Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

31 maja 2016

Kupuję, więc (nie) jestem

1

Kolejny gadżet, jeszcze jedna para butów, następny cudowny krem... Zakupy bywają lekiem na samotność i kompleksy, ale zamiast leczyć – uzależniają. Jak sobie radzić z zakupoholizmem?

„Mam wszystko, ponieważ uwolniłem się od potrzeby posiadania” – odpowiedział Malcolm de Chazal, jeden z najbardziej znanych Franko-Maurytyjczyków, pisarz, malarz i wizjoner początku XX wieku, zapytany o to, czy jest bogaty. Sto lat temu było to zapewne łatwiejsze niż dziś, gdy na każdym kroku jesteśmy bombardowani reklamami usług i produktów, które mają poprawić naszą samoocenę, relacje z bliskimi czy pozycję zawodową. Coraz więcej osób doświadcza chorobliwego przymusu kupowania i gromadzenia dóbr. Szacuje się, że w Polsce od zakupów uzależniona jest nawet co dwudziesta osoba. Nieco większą skalę zakupoholizmu obserwuje się w Stanach Zjednoczonych, a największą w Anglii – tu nawet co szósta osoba cierpi z powodu nałogowego kupowania.

Przy czym jest to uzależnienie dotykające każdą grupę społeczną, wiekową, zarówno ludzi z wysokimi zarobkami, jak i tych, którzy pożyczają pieniądze od kogo się da, po to by jak najszybciej ruszyć na zakupy i... poczuć ulgę oraz zmniejszyć swój lęk przed odrzuceniem. Mam to, co najmodniejsze, nikt mi nie powie, że jestem w tyle, że się nie znam. Kupowanie ma uleczyć niepewność, jednak w rzeczywistości tylko nakręca jej spiralę, bo przecież moda szybko się zmienia, na rynku pojawiają się nowe produkty i modele – a wraz z nimi lęk: „czy nie odstaję”...

Profesor April Lane Benson, amerykańska psychoterapeutka lecząca zakupoholików, zaznacza, że choć zakupoholizm dotyczy przede wszystkim kobiet (stanowią ponad 80 proc. uzależnionych), to również mężczyźni popadają w ten nałóg – często racjonalizują swoje zachowanie, nazywając siebie „kolekcjonerami”.

Musisz to mieć?
Zakupoholizm jest jedynym nałogiem w wielu środowiskach uznawanym za oznakę prestiżu („skoro kupuję, to znaczy, że mnie stać”) i wyznacznik bycia modnym („dzięki tym wszystkim gadżetom ciągle jestem na czasie”). Kilka lat temu znany bloger modowy przeprowadził interesujący eksperyment – postanowił, że przez rok nie będzie robił zakupów. Był zaskoczony, że większość znajomych odrzuciła go, wykluczyła ze swojego kręgu. Nie chcieli się z nim spotykać, ponieważ... przestał być ikoną stylu.

Ta sytuacja, choć nieprzyjemna, pozwoliła mu zweryfikować przyjaźnie i znajomości. Już nasi praprzodkowie wiedzieli, że posiadanie dóbr, eleganckich ubrań czy modnych gadżetów ugruntowuje pozycję życiową, podkreśla status w społeczności. Podobnie jest dziś: często odzież czy dodatki traktowane są jako amulety mające podtrzymać pewność siebie (czerwona sukienka przyniesie szczęście na randce, bo mężczyźni kojarzą ten kolor z pożądaniem, granatowa marynarka doda profesjonalizmu podczas rozmowy o pracę, a gustowny kapelusz podkreśli zamożność).

Pacjenci uzależnieni od zakupów polemizują ze mną, gdy zastanawiamy się, czy można żyć, nie będąc na topie. Trzydziestoletnia Sylwia, pracująca w amerykańskiej korporacji związanej z bankowością, przez wiele miesięcy buntowała się, gdy konfrontowałam ją z diagnozą, że straciła rachubę w swoich wydatkach i że zakupy regulują jej emocje. Konsekwentnie temu zaprzeczała, powtarzając wymówki, które słyszałam z ust wielu zakupoholików: „no przecież muszę jakoś wyglądać, ludzie szanują tych, którzy są dobrze ubrani”, „ale ja kupuję mądrze – tylko na wyprzedażach, i to ponadczasowe fasony!”.

Marcin, psycholog dopiero co po studiach, zarzucał mi, że przesadzam, gdy uświadamiałam mu jego uzależnienie. „A jak by się pani czuła, gdyby musiała chodzić w starych ciuchach?” – bronił się. Moi pacjenci zanim dostrzegą sens w leczeniu zakupoholizmu, dewaluują niebezpieczeństwo tego nałogu. Często obserwuję u nich zniekształcenie poznawcze, polegające na czarno-białym postrzeganiu świata – uważają, że albo ma się w szafie wszystkie modne ubrania, albo ma się garderobę „przedpotopową”. A ponieważ posiadanie jest dla nich wyrazem pozycji społecznej, to nieposiadanie jest równoznaczne z upadkiem i degradacją. Jak zatem sprawić, by zakupoholicy poczuli, że powstrzymywanie się od kompulsywnego kupowania może przynieść korzyść, stać się sposobem na życie i powodem do dumy?

Przez prostotę
W leczeniu tego nałogu oczywiście pracuje się przede wszystkim nad wygaszeniem impulsu i skierowaniem go na bardziej konstruktywne tory – odreagowywanie emocji (poprzez inne działania i relaksację) i mówienie o nich otwarcie. Zakupoholik, któremu podczas terapii niejako „odbiera się” robienie zakupów, często pozostaje z uczuciem pustki wewnętrznej i nie potrafi jej niczym zapełnić. Zachowanie abstynencji jest szalenie trudne – trzech na czterech zakupoholików po pewnym czasie powraca do nałogu.

Z mojego doświadczenia terapeutycznego wynika, że tradycyjne metody leczenia zakupoholizmu jako głodu napięciowego czy też niekonwencjonalne sposoby radzenia sobie ze stresem (np. medytacja, hipnoza, joga) nie w każdym przypadku dają oczekiwany efekt. Lepszy rezultat przynosi podejście, w którym nie dąży się do pozbawienia zakupoholika jego nałogu całkowicie, lecz pomaga mu się przekuć uzależnienie w pozytywne działanie. Takim działaniem jest japońska sztuka prostoty – minimalizm.

Mieszkająca od ponad trzydziestu lat w Japonii Dominique Loreau, autorka wielu książek na temat życia w prostocie i z umiarem, przekonuje, że szczęście można osiągnąć nie poprzez gromadzenie dóbr, ale pozbywanie się ze swojego otoczenia niepotrzebnych przedmiotów. Jej zdaniem to najlepszy sposób na to, by zmniejszyć codzienny stres i doświadczyć wewnętrznej harmonii. Minimalizm to pewna filozofia i styl życia – całkowite przeorganizowanie przestrzeni zewnętrznej ma potęgować zmianę wewnętrzną, w myśl zasady, że kiedy mamy porządek w domu, to mamy także porządek w umyśle. Minimalistyczny styl życia zaczyna urzekać również Polaków. Mamy już dosyć pogoni za dobrami, gadżetami. Pragniemy ciszy i życia na wolniejszych obrotach – stąd zainteresowanie minimalistyczną ideą slow, czyli zwolnienia, zatrzymania się, skupienia na swoich zmysłach. Minimaliści zwracają uwagę na to, że teraźniejszości doświadcza się zmysłami, a nie myślami. A żeby skupić się na zmysłach, nie możemy mieć zbyt wielu bodźców dookoła, zbyt wielu rzeczy. Ten nadmiar utrudnia nam bowiem kontakt z naszym wnętrzem.

Pomocne listy
Minimaliści zachęcają do sporządzania list – list rzeczy do wyrzucenia, ulubionych ubrań, zmian, jakie chcemy wprowadzać w swoim życiu. Najważniejsze, by sporządzając listę zadań do wykonania, podejść do tego w sposób realistyczny i zaplanować rzeczy możliwe do wdrożenia. Prof. Aaron Beck, jeden z twórców terapii poznawczo-behawioralnej, powtarzał, że jeśli nie trzymamy się swojego planu aktywności, to znaczy, że był on dla nas za trudny. Zawsze powinniśmy dostosowywać plan do naszych możliwości. Podobne zalecenia dotyczą zakupoholików – sporządzenie listy przed wyjściem na zakupy (wszelkie, nawet te do osiedlowego warzywniaka) pomoże w ustaleniu rzeczywistych potrzeb. Profesor Karen Pine, psycholog mody, uważa, że moda lansuje trendy, które na ulicy powinny pojawiać się tylko w dodatkach. Dlatego – jeśli chcemy włączyć tryb oszczędzania, a przy tym zachować odpowiedni styl – kupujmy tylko dodatki, zamiast „rzucać się” na wszystkie wieszaki z ubraniami.

Minimaliści propagują ideę „dawania drugiego życia” zbędnym przedmiotom: zamiast upychać je na dnie szafy, warto dać im szansę, by sprawdziły się u kogoś innego, kto potrzebuje ich bardziej niż my. Co w ten sposób zyskamy? „Odgruzowaną” przestrzeń, w której lepiej się pracuje, myśli i skupia. Dzięki temu łatwiej nam jest odpowiedzieć na pytanie, które wielu osobom sprawia trudność: „czego aktualnie – tu i teraz – doświadczasz?”.

