Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

1 sierpnia 2018

Na dobre, na złe

3

W każdym z nas tkwią zalążki dobra i zła. Rozważania sprzyjają opowiadaniu się za dobrem. A zdolność do przemyśleń i wyborów odmiennych od tego, co powszechne, może zapoczątkować przemianę świata.

Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło? – pytał niegdyś amerykański badacz Philip Zimbardo. Jak to możliwe, że wykształceni i kulturalni ludzie popierają polityków wypowiadających się kłamliwie bądź nielogicznie? – to pytanie powtarza się dziś często. Zacznijmy od stwierdzenia, że umysł jest zapisem różnych doświadczeń i właściwości, zatem w każdym z nas tkwią jakieś przesłanki mądrości i jej ograniczeń, przesłanki dobra i zła, które pod wpływem rozmaitych sytuacji mogą zdominować nasze zachowanie. Gdy w grę wchodzą naciski otoczenia, często bezwiednie im ulegamy.

To nie wypada

Lecz co jest moralne, a co nie? Niełatwo to zdefiniować. Rozumienie dobra i zła oparte jest bowiem na społecznym, zmiennym konsensusie, na przykład co do tego, czy podboje i grabienie to powód do dumy, czy raczej godna potępienia zbrodnia – jak ocenia się obecnie w krajach, które kiedyś kolonizowały inne. Definicje dobra i zła różnią się też międzykulturowo. Humaniści poszukują więc wartości uniwersalnych, niezależnych od specyficznych kultur. Jak je znaleźć?
Udaje się to, jeśli odwołujemy się do kategorii nadrzędnych: do abstrakcyjnych pojęć aksjologicznych, takich jak sprawiedliwość czy humanitaryzm. Takie etykietki słowne kojarzą się z dobrem, ale w praktyce wartości nadrzędne są na ogół ignorowane: mało kto zastanawia się nad tym, w czym przejawia się szlachetność bądź prawość. Także w edukacji, a nawet w psychologii abstrakcyjne wartości nie są przedmiotem pogłębionej refleksji jako regulatory zachowania. Naraża nas to na straty społeczne.

Uwaga poświęcana jest głównie normom społecznym jako konkretnym wskazaniom, co należy, a czego nie wypada mówić czy robić. Są one ważne, bo odpowiadają za specyficzny dla danej kultury ład społeczny. Jednak jako wyznaczniki postępowania bywają zawodne. Narzucają bowiem ograniczenia i są obwarowane sankcjami, a to może się nie podobać. Jeśli ulegamy im głównie pod wpływem strachu, to zwykle odrzucamy je i pomijamy, gdy tylko kontrola społeczna słabnie. Taki jest często los normy „politycznej poprawności”. Czegoś nie wypada mówić w przestrzeni publicznej, ale w domu można szydzić z innych – i to stanowi przejaw rzeczywistej postawy, która w sytuacjach społecznego przyzwolenia błyskawicznie może się ujawnić.

W porównaniu z wszechobecnymi normami społecznymi wartości rzadziej wyznaczają postępowanie. Aby mogły mieć wpływ na zachowanie, trzeba spełnić kilka warunków – najpierw po swojemu zrozumieć sens takich pojęć, jak tolerancyjność czy odwaga cywilna, ponadto polubić daną wartość, czyli uznać ją za coś pozytywnego i własnego, a także umieć dostrzec jej przejawy w rzeczywistości. Dopiero takie normy społeczne, które uznamy za zgodne z wyznawanymi wartościami, stają się trwałe, bo na ich straży stoją własne przekonania.

Moralność zaściankowa i inna

Normy i wartości różnią się zakresem oddziaływania. Normy mają charakter lokalny. Kiepsko orientujemy się, co wypada, a co nie wśród Czechów czy Łotyszy. A gdy dostrzegamy rozbieżności norm, najczęściej pojawia się przekonanie, że to inni zachowują się źle czy dziwacznie. Takie różnicowanie My – Oni prowadzi do dystansowania się wobec innych lub gotowości do ich dyskryminowania.

Psychologia dokonała istotnych odkryć co do skutków kategoryzacji Swoi – Obcy. Badania Henriego Tajfela, angielskiego psychologa społecznego i twórcy teorii tożsamości społecznej, wykazały, że nawet chwilowe podziały ludzi na grupy, według przypadkowego kryterium, wyzwalają w konsekwencji faworyzowanie Swoich. Z badań Marilynn Brewer, amerykańskiej psycholożki społecznej i autorki teorii optymalnej odrębności, wiemy, że samo użycie zaimka „my” wyzwala uległość wobec opinii własnego środowiska. Konsekwencje kategoryzacji są lawinowe. Pojawiają się poza wolą i świadomością. Gdy stosujemy w badaniach podprogowe (czyli eksponowane tak krótko, że świadomie badani nic nie widzą) wizerunki ludzi różnych płci czy ras, jawne reakcje pod wpływem tych niewidocznych bodźców okazują się zróżnicowane. To Swoi, lecz nie Obcy wyzwalają współbrzmienie, chęć kontaktu i poczucie bliskości. Empatia emocjonalna ma ograniczone działanie, co zarzuca jej amerykański badacz Paul Bloom w swej książce Przeciw empatii.

Przekroczenie tych barier jest jednak możliwe – a to za sprawą danej nam cudownej zdolności dostrzegania wartości nadrzędnych, które są ogólne i mogą dotyczyć wszystkich. Dzięki nim można się pozbyć zaściankowości. Nie jest to łatwe, bo normy i wartości cechuje asymetria. Normy są w doświadczeniu dane każdemu, bo każdy podlega jakiejś socjalizacji. Wartości nie da się wpoić sankcjami. Uzyskują realny wpływ na zachowanie, jeśli taka jest wola podmiotu, powiązana z własnymi przemyśleniami.

Twierdzę, że kluczowe znaczenie dla zasięgu oddziaływania wartości ma forma pojęcia My. Podziały My – Oni tracą na znaczeniu, gdy My odnosi się nie do kategorii społecznych, z natury swej wykluczających (My – katolicy czy Polacy w opozycji do Onych innych wyznań i narodowości), ale do atrybutów wspólnych dla Ja i innych ludzi (jak na przykład My – melomani, alpiniści, ludzie otwarci; wprawdzie są jacyś inni, którzy nie mają takiego zamiłowania w muzyce i wspinaczce, nie są tak otwarci, ale nie musimy przeciwstawiać się im ani wykluczać ich z My). Taką formę My można osiągać w procesie wychowania. Wzrasta wówczas prawdopodobieństwo, że nadrzędne wartości odniesiemy do ludzi żyjących w różnych kulturach świata.

Narodziny dobra

Jak stymulować rozwój moralny, własny lub cudzy? Paul Bloom w książce To tylko dzieci. Narodziny dobra i zła głosi, że moralność mają już niemowlęta. Już w okresie p...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy