Brak wyników

Psychologia i życie

5 marca 2019

NR 3 (Marzec 2019)

Kto jest nie w porządku?

2

W trakcie terapii okazało się, że głównym motywem, który tworzy relację między państwem P., jest gra „To ty jesteś nie w porządku”.

Opowiem historię państwa P. Będzie to historia terapeutyczna, bo pochodzi z gabinetu terapeutycznego. A zarazem alegoryczna. Nie jest zmyślona, chociaż niektóre szczegóły – dla zachowania zasady poufności terapii – będą zmienione. 

Awantury i ciche dni

Pani Alicja i pan Błażej to osoby o wysokich kwalifikacjach zawodowych. Ona jest księgową w państwowej instytucji, on ekonomistą w korporacji. Mają dwoje dzieci: dwunastoletniego Czesia i dziesięcioletnią Dorotkę. Są w dobrej sytuacji materialnej. Można by powiedzieć, że są kochającą się rodziną, gdyby nie fakt, że co pewien czas zdarzają się między nimi awantury, po których następują „ciche dni”, trwające nawet kilka tygodni. Co gorsza, świadkami awantur są dzieci, co odbija się na ich zachowaniu. Stały się nerwowe, coraz częściej także się kłócą i mają coraz gorsze oceny. 

Jedna z awantur między państwem P. była tak ostra, że doprowadziła ich do gabinetu terapeuty rodzinnego. Otóż późną wiosną pojechali całą czwórką nad jeziora – zarówno pani Alicja, jak i pan Błażej lubili pływać kajakiem i zarazili tą pasją dzieci. Początkowo wszystko dobrze się układało: pogoda była piękna, humory dopisywały, i nawet uwaga nauczyciela, że Czesiowi grozi obniżenie oceny z zachowania, nie popsuła miłej atmosfery. Tak było do niedzieli. To wtedy – choć prognozy zapowiadały ulewy i silne wiatry – postanowili jeszcze raz popłynąć na wysepkę. Na środku jeziora złapała ich burza, przejażdżka zmieniła się w koszmar.

Chwilami sytuacja była naprawdę groźna. Na szczęście udało im się dopłynąć do brzegu. Wprawdzie byli przemoknięci, zmarznięci i skrajnie zmęczeni, ale obiektywnie rzecz biorąc wszystko zakończyło się happy endem. A raczej zakończyłoby się, gdyby nie rozpętała się inna burza, tym razem między rodzicami Czesia i Dorotki. Podczas podróży powrotnej nie zamienili ani jednego słowa, a w domu zaczęło się piekło.

Najpierw poszło o to, kto wymyślił, żeby w niedzielę, mimo złych prognoz, wypłynąć na jezioro. Pani Alicja oskarżała męża, że jeszcze w niedzielę rano powiedział „Ach, warto by powtórzyć wczorajszą trasę”. Pan

Błażej inaczej zapamiętał tę sytuację. Owszem, wspomniał, że w sobotę było miło, ale ostateczną decyzję o wypłynięciu w niedzielę podjęła żona, chociaż on miał wiele zastrzeżeń. Wśród licznych zarzutów, formułowanych coraz głośniej i agresywniej, były i uogólnienia typu „ty nic nie rozumiesz, co się do ciebie mówi”. Kłótnia trwałaby może dalej, gdyby nie wybuch płaczu Dorotki i jej krzyk: „Ja już dłużej z wami nie wytrzymam”. Do siostry dołączył Czesio, który użył niecenzuralnych słów pod adresem rodziców, oskarżając ich wręcz o głupotę. Krzyk protestu ze strony dzieci powstrzymał rodziców od dalszej eskalacji wściekłości. Po „cichych dniach” zdecydowali się podjąć terapię.

Walka o honor?

W jej trakcie okazało się, że głównym motywem, który tworzy relację między państwem P., jest gra „To ty jesteś nie w porządku”. Wzajemne oskarżanie miało charakter napędzającej się spirali, a przejście od błahych zarzutów do fundamentalnych oskarżeń zajmowało ledwie kilka minut. Terapeuta zauważył, że kłótnie są poniekąd „walką o honor”, bo – tak jak w historii z burzą na środku jeziora – próba ustalenia, kto zdecydował o wypłynięciu, nie ma szans na powodzenie, każdy ma swoją wersję zdarzeń, przybywa jedynie zranień i przykrości. Ponadto dzieci zamiast emocjonalnego oparcia od rodziców dostają lekcje wrogości i braku szacunku. Sugestia terapeuty, że kłótnie małżonków mają strukturę błędnego koła, zirytowała pana Błażeja, który stwierdził: „Jak tak dalej pójdzie, to w naszych rozmowach zatryumfuje nihilizm. Wszystko wolno! Nikt za nic nie odpowiada! A zwłaszcza – dodał z sarkazmem – żona za nic nie odpowiada”. Terapeuta próbował wyjaśnić, że nie kwestionuje etycznego wymiaru rzeczywistości, a jedynie wskazuje, że na tym etapie odbudowywania relacji potrzebne jest wyjście poza owo błędne koło. Użył także określenia „wir”, odwołując się do fragmentu relacji żony o tym, co groźnego działo się na jeziorze, i dla podkreślenia bezradności wobec emocji, utrudniających wzajemne zrozumienie. 

Podczas kolejnych spotkań terapeuta zachęcał panią Alicję i pana Błażeja do namysłu nad ich własnymi biografiami i zastanowienia się, dlaczego nad empatię i wzajemną wrażliwość przedkładają walkę, a momentami wrogość. Czy kryje się za tym niedostatek bezpiecznej więzi z rodzicami, jakieś traumy w okresie adolescencji i wczesnej dorosłości, a może utrata osób bliskich? Jednak ten kierunek pracy, zwykle bardzo owocny w terapii par, w przypadku państwa P. nie powiódł się. Po czterech spotkaniach pani Alicja zadzwoniła do terapeuty z informacją, że pan Błażej odmówił uczestniczenia w następnych spotkaniach, argumentując, że „nie zamierza brać udziału w psychologicznych głupotach”. 

Epilog

Owa wycieczka kajakowa miała miejsce kilkanaście lat temu. Od tego czasu wiele się zmieniło. Terapia państwa P. się nie powiodła. Rozwiedli się. Każde żyje samotnie, okresami w przelotnych związkach. Mało się ze sobą komunikują, jedynym tematem ich pełnych napięcia rozmów przez telefon są sprawy dzieci. Syn Czesław nie ukończył studiów, utrzymuje się z dorywczych prac. Ostatnio zapisał się na kurs taekwondo, ale po konflikcie z trenerem został z niego usunięty. Córka Dorota mieszka z mamą. Uczęszcza na psychoterapię z powodu zaburzeń lękowych. Omawia z terapeutką swoją emocjonalną zależność od rodziców i niemożność zbudowania trwałego związku emocjonalnego.

Uwaga: wszelkie podobieństwo między tym, co się działo i dzieje w rodzinie P., a tym, co się dzieje w państwie P., w kraju P., nie jest przypadkowe. 

Przypisy