Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

10 września 2018

Pojedynek na słowa

1

Czasem pod pretekstem dialogu dochodzi do pojedynku na słowa. Chcę rozmówcę pokonać, osłabić, poniżyć. A zarazem nie chcę być hejtownikiem. Media pozwalają pogodzić te sprzeczne motywy.
 

Wiele jest sposobów mówienia i powodów, dla których mówimy. Świadczy o tym chociażby mnogość czasowników opisujących tę czynność. Są więc formy eleganckie: mówić, przemawiać, zamawiać itd. Są formy bardziej popularne: pogadać, wygadać się, dogadać się. Ale też: pleść bzdury, gaworzyć, mamrotać... Można by mnożyć określenia. Zostawmy jednak analizy filologiczne specjalistom, skupmy się na emocjonalnym aspekcie mówienia.

Po co mówimy? Pytanie może się wydawać banalne, a tymczasem świadomość motywów, dla których mówimy, może nam pomóc w sprawnym (i zgodnym z naszym celem) posługiwaniu się mową. Najbardziej oczywistym powodem, dla którego się wypowiadam, jest naturalna potrzeba autoekspresji. Mówię, by inny wiedział, co myślę, co czuję, czego doświadczam. Gdy ekspresja dotyczy uczuć, mowa może być sposobem budowania bliskości.

Zdarza się, że mówię, bo chcę być w relacji i budować dialog. To wymaga ode mnie nie tylko ugłaśniania własnych myśli, ale także dbania o „kąt wzajemnego otwarcia”. Czy potrafię zaciekawić rozmówcę? Czy to, jak mówię, sprzyja jego otwarciu na moje słowa? Czy mówię życzliwie, czy atakuję. Czy mój ton głosu daje słuchaczowi poczucie bezpieczeństwa, czy może buduje napięcie. Do jakiego stopnia, jako uczestnik dialogu, DBAM o jakość rozmowy.Czy mam gotowość i umiejętność nie tylko wypowiadania się, ale też przyglądania się temu, jak się wypowiadam? Czy czuwam w trakcie rozmowy nad swoim i partnera wspomnianym kątem otwarcia?

Sprawa się komplikuje, gdy pod pretekstem dialogu dochodzi do pojedynku na słowa. Chcę swego interlokutora pokonać: wykazać, że to ja MAM rację. Chcę go osłabić, poniżyć, upokorzyć. Ale jednocześnie nie chcę być hejtownikiem, chcę o sobie myśleć, że jestem kulturalny i szlachetny, po prostu DOBRY! Gdy taka sytuacja dotyczy spraw publicznych, istnieje sposób, przy pomocy którego poradzimy sobie ze sprzecznością tych motywów. Między agresywnymi częściami naszej psychiki a upodobaniem do dobrego myślenia o sobie będą pośredniczyć – zgodnie z nazwą – MEDIA.

Przyjrzyjmy się programowi telewizyjnemu, w którym „rozmawiają” (cudzysłów nieprzypadkowy) dwaj politycy. Dyskutują w obecności innych (widzów przed telewizorami), co sprawia, że mają w sobie dodatkową energię i motywację, by – niczym piłkarze na boisku zachęcani przez kibiców – wygrać ten mecz. A gdy pojedynkowi towarzyszy dziennikarz zachęcający do konfrontacji, możemy być pewni, że walka na słowa będzie nas wciągać, pobudzać zarówno nas (widzów,) jak i ich (graczy) emocjonalnie. Walka o to, kto jest mądrzejszy, kto ma rację, a zwłaszcza o to, kto kogo słowem POKONA. Mówienie staje się orężem, a my – pośrednio – wojownikami, uczestnikami procesu destruktywnego.

Destruktywnego, bo nas – widzów, słuchaczy – wyposaża w tak zwane emocje negatywne (gniew, złość, wściekłość, agresję, czasem wrogość, a nawet nienawiść). A jednak oglądalność takich programów jest wysoka. A skutek? Bezwiednie stajemy się „kibolami”: emocje sprawiają, że obraz świata ulega uproszczeniu, spolaryzowaniu. Skądinąd skomplikowaną rzeczywistość widzimy w barwach czarno-białych. Czyżbyśmy woleli jednostronne spojrzenie? Wolimy pojedynki na słowa od żmudy zbliżania się do prawdy? Wolimy być kibolami niż uważnymi obserwatorami?

Po co mówimy? Jak wspomniałem, czasem po to, by wyrażać własne uczucia, emocje. Być może te pełne agresji programy dlatego tak lubimy, że ich uczestnicy („bohaterowie”) mówią za nas, w naszym imieniu. Są naszymi speakerami, bo wyrażają nasze emocje. A nasz udział w takim programie to coś więcej niż tylko „kibicowanie”: to – poprzez identyfikację – NASZA WALKA. Siedzimy wygodnie w fotelu przed odbiornikiem TV, a ktoś w naszym imieniu „dowala” naszemu przeciwnikowi. Nasza (indywidualna lub zbiorowa) wściekłość, nasz (indywidualny lub zbiorowy) gniew znajduje swój wyraz.

Na ile taka procedura jest zdrowa? Może lepiej, że ktoś za nas to zrobi, a my doznamy oczyszczenia z emocji negatywnych. Nasza złość nie będzie wchodzić nam w ciało, nikogo od tłumienia wściekłości nie zaboli głowa. Zapewne te korzystne skutki „seansów nienawiści” istnieją. Ale jak się ustrzec ich toksycznych skutków? Jak nie dać się zarazić mową nienawiści? Czy potrafimy odróżnić tzw. słuszny gniew od smaku poniżania i niszczenia drugiej osoby?

Wiem, że powyższy opis jest jednostronny i nie uwzględnia tych programów, które mają na celu pokazanie obrazu złożonego, pogłębionego. Wielu z nas ciekawi się światem i woli przysłuchiwać się dyskusjom, w których dziennikarz szanuje swych rozmówców, a oni – mimo różnicy poglądów – są gotowi do dialogu. Takie programy pomagają nam zrozumieć świat i dotrzeć do własnego opisu i własnych ocen. Ale do jakiego stopnia pozwalamy, by dziennikarze i politycy współpracowali z mroczną częścią naszej psychiki i infekowali ją wirusem nienawiści? Warto czuwać i nie pozwalać, by ktoś inny zbylejaczał nam nasz umysł. 
 

Przypisy