Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

12 czerwca 2018

Prawo Króla Gór

7

Słoweńcy mieszkają w europejskiej oazie zieleni, konstytucja gwarantuje im dostęp do wody pitnej, a ich spokoju i bezpieczeństwa strzeże wspaniały kozioł Złotoróg.

Może jutro zamiast do kawiarni Trenutka wybierzemy się na kawę z widokiem? – rzuca pewnego ciepłego wieczoru Duška, moja dobra znajoma z Lublany, stolicy Słowenii. Odwiedziny u niej zawsze obfitują w przygody. Duška, artystka i działaczka społeczna, mieszka w squacie Rog. Znajduje się on w centrum Lublany, w opuszczonej fabryce rowerów, kiedyś największej w Jugosławii. Już po chwili mkniemy autostradą na północny zachód.

Pod osłoną nocy wjeżdżamy wysoko na przełęcz Vršič w słoweńskich Alpach Julijskich. Dopiero o poranku, gdy popijam kawę, moim oczom ukazuje się widok roztaczający się ze skalistego grzbietu: strzeliste wierzchołki wyrastające z soczyście zielonego lasu. Do przełęczy prowadzi wąska droga, która wije się stromo w górę pięćdziesięcioma serpentynami. Miejscowi mówią o niej „Rosyjska Szosa”. Nazwa ta, jak zdradza Duška, upamiętnia jeńców wojennych ze Wschodu, którzy w samym środku pierwszej wojny światowej utwardzali biegnącą po skalistych stokach ścieżkę. Miało to zapewnić wygodny szlak zaopatrzeniowy dla wojsk austro-węgierskich w walkach na froncie nad rzeką Soczą (Isonzo). Mimo przewagi liczebnej będących w ofensywie Włochów piąta armia habsburska przez ponad dwa lata odpierała ataki nieprzyjaciela. Nie bez znaczenia było to, że pośród głębokich przepaści i gęstych lasów Alp Julijskich austro-węgierscy żołnierze czuli się jak ryby w wodzie i w swoich działaniach doskonale wykorzystywali wymagające ukształtowanie terenu.

Olbrzymka w skale

Spokojny, niemal pocztówkowy widok rozpościerający się z góry zakłóca twarz kobiety wyrzeźbiona przez siły natury w skalnej ścianie najbliższego szczytu. Wydaje się tak realistyczna, że niejedną osobę może przyprawić o zimny dreszcz.
– Jak to możliwe, że natura w skalnych załamaniach i naciekach tak dokładnie oddała ludzkie rysy? – zastanawia się Duška.
W odpowiedzi spieszę z naukowym komentarzem: – Psychologowie mówią tu o pareidolii, czyli zjawisku polegającym na dopatrywaniu się znanych kształtów w przypadkowych szczegółach.

– Ach, ci naukowcy, zawsze muszą odebrać światu resztki magii! – Duška śmieje się z niedowierzaniem. Następnie oświadcza, że mieszkańcy wiosek u podnóża przełęczy znają inne, jej zdaniem ciekawsze wyjaśnienie: powstanie tego mimetolitu – naturalnej skalnej płaskorzeźby – wiążą z pewną legendą.

W czasach, gdy słowiańscy bogowie chodzili po ziemi, a górami rządził wspaniały kozioł Złotoróg, na przełęczy Vršič żyła dobroduszna olbrzymka. Chętnie pomagała nieszczęsnym wędrowcom, którzy zgubili drogę w zamieci lub we mgle. Dziękowano jej chlebem i winem, więc nigdy nie była głodna. Olbrzymka często odwiedzała też nowo narodzone dzieci w dolinie, by przepowiedzieć im przyszłość. Pewnego wieczoru w wiosce u podnóża przełęczy przyszedł na świat chłopiec. O północy przy jego kołysce zjawiła się olbrzymka i wyszeptała przepowiednię: kiedy chłopiec dorośnie, zostanie myśliwym, jakiego nigdy nie widziano w okolicznych górach, i zabije samego Złotoroga.

Złotoróg ze swą świtą magicznych stworzeń strzegł gór przed działaniem złych mocy i dbał o bezpieczeństwo myśliwych i pasterzy. Dzięki niemu mieszkańcy wiosek w dolinach żyli dostatnio i szczęśliwie, nic zatem dziwnego, że przepowiednia nimi wstrząsnęła. Szybko dotarła do uszu sióstr olbrzymki, które – przerażone jej słowami – zaklęły ją w skałę. Aż do wybuchu drugiej wojny światowej mieszkańcy okolicznych dolin wciąż dziękowali zaklętej w kamień pomocniczce pieczywem i dobrym trunkiem za pomyślną przeprawę przez przełęcz. Do dzisiaj ta górska droga od jesieni do wiosny jest zamknięta z powodu nieprzewidywalnej pogody i lawin. A olbrzymka zamieniona w skałę przypomina ludziom o potężnych siłach natury.

Triglawska róża

To jednak nie koniec legendy. Gdy chłopiec, którego dotyczyła przepowiednia, dorósł, często wspinał się wysoko ponad chmury, by polować w królestwie Złotoroga na stokach góry Triglav, najwyższego szczytu Alp Julijskich. Pewnego dnia zauważył w dali wspaniałego białego kozła o złotych rogach. Gdy uniósł łuk, by strzelić, za plecami usłyszał słowa wróżki: „Oto prawo Króla Gór: zostanie trzykrotnie przeklęty ten, kto podniesie rękę na Złotoroga. Napastnik zginie, a zielone łąki znikną z powierzchni ziemi! Możesz polować, gdzie zechcesz, ale Złotoróg niech będzie dla ciebie święty”.

Los chciał, że niedługo później młodzieniec zakochał się w pięknej córce oberżysty. Kwiaty, które jej przynosił, skromna dziewczyna traktowała jak największy skarb. Aż pewnej zimy do wioski przybył bogaty złotnik z Wenecji. Z początku obojętna wobec niego dziewczyna, z czasem coraz bardziej ulegała urokowi złotej biżuterii, którą ofiarowywał jej nowy zalotnik, i wreszcie wzgardziła myśliwym. Młodzieniec postanowił jednak zawalczyć o jej miłość. Doszedł do wniosku, że aby odzyskać ukochaną, musi mieć złoto, które tak przypadło jej do gustu. Postanowił zdobyć rogi Króla Gór. Ból złamanego serca zatarł wspomnienie słów wróżki...

Młodzieniec wytropił wspaniałego kozła na skalnej perci i zadał mu cios. Ranny rogacz zdołał uciec na chwiejnych kopytach, zostawiając za sobą krwawy ślad. Każda kropla krwi, która spadała na ziemię, zamieniała się w różowoczerwony kwiat, triglawską różę. Jej uzdrawiające właściwości czyniły z niej skarb cenniejszy od złota, myśliwy rzucił się więc do zbierania kwiatów. I tak przesuwał się coraz bliżej krawędzi perci, aż stracił równowagę i runął w przepaść. Złotoróg, uzdrowiony magicznym kwiatem, obserwował z pobliskiego szczytu tragiczny koniec swojego napastnika.

Tymczasem wenecki złotnik opuścił dolinę, a nieszczęśliwa dziewczyna zdała sobie sprawę, że miłości nie da się kupić. Kochała tylko jednego mężczyznę, ale ten zniknął bez śladu. Wiele dni przepłakała nad Soczą, prosząc jej szmaragdową wodę o wieści o młodym myśliwym. W końcu rzeka przyjęła jej skruchę i bystry nurt przyniósł z gór ciało młodzieńca. Zrozpaczona dziewczyna rzuciła się do rzeki, by na zawsze dołączyć do ukochanego. Następnej wiosny pasterze na próżno szukali zielonych pastwisk w górach. Złotoróg przeorał rajskie łąki swoimi potężnymi rogami, zostawiając w ich miejscu nieprzyjazne piargi, lawiniaste żleby i skalne półki. Ludzie nie mogli już liczyć na ochronę – Król Gór i jego magiczna świta zniknęli bezpowrotnie.

Płynne złoto

Mamy okazję podziwiać niebezpieczne turnie powstałe na skutek złości Złotoroga, gdy ostrożnie zjeżdżamy z przełęczy. Droga meandruje nad przepaścią, by w końcu opaść do wąskiej doliny, której dnem biegnie Socza. Wąska dotąd szmaragdowa nitka zamienia się w rwący potok, poprzecinany nagłymi uskokami. Mówi się, że jest jedną z niewielu rzek na świecie, które utrzymują przejrzysty niebieskozielony kolor na całej swojej długości. Duška cytuje Simona Gregorčiča, słoweńskiego poetę, który pod koniec XIX wieku opisywał rzekę w słynnym wierszu „Do rzeki Soczy”:

(...) Te zielononiebieskie fale;
Ciemna zieleń wysokogórskich traw
I radosny lazur wysokości
Uniosły się razem w rozkoszy;
Z kropli z błękitnego nieba,
Z rosy z zielonych gór,
Wypiłaś swoje piękno –
Jesteś wspaniała, córko wysokości! [tłum. M.M.]

Malownicza dolina Soczy przyciąga z całej Europy miłośników ekstremalnych spływów pontonami i kajakami, zaś ciepłe górskie jeziora stanowią alternatywę dla wiecznie zatłoczonego pięćdziesięciokilometrowego odcinka sło...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy