Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

17 czerwca 2016

Ojciec winny za mamuśkę?

6

Najłatwiej oskarżyć matki, że kastrują synów, ale to ojcowie - znikając z życia dzieci - zostawiają je na pastwę mamusiek! - to jeden z komentarzy do artykułu o relacjach synów z matkami. Temat wywołał burzę.

Choć temat październikowego numeru „Charakterów” poświęcony był relacjom między synami a matkami, to jednak w lawinie listów i maili od Czytelników dominowały pytania o rolę ojca i wpływ jego nieobecności na te destrukcyjne zachowania matki. „Oczywiście, warto brać pod lupę te wszystkie matki płaczące, kastrujące, wiecznie kontrolujące, wymagające pocieszania lub wielbienia ze strony synów. Warto pokazywać, jakie są tego konsekwencje – synowie, którzy nigdy nie dorosną, agresywni, playboye...

Tylko że te mamuśki osaczające coraz bardziej, rozwijają swoje macki dlatego, że na horyzoncie nie ma mężczyzny, ojca, który wytyczyłby im granice, pokazał synowi najlepsze męskie cechy i sam wprowadziłby go w świat męskiego odważnego serca. Nie ma, bo sam się wymiksował z rodziny” – napisała Monika z Lublina.
Wśród licznych maili pojawiły się również wypowiedzi psychologów i psycholożek. Jedna z nich uważa, że nie ma sensu zatrzymywać się nad tym, „jak to niedobrze mają synkowie «zdradzeni» przez ojców – alkoholików, tyranów, bokserów i pozostawieni «niedobrym» matkom na wychowanie, które nic innego nie robią, tylko odreagowują frustracje na synach i wpędzają ich w patologie. Robią z nich kaleki, uwodzą, kastrują, a nawet «upupiają» (?!) i jeszcze – o zgrozo! – wszystko im wybaczają”. Autorka listu proponuje natomiast: „zamiast płakać nad rozlanym mlekiem, że tatuś odszedł, psychologowie powinni raczej wspierać i edukować matki, które samodzielnie wychowują synów (najczęściej nie z własnego wyboru) – jak ich wychowywać najlepiej bez uczestnictwa ojca, np. jakie filmy, literaturę proponować, na jakie zajęcia wysyłać, jakie tematy poruszać”.

Innego zdania jest Hanna, psycholog i terapeuta, która napisała, że tekst „Synowie z matką wyswatani” oraz rozmowa „To nie jest miłość, tylko znęcanie” z październikowego numeru „Charakterów” dotykają samego sedna problemu. „Ja też żyłam w cieniu tego problemu. Znam wszelkie patologie z życia z mężczyzną, najmłodszym synkiem nadopiekuńczej mamusi, abnegatem, który goniąc nieustannie za przygodą, w pewnym momencie usunął dom w niepamięć. Moi synowie wówczas dorastali. Okres, w którym ojciec powinien być największym wzorem, niezastąpionym autorytetem, stał się dla nich niczym niewypełnioną pustką. Pierwszą życiową pustką.

A ja? Choć z natury poukładana, oceniana jako poprawna realistka, pogubiłam się w swoich rolach. Nadal pełniłam rolę matki, ale coraz częściej dopadała mnie myśl, że muszę zagospodarować pustkę po ojcu. Ja, kobieta i matka, weszłam w rolę mężczyzny – ojca. Wyjeżdżałam z synami na narty, wycieczki, stałam się nadopiekuńcza, dyktowałam, jak mają się ubierać i jakie filmy mogą oglądać. Niejednokrotnie robiłam z siebie ofiarę – użalałam się nad sobą jako samotną matką, której mąż dogania następną przygodę. Płakałam i wtulałam się w ramiona synów. Choć w tej skórze nie było mi najlepiej, jakaś ogromna siła nie pozwalała z niej wyjść...
Nie zawsze chciałam być przysłowiową mamuśką... Do wielu niezdrowych postaw matek przyczyniają się ich mężowie – ojcowie dzieci. Z syndromem niepełnego gniazda żyje ogrom matek, które – niestety – z czasem stają się mamuśkami.

A tatusiowie? To w wielu przypadkach widma. Jak się pojawią, to tylko straszą, po czym szybko znikają. Oczekujące na coś dzieci i wymagająca żona to nie dla nich. Za duży trud, za ciężkie życie. Z takim autousprawiedliwieniem, wybielając własne sumienie, opuszczają rodzinę i w drogę. Matka zostaje sama i staje się mamuśką. Potwierdza to nie tylko moje osobiste doświadczenie, ale wiele przykładów z mojego gabinetu”.

Ojcowie pozostają w cieniu
Czy ojcowie przestaną wreszcie być „widmami”, o których tak przejmująco pisze Hanna? Setki listów, które napływają do redakcyjnej skrzynki w odpowiedzi na akcję „Droga do ojca”, potwierdzają, że dorośli już synowie i córki potrzebują „niewidmowych” ojców. Choć ich ojcowie żyją, często mieszkają w tym samym mieście, dwie ulice dalej, a bywa, że i pod tym samym dachem..., to jednak od wielu lat są nieobecni w życiu swoich dzieci.

Przyczyny tej nieobecności są różne – rozpoczęli „życie numer dwa” z inną kobietą i wsiąkli w życie nowej rodziny i dzieci; wyjechali za granicę zarobić na lepsze życie dla rodziny, ale po powrocie trudno im było odnaleźć się w rodzinnej układance; oddali całą władzę i kontrolę żonie, sami usuwając się w cień, zajmując się wyłącznie swoimi zawodowymi sprawami lub hobby... Stali się dla własnych dzieci niewidzialni i dzieci stały się dla nich niewidzialne.

O konsekwencjach nieobecności ojców, mężczyzn w życiu dzieci, w życiu rodziny mówi się ostatnio coraz więcej i coraz głośniej. Mówią psychologowie, psychotera...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy