Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

3 sierpnia 2016

Niedojrzali do obrączki

8

Niedojrzałość - tak uzasadniane są wnioski o unieważnienie kościelnego małżeństwa. Uznawane jest za niebyłe dlatego, że jeden z partnerów do niego nie dorósł. Kościół potwierdza to, co głosi psychologia: nie da się z całkowitą pewnością powiedzieć, że ktoś w danej chwili dorósł do wyznaczanej mu roli.

Liczba rozwodów od końca lat 90. systematycznie rośnie. Na przykład w roku 2000 GUS odnotował ich prawie 43 tysiące, w roku 2004 – ponad 56 tysięcy, a w rekordowym jak dotąd roku 2006 swój związek „rozwiązało” prawie 72 tysiące par. W ostatnich latach liczba rozwodów zatrzymała się na poziomie nieprzekraczającym 70 tysięcy.
Większość z rozwodzących się par stanowią wierzący i – mniej lub bardziej – praktykujący katolicy. Przed laty sakramentalne „tak” powiedzieli sobie w kościele, a potem ich związki kończył sąd, jednak dla wielu takie zakończenie małżeństwa jest niewystarczające, zbyt mało spektakularne. Ludzie ci z różnych powodów chcą uzyskać tzw. kościelny rozwód. Nie chodzi oczywiście o rozwód – wszak Kościół rozwodów nie uznaje – lecz o wykorzystanie możliwości wynikających z przepisów Kodeksu Kanonicznego, dotyczących stwierdzenia nieważności małżeństwa. Z tej furtki w Polsce usiłuje skorzystać w ostatnich latach około 10 tysięcy par rocznie. Z danych zgromadzonych przez Centrum Myśli Jana Pawła II wynika, że jeszcze pięć lat temu pozwów o stwierdzenie nieważności małżeństwa wpływało do sądów biskupich trzy razy mniej.

Kanony niedojrzałości
„Biorę Ciebie... i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci” – to słowa przysięgi małżeńskiej. Nie opuszczę, chyba że my – niezadowoleni małżonkowie – udowodnimy, iż któreś z nas nie wiedziało, co tak naprawdę deklaruje. Wtedy „nie” przy słowie „opuszczę” może trafić w gruby nawias...
Wedle kościelnych szacunków, ponad 80 procent wniosków o stwierdzenie nieważności małżeństwa opiera się na kanonie nr 1095:
„Niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, u których można stwierdzić:

1. Brak wystarczającego używania rozumu;

2. Poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych;

3. Niezdolność – z przyczyn natury psychicznej – do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich.

Przepis ten stał się szerzej znany i stosowany dopiero w ostatnich kilku latach. Jego popularność wiąże się z tym, że prawnikom daje on niesamowite wręcz możliwości interpretacyjne. Otóż z jego zapisów wywnioskowano – co szeroko opisują i wyjaśniają komentatorzy prawa kanonicznego – że istotną i skuteczną przyczyną stwierdzenia nieważności małżeństwa jest fakt, iż w chwili jego zawarcia jedna ze stron była do niego psychicznie niedojrzała. W praktyce oznacza to, że na wniosek strony składającej pozew o stwierdzenie nieważności związku, sąd metropolitalny ocenia stan psychiczny człowieka i jego możliwości intelektualne sprzed kilku czy nawet kilkunastu lat... Czy to ma jakikolwiek sens? Czy można opierać na tym jakieś poważne rozważania? Inaczej rzecz ujmując: czy ktokolwiek z nas może w chwili zawarcia związku z niezachwianą pewnością powiedzieć, że jest na niego i związane z nim komplikacje absolutnie przygotowany? Że już dorósł i dojrzał do roli męża, żony, ojca czy matki? Czy nasza wiedza o samych sobie może być do tego wystarczająca? Czy w ogóle możemy mówić o dojrzałości lub jej braku w aspekcie sytuacji, które kiedyś (nie wiadomo kiedy) mogą (lecz nie muszą) nastąpić między dwojgiem ludzi? Dwojgiem ludzi, z których każde stanie przed wieloma sytuacjami, wciąż na nowo ich kształtującymi?
Psychologia każe w to wątpić. Z jej perspektywy zapisy kanonu 1095 można potraktować jako wygodny wytrych dla tych, którzy chcą przekreślić dawny związek, jako kruczek prawny pozwalający ominąć sakramentalny zakaz rozwodów.

Poprzeczka nisko zawieszona
Jedna z najbardziej przystępnych analiz dotyczących warunków formalnych stwierdzenia nieważności małżeństwa ukazała się w miesięczniku „W drodze”, który wydaje Polska Prowincja Dominikanów („Małżeństwo, którego nie było”, „W drodze” 4/2008). Jej autor, Tomasz Wytrwał, dominikanin oraz prawnik specjalizujący się w prawie kanonicznym, tak pisze o psychologicznej niedojrzałości do małżeństwa: „Jest to jeden z częściej spotykanych tytułów nieważności małżeństwa w sądownictwie kościelnym. Osoba dotknięta tym zaburzeniem nie jest zdolna do realizowania umowy małżeńskiej, czyli tego, do czego zobowiązała się poprzez zawarcie małżeństwa. Można powiedzieć, że zobowiązała się ona do rzeczy niemożliwych. Przykładem może być ktoś dotknięty chorobą alkoholową. Jako alkoholik (alkoholiczka) może chcieć wstąpić w związek małżeński. Jednak czy będzie potrafił wypełniać to, do czego się zobowiązał, poczynając od codziennych czynności związanych z praniem, gotowaniem, sprzątaniem, pracą zawodową, utrzymywaniem gospodarstwa domowego, a przechodząc do coraz bardziej wymagających zadań związanych z wychowywaniem dzieci, odpowiedzialnością za współmałżonka itp.?”. Dalej ojciec Wytrwał wymienia inne przeszkody w zawarciu ważnego małżeństwa – np. inne uzależnienia, homoseksualizm. I konkluduje: „Ważne jest, że przyczyny te są natury psychicznej i nie pozwalają podjąć istotnych obowiązków małżeńskich”.

Dominikanin odnosi się też do paragrafu kodeksu mówiącego o koniecznej do zawarcia małżeństwa wiedzy o jego istocie. „Już starożytni Rzymianie wymyślili domniemanie prawne, przyjęte następnie przez Kościół, że wraz z rozwojem fizycznym człowieka przebiega równolegle jego rozwój psychiczny. Uważano, że wraz z wiekiem równolegle powinien się rozwijać intelekt. To za jego sprawą zdobywa się podstawową wiedzę na temat małżeńskiego związku mężczyzny i kobiety. Uznaje się, że wystarczającą wiedzą, którą powinni dysponować ci, którzy chcą zawrzeć sakramentalny związek małżeński, jest przekonanie o tym, że małżeństwo jest trwałym związkiem mężczyzny i kobiety, skierowanym ku zrodzeniu potomstwa przez jakieś seksualne współdziałanie. Jak widać, poprzeczka dotycząca wiedzy o małżeństwie nie została podniesiona zbyt wysoko. Co więcej, po osiągnięciu dojrzałości nie domniemywa się takiej niewiedzy” – konkluduje Tomasz Wytrwał.

Wyprawa w nieznane
– Bardzo trudno powiedzieć, na czym polega dojrzałość do tworzenia udanych związków. Przez cały czas trwania związku dojrzewamy do niego, walczymy, rozwijamy się wzajemnie – uważa Andrzej Wiśniewski, psycholog i psycho[-]terapeuta.

– Większość z nas dojrzewa do małżeństwa w trakcie jego trwania. Nie da się przewidzieć, co w przyszłości będzie się działo w związku zawieranym przez dwoje ludzi – potwierdza Kuba Jabłoński, psycholog, psychoterapeuta z Ośrodka Pomocy i Edukacji Psychologicznej INTRA. – Decyzja o byciu ze sobą w małżeństwie jest zawsze obciążona ryzykiem niepowodzenia, ryzykiem braku zgodności naszych wyobrażeń z rzeczywistością.

Kuba Jabłoński małżeństwo porównuje do wyprawy: – Poważnej i trudnej, takiej, w jakiej nigdy wcześniej nie uczestniczyliśmy. Wyprawy, na której przebieg mamy olbrzymi wpływ, za którą jesteśmy odpowiedzialni, w której będziemy mieli szanse realizować wypracowane i przemyślane przez siebie pomysły i zadania.

Oczywiście, nie wiadomo, jakie trudności napotkamy w trakcie takiej małżeńskiej wyprawy. To, jak sobie z nimi poradzimy zależy, zdaniem Kuby Jabłońskiego, w dużej mierze od tego, jaki bagaż ze sobą na tę wyprawę weźmiemy. Na ten bagaż składają się zaś nasze doświadczenia: to, jak byliśmy wychowywani, jakie wartości były w naszej rodzinie preferowane; jak byliśmy traktowani przez naszych rodziców, kim dla nich byliśmy; kto nas wspierał i jak to robił, jak my wspieraliśmy innych; jakie mieliśmy rodzeństwo, jak się między nami układało; jak wywiązywaliśmy się z naszych o...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy