Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

23 lutego 2016

Niech mnie coś odmieni...

8

Mieszkam i pracuję nadal w miejscu, gdzie się urodziłem, skończyłem szkołę. Próbuję wyleczyć się sam nie wiem z czego i po co, bo wydaje mi się, że wmawiam sobie depresję i nerwicę po to, by usprawiedliwić swoje lenistwo, brak odpowiedzialności i tchórzostwo.

Żyję z rodzicami – ojcem alkoholikiem i mamą męczennicą, a właściwie wegetuję. Zastanawiam się, na ile moje choroby są wynikiem syndromu DDA...

Zresztą zacząłem zaniedbywać leczenie, teraz do psychiatry po recepty chodzi mama – robi to z własnej inicjatywy, ja jej o to nie proszę... Dla mnie to był nudny obowiązek, bo moje wizyty polegały wyłącznie na opisaniu mojego aktualnego samopoczucia, a psychiatra z coraz mniejszym zapałem zalecał pobyt w szpitalu (byłby to już trzeci). Na terapię lubiłem chodzić i chciałbym pójść jeszcze – polubiłem rozmowy z terapeutką – ale chęć oddalenia się od ludzi jest silniejsza. Najgorsze, że co miesiąc jestem rejestrowany i pewnie zabieram komuś miejsce...

Odczuwam silny wstręt przed dotykiem, zadaję sobie ból, mówię do siebie o sobie w najobrzydliwszy ze znanych mi sposobów, odmawiam sobie posiłków, wykonuję natrętne czynności, prześladują mnie destrukcyjne myśli, zbyt długo śpię. Często mówię o złych rzeczach i zachęcam do nich któregoś z rodziców, staję się obojętny na innych ludzi i na to, co się stanie ze mną. Choć niekiedy chciałbym, by stało się coś, co mnie odmieni, spowoduje, że zachce mi się żyć, a nie wegetować. Ale już na to nie liczę...

Tomek

Drogi Panie Tomku,

Pisze Pan swój list z pozycji kogoś, kto obwinia siebie za wszystko, a taka postawa nie pomaga w radzeniu sobie z trudnościami.

M...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy