Brak wyników

Rodzina i związki , Laboratorium

17 czerwca 2016

Rozwiązać nierozwiązywalne

1

Śmierć bliskich zmienia jakość konfliktu. Można oddać zagrabione ziemie, odbudować domy, ale życia zwrócić nie sposób. Kiedy giną ludzie, konflikt staje się nierozwiązywalny - przekonuje profesor Daniel Bar-Tal.


Agnieszka Chrzanowska i Dorota Krzemionka: – To już pół wieku okupacji ziem palestyńskich przez Izrael... Jej straszne społeczne konsekwencje opisuje Pan w książkce pod tytułem The Impacts of Lasting Occupation, której współautorem jest Izhak Schnell.
Daniel Bar-Tal:
– Oznacza to całe pokolenia wychowane w duchu konfliktu. Pokolenia, które nie pamiętają czasów sprzed konfliktu. Konflikt stał się dla nich codziennością, nie znają innej rzeczywistości. Uważają więc, że warunki, w jakich żyją, są czymś normalnym. W ostatnich latach rozwijam koncepcję rutynizacji konfliktu – normalizacji życia w konflikcie. Innymi słowy, ludzie zaczynają postrzegać konflikt jako coś normalnego. Nie rozumieją i nie wiedzą nawet, co to znaczy żyć inaczej. Nie wiedzą, że można żyć inaczej. Nie wiedzą, co to znaczy żyć bez stresu, bo dla nich stał się on elementem
codzienności.

Mówimy tu o konflikcie nierozwiązywalnym. Co go charakteryzuje?
– Po pierwsze długość. O nierozwiązywalnym konflikcie mówimy wtedy, gdy trwa on co najmniej 25 lat, czyli całe pokolenie. W tym czasie w zbiorowej pamięci społeczeństwa dokonuje się kumulacja nienawiści, pozostają wspomnienia nieudanych prób jego rozwiązania.
Początków takiego konfliktu trzeba szukać w postawionych kiedyś celach. Ich moc jest tak wielka, że zaczynamy je nazywać świętymi celami, czyli takimi, u podłoża których leżą święte wartości, coś, w co wierzy naród, co ma kluczowe znaczenie w życiu ludzi. Mogą
to być konflikty totalne – które dotykają podstawowych wartości, jak i centralne – które latami pozostają w centrum uwagi mieszkańców danego rejonu. Mogą się one odnosić do terytorium, symboli, wierzeń, zasobów. Obie strony spostrzegają kwestie sporne jako niedające się w żaden sposób pogodzić. Często zdarzało się, że izraelskie minimalne wymagania przekraczały arabskie maksymalne ustępstwa, i na odwrót. Obie strony konfliktu widzą go jako grę o sumie zerowej.

Czyli wydaje im się, że tyle, ile jedna strona zyskuje, tyle druga traci. Co przesądza o tym, że konflikt staje się nierozwiązywalny?
– Tym czymś jest przemoc, która całkowicie zmienia naturę konfliktu. Konflikt, w którym strony stosują przemoc, zdecydowanie różni się od takiego bez przemocy. Przemoc cechowała od początku konflikt izraelsko-arabski. Powstanie państwa Izrael rozpoczęło się wojną, która pochłonęła tysiące ofiar, także wśród ludności cywilnej. Od tamtej pory Izrael nieustannie tkwi w konflikcie z ościennymi państwami, między wojnami ciągle zdarzają się ataki terrorystów i akty przemocy. Giną ludzie. Straty w ludziach są nieodwracalne. Można oddać zagrabione ziemie, odbudować domy, ale życia zwrócić nie sposób. Śmierć bliskich zmienia jakość konfliktu, te śmierci są postrzegane jako przedwczesne i niesprawiedliwe. Ci, co zginęli, żyliby przecież, gdyby nie konflikt, w który zostali wciągnięci. Obie strony konfliktu muszą nauczyć się żyć w bezlitosnej rzeczywistości opanowanej przez przemoc.

Jak można żyć w atmosferze przemocy i wzajemnej nienawiści, w ciągłej obawie przed następnym zamachem?
– Okupacja wpływa nie tylko na okupowanych, ale także na okupantów, na stan ich umysłu, ducha i standardy moralne. W świecie przemocy moralna ślepota jest warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym, by przetrwać. Uwikłana w konflikt społeczność rozwija psychologiczną strategię, która pozwala żyć w takich warunkach i wierzyć w słuszność toczącej się walki. Opiera się ona na systemie przekonań społecznych, podzielanych przez większość społeczeństwa i ważnych dla jego tożsamości narodowej. Pozwalają one nadawać podobne znaczenie różnym zdarzeniom wynikającym z konfliktu. Zapewniają poczucie jedności i solidarności. Zachęcają do dalszej walki. Razem tworzą ideologię konfliktu, która umożliwia przetrwanie w takich warunkach, a zarazem utrwala nierozwiązywalny konflikt.

Jakie to przekonania?
– Niektóre z nich stanowią część starej tradycji żydowskiej, np.: przekonanie o pozytywnym wizerunku własnego narodu i jego martyrologii, widzenie siebie jako ofiary we wrogim świecie i poczucie niezasłużonej krzywdy. Rodzi to poczucie stanu oblężenia. Mobilizuje do dalszej walki. Wyzwala i wzmacnia poczucie wyższości i moralnej przewagi nad przeciwnikiem.
Inne przekonania zostały wpojone powstającemu społeczeństwu izraelskiemu i są już efektem przedłużającego się konfliktu. Na przykład przekonania o słuszności własnych celów, uzasadniające kontynuację konfliktu. Dowodzą one, że sporne terytorium było ojczyzną Żydów, że podczas wygnania utrzymywali z nią związki, nieustannie marząc o powrocie. Takie przekonania motywują naród do walki o cele. Inne delegitymizują przeciwnika i odmawiają mu ludzkich cech. Społeczność będąca w konflikcie wyklucza przeciwnika z kategorii ludzi, którzy postępują zgodnie z ogólnie przyjętymi normami i wartościami, a tym samym zasługują na ludzkie traktowanie; przekonania te uzasadniają kontynuowanie konfliktu i usprawiedliwiają własną wrogość i przemoc. Zetknięcie się Żydów z Arabami, którzy mieszkali w Palestynie, od początku naznaczone było negatywnymi stereotypami. Arabom przyklejano etykietki prymitywizmu, braku cywilizacji, barbarzyństwa lub zacofania. Do tego dochodzą przekonania dotyczące bezpieczeństwa jako wartości naczelnej, uzasadniającej decyzje jednostkowe i społeczne. Podkreślając związek bezpieczeństwa osobistego i narodowego, mobilizują one do angażowania się w konflikt. Żydzi izraelscy wciąż wierzą, że bezpieczeństwo Izraela i ich samych jest poważnie zagrożone. Troska o bezpieczeństwo zamieniła to społeczeństwo w „naród pod bronią”, żyjący w warunkach „uśpionej wojny”.
Wszystko to w przekonaniu skonfliktowanej społeczności zmierza do pokoju, on jest ostatecznym celem dążeń. Przekonania te ukazują Żydów jako ludzi miłujących pokój, którzy zmuszeni są angażować się w konflikt.

Działaniom w nierozwiązywalnym konflikcie towarzyszą rozmowy o pokoju. Wiele o nim mówią politycy, media, zwykli ludzie...
– Ludzie potrzebują rozmowy o pokoju. Rozmawianie o pokoju jest jak światło w tunelu. Nie można przecież prowadzić narodu w ciemność. Ludzie potrzebują jakiegoś znaku, że sytuacja jest tymczasowa, że coś się zmieni, że ostatecznie wygrają. Trzeba zrozumieć, że życie w sytuacji nierozwiązywalnego konfliktu jest pełne nieszczęścia, cierpienia, stresu, trudów, strat. Mówienie o pokoju daje natomiast poczucie, że to się kiedyś skończy, przemoc w końcu ustanie. Skala tej przemocy fluktuuje, wojna nie trwa cały czas. Pozostają straszne wspomnienia. Ale rozmawianie o pokoju daje wiarę, że konflikt się ostatecznie skończy. Tyle tylko, że ten pokój często jest przedstawiany w bardzo idealistyczny, wręcz utopijny sposób, bezpostaciowy. Bardziej przypomina idyllę, jest pobożnym życzeniem, wyrazem nadziei.
Dopiero kiedy naród zaczyna mówić o pokoju w bardziej konkretny sposób, to znak, że liderzy naprawdę chcą pokojowego rozwiązania konfliktu. Wtedy pobożne życzenia mają szanse przerodzić się w konkretne działania. Przypomnijmy sobie na przykład przemowy Frederika de Klerka albo de Gaulle’a. Gdy się w nie wsłuchamy, okaże się, że oni myśleli o pokoju jak o interesach. W wielu przemowach słyszymy: kochamy pokój, chcemy pokoju, pokój jest ważny. Takie słowa nie mają żadnego znaczenia. O pokoju trzeba mówić konkretnie, a nie jak o abstrakcyjnej idei. Bo pokój wymaga kompromisów, często bardzo kosztownych. W trakcie nierozwiązywalnego konfliktu wiele mówi się o pokoju, ale gdy pojawia się realna szansa rozmów pokojowych, temat pokoju znika. Bo tak naprawdę nie leży on w interesie wielu grup – nie chcą rozwiązania konfliktu politycy ani rodziny, które straciły bliskich.

Recepta na konflikt

Psychologia zna kilka sposobów rozwiązywania sytuacji konfliktowych.Po pierwsze warto znaleźć cel, który będzie ważny, nadrzędny dla wszystkich skonfliktowanych stron. Ten sposób odkryli i opisali psychologowie Muzafer i Carolyn Sherif. Dwie skonfliktowane grupy dwunastolatków udało się pogodzić dzięki... awarii wodociągu. Jego naprawa wymagała współpracy obu grup. Wobec wyższej konieczności wrogość została przełamana. Na podobnej zasadzie kłócący się rodzice zaczynają działać ręka w rękę, gdy ich dziecku coś zagraża. A wróg w granicach sprawia, że łączą się przeciwnicy polityczni. Po drugie dobre efekty daje zaangażowanie trzeciej strony, która może rzucić nowe światło na konflikt i skłonić strony do przeinterpretowania swych przekonań. Na tej zasadzie działają mediatorzy, arbitrzy, psychoterapeuci. Można też organizować warsztaty rozwijające umiejętność rozwiązywania problemów, które dostarczą nowej płaszczyzny interakcji, skłonią do wspólnego myślenia, jak rozwiązać konflikt. Robert Fisher i William Ury opracowali kiedyś założenia strategii „win-win”, gdzie strony zamiast się spierać, rozpoznają swoje interesy i szukają wspólnie rozwiązań, które pozwoliłyby te interesy zaspokoić tak, by nikt nie czuł się przegrany. Nie bez znaczenia jest też mniejszość mająca odmienne poglądy na konflikt – na przykład dążąca do pokojowego porozumienia. Jeśli będzie ona nieustannie wywierać wpływ na przywódców i opinię publiczną, może doprowadzić do zmiany ich przekonań. Tak zaczynało się wiele ewolucyjnych ruchów społecznych, jak ruch Gandhiego, prowadzący do odzyskania niepodległości przez Indie czy ruch „Solidarności” w Polsce.W każdym z tych sposobów kluczowa jest jednak zmiana dotychczasowych przekonań społecznych. A to wymaga i chęci, i czasu.?

Kto i z jakich powodów może chcieć, by konflikt trwał?
– Wiele sektorów społecznych czerpie korzyści z konfliktu. W Izraelu takim sektorem są osadnicy. W przypadku konfliktu Francji z Algierią było podobnie. To zrozumiałe, że Francuzi żyjący w Algierii od pokoleń nie chcieli tak po prostu oddać ziemi, posiadanych przywilejów, porzucić życia, jakie dotąd wiedli. Dziś kilkaset tysięcy Żydów mieszka na terytoriach okupowanych przez Izrael. Osiedlenie się tam dla wielu żydowskich osadników oznaczało wyższy status społeczny, zmianę trudnych warunków mieszkaniowych na domy z ogrodem. Rząd wspiera tych ludzi. Mają oni większe przywileje niż zwykli obywatele izraelscy. Płacą niższe podatki, dostają większe dotacje na edukację, zdrowie itd.

Kolejnym sektorem korzystającym z przedłużania konfliktu jest przemysł wojskowy. Państwo, które uczestniczy w konflikcie, dużo inwestuje w przemysł militarny. Izrael jest piątym największym eksporterem uzbrojenia na świecie. Armia to kolejny sektor czerpiący korzyści z konfliktu.

Nie można też zapomnieć o sektorze ideologicznym, który psychologicznie przyczynia się do podtrzymania konfliktu. Chodzi o wspomniane przekonania i potrzeby: zachowania wspólnej tożsamości i wyższości, przewagi moralnej nad przeciwnikiem, przekonanie o wyjątkowości własnego narodu. Konflikt jest podtrzymywany z wielu powodów. Mogą to być względy religijne, polityczne, społeczne, ludzkie.

Czy jest zatem nadzieja na rozwiązanie konfliktu nierozwiązywalnego?
– Jest to możliwe – jak pokazują przykłady Republiki Południowej Afryki, Algierii i Francji czy Irlandii Północnej – ale bardzo trudne. Pamiętajmy, że konflikt palestyńsko-izraelski w latach 90. już zmierzał w kierunku rozwiązania... A wtedy premier Icchak Rabin został zamordowany przez ultraprawicowego żydowskiego ekstremistę Jigala Amira, reprezentującego siły przeciwne porozumieniu z Palestyńczykami. Obecny premier Izraela – Beniamin Netanjahu, lider Likudu, był jednym z ich liderów. Te siły – niszczące, przeciwdziałające polityce pokojowej – teraz wygrały, formują rząd. Zmiana nie jest więc procesem linearnym. Fluktuuje, następuje regresja, eskalacja konfliktu...

Jakie warunki muszą zostać spełnione, by taki konflikt został rozwiązany?
– Myślę, że ważne jest, by obydwie strony zdały sobie sprawę, że koszty rozwiązania konfliktu już teraz są niższe niż koszty wynikające z kontynuowania go. Generał de Gaulle zdał sobie kiedyś sprawę, że utrzymanie Algierii pociągnie wielkie koszty dla Francji. W Izraelu może być podobnie, z czasem może on stracić swój demokratyczny charakter, żydowską naturę. Drugi warunek to interwencja trzeciej strony. Wiemy, że w przypadku konfliktu w Irlandii Północnej wielkie znaczenie miało zaangażowanie Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Irlandii. Było to zaangażowanie o charakterze pozytywnym – szukanie porozumienia, które ostatecznie przyczyniło się do podpisania porozumienia wielkopiątkowego. W Republice Południowej Afryki interwencja zewnętrzna przyjęła formę negatywną – bojkot białych. W 1999 roku do bojkotu przyłączyły się również Stany Zjednoczone, co pogłębiło izolację białych w RPA.

Czy podobny proces ma miejsce w Izraelu?
– Myślę, że nie wszyscy Izraelczycy zdają sobie sprawę z ponoszonych strat. Ponadto presja zewnętrzna na pokojowe rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego jest obecnie stosunkowo słaba. Wpływy z zewnątrz praktycznie nie mają żadnego znaczenia. Premier Netanjahu prezentuje silne nacjonalistyczne poglądy. Wierzy, że Zachodni Brzeg jest ziemią Izraela. Może dlatego nie potrafi dostrzec kosztów takich przekonań i idących za tym działań. Bez presji ze strony świata, Stanów Zjednoczonych, nie ma bodźca popychającego Izrael w kierunku rozwiązania konfliktu.

Ocena kosztów to decyzja racjonalna, a w konflikt często pchają nas emocje, chęć odwetu. Czy można temu zaradzić? Co mogą zrobić w tej sprawie psychologowie społeczni?
– Niestety, wielu przywódców odrzuca informacje, które są sprzeczne z tym, w co wierzą. Napisano wiele dysertacji o kosztach konfliktu, o jego destrukcyjnych skutkach dla społeczeństwa izraelskiego. Ich efekt jest niewielki. Obecny rząd Izraela jest bardzo ideologicznie nastawiony i odrzuca wszelkie informacje, które są sprzeczne z jego przekonaniami. Uważam – może pesymistycznie – że system polityczny z natury jest zamknięty. Rzadko uwzględnia głos środowiska akademickiego, odmienne opinie. W niewielu przypadkach wykazał się otwartością. Jedna z nielicznych takich sytuacji miała miejsce podczas kryzysu kubańskiego, kiedy prezydent Kennedy poprosił doradców, żeby odegrali rolę adwokata diabła, by w efekcie znaleźć najlepsze rozwiązanie. To wyjątkowa sytuacja. Zwykle lata indoktrynacji powodują utrwalenie się pewnych przekonań społecznych, które leżą u podłoża konfliktu, a zarazem napędzają go.

Jak można przerwać to błędne koło?
– W ostatnich latach psychologowie polityczni i społeczni, socjologowie i politolodzy zaczynają zgłębiać ten proces. W szczycie konfliktu następuje mobilizacja ludzi, wykorzystuje się w tym celu wszystkie znaczące instytucje: polityczne, edukacyjne, szkoły, media. W efekcie mamy naród z systemem głęboko zakorzenionych przekonań. Trudno je przekształcić. Podobnie jak niełatwo jest zmienić republikanina w demokratę. To długi społeczny i polityczny proces. Spójrzmy na relacje Francji i Niemiec. Dojście do stanu obecnego w ich wzajemnych relacjach zajęło im wiele lat. Przez stulecia narody żyły w konflikcie. Mówiło się nawet, że jest on uwarunkowany genetycznie. Zmiana wymaga zaangażowania wszystkich instytucji. Przywódcy skonfliktowanych społeczeństw muszą przynajmniej chcieć negocjować z wrogiem i wierzyć, że można osiągnąć pokojowe porozumienie. Członkowie społeczeństwa muszą zakwestionować dotychczasowe przekonania społeczne, a szczególnie te o słuszności własnych celów oraz te, które powodują delegitymizację wroga. Przekonania o pokoju muszą przekształcić się z utopijnej i nieokreślonej wizji w konkretne plany, które wytyczą etapy negocjacji z drugą stroną sporu. Potem trzeba utrzymać osiągnięte porozumienie. I mieć stale na uwadze, że wciąż będą działać siły przeciwne porozumieniu. W Izraelu, niestety, te siły obecnie wygrały. Prawie całe moje życie byłem głęboko oddany sprawie pokoju na Bliskim Wschodzie. Poświęciłem dwadzieścia lat kariery akademickiej, próbując zrozumieć korzenie i dynamikę arabsko-izraelskiego konfliktu. Teraz mam wrażenie, że nie widzę światła w tunelu, więcej nawet – sam tunel mi znika. Ale nie tracę nadziei.?

Dziękuję za rozmowę.
***

Przypisy