Brak wyników

Rodzina i związki

21 października 2016

Kompromis w związku - ile go potrzeba?

1

Kiedy decydujemy się na zaangażowanie w poważny związek musimy niestety porzucić myślenie tylko o sobie i nasze singlowskie przyzwyczajenia. Ile poświęcenia wystarczy, by partnerstwo było satysfakcjonujące?

Kiedy zależy nam na długookresowym nawiązaniu relacji - musimy przystać na pewne kompromisy. Nie wchodzi w grę praca po godzinach - w dzień i w nocy - wypady do klubów w każdy weekend, spotkania z przyjaciółmi rano w południe i wieczorem. Kompromis jest w pewnym sensie utratą części swojej autonomii - wymaga od nas podejmowania prawie wszystkich decyzji razem z drugim człowiekiem. Nie jest możliwy w relacji, w której jedna strona nie chce przestać myśleć przede wszystkim o sobie i swoich potrzebach, kto nie jest skory do tego, by zainwestować swoje 50 % wkładu w związek. Bo tak naprawdę nie musimy poświęcać 100% siebie, by zadowolić bliską nam osobę. Ile kompromisu jest „akurat” i daje szansę na wspólną przyszłość bez żalu i wypominania?

Oto kilka przykładów romantycznych kompromisów, które powinny być dla was oczywistością:

  • Jeśli nie mieszkacie razem, powinniście dogadać się tak, byście jeździli do siebie nawzajem. Dobrze byłoby, gdybyście „na zmianę” odwiedzali swoich sąsiadów, bliskich, rodzinę. Chodzi o to, by żadne z Was nie czuło się pokrzywdzone, że np. musi codziennie przebijać się przez miasto do mieszkania partnera, a potem wracać późnym wieczorem, albo, że utrzymujecie bliższe kontakty z przyjaciółmi tylko jednego z Was.
     
  • Skoro oboje dobrze wiecie, że macie zupełnie inne upodobania kulinarne, np. twoją ulubioną kuchnią jest meksykańska, a twojego partnera włoska - kompromis jest konieczny, inaczej będziecie się kłócić za każdym razem, gdy na tapecie będzie wybór obiadu, czy kolacji. Jeśli zauważysz, że dziwnym sposobem zawsze „po drodze” wam jest do włoskiej knajpki - porozmawiaj z partnerem o tym, że on też mógłby od czasu do czasu zgodzić się na posiłek bardziej w twoim - niż jego - stylu.
     
  • Pieniądze - prędzej, czy później - mogą stać się źródłem niewypowiedzianych wzajemnych pretensje. Jeśli zarabiacie mniej więcej tyle samo wasz kompromis musi polegać na tym, że dzielicie się po równo wszystkimi wydatkami na przestrzeni miesiąca. Jeżeli jednak wasze pensje znacznie się różnią , np. ty zarabiasz dwa razy więcej niż twój partner, zaproponuj, że możesz płacić rachunku, a on pokryje koszty waszych wypadów do restauracji. Przy okazji dasz partnerowi poczucie, że nie jest „na twoim utrzymaniu” i jego pieniądze są wam potrzebne.
     
  • Jeśli jedno z was ma zdecydowanie więcej życiowych zobowiązań, np. spędza więcej czasu w pracy, wychowuje dzieci ze swojego poprzedniego małżeństwa, opiekuje się chorymi rodzicami, druga osoba powinna wyjść z propozycją pomocy. Nie musi robić tego „wprost” oferując od razu, że weźmie na swoje barki chorobę rodziców. Wystarczy, że dojdziecie do kompromisu w sprawie domowych obowiązków. Chodzi o to, by nie dopuszczać do sytuacji, w której jedno z Was wraca do domu skrajnie wycieńczone, kiedy drugie smacznie leży na kanapie w niestety nieposprzątanym mieszkaniu, oglądając ulubiony serial.

Tego typu kompromisowe zachowania powinny być czymś normalnym, jeśli zależy nam na zbudowaniu silnego związku na całe życie. Jeżeli tak nie jest - poważne problemy z zaakceptowaniem siebie i swoich dwóch światów to tylko kwestia czasu - wszak każdy wchodzi w relacje z jakimś bagażem doświadczeń, przeszłością, zobowiązaniami w stosunku do rodziny i bliskich. Dostrzeżenie „w porę”, że wasz wkład w związek nie rozkłada się na zasadzie „50/50”, to moment, kiedy powinniście przeprowadzić poważną rozmowę dotyczącą ilości kompromisu, na jaką każde z was jest w stanie przystać i wyciągnąć z takiej rozmowy wnioski. To może być jedyna droga do uratowania relacji i dania sobie szansy. Najgorsze, co możecie zrobić to zamieść problem pod dywan i zaakceptować, jako normalną sytuację, w której jedno z was oferuje 100% siebie.
***

oprac. olga, na podst. psychologytoday.com

Przypisy