Dołącz do czytelników
Brak wyników

Laboratorium , historia psychologii

27 grudnia 2016

Metoda doktora Sakela

5

Manfred Sakel wprowadził do psychiatrii leczenie „szokiem insulinowym”. Taką terapię przeszedł m.in. sławny tancerz Niżyński. Niestety, bardziej skorzystał na niej lekarz niż pacjent.

Podobno członkowie rodziny Manfreda Sakela pielęgnowali przekonanie, że ich przodkiem był Majmonides, sławny dwunastowieczny filozof żydowski i lekarz. Tradycja zobowiązuje – Sakel ukończył w Wiedniu studia medyczne.

Niewiele wiemy na temat jego dzieciństwa i wczesnej młodości. Urodził się w Nadwórnej, powiatowym mieście w Galicji Wschodniej, leżącym nad rzeką Bystrzycą Czarną, a nazywanym „Bramą Gorganów” – stanowiło bowiem punkt wypadowy w to najdziksze pasmo Beskidów Lesistych. We wspomnieniach pośmiertnych zaczęto wypełniać lukę w biografii Sakela mitem, jakoby był on w Galicji ofiarą antysemityzmu. Nie ma jednak dowodów, że tak rzeczywiście było. A zarówno jego szybki awans społeczny, jak i zmiana imienia przeczą tej tezie. Także wybór obywatelstwa austriac[-]kiego po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej świadczy o tym, że stosunkowo wcześnie przeniósł się do Wiednia, a jego związek z prowincją galicyjską zupełnie się rozluźnił. Co więcej, w dobie kryzysu i spadku znaczenia Wiednia na nowej politycznej mapie Europy poszukiwał lepszych dla siebie perspektyw w Berlinie. Znalazł tam pracę w elitarnym zakładzie leczniczym, w którym kurowały się między innymi aktorki i artystki. Był to dobry początek kariery medycznej.

Terapia szokowa
W szpitalach berlińskich Sakel stosował pionierską terapię insulinową u narkomanów – po przebyciu śpiączki insulinowej nie łaknęli oni morfiny, stawali się też mniej „nerwowi” i agresywni. O jego eksperymencie leczniczym pisano nawet w niemieckich dziennikach. W listopadzie 1930 roku reporter „Berliner Volkszeitung” w artykule pod tytułem „Nadzieja dla morfinistów” donosił, że tym nowym sposobem doktor Sakel w ciągu dwóch lat pomógł wyjść z uzależnienia kilkunastu morfinistom. Obserwacje osób uzależnionych podsunęły lekarzowi myśl, że w podobny sposób można leczyć także osoby cierpiące na schizofrenię. Radykalna, oparta na reakcjach fizjologicznych organizmu, kuracja za pomocą śpiączki insulinowej wydawała mu się lepsza niż inne metody, choćby te opierające się na psychoterapii lub psychoanalizie. Proponowana przez niego terapia przewidywała serię kilkunastu iniekcji insulinowych, podczas których pacjentowi podawano coraz większą dawkę hormonu. Chory za każdym razem zapadał w śpiączkę, z której wybudzano go po pewnym czasie za pomocą roztworu cukru. Zaobserwowano, że kontakt z takim pacjentem był bardzo dobry, a przede wszystkim ustępowały urojenia i omamy, które nie pozwalały mu wcześniej normalnie funkcjonować.

Gdy w 1933 roku Sakel powrócił do Wiednia – tym razem zapewne antycypując zagrożenie, jakie stwarzał rozprzestrzeniający się w Niemczech nazizm – został zatrudniony w klinice uniwersyteckiej. Kierujący katedrą psychiatrii Otto Poetzl pozwolił mu eksperymentować z pacjentami, których stan wydawał się beznadziejny. Wyniki terapii Sakel przedstawił na łamach „Wiener Medizinische Wochenschrift” w wieloczęściowym artykule „Leczenie schizofrenii za pomocą hipoglikemii insulinowej oraz szoku hipoglikemicznego”. Opisał w nim historie dziewięciorga pacjentów – ośmiu mężczyzn i jednej kobiety – w wieku 19–46 lat. Niewiele dziś wiemy o tych pierwszych „niedobrowolnych ochotnikach”, jak można by ich nazwać. Uwagę znanego historyka psychiatrii Edwarda Shortera, współautora monografii na temat dziejów „terapii szokowych”, przykuł np. „przypadek drugi” – 46-letniego pacjenta ukrytego pod inicjałem „B.”, który został przyjęty do wiedeńskiej kliniki z objawami paranoi. Człowiek ten zachowywał się bardzo osobliwie: był patologicznie skąpy, spał do południa, aby zaoszczędzić na śniadaniu, kłócił się z bliskimi, twierdząc, że chcą go otruć. Obarczał Bank Austriacki i ministra skarbu odpowiedzialnością za straty finansowe, które były wynikiem recesji, i słał do urzędników pisma w tej sprawie. Ponadto uważał, że jest hipnotyzowany w kawiarni, ilekroć tam wstępuje, oraz że słyszy krzyki swojego ojca (co było niemożliwe, ponieważ jego rodzice mieszkali na Śląsku). Po kilkudniowej serii iniekcji insulinowych pacjent wyciszył się. Opuścił szpital jako człowiek wyleczony, z całkowitą amnezją poprzednich zachowań. Jednak nie wszystkie historie były tak obiecujące, o czym Shorter nie wspomina. Z dokładnej lektury sprawozdań Sakela można się na przykład dowiedzieć, że pacjent opisany w dziewiątym studium przypadku (niejaki „P.”) miał próbę samobójczą niedługo po zakończeniu terapii.

Niżyński schodzi ze sceny
W pierwszej połowie lat 30. ubiegłego wieku Manfred Sakel był naczelnym lekarzem prywatnego sanatorium w Hietzing, trzynastej dzielnicy Wiednia. Lecznica znajdowała się w ładnej okolicy na obrzeżach miasta. Właściciel ośrodka w prasowych reklamach zapewniał, że leczy się tam choroby nerwowe za pomocą psychoterapii i hipnozy, stosuje zabiegi odtruwające organizm, a także pomaga osobom potrzebującym relaksu. Jednak Sakel, który bagatelizował wartość metod niefarmakologicznych, więcej czasu przebywał w klinice uniwersyteckiej. Dzięki wspomnianej serii artykułów szybko zyskał autorytet w medycznym środowisku Wiednia. Inni psychiatrzy często kierowali do niego chorych na schizofrenię.

Taką radę otrzymała w latach 30. Romola Niżyńska, żona Wacława, znakomitego rosyjskiego tancerza i choreografa o polskich korzeniach. Od prawie dwóch dekad opiekowała się chorym mężem. Podczas pobytu w Szwajcarii, na przełomie 1918 i 1919 roku, Niżyński zaczął zdradzać symptomy choroby psychicznej, które początkowo były widoczne głównie w jego rysunkach. Z czasem stał się bardzo chwiejny emocjonalnie, wręcz wybuchowy, a jego zachowanie – nieprzewidywalne. Pojawiły się też u niego urojenia wielkościowe i oznaki poważnych zaburzeń myślenia. W sobotę 19 stycznia 1919 roku, w luksusowym hotelu Suvretta House w Sankt Moritz, po raz ostatni wystąpił publicznie. Obłędny taniec, który rozpoczął wtedy od okrzyku „Ja wam zatańczę wojnę”, uważano później za przełomowy moment jego choroby. Od tej pory psychoza rozwijała się, a jej przebieg był bardzo zróżnicowany. Najlepsi psychiatrzy (w tym Eugen Bleuler i Ludwig Binswanger) nie potrafili wyprowadzić go z tego stanu. Przez kolejne lata Niżyński przebywał w różnych szpitalach w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Gdy w 1936 roku żona tancerza zwróciła się o pomoc do Manfreda Sakela, wi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy