Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

1 września 2016

Nie czekaj, aż burza minie. Naucz się tańczyć w deszczu.

6

Jeśli życie jest tańcem, to kto w nim prowadzi? Czasem życie wymyka nam się z rąk, plany kończą się fiaskiem, bliscy zawodzą. Czasem zaś próbujemy kontrolować wszystko i wszystkich, dyktować każdy krok. Czy tędy droga?

Życie Harolda Cricka, kontrolera skarbowego, było doskonale uporządkowane. Rano, gdy myśli innych ludzi krążyły wokół tego, co przyniesie dzień, on dokładnie liczył, ile razy przeciągnął szczoteczką podczas mycia zębów. Od lat tak samo zaczynał dzień i kończył go dokładnie o tej samej porze. W niezmiennym porządku nie zdarzało się nic, co warte byłoby zapamiętania. Być może wszystkie jego kalkulacje służyły odwróceniu uwagi od tego, jak niewiele życia – spontaniczności i radości – było w jego życiu.

Aż któregoś dnia, właśnie podczas mycia zębów, Harold usłyszał głos w swojej głowie… głos, który opowiadał, co mu się przydarzy. Nie wiedział, że od tej chwili jego życie się zmieni. A zmienić się musiało, bo głos zapowiadał, że już niewiele mu go pozostało…

Kowale czy ofiary losu?
Na pozór Harold Crick, tytułowy bohater filmu Marca Forstera, ma pełną kontrolę nad wszystkim. Nie sprawia jednak wrażenia osoby, która panuje nad swoim życiem, autorsko je kształtuje. A przecież temu służyć ma kontrola i różne jej aspekty.

Chcemy kierować własnymi działaniami, a poprzez nie zdarzeniami, czyli mieć poczucie sprawstwa. Chcemy go doświadczać, widzieć siebie jako przyczynę zachowań i zdarzeń. A także wierzyć, że jesteśmy w stanie poradzić sobie w różnych, szczególnie w trudnych i ważnych sytuacjach, czyli mieć poczucie własnej skuteczności. Chcemy panować nad sobą, kierować swymi emocjami, zachowaniami i myślami. A kiedy czujemy, że ktoś nam usiłuje coś narzucić i w ten sposób odebrać wolność wyboru, reagujemy oporem, tzw. reaktancją.

Często trudno jest określić, kto na kogo wpływa, dlatego badacze wolą mówić o poczuciu kontroli niż o kontroli jako takiej. Pierwszą znaczącą teorię dotyczącą tego poczucia stworzył amerykański psycholog Julian B. Rotter. Zgodnie z nią różnimy się pod względem umiejscowienia kontroli. Są wśród nas osoby, które przyczyny zdarzeń lokują głównie w sobie – w swoich cechach, intencjach, zachowaniach. Czują się kowalami swojego losu. Są też tacy, którzy powody tego, co im się w życiu przydarza, widzą głównie poza sobą, w innych ludziach, zbiegach okoliczności bądź uśmiechu losu. Którzy mają się lepiej?

Badania inspirowane teorią Rottera ujawniają, że osoby przekonane o osobistym wpływie na bieg zdarzeń mają zwykle wysoką samoocenę i poczucie bezpieczeństwa. Wkładają wysiłek w osiąganie upragnionych celów, nie zniechęcają się łatwo niepowodzeniami, potrafią dbać o swoje zdrowie. Jednak każdy medal ma dwie strony. Ludzie z silnym wewnętrznym poczuciem kontroli skłonni są zafałszowywać obraz rzeczywistości i reagować agresją, gdy odbiega on od ich wyobrażeń. Zdarza im się angażować uporczywie w zadania tak naprawdę niewykonalne, a kiedy ponoszą porażkę, biorą winę na siebie, czasem uginając się pod jej ciężarem. Z kolei osoby, które umiejscawiają kontrolę na zewnątrz siebie, w obliczu niepowodzeń łatwo porzucają zadania, są podatne na stres i depresję. Z trudem realizują pragnienia, nie wierząc w swoje możliwości, i rzeczywiście zwykle mniej w życiu osiągają. Zewnętrzna lokalizacja kontroli zapewnia im jednak swoisty psychiczny komfort – przekonane, że to od innych ludzi lub fatum zależą różne rzeczy, które im się przydarzają, potrafią przerzucić na zewnątrz odpowiedzialność za swoje porażki, na przykład oblany egzamin czy nieudany związek.

Gdzie lokuje kontrolę Harold Crick? Nie wydaje się, by miał poczucie, że jest kowalem swego losu. W rzeczywistości rządzą nim schematy, a sztywną kontrolą zapewne kompensuje sobie poczucie, że tak naprawdę nad niczym nie panuje.

Ster i rollercoaster
Marek do niedawna wierzył, że jest kowalem własnego losu. Tak został wychowany. Rodzice zwracali uwagę na jego potrzeby, nie stawiali mu zadań ponad jego możliwości, na wybryki reagowali przesadną wręcz wyrozumiałością. Do dziś pamięta, jak w piaskownicy ukradł koledze model ciężarówki, o którym marzył, a rodziców nie było stać na kupno. Odkrywszy pod łóżkiem syna cudzą zabawkę, oddali ją właścicielowi, tłumacząc zachowanie syna. A potem odbyli z nim poważną rozmowę. Przekonywali, że ważne jest nie to, co się posiada, ale to, kim się jest. I że jeśli mu bardzo na czymś zależy, na pewno będzie w stanie to zdobyć – wystarczy wiara w siebie i ciężka praca.

Wszystko zmieniło się, gdy Marek miał rozpocząć studia. Ojciec stracił wtedy pracę, stał się cyniczny i napastliwy. Mama zaś, zajęta nastrojami męża, zaczęła unikać kontaktu z synem. Marek postanowił, że nie da się pognębić okolicznościom. Postarał się o stypendium, podejmował dorywcze zajęcia, aż zdobył dyplom i znalazł dobrze płatną pracę. To był jego życiowy plan: nie doświadczyć tego, co przeżyli rodzice. Trzymać ster w garści.

Podczas wakacji poznał Magdę. Pociągała go odmiennością. On był aż do przesady opanowany, ona zaś pełna sprzeczności. Wiedział, że utrzymanie z nią związku będzie wyzwaniem, ale wierzył, że podoła. Magda na różne sposoby próbowała na niego wpływać. Czasami była czuła, innym razem odrzucająca albo prowokująca. Wracając do domu, Marek czuł się, jakby wsiadał na rollercoaster – nigdy nie wiedział, czego doświadczy. Ale wierzył, że jeśli zapewni żonie poczucie bezpieczeństwa, to ona w końcu przestanie się szarpać i grać na emocjach.

Przełomowym momentem były narodziny córki. Marek, szczęśliwy jak nigdy, pomyślał: „Dziecko nas połączy, zbliży”. Magda zaś czuła, że Marek wmanipulował ją w ciążę, by ją przy sobie zatrzymać. Sam coraz bardziej poświęcał się pracy, zaś

po powrocie do domu oczekiwał od niej – zagrzebanej w pieluchach – obiadu i dobrego nastroju. Przez trzy lata Magda prosiła, by pracował mniej. Przekonywała, szantażowała, w końcu wybuchała. Aż poczuła, że ma dość. Spakowała rzeczy i przeprowadziła się z dzieckiem do rodziców. Tam poczuła znany z dzieciństwa lęk i bezradność. Marek zaś po jej odejściu całkiem się rozsypał.

Jak to się stało, że choć oboje chcieli dobrze, doszli do tak bolesnego punktu?

Przyjrzyjmy się, jak doświadczają sprawstwa. Marek ma silne poczucie kontroli wewnętrznej. To ono, w połączeniu z wysokim poczuciem własnej skuteczności, sprawiało, że silnie angażował się w pracę. Uważał, że zarządza swoim życiem, a tak naprawdę realizował kulturowy plan. Normy, wysoko wartościujące zawodowy sukces mężczyzn, wspierały go w poczuciu bycia sternikiem.

Magda dorastała w rodzinie pełnej sprzecznych komunikatów. Matka poddawała się huśtawce nastrojów, a ojciec uciekał przed jej humorami w pracę. Nie było ich przy Magdzie, kiedy ich potrzebowała, za to bezlitośnie wytykali jej błędy. W efekcie miała naruszone poczucie kontroli.

Kiedy poznała Marka, zaimponował jej spokojem i zrównoważeniem. Szybko jednak zaczęła martwić się jego koncentracją na pracy, w czym przypominał jej ojca. Obawiała się, że ich związek upodobni się do małżeństwa jej rodziców. Coraz bardziej czuła się ofiarą – nierozumianą nawet przez przyjaciółki, które powtarzały, że Marek jest partnerem niemal idealnym. Im bardziej usiłowała opanować swoje obawy, dać Markowi swobodę, tym częściej nieświadomie nim manipulowała i wybuchała gniewem. Bo zgodnie z teorią wyczerpywania zasobów ego, sformułowaną przez amerykańskich psychologów Roya Baumeistera i Dianne Tice, im więcej psychicznej energii w coś inwestujemy, tym bardziej nam jej ubywa i brakuje w kolejnych sytuacjach.

Choć pragnęli bliskości, nie potrafili jej budować. On – „sternik”, zajmował się przede wszystkim tym, w czym czuł się kompetentny, czyli pracą. Nie ujawniał emocji. Ona – „ofiara”, jak większość ludzi o zewnętrznym poczuciu kontroli była nieufna.

Zakochali się w sobie, bo ich doświadczenia i wzorce działania związane z kontrolą były tyleż zwichrowane, co komplementarne. Stworzyli związek oparty na koluzji, czyli nieświadomym korzystaniu z nadmiarowego lub naruszonego poczucia kontroli partnera. Związali się w nadziei, że partner zaspokoi ich potrzeby, o które kiedyś nie zadbali rodzice. Takie relacje, budowane na emocjonalnych zranieniach z dzieciństwa, prowadzą zwykle do powstania błędnego koła: im bardziej Magda naciskała na Marka, by mniej pracował, tym bardziej on uciekał w pracę, więc ona tym bardziej naciskała... I tak się zamęczali.

Magda mogłaby jeszcze latami tkwić w tym błędnym kole, nie dostrzegając, że nikt nie jest wyłącznie ofiarą ani tylko sternikiem. Na niektóre rzeczy mamy wpływ, a na inne nie. Możemy kierować swoimi myślami czy działaniami, ale nasza władza nad zdarzeniami i zachowaniami innych ludzi jest ograniczona.

Miejsce kontroli

Kto rządzi Twoim życiem – Ty sam czy też inni ludzie albo los? Odpowiedz na poniższe pytania (prawda, fałsz), a dowiesz się, gdzie umiejscowiona jest Twoja kontrola. 1. Otrzymanie dobrej pracy zależy głównie od szczęśliwego zbiegu okoliczności. 2. Sukces w życiu zależy od własnej ciężkiej pracy, a nie od szczęścia. 3. Bardzo często czuję, że nie mam wpływu na to, co mnie spotyka. 4. Sam jestem odpowiedzialny za to, co mnie spotyka. 5. Nie warto robić planów, bo i tak wszystko zależy od szczęścia albo pecha. 6. Gdy coś zaplanuję, jestem prawie pewien, że uda mi się to zrealizować. 7. W przypadku wielu decyzji równie dobrze mógłbym rzucić monetą. 8. Osiągnięcie tego, czego chcę, nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Jeśli większość odpowiedzi „prawda” pojawiła się w pytaniach nieparzystych, to charakteryzuje Cię zewnętrzne poczucie kontroli. Jeśli zaś częściej w przypadku pytań parzystych, to masz wewnętrzne poczucie kontroli. Optymalne jest zrównoważone poczucie kontroli, z przewagą wewnętrznej. Na podst: www.psych.uncc.edu/pagoolka/LC.html

Urodzeni kontrolerzy
A jednak pragniemy mieć poczucie wpływu na otoczenie. I jest w tym głęboki biologiczny sens. Przekonanie o sprawowaniu kontroli nad środowiskiem i możliwości wywoływania w nim pożądanych rezultatów jest podstawą przetrwania. Bez tej wiary poddawalibyśmy się w obliczu wyzwań – tak jak stworzenia, które nauczono, że nie mają na nic wpływu. W słynnych eksperymentach Martina Seligmana psy, które nie mogły uniknąć rażenia prądem, po kilkunastu próbach nie robiły nic, by uciec przed bólem, nawet gdy było to możliwe.

Ludzie także dążą do poczucia kontroli. Już czteromiesięczne niemowlęta, które nauczyły się, że w efekcie konkretnych zachowań dostają pożywienie, są wyraźnie niezadowolone, kiedy te same zachowania nie prowadzą do karmienia. Złoszczą się nawet wtedy, gdy otrzymują pokarm, ale niezależnie od swoich dzia...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy