Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

24 maja 2016

Nawroty do namiętności z przeszłości

7

Ktoś spotkany dawno temu, kogo powinniśmy już całkiem zapomnieć - czemu wraca co noc we wspomnieniach? Jakaś miłość sprzed lat, młodzieńcza. Dawno powinniśmy o niej zapomnieć. A wciąż nie potrafimy.

Anna napisała do redakcji list. O tym, jak w liceum poznała Marka. Jak było im ze sobą cudownie. Potem studia i rozstanie. Wyjechali do innych miast. Pozostały listy. Pisała do Marka, a od niego dostała tylko jedną wiadomość: oschłą, zimną informację, że z nimi koniec. Jak pisze: „Ciężko mi było się z tym pogodzić, ale skupiłam się na nauce, żeby zapomnieć. Mijały lata, on nie pojawił się już ani razu. Ułożyłam sobie życie z kimś innym, jesteśmy po ślubie 13 lat. Mamy dwóch synków. Wszystko było cudownie: kariera zawodowa, studia, wyjazdy zagraniczne, wycieczki... Niby super, ale bywały dni, kiedy we wspomnieniach wracał Marek i pytanie: dlaczego mnie opuścił? Nie wiem, co mnie podkusiło, by wejść na jedno z forów internetowych. I tam odnaleźliśmy się z Markiem po tylu latach. Wyjaśniliśmy sobie, co się stało. Okazało się, że moje listy przechwyciła mama Marka i to ona pokrzyżowała naszą znajomość. Spotykaliśmy się w Sieci coraz częściej. Początkowo nie wiedzieliśmy, co z tego wyniknie. Ja miałam rodzinę, Marek też, ale rozmawiało się nam coraz lepiej. Coraz bardziej uświadamialiśmy sobie, że nasze uczucie trwa, że nadal jesteśmy sobą zafascynowani. To nas przerasta”.

Zapewne w głowie każdego z nas kryje się wiele podobnych tajemnic. Nosimy je latami, pielęgnujemy, rzadko wspominamy. Są częścią naszej intymności, są prawdopodobnie ważną częścią naszej tożsamości. Już ponad sto lat temu William James, amerykański filozof i psycholog reprezentujący podejście fenomenologiczne, pisał o „ja” jako nader złożonej całości, w której nie brak stron tajemnych. A istotną częścią naszego „ja” są świętości: ważne dla nas rzeczy, ważni ludzie, ważne sprawy, wyjątkowo doniosłe wydarzenia. Najczęściej bardzo osobiste. I skrywane przed światem.

Czasem tajemnice, jakie skrywamy w swej głowie, są ponure lub zawstydzające. Częściej są to tajemnice radosne. Chcielibyśmy o nich mówić, ale nie mówimy. Dlaczego? Albo są one zbyt osobiste, albo obawiamy się, że nie zostaniemy zrozumiani, albo też boimy się nieakceptacji ze strony innych.

Bo jak powiedzieć mężowi, że przez całe życie kochało się nie jego, ale innego mężczyznę? Platonicznie bo platonicznie, ale prawdziwą miłością. Jak powiedzieć dzieciom, że ich ukochana mamusia nie była najważniejszą kobietą w życiu ojca? Że tą najważniejszą była jakaś tajemnicza pani sprzed lat, której dzieci nigdy nie widziały, o której dotąd nie słyszały. Jak opowiedzieć kobiecie, z którą spędziło się długie już lata, że codziennie (codziennie!) przeżywa się chwile wzruszeń z powodu innej kobiety, której nie widziało się od wielu, wielu lat? A jeśli opowiemy o tym, to czy mamy jakiekolwiek szanse na zrozumienie? Nie mówiąc o szansach na wyrozumiałość.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że mowa tu o jakichś literackich fikcjach. O Boubulinie z powieści Grek Zorba Nikosa Kazantzakisa, czekającej wciąż na swojego Cana[-]varo. O Florentino Arizie, bohaterze Miłości w czasach zarazy Gabriela Garcii Marqueza, który przez pięćdziesiąt lat tęskni za Ferminą Dazą, co nie przeszkadza mu zażywać erotycznych przyjemności z setkami innych kobiet. Tymczasem takie doświadczenia nie są udziałem tylko literackich bohaterów. Historia Anny jest autentyczna. Podobnie jak ta, która zdarzyła się Elżbiecie.

Ja, mąż i fantom czyli Stefan

Elżbieta i Jerzy żyli ze sobą wiele lat. Wszyscy w rodzinie uważali ich za szczęśliwą parę. Wszystkim wydawało się, że Elżbieta była bardzo zakochana w swym mężu. Po jego śmierci rozpaczała, padła omdlała na jego grób. Minęło kilka lat, aż naraz ujawniła całej rodzinie, że tak naprawdę zawsze kochała tylko jednego mężczyznę – swojego pierwszego chłopaka, Stefana, którego spotkała, gdy miała 18 lat. A do ślubu z Jerzym została zmuszona. Brała na stronę kolejne osoby z rodziny i opowiadała im prawdziwą – jak podkreślała – historię swego życia. Elżbieta i Stefan chodzili ze sobą, robili plany na przyszłość. Niestety, on chorował na gruźlicę i nalegał, aby odłożyć małżeństwo, póki się nie wyleczy. W jej wspomnieniach ta nadzwyczajna miłość pozostała nieskalana. Latami dozowała rodzinie opowieści o miłości do Stefana, coraz to dodając do nich nowe szczegóły. W tym czasie nie przestała opiekować się grobem swego męża, ale częściej pielgrzymowała na miejsce spoczynku tego trzeciego, Stefana. Twierdziła, że pojawiał się w jej snach. W jej opowieściach był ideałem. Wspominała, że Stefan wiele osiągnął i gdyby z nim została, byłaby panią. Ale go porzuciła. Stefan wyjechał do sanatorium leczyć gruźlicę, a gdy wrócił, ona już była po ślubie z Jerzym. Po kilku latach wszystko ucichło. Elżbieta już nie opowiadała o Stefanie, przestała chodzić na jego grób. Fascynacja z przeszłości minęła tak nagle, jak nagle się pojawiła.

Dlaczego tak się dzieje? Po co do[-]ko[-]nujemy takich nawrotów do przeszłości? Czy mowa jest o rzeczywistych uczuciach lub namiętnościach, czy może są to złudzenia pamięci? Czy chodzi o przeszłość, czy może raczej o teraźniejszość tych osób? Czy rzeczywiście takie związki, rozgrywające się w wyobraźni czy pamięci, trwają przez całe lata, a nawet przez całe dorosłe życie, czy tylko tak się ludziom zdaje w pewnym momencie? Dlaczego związki z takimi fantomami wydają się bardziej realne i bardziej znaczące niż związki z realnymi partnerami? Dlaczego z ujawnieniem takich fantomów czekamy aż do momentu, gdy niemożliwe staną się rzeczywiste porównania? Pytań jest – jak widać – wiele. Zatrzymajmy się przy niektórych.

Nie można wykluczyć, że część przypomnień takich młodzieńczych fascynacji jest objawem życzeniowego myślenia, odwołuje się do naszych marzeń o „miłości prawdziwej”. Z pewnością jednak część dotyczy zdarzeń rzeczywistych. Być może część takich nawrotów do przeszłości jest formą kompensacji aktualnych niepowodzeń w życiu uczuciowym, czy też antidotum na nieudane obecne związki. Ale część z pewnością jest odzwierciedleniem ważnych przeżyć i ważnych rozterek, trwających przez lata. Jest prawdopodobne, że część takich wspomnień może być przekorną formą zaprzeczania bolesnym doświadczeniom z przeszłości, lecz trudno zakładać, że tak jest w każdym przypadku. Wiele wskazuje na to, że może to być jeden z ważnych sposobów zapewniania sobie korzystnego bilansu emocjonalnego – w skali całego życia i w skali dnia dzisiejszego.

Mężczyźni ukryci w głowach kobiet

Jak można wyjaśnić takie nawroty do skrywanych namiętności? Przyglądając się opisanym historiom można zaobserwować pewne prawidłowości. Po pierwsze, takie nawroty częściej zdarzają się kobietom. Dlaczego kobiety częściej wracają do przeszłych fascynacji, częściej ujawniają tych „ukrytych w głowie” mężczyzn? Być może dlatego, że relacje z ludźmi, w odróżnieniu od relacji zadaniowych, są dla nich zazwyczaj ważniejsze niż dla mężczyzn. Kobiety koncentrują uwagę na stosunkach z ludźmi, mężczyźni zaś na zadaniach. To jedna z najbardziej udokumentowanych tez psychologii relacji interpersonalnych. Obserwacje potoczne, ale także dane gromadzone przez psychologów ewolucyjnych pokazują, że kobietom łatwiej niż mężczyznom przychodzi dzielenie uczuć (podkreślmy – uczuć!) między dwie i więcej osób. O ile mężczyźni – jak dokumentują to psychologowie ewolucyjni, np. amerykański psycholog David Buss – częściej zmieniają partnerki (jedną na drugą), to zazwyczaj w danym okresie znaczną część uwagi poświęcają tylko jednej kobiecie. To sprawia, że wśród mężczyzn jest tak wielu seryjnych poligamistów. Kobiety zaś lepiej niż mężczyźni radzą sobie z uczuciowymi rozdwojeniami.

Z biegiem lat coraz piękniej

Po drugie, wzruszenia dotyczące skrywanych miłości nasilają się wraz z upływem lat. Częściej pojawiają się u starszych osób niż u młodszych. Dlaczego wspomnienia dawnych namiętności wracają łatwiej i częściej w późniejszej porze życia? Dlaczego zyskują na sile (obiektywnie czy tylko subiektywnie) w miarę przybywania lat? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w badaniach nad pamięcią autobiograficzną, na przykład w pracach Tomasza Maruszewskiego. Nie pozostawiają one wątpliwości. W miarę, jak lata płyną, obserwować można dwie interesujące tendencje. Pierwsza z nich polega na tym, że im więcej czasu upływa od zdarzenia, tym silniejsza jest tendencja do coraz bardziej pozytywnego (coraz mniej negatywnego) oceniania tego zdarzenia. To, co wcześniej były neutralne, a nawet to, co było oceniane negatywnie, w miarę upływu lat nabiera coraz silniejszego pozytywnego zabarwienia. Efekt ten musi być tym bardziej wyrazisty w przypadku zdarzeń, które wyjściowo były pozytywne, albo wyjątkowo pozytywne. Te – w miarę upływu czasu – nabierają wręcz cech ideału.

Nadmiar wspomnień z młodości

Drugie zjawisko dotyczy nadwyżki u ludzi starszych wszelkich wspomnień z lat młodości i dzieciństwa w porównaniu z wspomnieniami z środkowego okresu życia. Mechanizm tego zjawiska nie jest zbyt jasny, ale dobrze pokazuje, że zachowujemy w pamięci znacznie więcej niż potrafimy sobie przypomnieć. W miarę jak przybywa nam lat, coraz częściej pojawiają się spontaniczne odnowienia wspomnień już zapomnianych. Nagle przypominamy sobie kolegów z przedszkola albo nauczycielkę języka polskiego z końca podstawówki. Samoistnie pojawiają się w naszej głowie dawno zapomniane sympatie. I znów, jeśli wspomnienia dotyczą ludzi ważnych, ludzi darzonych w przeszłości sympatią, to są one nie tylko bardzo pozytywne, ale też bardzo detaliczne, pełne szczegółów ocenianych jako przyjemne, skojarzone z radością lub miłością.

Namiętne, bo przerwane

Po trzecie, nasze wzruszenia dotyczą raczej miłości przerwanych, utraconych najczęściej (choć nie zawsze) nie z naszej winy. Wspominanie takich niespełnionych miłości, utraconych bez naszego udziału, nasuwa myśl o szczególnym miejscu w pamięci przeznaczonym na zadania niedokończone. Mowa o jednej z najbardziej podstawowych prawidłowości w psychologii pamięci, badanej jeszcze w latach dwudziestych ubiegłego wieku w laboratorium Kurta Lewina. Zjawisko to nazywane jest efektem Zeigarnik. Bluma Zeigarnik, pochodząca z Rosji uczennica Lewina, wykazała, że zadania przerwane przed zakończeniem pamiętamy lepiej od zadań zakończonych. Wprawdzie późniejsze badania wprowadziły pewne ograniczenia dotyczące tego efektu, zasada ogólna pozostaje jednak prosta: napięcie emocjonalne towarzyszące zdarzeniom ulega rozładowaniu wtedy, gdy zdarzenia te znajdują swoje zakończenie l...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy