Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

3 sierpnia 2016

Licencja na dojrzałość

1

W walce między młodością i starością najbardziej oberwała dojrzałość. Usunięto ją nawet z języka, zastępując pierwszą, drugą i trzecią młodością. A jednak przetrwała lata niełaski i właśnie wychodzi z ukrycia. Niełatwo ją rozpoznać, bo przez ostatnie dziesięciolecia bardzo się zmieniła. Dojrzałość nie jest już nudną i rozgoryczoną stagnacją, ale dynamiczną zdolnością do podążania za przemianami i wyzwaniami świata oraz własnymi pragnieniami i marzeniami... Kto dziś jest dojrzały, a kto tylko takim się wydaje?

Jest piękną 25-letnią blondynką, ma polskie korzenie i imię idealne dla wokalistki: Melody. Największe jazzowe sławy zapraszają ją do wspólnego koncertowania, sprzedaż jej ostatniej płyty przekroczyła milion egzemplarzy. W opiniach krytyków muzycznych o Melody Gardot najczęściej przewija się jedno słowo: dojrzała. I rzeczywiście, wystarczy zamknąć oczy i zapomnieć o wieku tej piosenkarki i pianistki, by usłyszeć kobietę, która doświadczyła więcej niż niejeden starzec... Intensywny kurs dojrzewania przeszła w wieku 19 lat – w szpitalu, gdzie odratowano ją po koszmarnym wypadku (uderzył w nią samochód). Przez ponad rok leżała w gipsie i prawdopodobnie nigdy nie odzyska w pełni zdrowia: chodzi o lasce, cierpi z powodu potwornego bólu kręgosłupa i musi nosić ciemne okulary, bo po wypadku jest nadwrażliwa na światło.

Sama o sobie mówi, że czuje się, jakby miała dwa miliony lat, bo zawsze żyła intensywnie. Po jednym z koncertów do Melody podeszła dziewczyna i powiedziała: „Boże, ty masz w sobie dwadzieścia życiorysów. Jaka ty jesteś stara”, po czym usiadła i rozpłakała się, a Gardot na to: „Okay. Nie płacz”, i zaczęły się obie śmiać.
Subtelny, ciepły śmiech słychać na każdej płycie i na każdym koncercie Melody. Nie mogłaby funkcjonować bez poczucia humoru i dystansu do siebie, swoich ułomności i sukcesów. Za to świetnie żyje się jej bez telefonu komórkowego i adresu. Dociekliwi dziennikarze odkryli, że wokalistka nie mieszka ani w Nowym Jorku, ani w Filadelfii. Sprzedała dom, a najpotrzebniejsze rzeczy spakowała do dwóch walizek. Jak mówią współpracujący z nią muzycy „ona cała jest w drodze”.
Bycie w drodze to, zdaje się, klucz do dojrzałości Melody. Choć tyle przeżyła, ciągle powtarza, że wszystko przed nią. Czy bycie w drodze to dziś najlepszy przepis na dojrzałość? Taką dojrzałość, którą stać na śmiech mimo bólu?