Warto zaznaczyć, że minimalizm nie oznacza totalnej ascezy, życia w ubóstwie, rezygnacji z wszelkich potrzeb materialnych. Jest raczej wskazaniem drogi życiowej, w której staramy się rozwijać samoświadomość, budować relacje z ludźmi, mądrze zarządzać swoim czasem i skupiać się na istotnych sprawach, zamiast przywiązywać wagę do mało znaczących rzeczy, jakimi się otaczamy.

Minimaliści zapewniają, że wyrzucanie działa jak terapia i sprawia, że mamy lepszy kontakt z samym sobą. Domi[-]nique Loreau uważa, że tylko w ten sposób jesteśmy w stanie dotrzeć do naszego prawdziwego Ja. Pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy, oczyszczanie otoczenia z nadmiaru jest jak usuwanie z głowy zakłócających, nieprzyjemnych, zniekształcających rzeczywistość myśli – pozwala to dotrzeć do sedna problemu. Im mniej rzeczy nas otacza, tym lepiej potrafimy się odnaleźć i cieszyć życiem, w którym pojawia się więcej harmonii.

Sylwia wyrwała się z zakupoholizmu dzięki minimalizmowi. „Niekupowanie stało się dla mnie nie tylko leczeniem nałogu kompulsji, ale i sposobem na życie. I czuję, że dzięki temu mam więcej przyjaciół, więcej czasu, wspaniałe, pełne relacje. Bo zamiast prasować pół dnia stos pogniecionych koszul, dziś mam tyle rzeczy, że prasowanie zajmuje mi mniej niż kwadrans” – pisze na swoim blogu. 

Jeśli chcesz podzielić się opinią na temat artykułu, napisz do nas (redakcja@charaktery.com.pl).


***

To już nałóg
Jakie są pierwsze objawy uzależnienia od kupowania?
• Ciągłe, niekontrolowane nabywanie nowych rzeczy.
• Obsesyjna chęć kupowania i myśl: „nie mam jeszcze tego i tego, jeszcze to by mi się przydało”.
• Chwilowe uczucie zaspokojenia tuż po zakupach.
• Rozdrażnienie i gniew w sytuacjach, gdy nie można iść na zakupy lub kupić danego produktu.
• Trzymanie w tajemnicy swoich zakupów.
• Przeznaczanie całych oszczędności na zakupy.
• Nieracjonalne kupowanie produktów – niepotrzebnych, nie w naszym guście, z którymi nie wiadomo co potem zrobić.
• Wyrzuty sumienia pojawiające się po każdym wypadzie do galerii handlowej.

Dekalog minimalisty
„Mniej znaczy więcej” – przekonywał holenderski architekt Mies van der Rohe. Jak żyć pełniej bez nadmiaru? Oto wskazówki dla przyszłego minimalisty.
1. Pozbądź się rzeczy, które nie są Ci potrzebne. Zostaw tylko te przedmioty, bez których się nie obejdziesz.
2. Jeśli obawiasz się utraty rzeczy, pozbywaj się ich stopniowo. Zacznij od małych pudełeczek, szkatułek, szuflad. Oczyszczaj przestrzeń we własnym tempie.
3. Każdy zakup przemyśl w domu przez kilka dni i sporządzaj listy zakupów. Unikaj zakupów pod wpływem impulsu i emocji.
4. Zwracaj uwagę na to, co jesz, jakie produkty kupujesz. Nie jedz w pośpiechu.
5. Rzeczy, które mają dla Ciebie wartość sentymentalną, ułóż w maksymalnie trzech pudłach. Rzeczy materialne to tylko symbole, z którymi wiążą się pewne wspomnienia. Żyj tu i teraz.
6. Otaczaj się tylko kilkoma ulubionymi kolorami. To sprawi, że w wystroju Twojego mieszkania i w Twojej garderobie będzie panować elegancka harmonia.
7. Żyj oszczędnie. Jeśli coś się zepsuje, to naprawiaj, a nie kupuj od razu nowego egzemplarza. Dbaj o swoje rzeczy, dowiedz się, jak je konserwować.
8. Miej wpływ na to, jak zaczynasz i jak kończysz dzień. Z telefonu, tabletu czy komputera korzystaj z rozwagą. Na godzinę przed snem nie zaglądaj już do internetu. To czas na wyciszenie.
9. Zamiast spędzać wolny czas w galerii handlowej, wybierz się z rodziną na spacer, porozmawiajcie przy herbacie, zaangażujcie się w nową wspólną pasję. Zamiast kupować drogie prezenty, spróbuj własnoręcznie wykonać drobny upominek – będzie miał on większą wartość dla obdarowanej osoby.
10. Nie traktuj nowych rzeczy jak nagrody pocieszenia. Szukaj źródła problemu i pomocy, zamiast udawać przed sobą, że nowa sukienka wyleczy Cię z tęsknoty za partnerem, który odszedł.
 

Przypisy