobie rozpoznawały i czuły się z nimi dobrze.

Kłopoty z wyrażaniem emocji dotyczą nie tylko kobiet. Mężczyźni muszą być odważni i pełni energii, nie mogą pokazać, że się boją. Przecież „chłopaki nie płaczą”. Na szczęście to się trochę zmieniło i mężczyźni mogą okazywać emocje. Kobiety natomiast coraz częściej otrzymują przekaz, że muszą się tych emocji pozbyć. Szczególnie w pracy kobiecie wyrażającej emocje szybko przypina się łatkę histeryczki, osoby nieracjonalnej, działającej pod wpływem emocji. Kobiety czują, że aby traktowano je poważnie, muszą się odciąć od emocji. Czyli odciąć się od ważnej części siebie.

Co się dzieje, gdy odcinamy się od swych emocji?

Chorujemy. Pisze o tym Gabor Maté, kanadyjski psychiatra węgierskiego pochodzenia, w książce Ciało a stres. Jak uniknąć fizycznych kosztów ukrytego stresu. Gdy blokujemy emocje, ciało się buntuje, szaleje układ autoimmunologiczny. Niewyrażone emocje gdzieś muszą znaleźć ujście, więc znajdują w depresji, napadach lęku, ich blokowanie wiąże się z bezsennością czy otyłością. Kiedy przychodzą do mnie osoby skarżące się na takie dolegliwości, nie przepisuję im leków. Szukamy przyczyny takiego stanu rzeczy raczej w silnych, niewyrażonych emocjach.

Jak być szczęśliwą zołzą

Znów ta huśtawka nastrojów, smutek nie wiadomo skąd, złość bez powodu! Jak to przetrwać? Oto kilka równie prostych, co skutecznych sposobów. • Zaakceptuj swoją humorzastą naturę. To, że czasem ulegasz emocjom, to nic złego. Masz prawo odczuwać smutek, złość, rozgoryczenie.  • Pozwól sobie na chwilę niedoskonałości. Nazwij swoje emocje. Zastanów się, co może być ich przyczyną. • Zwolnij, pobądź sama ze sobą. Wsłuchaj się w swoje ciało, ono da Ci wskazówki, co zrobić, by obrać właściwy kierunek w życiu. • Bądź tu i teraz. Praktykuj uważność lub medytację. • Życie nie polega na tym, by zadowalać innych. Przestań się zadręczać oczekiwaniami, tak własnymi, jak i tymi, które Twoim zdaniem mają wobec Ciebie inni.  • Pozwól sobie na płacz. Dzięki niemu trudne uczucia – smutek, frustracja, złość – znajdują ujście. Gdy je rozładujesz, możesz iść dalej.  • Czasami jednak wybuch płaczu może być kłopotliwy – na przykład podczas służbowej rozmowy. Przekieruj wtedy krew z części mózgu odpowiedzialnej za emocje do tej związanej z racjonalnym myśleniem. Jak to zrobić? Na przykład zacznij wymyślać słowa, które się rymują lub odejmuj jakąś liczbę od stu.  • Odpoczywaj z dala od monitorów, zakupów i używek. Spędzaj czas na łonie natury, w ciszy. Zaakceptuj swoje ciało takim, jakim stworzyła je natura.  • Bądź autentyczna. Mów, co myślisz. Zachowuj się naturalnie. Udawanie kogoś, kim nie jesteś, tylko po to, by inni poczuli się lepiej, nikomu nie pomoże.  Oprac. dg na podstawie: Julie Holland, Dlaczego bywam humorzastą zołzą, Wyd. Czarne, 2016

Nie jest Pani zwolenniczką leków?

Jestem psychiatrą i psychofarmakologiem, nie mogę być przeciwna lekom. Ale przepisuję je osobom, które naprawdę nie mogą sobie bez nich poradzić – chorującym na depresję, zmagającym się z lękami czy zaburzeniami dwubiegunowymi. Martwi mnie jednak, że coraz więcej kobiet zażywa psychotropy, chociaż ich nie potrzebuje, bo nic złego się z nimi nie dzieje. Odczuwają tylko różne emocje, a chciałyby ich nie czuć. Są przekonane, że tylko leki mogą im pomóc uspokoić nerwy czy walczyć ze zmiennymi nastrojami. A przecież pigułka nie rozwiąże problemów, których wyrazem są ich nastroje i emocje. To tak, jakby śmieci zamieść pod dywan, zamiast odkurzyć albo je wyrzucić.

Jak zatem zapanować nad swoimi emocjami?

Na pewno nie poprzez aplikowanie sobie farmakologicznego koktajlu. Przekonuję kobiety, by zamiast brać prochy, wsłuchały się w swoje ciało i w to, co im mówią własne emocje. Nie musimy ich wyrażać, pokazywać innym. Czasem wystarczy, że je sobie uświadomimy, by nasz stres się zmniejszył. Póki nie są nazwane – rodzą napięcie. Ważne, by żyć w zgodzie z tym, co czujemy i czego chcemy. Kiedy nie musimy tłumić, ukrywać, zmieniać swych uczuć – czujemy się lepiej. Dodatkowo możemy w różny sposób poprawić sobie nastrój, na przykład poprzez ruch, dobry sen, otwartość na seks, odpowiednią dietę.

Jak dieta wpływa na kobiece humory?

Najważniejsze jest utrzymanie stabilnego poziomu cukru we krwi, co ma związek z emocjami, szczególnie z lękiem. Osoby z niskim poziomem cukru we krwi czują niepokój i wewnętrzne drżenie. Przekonuję pacjentów, by w ich diecie pojawiały się trzy porcje warzyw dziennie, produkty nieprzetworzone i wysokobiałkowe. Dobrze zbilansowana dieta stabilizuje wagę ciała, a także nastrój. Ważne jest też, by jeść uważnie, wsłuchiwać się w to, czego potrzebuje nasz organizm.

Ruch także poprawia nam nastrój?

Intensywne ćwiczenia fizyczne są najlepszym antydepresantem. Jakakolwiek aktywność fizyczna sprawia, że utrzymujemy kontakt z ciałem, czujemy się sprawcze i niezależne. Ćwiczenia stymulują wydzielanie endorfin, w efekcie czujemy się szczęśliwe i zrelaksowane. Ruch jest dobry dla naszego serca, umysłu i życia seksualnego.

Wspomniała Pani o znaczeniu snu dla nastroju…

Jak się okazuje, kobiety bardziej reagują na brak snu niż mężczyźni. Niewyspane, stajemy się gderliwe, rozzłoszczone i wrogo nastawione. I odwrotnie – wahania nastroju bardziej niż mężczyzn narażają nas na bezsenność. Brak snu sprawia, że zakłócona zostaje równowaga hormonalna, słabnie odporność, zwalnia przemiana materii. Przybieramy na wadze, a jednocześnie nastrój nam się obniża, aż zapoczątkować to może depresję. Wypracowanie dobrych przyzwyczajeń związanych ze spaniem, na przykład rezygnacja z oglądania telewizji czy korzystania z komputera przed snem, na pewno przyczyni się do zmniejszenia wahań nastroju.

Namawia Pani kobiety, żeby dostosowały swój rytm życia do cyklu menstruacyjnego. Po co?

Każda kobieta powinna wiedzieć, w jakim momencie swojego cyklu się znajduje i co się wówczas dzieje w jej organizmie. Łatwiej się wtedy do tych zmian przygotować. W pierwszej połowie cyklu – fazie folikularnej – czujemy się bardziej atrakcyjne, jesteśmy opiekuńcze, wspaniałomyślne i chętniej spędzamy czas z innymi ludźmi. Czujemy spokój i pewność siebie. Wszystko to dzieje się za sprawą estrogenu, który zarazem pomaga nam zdobyć partnera. W tym czasie stajemy się też bardziej obsesyjne – doświadczył tego mój mąż, kiedy się poznaliśmy. Do tej pory wspomina, że nigdy w życiu nikt nie naprzykrzał mu się tak bardzo, jak ja wtedy. Potrafiłam myśleć tylko o nim i ciągle sprawdzałam, czy do mnie dzwoni. Faza ta jest też dobrym momentem, by zadbać o szczegóły jakiegoś ważnego projektu lub porozmawiać z szefem o podwyżce – trudniej mu będzie odmówić takiej pewnej siebie i ponętnej kobiecie.

Druga połowa cyklu – faza lutealna – jest mniej przyjemna. Poziom estrogenu gwałtownie spada, rośnie natomiast poziom progesteronu. Pojawiają się zmiany nastroju. Stajemy się bardziej wrażliwe na ból; to nie jest dobry czas na wizytę u dentysty czy bolesne zabiegi u kosmetyczki. W tej fazie mamy mniej energii, jesteśmy bardziej drażliwe i skłonne do płaczu. Byle drobiazg może nas wyprowadzić z równowagi. Dwa dni przed okresem zaczyna się PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego. Wtedy jesteśmy skrajnie wrażliwe i skłonne do płaczu – wszystko za sprawą niskiego poziomu estrogenu i serotoniny. To najgorszy czas na poważne rozmowy z szefem.

Żadna z nas nie lubi tej fazy cyklu. A można dopatrzeć się w niej jakichś korzyści?

Jest to najlepszy czas, by dokonać zmian w życiu swoim lub swoich dzieci, także tych przyszłych. Warto wtedy wsłuchać się w swoje ciało i głos intuicji. Obniżony poziom serotoniny sprawia, że kobiety tuż przed okresem są bardziej krytyczne i mniej tłumią emocje. Oceny i refleksje z tego czasu warto wprowadzić w życie.

Nastrój tuż przed miesiączką może być barometrem wskazującym, czy w ogóle jesteśmy zadowolone ze swojego życia?

Tak, bo nie koloryzujemy wtedy rzeczywistości. Nazywam ten moment psychologicznym remanentem, bilansem, który pozwala upewnić się, że jesteśmy w naszym życiu dokładnie tam, gdzie chcemy być. Natura daje nam co miesiąc szanse na takie wielkie sprzątanie. Uczucie niezadowolenia, które pojawia się co miesiąc razem z zespołem napięcia przedmiesiączkowego, jest dla nas swoistym darem, szansą na wprowadzenie zmian w życiu.

Jakaś wskazówka, czym się kierować na drodze ku tym zmianom?

Najlepszą wskazówką są nasze emocje. Nie próbujmy ich tłumić, zmieniać, wciąż kontrolować. Owszem, możemy kontrolować sposób, w jaki komunikujemy swoje emocje innym ludziom, ale nie to, co czujemy. 

Przypisy