Spacerowicz, włóczęga, turysta i gracz

Według socjologa Zygmunta Baumana, tradycyjna protestancka koncepcja życia jako pielgrzymki była możliwa jedynie w świecie uporządkowanym. W czasach ponowoczesnych cechą nas wszystkich staje się niespójność i zbieranie w jeden nurt wzorów, które nie dają się ze sobą pogodzić. Epizodyczność i wieloznaczność dają poczucie wolności i nieskrępowania, niewyczerpalnych szans, nieostatecznych klęsk. Ale brak pewności, co będzie jutro i brak zaufania do tego, co się zrobiło wczoraj, rodzi zamęt tożsamości. Oto cztery niewykluczające się modele życia: Spacerowicz – wytwór anonimowości dużych miast. Traktuje świat jak teatr, ulice jak scenę, przechodniów jak aktorów, sam zaś uważa się za reżysera sztuki. Życie jest dla niego grą, w której nikt nie jest tym, kim wydaje się być. Wszystko dzieje się na niby, człowiek człowiekowi jest ekranem. Włóczęga – wałęsa się bez celu, żyje niejako na stacji. Każdy stan traktuje jak przystanek, na którym długo nie zabawi. Nie wie, dokąd zaprowadzi go nieustanna wędrówka, ważniejszy niż cel jest sam ruch. Pociąga go niespełniona nadzieja, pogoń za odmianą. Żaden z postojów nie spełnia jego oczekiwań. Wie jedynie, od czego ucieka, ale nie wie, ku czemu zdąża. Świat jawi się włóczędze jako zbiorowisko szans, żadnej nie warto przegapić. Turysta – opuszcza dom w poszukiwaniu wrażeń. Wrażenia i opowieści o nich to jedyny łup, z jakim wraca. Szuka nowych doświadczeń, czegoś, czego dotąd nie widział. Nie jest bezdomny jak włóczęga, dom pozostaje dla niego punktem odniesienia (jako miejsce postoju, a nie gniazdo rodzinne). W obcych stronach czuje się bezpiecznie, bo ma dokąd wracać. Płaci i wymaga. W podróży nigdzie nie zapuszcza korzeni, przygląda się jedynie. Wszystko w podróży dzieje się na marginesie prawdziwego życia. Gracz – sądzi, że zasadą tego świata jest ryzyko. Życie jest serią walk. Chodzi o to, by wygrać. Cokolwiek robi, służy to wygranej. Porażka nie jest ostateczna, można jeszcze raz spróbować się odegrać.

Zdolni do zmiany
Może byś tak wreszcie dojrzała?! Nie zdecyduję się na dziecko z niedojrzałym facetem! – takie wymówki padają często w kłótniach trzydziesto-, a nawet czterdziestolatków. Są prezesami firm, kierują dużymi projektami i zespołami, osiągnęli sukces, założyli rodziny. Mają wszystko, ale czegoś im brak, jakby trawiła ich jakaś niewidzialna choroba. Choć mają na sobie najlepsze garnitury i modne garsonki, czują się ciągle jak chłopcy w przykrótkich spodniach i dziewczynki w sukienkach komunijnych. „Nie ma już dorosłych, zniknęli jak przejściowe pory roku i świetliki nad polami. Wszędzie widać tylko dzieci i ludzi starszych. Przy czym dzieci zachowują się jak dorośli (bo często muszą rozstawać się z dzieciństwem zbyt wcześnie), a dorośli jak dzieci. (...) Dojrzałość ich przeraża, bo jest dla nich przejawem konformizmu i utraty tożsamości, wynikających ze zgody na zwykłą rzeczywistość, z której nie są zadowoleni”, taką diagnozę w książce Niedojrzałość. Choroba naszych czasów stawia włoski eseista Francesco M. Cataluccio. I zdecydowanie broni dojrzałości, która w ostatnim dziesięcioleciu zeszła do podziemia.

Wydaje się, że dziś dojrzałość nie jest tym samym, czym była dla naszych rodziców czy dziadków, bo tożsamość człowieka początku XXI wieku znacząco różni się od tożsamości w czasach Erika H. Eriksona (por. tekst „Osiem etapów rozwoju dojrzałej osobowości”, s. 18). Wówczas trzeba było odpowiedzialnie wybrać pewne wartości, a trwałość tego wyboru i jego konsekwentna realizacja – wierność wartościom – były wyznacznikiem i zarazem miarą osiągniętej tożsamości. Dziś to nie stałość, ale właśnie zmienność, zdolność do podążania za przemianami świata, a w jeszcze większym stopniu za własnymi zmieniającymi się pragnieniami i potrzebami zdaje się charakteryzować dojrzałą tożsamość. Z punktu widzenia Eriksona współczesny, wychodzący naprzeciw światu człowiek tkwi w stanie przedłużającego się moratorium (czytaj „Moratorium czyli tożsamość w kryzysie”, s. 21), próbuje wciąż czegoś nowego i podąża ku nowym celom. Jeśli tylko jest w tej zmienności spójność i konsekwencja, to ta zmienność nas rozwija, sprawia, że życie jest ciekawe, wciąż nowe i inspirujące. To nie zdolność do trwania i wierność wartościom, ale raczej zdolność do zmiany, dokonania wyboru, rozstawania się z tym, co już przebrzmiałe na rzecz tego, co mobilizuje do aktywności, wyznacza nowe horyzonty rozwoju. A skoro tak zmienia się tożsamość, czy też jej sposób ujawniania się w świecie, to zapewne i kryteria dojrzałości człowieka są odmienne od tych, jakie znamy z psychologii tworzonej w pierwszej połowie XX wieku.

Profesor gra na bębnach
Współczesna koncepcja dojrzałej osobowości, podobnie jak koncepcja tożsamości, wymaga dynamicznego ujęcia. Dziś dojrzałość najlepiej opisują określenia wskazujące na kierunki zmian, przedstawiające raczej to, co się dzieje niż to, co jest. Czy to tylko inne ujęcie znanych od dawna kryteriów osobo[-]wości dojrzałej? Składają się na nią różne kierunki rozwoju.

Człowiek dojrzały powiększa wewnętrzne bogactwo poprzez więzi z ludźmi, poznawanie świata, kontakt z kulturą. Dąży do poszerzania horyzontów myślowych, coraz pełniejszego i szerszego rozumienia świata, kontaktu z różnymi kulturami i ludźmi reprezentującymi odmienne punkty widzenia. To wszystko sprzyja budowaniu osobowości otwartej na nowe doświadczenia, pełnej, można rzec: wszechstronnej. Walter Vale, znudzony życiem i niczego już nieoczekujący wykładowca akademicki z filmu „Spotkanie”, zaczął dojrzewać tuż przed emeryturą, gdy spotkał młodych imigrantów. Ich problemy stały się dla niego inspiracją do zmiany dotychczasowego życia. Jako dojrzały jawi nam się profesor Vale nie przy pianinie, gdy bezskutecznie próbuje opanować elegancką etiudę, ale przy bębnach, gdy młody emigrant Tarek uczy go gry w rytm bicia serca...

Wszechstronny rozwój osobowości zapobiega zamknięciu się w kręgu własnych spraw i problemów, sprzyja życiu zaangażowanemu i twórczemu. Nie sposób stawać się człowiekiem dojrzałym, jeżeli nie umiemy czerpać radości życia i nie doświadczamy satysfakcji z kontaktu ze światem oraz z realizacji dążeń. Szukamy szczęścia, ale trzeba pamiętać o jej dwóch twarzach: przyjemności i sensie (wartości). Obydwie perspektywy szczęścia – koncepcja hedonistyczna i eudajmonistyczna – nie muszą się wykluczać; to, co przyjemne, może być również wartościowe; to, co wartościowe, bywa przyjemne. Ważne jest jednak, co dzieje się w sytuacji konfliktu – czy jesteśmy gotowi poświęcić przyjemność w imię wartości, czy też odwrotnie: odchodzimy od wartości, podążając za przyjemnością? Poszerzanie perspektywy rozumienia i spełnianie warunków szczęścia wcale nie musi wykluczać dojrzewania osobowości...

Osiem etapów rozwoju dojrzałej osobowości

Teoria Eriksona zakłada, że rozwój ma charakter stadialny. Na każdym etapie osoba staje przed wyzwaniem rozwiązania kolejnego kryzysu. Jeśli zdoła go rozwiązać, zyskuje nową możliwość (siłę, zdolność zwaną cnotą ego). Natomiast nieprzezwyciężony kryzys utrudnia przejście kolejnych kryzysów. Pierwsze stadium – w okresie niemowlęctwa – to kryzys między podstawową ufnością a podstawową nieufnością do świata. Jeśli, dzięki powtarzalności i przewidywalności warunków stworzonych przez matkę, przeważy zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, u niemowlęcia kształtuje się cnota nadziei. Drugie stadium to kryzys autonomii (między wstydem a niepewnością) – między 1. a 3. rokiem życia. Dorośli próbują kontrolować działania dziecka poprzez zawstydzanie go. Jeśli dominuje poczucie wstydu – dziecko odczuwa brak kontroli nad działaniami. Jeśli przeważa poczucie samokontroli, kształtuje się siła woli. Trzecie stadium to kryzys inicjatywy i poczucia winy. Dziecko w wieku przedszkolnym ma poczucie sprawczości. Jeśli dominuje u niego poczucie winy, w późniejszym życiu będzie ukrywać swą prawdziwą osobowość. Jeśli w zabawach wykazuje inicjatywę, to dorastając będzie miało poczucie kierunku i celu. Czwarte stadium to kryzys pracowitości i poczucia niższości. Dziecko podejmuje naukę szkolną. Jeśli z jakiegoś powodu dziecko uznane zostanie za niezdolne do wywiązania się z otrzymanych zadań, może rozwinąć się w nim poczucie niższości. W wyniku pracowitości natomiast rozwija się w nim poczucie kompetencji. Piąte stadium przypada na czas dorastania. Młody człowiek musi określić, kim jest i kim chce być. Testuje granice. Wyznacznikiem osiągnięcia tożsamości jest podjęcie decyzji co do wartości, którymi będzie się kierować w dalszym życiu. Szóste stadium – między intymnością a izolacją. Między 20. a 35. rokiem życia ci, którym udało się rozwiązać kryzys tożsamości, stają przed kolejnym dylematem. Z jednej strony szukają bliskości i partnera, z drugiej zaś obawiają się stracić swobodę i niezależność. Przezwyciężeniem tego kryzysu jest stworzenie relacji. Siódme stadium – między generatywnością a zaabsorbowaniem sobą. To czas dorosłości – wyzwaniem staje się troska o innych, chęć przynoszenia innym pożytku. Obejmuje ono współdziałanie w pracy, troskę o dom, nauczanie, wytwarzanie. Ósme stadium to czas między integralnością a rozpaczą. Praca zawodowa dobiega końca, dzieci usamodzielniły się. Człowiek szuka uniwersalnego porządku rzeczy, w który wpisane jest jego życie. Jeśli nie uda mu się – pozostaje rozpacz i poczucie bezsensu życia. Jeśli przeważa integralność – wyłania się mądrość. Jest to, jak pisze Erikson „bezstronne zainteresowanie samym życiem w obliczu samej śmierci”. Oprac dk ma podst. Anna Brzezińska, Joanna Janiszewska-Rain W poszukiwaniu złotego środka, Znak 2005

Gotowość i giętkość
Kolejnym ważnym elementem dojrzewania jest wybór celów i realizowanie dążeń życiowych – utrzymywanie zbyt długo stanu moratorium, czyli testowania rozmaitych celów i odwlekania decydujących wyborów, bardziej w życiu przeszkadza niż pomaga. Brak zaangażowania w coś rzeczywiście ważnego pozbawia osobowość potrzebnego jej „paliwa”, nie wyzwala energii potrzebnej do realizacji dążeń. Choć trzeba przyznać, że stan zawieszenia ma również swoje dobre strony – nie trzeba się jeszcze angażować, możemy dłużej utrzymać sytuację nieokreśloną, wciąż możemy różnie wybrać, wszak nie padła żadna deklaracja. Jednak nie jest to stan optymalny, gdyż satysfakcja z życia nie płynie ze stanu utrzymywania różnych możliwości, ale z robienia czegoś sensownego. Jak wybieramy cele we współczesnym świecie – fragmentarycznym, rozpadającym się na niepowiązane epizody? Przystosowaniu do tych ponowoczesnych czasów służą pewne postawy: spacerowicza, włóczęgi, turysty czy gracza (por. „Spacerowicz, włóczęga, turysta i gracz”, s. 23).

Dojrzewanie to również ćwiczenie giętkości adaptacyjnej i adekwatności reagowania. Plastyczność w kontakcie ze środowiskiem wydaje się dziś jedną z najważniejszych właściwości przystosowawczych. Jednak nawet idealne przystosowanie, zwłaszcza idealne, nie jest synonimem dojrzałości. Dojrzałość implikuje dalekowzroczność, a to, co korzystne w krótkim dystansie, rzadko takim bywa na dłuższą metę. Dziś w postrzeganiu dojrzałości chodzi o coś innego: w zmiennym i różnorodnym świecie można się poruszać sprawnie tylko wtedy, gdy nadążamy za jego zmianami, a nawet je uprzedzamy. Człowiek dojrzały wyczuwa, jak reagować, by z jednej strony nie ranić ludzi, ale również im nie ulegać, być w zgodzie ze sobą, ale też zyskać akceptację i aprobatę otoczenia, realizować własne cele i umieć współdziałać. Trafnie przewiduje skutki własnych działań i dopasowuje środki do przewidywanych rezultatów.

Człowiek dojrzały potrafi radzić sobie w sytuacjach trudnych. Zwiększanie odporności na frustrację – a ta właśnie cecha staje się najlepszym kryterium dojrzałości w sytuacjach ekstremalnie trudnych – możliwe jest na dwóch zbieżnych drogach. Pierwsza, to wchodzenie w sytuacje trudne, a w każdym razie nieunikanie ich (por. „Zwrotnice życia na lepszy tor”, s. 26). Druga, to nauka wyrzeczenia, czyli aplikowanie sobie – jak szczepionki – małych dawek frustracji. Wyrzekać można się wielu rzeczy: ciastka, zwariowanej zabawy, alkoholu, narkotyku, leku na ból głowy, spotkania, odpoczynku... byle nie wciąż tego samego i nie za dużo naraz. Trzecia – pośrednia – droga do zwiększenia odporności na frustrację, to pomaganie innym w trudnych sytuacjach. Nic tak nie umacnia, jak praca, pomoc i wsparcie niesione innym; nic też tak nie uczy odporności na własne problemy i trudności, i nic tak nie wyrabia właściwej skali tych problemów, jak poznanie cudzego cierpienia. Szkołą odporności – zapewne najskuteczniejszą – są stresujące wydarzenia życiowe, niekiedy prawdziwe traumy. Dla Melody Gardot takim wydarzeniem był wypadek. W psychologii i medycynie wykorzystanie trudnych wydarzeń dla

rozwoju osobistego nazwano „wzrostem po stresie traumatycznym”. To dzięki giętkości, elastyczności i prężności „ja” (tzw. self-resilience) możliwy jest proces mierzenia się z przeciwnościami losu, odbijania się od trudnych doświadczeń.

Wiąże się z tym zdolność tworzenia realnych planów i podejmowania kroków w kierunku ich realizacji, pozytywny obraz siebie, przekonanie o swych mocnych stronach, umiejętność komunikacji i rozwiązywania problemów, zdolność radzenia sobie z silnymi uczuciami i impulsami. Self-resilience rozwija się w efekcie doświadczania trudnych sytuacji i radzenia sobie z nimi.

Wartości kontra szybkie decyzje
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kryterium wartości wydawało się niezbywalne w odniesieniu do ideału osobowości. Człowiek dojrzały miał określony system wartości, i to najlepiej takich, wśród których wiodącą rolę pełniły wartości ostateczne (dobro, prawda, piękno, doskonałość). U podstaw ludzkich wyborów leżała hierarchia wartości, która wyznaczała, co człowiek ma odrzucać, a co przyjmować, na co się godzić i co preferować. Ludzie niemający wyraźnego systemu wartości wydawali się groźni lub niedojrzali. Obecnie preferuje się zdolność podejmowania szybkich decyzji, zwłaszcza takich, które sprzyjają interesowi jednostki, a wartości mogą w tym przecież trochę przeszkadzać...

Trening socjokulturowy zmierza do opracowania zespołów reguł skutecznego działania w wielu różnych warunkach środowiskowych i kontekstach psychospołecznych. Dobrze jest mieć system wartości, ale jeszcze lepiej umiejętnie go na co dzień stosować, a nawet zawieszać w pewnych warunkach – tak zdaje się podpowiadać przystosowanie na co dzień. Paradoksalnie, trudne warunki rozwoju i ograniczone nimi możliwości dawniej sprzyjały interioryzacji i utrwalaniu wartości ostatecznych. Natomiast dobre warunki rozwoju i rozległe możliwości sprzyjają dziś kształtowaniu się relatywizmu, lecz niekoniecznie utrwalaniu wartości ostatecznych. Kenneth Gergen pisze: „Problem z wartościami polega na tym, że są one skoncentrowane na sobie. Ceniąc, na przykład, sprawiedliwość, zapominamy o znaczeniu miłości, stawiając na obowiązkowość, odwracamy się od spontaniczności. Żadna z wartości sama w sobie nie uwzględnia znaczenia wartości alternatywnych”.

Przekroczyć własne granice
Wartością istotną dla rozwoju dojrzałości jest zaangażowanie na rzecz dobra wspólnego. Prospołeczna strona osobowości otwiera człowieka na aktywność, która znacz[-]nie wykracza i przekracza interes osobisty, mało tego – osobiste cele nie są ważne, kiedy angażujemy się w pomoc powodzianom, „pracę” w rodzinnym domu dziecka, czy pomagamy zebrać pieniądze na operacje katarakty dla mieszkańców Indii lub Meksyku. Aktywność na rzecz innych uskrzydla, stąd powodzenie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i wielu innych inicjatyw krótko- i długofalowych. Skutki takich działań znacznie przekraczają bezpośrednie dobro, jakie wynika dla beneficjentów tych działań. Jak pisze znakomity psycholog osobowości Kazimierz Obuchowski, osobowość dojrzewa właśnie dzięki zaangażowaniu człowieka w odległe i prospołeczne cele.

Dziś dojrzałość oznacza nie tylko otwarcie na świat, na innych ludzi, ale i przekraczanie siebie, transgresję – sięganie po rzeczy nowe, eksplorowanie tego, co wydaje się niemożliwe lub mało prawdopodobne. Przekraczanie siebie wymaga zdolności do podejmowania ryzyka, wchodzenia w obszar nieznanego, ale to właśnie pozwala na pełną realizację osobistych możliwości, zbliżanie się do ich granic. W tym właśnie jest smak życia!

Miarą naszej dojrzałości jest wreszcie stosunek do ludzi. Jeśli potrafimy odnosić się do nich z szacunkiem, zrozumieniem, współczuciem, ale i zdrowymi wymaganiami kiedy trzeba, to znak, że jesteśmy dojrzali.

Jeśli każdemu – czy jest to schizo[-]frenik, czy słynna osobistość – okazujemy podobny szacunek, podobne zainteresowanie, podobnie bezinteresowną życzliwość. Jak to kształtować? Nie dać się traktować instrumentalnie i samemu nie ograniczać innych. Dojrzewać to dążyć do rozsądnej autonomii – autonomii decydowania, emocjonalnej niezależności, posiadania własnego zdania, umiejętności odmowy. Człowiek dojrzały potrafi asertywnie odmówić, ale i przyjąć pochwałę, nie pozwala sobą manipulować, umie przyznać się do błędu lub niewiedzy, „zapytać o drogę” i wyrazić swe przekonania. Mówiąc o autonomii „rozsądnej”, mamy na myśli to, by nie była ona nadmierna, by nie kłóciła się z umiejętnością współpracy, nie wykluczała możliwości rezygnacji z własnych celów w imię większego lub ogólniejszego dobra.

I wreszcie, last but not least, istotna część składowa dojrzałości – odpowiedzialność. Dążenie do niej można zdefiniować jako realizowaną gotowość podążania własną drogą, w znacznym stopniu niezależną od osobistych, rodzinnych, społecznych i kulturowych uwarunkowań, choć oczywiście z pełną świadomością tychże i z gotowością czerpania inspiracji z szerokiego kontekstu osobistej historii życia, etosu i wydarzeń rodzinnych, wartości preferowanych w grupie społecznej, czy z wzorców kulturowych.

Moratorium czyli tożsamość w kryzysie

James E. Marcia, rozwijając myśl Eriksona, przyjmuje, że tożsamość wynika z dwóch etapów – eksploracji i zobowiązania. Pierwszy, przypadający na wczesną fazę dojrzewania (12–16 lat), obejmuje eksplorację, testowanie własnych możliwości i badanie otoczenia, eksperymentowanie, zachowania ryzykowne, testowanie i odkrywanie granic, tego, co wolno pod pewnymi warunkami, a czego nie wolno nigdy. Drugi, w okresie 16-20 lat, to podejmowanie zobowiązania, zaangażowanie się w coś, przyjmowanie odpowiedzialności za siebie i bycie gotowym do ponoszenia konsekwencji. Z konfiguracji tych dwóch procesów wynika tożsamość moratoryjna (jedna z czterech typów tożsamości, obok tożsamośći rozproszonej, przejętej i dojrzałej). To tożsamość w kryzysie, przedłużającej się fazie eksploracji nie towarzyszy przyjęcie zobowiązania. Osoba stawia sobie wciąż pytanie o wybór drogi życiowej, ale nie jest w stanie podjąć decyzji. Czasem dzieje się tak dlatego, że otoczenie zaspokaja jej różne potrzeby bez jej udziału. Osoba o takim statusie tożsamości ceni własną niezależność, jest niespokojna, buntownicza, nonkonformistyczna, a także nastawiona introspekcyjnie, nurtują ją dylematy egzystencjalne. Doświadcza dużych wahań emocjonalnych i licznych konfliktów wewnętrznych. Ma liberalne poglądy, silną potrzebę stymulacji i wyrażania siebie.

Remanent czterdziechy
Jak pogodzić różne kierunki rozwoju człowieka dojrzałego, wciąż poszukującego i przebudowującego swą tożsamość? Czy ktoś tworzący tożsamość stabilną, opartą na klarownej koncepcji siebie i wierności wartościom – w czasach zmienności – jest człowiekiem niedojrzałym? Nowe nie wyklucza starego, raczej otwiera nowe perspektywy. Ktoś, kto jawił się jako dojrzały sto lat temu, pewnie i dziś byłby tak postrzegany; co najwyżej niektórzy uważaliby go za nie w pełni przystosowanego...

W XXI wieku dojrzałość jawi się jako wieloaspektowa całość pełna przeciwieństw – swoista oscylacja między gotowością do zmian i plastycznością w podążaniu za nimi, a jednocześnie pewna wytrwałość w realizacji podjętych dążeń. To zdolność do podejmowania decyzji, także tych o zmianie, a jednocześnie świadomość kosztów i zdolność do ponoszenia strat w imię nowych celów. Otwartość, która zakłada, że to, do jakiego stopnia zmieniam się pod wpływem świata, zależy ode mnie, a nie od samych zmian zachodzących w środowisku.

W sumie, dojrzałość osobowości mogą dziś wyznaczać dwa ogólniejsze wymiary. Jeden opisuje dążenie do wzbogacania świata przeżyć, doświadczeń i aktywności przy zachowaniu lub tworzeniu wewnętrznej integracji – zdolność opanowania tej różnorodności. Drugi, to tendencja do zmiany, do twórczego i aktywnego życia, nawet wliczając w to duże koszty osobiste – niektóre zmiany niosą cierpienie, zanim dadzą nowy impuls do rozwoju – i towarzysząca jej zdolność do podejmowania decyzji, zaangażowania i nieporzucania celów zanim nie zostaną spełnione lub dobrze sprawdzone.

Indywidualnych ścieżek wiodących ku dojrzałości jest wiele... Melody dojrzała jako dziewiętnastolatka, filmowy profesor Vale grubo po sześćdziesiątce, a bohater piosenki „Czterdziecha” Wojciecha Młynarskiego ciągle ma nadzieję, że jeszcze trafi na punkt:

Straciły wczorajszy smak

Magiczne rymy i słowa,
Lecz ja wciąż czuję się tak,
Jakbym zaczynał od nowa!
Świt ciągle mnie lubi – to grunt –
– i niesie pomysłów masę,
Więc jeszcze trafię na punkt,
Rozwinę się!?

Tłum. Agnieszka Chrzanowska

Przypisy