Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

9 lutego 2018

Kłótnia na dobre

4

Jak się kłócić, by być ze sobą bliżej – radzą Maria Król-Fijewska i Piotr Fijewski.

Gdybym usłyszała od pary: „My się nigdy nie kłócimy”, byłoby to dla mnie niepokojące. Bo znaczyłoby, że małżonkowie wkładają dużo energii w to, by się nie kłócić, na przykład zawsze ustępują, by spotkać się w pół drogi. A gdy się dłużej żyje razem, to okazuje się, że taka pełna sprawiedliwość niespecjalnie jest wpisana w naturę ludzką. Jeśli jedna osoba w parze jest wielkoduszna i bardzo się stara, to druga zwykle sobie odpuszcza. Kumulują się codzienne drobne niesprawiedliwości. Aż wreszcie wielkoduszny partner nie wytrzymuje i protestuje: „Czy zawsze musimy jeździć na wakacje tam, gdzie ty chcesz? W zeszłym roku tam byliśmy, i w poprzednim. Ja zawsze ustępuję, a ty zawsze robisz to, na co masz ochotę!”. Tyle żalu się w nim nazbiera, że musi go wylać, wyładować.

Te wyładowania są czymś cennym – kłótnia nas zbliża. Pozłościmy się na siebie, wyrazimy emocje, a potem tym bardziej się kochamy. Taka kłótnia jest jak burza na niebie – jeden piorun, drugi, a potem piękna pogoda. Czysta złość, wyrażona bezpośrednio do partnera, jest uczuciem bardzo prawdziwym i bezbronnym. Pod warunkiem, że nie ma nic wspólnego z upokarzaniem partnera lub zawstydzaniem go. „Zapomniałeś o moich urodzinach” – krzyczę ze złości czy żalu do partnera, ale nie ustawiam tego tak, by poczuł się poniżony, nędzny lub zapędzony w pułapkę.

W niektórych kłótniach nie chodzi jednak o wyrażenie emocji, ale o wymianę bolesnych ciosów. Zaganiamy partnera w kozi róg i tam dokonuje się rzeźnia. Oto przykład: Ona mówi o swoim żalu, on reaguje: „No dobrze, to co chcesz, bym zrobił?”. Na co ona: „Ja ci nie wierzę, obiecujesz, ale nic nie robisz, z tego nic nie będzie”. On nie daje za wygraną: „A gdybym zrobił to i to, czy byłoby to dla ciebie dobre?”. Ona: „Ale ty i tak to spieprzysz”. Partner dostaje komunikat, że jest bardzo nie w porządku. Nie udowodni, że jest niewinny. Nie ma ruchu. To przykład niekonstruktywnej kłótni.

W kłótni nie ma nic gorszego niż konsekwencja. Czasem ludzie myślą: skoro powiedzieliśmy takie słowa i nawrzeszczeliśmy na siebie, to trzeba dalej to ciągnąć. Jeśli nasi rodzice kłócili się w destrukcyjny sposób, to taki wzór kłótni wynieśliśmy z domu i sam wchodzi nam w usta i ręce. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że poniżamy czy zawstydzamy partnera.
Przerwać można jednak w każdej chwili. Mogę nadal uważać, że racja jest po mojej stronie, ale jeśli pojawi się we mnie myśl: po co to ciągnąć, tęsknię już za zgodą, chciałabym przeskoczyć wyrwę – to warto dać temu wyraz. Pojednawcze gesty są cenne, bo zmieniają atmosferę i ton kłótni.

Warto porozmawiać, jak się kłócimy, a jak chcemy się kłócić. Czego najbardziej nie lubimy w trakcie kłótni, a co, choć gorzkie, robi nam dobrze. Pytam parę: „Czy pani/pan rozumie, dlaczego partner to robi? Dlaczego wciąż odnosi się na przykład do pani/pana matki”. Mogę mieć listę pytań: „ty mi wytłumacz... Mnie się to wydaje atakiem, ale może ty jeszcze coś więcej chcesz mi powiedzieć”.
Kluczem jest rozmawianie o tym, jak rozmawiamy.

Jeśli mamy być żywi, nie jest możliwe, by nie było napięć między nami. Ale napięcie nie oznacza, że partner jest zły albo ja jestem zła, albo nasz związek jest zły. Jesteśmy dobrą parą, bo widzimy różnice i chcemy coś z nimi robić, by być razem. Gdybyśmy byli tacy sami, to po co byłoby się wiązać?

Czasem ludzie mają przekonanie, że rodzina nie powinna...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy