Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

26 lutego 2019

Pod ciężarem oczekiwań

1

Niespełnione własne marzenia i pragnienia, nierealne oczekiwania, cele niemożliwe do osiągnięcia – wielu rodziców nakłada na swoje dzieci ciężary, które odbierają im chęć do działania i radość życia.

Depresja może dotknąć każdego młodego człowieka. Pojawia się niezależnie od miejsca zamieszkania czy statusu społecznego. Nie mają również większego znaczenia czynniki socjologiczne, takie jak np. wykształcenie rodziców czy zamożność. Dlatego niezwykle istotne jest dokładne rozpoznanie przyczyn depresji, bo tylko dzięki temu można udzielić młodemu człowiekowi skutecznej pomocy. Ignorowanie tej choroby czy też niechęć do podjęcia terapii sprawiają, że epizody depresyjne nie są leczone, co ma długotrwałe konsekwencje dla jakości życia. Niestety, wielu rodziców nie chce widzieć tego rodzaju trudności u swoich dzieci. Smutny, wymagający opieki nastolatek zwyczajnie nie pasuje do ich wyobrażenia o idealnym świecie. Nie ma w nim bowiem miejsca dla słabości dziec[-]ka czy jakiegokolwiek „odchylenia” od wyznaczonego przez rodziców skrupulatnego planu osiągnięć.

Kompleksy rodziców

Tomasz miał 16 lat, gdy matka przyprowadziła go do mnie. Dokładniej mówiąc, niemal siłą przyciągnęła syna na pierwszą konsultację. Po krótkiej rozmowie kobieta wyznała, że problemy z Tomaszem zaczynają przerastać rodzinę. Postanowiła więc przyprowadzić syna do psychologa, ale nie powiedziała o tym mężowi, bo według niego szukanie pomocy u takiego specjalisty to wielki wstyd.

Tomasz jest jedynym dzieckiem swoich rodziców. Ze względu na pracę i częste delegacje małżonkowie postanowili, że będą mieli tylko jedno dziec[-]ko. Tomek jako mały chłopiec często zostawał u dziadków. Jak później wspominał, był to dla niego bardzo dobry okres – zabawa, beztroski czas spędzany w małym mieście.

Pierwszy etap edukacji przebiegł pomyślnie – Tomasz uczył się dobrze i nie sprawiał problemów. Przejawiał uzdolnienia techniczne, co napawało rodziców prawdziwą dumą. W gimnazjum chłopiec przestał sobie radzić. Sygnalizował rodzicom, że nie nadąża z nauką, ci jednak nie przyjmowali do wiadomości jego problemów. Zapisywali syna na płatne korepetycje i oczekiwali, że to rozwiąże jego problemy z nauką.

Ojciec chłopca był elektrykiem, pracował w dużym zakładzie produkcyjnym. Zawsze marzył o ukończeniu politechniki i zdobyciu tytułu inżyniera. Z różnych powodów nie mógł tego marzenia spełnić, dlatego tak bardzo zależało mu na edukacji syna. Matka natomiast skończyła socjologię i pracowała w poważnej firmie, ale nie zdobyła żadnej specjalizacji. Oboje mieli kompleksy z powodu swojego wykształcenia, bowiem ich zdaniem uniemożliwiało im ono np. prowadzenie własnej firmy.
Chcieli więc, żeby syn zdobył zawód, który pozwoli mu być samodzielnym. Ścieżka edukacyjna Tomasza miała być urzeczywistnieniem ich własnych ambicji i sposobem na „uleczenie” osobistych kompleksów. Jednakże taka strategia mobilizacji syna okazała się wręcz szkodliwa.

Pomimo długiej serii korepetycji Tomasz nie był w stanie poprawić ocen. W efekcie coraz częściej unikał szkoły i nie zdał do następnej klasy. W kolejnym roku scenariusz niemal dokładnie się powtórzył. Skutek był taki, że chłopiec zamknął się w pokoju i wychodził z niego jedynie do toalety. Prawie przestał jeść. Gdy szkoła zagroziła skreśleniem Tomasza z listy uczniów, matka zaprowadziła go do lekarza, który stwierdził depresję, zalecił leki oraz terapię. Matka postanowiła zastosować się do wytycznych – tak trafili do mnie.

„Jesteś moją porażką”

Na kolejne spotkania Tomasz przychodził sam. W ich trakcie zaobserwowałam, że chłopiec ma poważne trudności w sferze poznawczej. Zaleciłam konsultację w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Okazało się, że chłopiec faktycznie jest uzdolniony technicznie i manualnie, ma jednak niewielkie możliwości intelektualne oraz kilka poważnych dysfunkcji w zakresie percepcji i koncentracji. W szkole mógł więc osiągać co najwyżej przeciętne oceny. Rodzice przyjęli tę diagnozę z wielkim żalem i rozczarowaniem. Diametralnie musieli zmienić swoje nastawienie i zastanowić się nad zmianą szkoły. Tomasz też zdecydowanie o to poprosił.

Dzięki terapii chłopiec zaczął odkrywać siebie i swoje rzeczywiste zainteresowania. Skończył gimnazjum w trybie indywidualnym i wybrał szkołę zawodową. Zaczął mieć realne osiągnięcia w dziedzinach, które faktycznie były dla niego cenne i ciekawe.

Na ostatnią sesję terapeutyczną zaprosiłam oboje rodziców, aby podsumować terapię. Przyszła tylko matka, bowiem ojciec uznał syna za swoją życiową porażkę, za kogoś, kto przynosi mu wstyd. W trakcie rozmowy wzruszona matka wyznała, że nie zdawała sobie sprawy z tego, jaką krzywdę ich oczekiwania mogły wyrządzić synowi. Zmieniła swoje nastawienie i zaczęła wspierać Tomasza. Niestety, ojciec nie zmienił swojej postawy.

Historia Tomasza pokazuje, że tak silna koncentracja rodziców na jego edukacji była w gruncie rzeczy głęboko narcystyczna, miała bowiem zaspokoić ich potrzeby i ambicje. Oboje oczekiwali więc od syna bardzo konkretnych osiągnięć i nadmiernie go kontrolowali. Nastolatek nie miał swojej przestrzeni i autonomii wyboru. Wszystko, co robił, musiało być podporządkowane wizji rodziców i nie mogło niszczyć ich planów.

Aż do próby samobójczej

W piękny letni dzień do mojego gabinetu weszli ojciec i córka. Dziewczyna miała na sobie obszerne, ciemne ubranie. Zdziwiło mnie to. Ojciec, właściwie niepytany, zaczął tłumaczyć, że to żona kazała im pójść do psychologa, ponieważ nie radzą sobie z córką. Okazało się, że Ania chodzi do bardzo dobrego liceum. Kłopoty pojawiły się kilka miesięcy przed wizytą u mnie – nastolatka przestała się uczyć, zaczęła chodzić na imprezy i sięgać po używki. W końcu podjęła próbę samobójczą, połykając garść leków przeciwbólowych.

Ojciec przyznał, że to już kolejna wizyta u psychologa. Pokazał mi sporą dokumentację. Widać było jego zniecierpliwienie, ale też zawstydzenie i bezradność. Jak powiedział, oboje z żoną są załamani, nie wiedzą, co robić.

Na kolejnym spotkaniu pojawili się oboje rodzice, ponieważ ustalaliśmy warunki terapii. Matka sprawiała wrażenie skrępowanej i zdenerwowanej. Zadawała dużo technicznych pytań. Dopytywała o konkretny czas terapii, cele, rezultaty. Widziałam, że moje odpowiedzi jej nie satysfakcjonują.

Podczas pierwszych dwóch spotkań Ania siedziała cicho i bawiła się szerokimi rękawami swetra. Na kolejne przychodziła sama. W trakcie jednego z nich wyznała, że rodzice pragną, aby poszła na medycynę, farmację lub stomatologię, a ją to kompletnie nie interesuje. Myślała o jakimś kierunku humanistycznym albo artystycznym, bo pięknie maluje. Rodzice nie byli jednak w stanie zaakceptować takiego myślenia córki. Wybór kierunków artystycznych czy humanistycznych uważali za kompletne nieporozumienie. Zmuszali córkę do korepetycji z przedmiotów ścisłych, bo sądzili, że to najlepszy sposób na poprawienie ocen.

Ania przyznała, że coraz częściej zdarza jej się wracać z dodatkowych zajęć do domu późnym wieczorem. Spotyka się ze znajomymi, pije z nimi piwo, czasami pali marihuanę. Jak tłumaczyła, robi to, bo nie daje sobie rady z oczekiwaniami rodziców i ma wszystkiego dosyć, a gdy jest pod wpływem alkoholu albo narkotyku, to przynajmniej nie przejmuje się krzykiem dorosłych.

Próbę samobójczą podjęła po kolejnej awanturze z matką. Kobieta wróciła z wywiadówki i zdenerwowana słabymi ocenami oraz dużą liczbą nieusprawiedliwionych nieobecności, wykrzyczała, że córka przynosi wstyd całej rodzinie. W nocy Ania poszła do kuchni i połknęła garść tabletek. Przestraszyła się jednak, więc obudziła matkę i powiedziała, co zrobiła. Rodzice wezwali pogotowie. Nastolatka spędziła kilka dni w szpitalu.

Wbrew matce

Jak już wspomniałam, nie byłam pierwszym psychologiem, do którego rodzice przyprowadzili Anię. Zawsze jednak zmieniali terapeutę, gdy słyszeli, że córki nie da się „naprawić”, jeśli sami nie zmienią swojego nastawienia. Tym razem zapowiedzieli, że będzie inaczej, bo nie chcą dopuścić do kolejnej próby samobójczej swojego dziecka.

Podczas terapii Ania zaczęła zmieniać swoje nastawienie do życia. Przez jakiś czas korzystała z indywidualnego toku nauczania, ale kolejny rok szkolny, już w klasie maturalnej, rozpoczęła w normalnym trybie. Miała dobre oceny, wychodziła z koleżankami do kina czy na zakupy, odstawiła też używki. Na jedną z kolejnych sesji przyszła bardzo ładnie ubrana, z lekkim makijażem. Powiedziała, że czuje się, jakby poznawała siebie od nowa.

Na krótko przed maturą stan Ani bardzo się pogorszył. Przestała wychodzić z domu, nie chciała słyszeć o przystąpieniu do jakichkolwiek egzaminów. Później dowiedziałam się, że matka niemal bez przerwy bardzo ostro krytykowała dokonany przez córkę wybór przedmiotów humanistycznych jako maturalnych. Powtarzała, jaki zawód sprawiła tym jej i ojcu. Oczywiście wieszczyła też, że dziewczyna będzie nikim po ukończeniu takich studiów, jakie ją interesują.

Po egzaminach maturalnych matka Ani przyszła na wizytę zamiast córki. Zarzuciła mi sprowadzenie dziewczyny na złą drogę i zmarnowanie jej życia, bo namówiłam ją do zdawania „tandetnej” matury. Oznajmiła, że zabiera córkę z terapii. Niestety, żaden dialog w tej sytuacji nie był możliwy. Ania napisała jedynie do mnie wiadomość, że przeprasza za mamę, jednak nie stać jej na samodzielne opłacanie terapii. Podziękowała za wsparcie i pomoc. Odpisałam, że ja również jej dziękuję za obecność i zaangażowanie. Podkreśliłam, że mój gabinet zawsze jest dla niej otwarty.

Po dwóch latach Ania zadzwoniła i umówiła się na wizytę. Okazało się, że zdała maturę, wybrała zaoczne studia i poszła do pracy. Wyprowadziła się od rodziców. Teraz sama, z własnej woli, chciała rozpocząć prawdziwą terapię. Jak powiedziała, pragnie odnaleźć siebie i świadomie pokierować swoim życiem.

Przypadek Ani dobitnie pokazuje, jak bardzo brak akceptacji i odrzucenie ze strony rodziców rzutują na zachowanie dziecka. Szczególną rolę w tej historii odgrywała matka nastolatki. Kobieta nie potrafiła uznać rzeczywistych potrzeb swojej dorastającej córki, pogodzić się z tym, że może ona mieć własne marzenia i cele. Wszelkie przejawy wolnego wyboru czy spontaniczności traktowała jako skrajne zagrożenie dla wyidealizowanej wizji przyszłości swojego dziecka. Terapię zaś uznała za nieudaną, ponieważ cele, do których dążyliśmy, były inne niż przez nią założone. Terapia przynosiła rezultaty inne niż te, których kobieta oczekiwała.

Takich nastolatków jak Tomasz i Ania jest bardzo dużo. Chyba w każdej szkole, nawet w każdej klasie, są uczniowie, którzy izolują się od innych lub za wszelką cenę starają się zwrócić na siebie uwagę. Niestety, porażająca liczba dorosłych ignoruje problem depresji młodzieży. Nagłe zmiany nastroju i zachowania tłumaczą wiekiem, trudnym charakterem, złym wychowaniem. A przecież za tymi zmianami bardzo często kryją się poważne problemy. Warto więc i trzeba pochylić się nad nimi, bo właśnie od nas, doros[-]łych, młodzi ludzie potrzebują wsparcia, pomocy i akceptacji. 

Przypisy