Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp , Ja i mój rozwój

10 maja 2018

Sekrety, tajemnice, kłamstwa – co nam dają, co zabierają

9

Ukrywać sekrety to jakby mieszkać pod jednym dachem z boa dusicielem. Oznacza to ciągły strach, czy gad nie skoczy nam nagle do gardła lub nie wyślizgnie się na swobodę. Może więc lepiej go wypuścić? Czy zawsze można? Co i dlaczego ukrywamy przed innymi?

Nagłe odkrycie sekretu Jana, bohatera filmu pt. „Rysa” w reżyserii Michała Rosy, kończy się druzgocącym finałem: Joanna nabiera do męża wstrętu i odchodzi, nie mogąc pogodzić się z oskarżeniem go – nie wiadomo do końca, czy prawdziwym – o kolaborację z bezpieką czterdzieści lat wcześniej. Z kolei w „Dekalogu IV” Krzysztofa Kieślowskiego, dotyczącym przykazania „Czcij ojca swego i matkę swoją”, mamy wielopiętrową łamigłówkę wokół listu, który przed śmiercią napisała matka bohaterki. Anka natrafia na niego, szperając w pamiątkowych rodzinnych zdjęciach. List przypuszczalnie wyjawia, czy Michał naprawdę jest jej ojcem. Razem palą nieodpieczętowany list. Pragnąc pozostać córką i ojcem, wybierają życie z nieodgadnionym na wieki sekretem.

Nic o nas bez nas
Istnieją sekrety i sekrety. Niektóre długo i hermetycznie skrywane, pozornie mogą nie przeszkadzać w szczęściu, za to ujawnione – mogą szczęście zniszczyć. Ale są też i takie, które niszczą przez samą konieczność utrzymywania tajemnicy. Kładą się cieniem na relacje między ludźmi.

Z osobami skrywającymi sekrety żyć bowiem niełatwo. Przeważnie są zamknięte w sobie i nieszczere. Wszak definicją sekretu jest nieujawnianie spraw wstydliwych lub kompromitujących. Muszą być one niebagatelne, skoro obudowuje się je murem i chowa w tajemnym sejfie. Czyż nie na tym polega nieszczerość? A nieszczere osoby są trudne w przyjaźni i nawet gdy znajdą bratnią duszę, to skwapliwie pilnują zasady „nic o nas bez nas”. Ponieważ często są milczkami, w praktyce oznacza to, że prawie nikt nic o nich nie wie. Nawet najbliżsi. W rozmowie, zwłaszcza w szerszym gronie, trzeba bardzo uważać, żeby nie dotknąć jakiegoś tabu, którego też trzeba się domyślać, ponieważ osoby te na ogół mówią o sobie wymijająco i lakonicznie. Kiedyś usłyszałam, jak żona mówi o mężu: „Gdy rozmawiamy, on jest zawsze za grubą szybą. Jakby był w akwarium”. Cóż, ludzie milkliwi i zagadkowi nie należą do łatwych.

Im samym też nie jest łatwo żyć z tajemnicą. Bywają sekrety brzemienne w konsekwencje. Czytając Małe życie Hanyi Yanagihary, książkę nominowaną w zeszłym roku do wielu prestiżowych nagród, nie sposób oderwać się od niej między innymi z powodu sekretu jednego z bohaterów. Jude, bezwzględny, wybijający się prawnik, skrywa upiorną tajemnicę. Nawet bliscy przyjaciele nie wiedzą nic o jego dzieciństwie, o tym, dlaczego kuleje, nosi długie rękawy i nie dopuszcza jakiegokolwiek kontaktu fizycznego. Opowiada im bajeczkę o wypadku samochodowym, wskutek którego został inwalidą. Ukrywana przeszłość daje o sobie znać, koszmary z dzieciństwa wracają w postaci natręctwa samookaleczania się i niesłabnącej tortury wstydu i winy, które popychają go raz po raz do obsesyjnych myśli o samobójstwie.

Jude uosabia mantrę psychologów humanistycznych, którą zapożyczyli Anonimowi Alkoholicy. Brzmi ona: „Jesteś tak chory, jak twój sekret”.

Uzdrawiające ujawnienie
Już kilka razy zdarzyło mi się słyszeć pytanie lekarza, czy pacjent lub pacjentka nie ukrywa przypadkiem jakiegoś ciężkiego przeżycia, które mogło zaważyć na jego psychice w okresie poprzedzającym chorobę. Tego właśnie dotyczy wciąż niedoceniana gałąź medycyny zwana psychosomatyką. Zajmuje się ona wpływem czynników psychicznych na organizm człowieka, a zwłaszcza na jego układ odpornościowy. Te czynniki psychiczne to przede wszystkim stres, wynikający z ukrywania negatywnych emocji, głównie takich jak strach, wstyd i poczucie winy. Uczucia te budzą się, gdy postąpiliśmy lub postępujemy niemoralnie, niegodnie, nieprzyzwoicie lub nieuczciwie. I ukrywamy to przed innymi.

Prawdopodobnie dlatego ujawnienie sekretu może uzdrowić, otwierając drogę do uwolnienia od stresu i odzyskania spokoju. Jednak nie zawsze wyjawiane tajemnice, także te zza grobu, kończą się happy endem. Słyszałam o osobie, która niedługo po złotym weselu została wdową. Otwarcie testamentu zdeponowanego u notariusza zakończyło się wezwaniem karetki pogotowia, która na szczęście przyjechała na tyle szybko, że zawał nie okazał się śmiertelny. Teraz wdowa dzieli się swoją rentą po mężu z trojgiem niepełnoletnich spadkobierców w „linii zstępnej”, powołanych do życia przez nieboszczyka męża z trzema różnymi kobietami. Oczywiście mąż spłodził potomków jeszcze za życia… Najgorzej wdowa czuje się, gdy odwiedza rodzinny grób, gdzie obok rodziców pochowała swego płodnego, acz niewiernego, małżonka. Najchętniej by go stamtąd wyrzuciła, ale nie jest to możliwe bez dodatkowych kosztów. Ustawicznie więc przeprasza rodziców w zaświatach za niegodziwe towarzystwo, na jakie ich naraziła.

Niezdrowy koktajl
Moja koleżanka dowiedziała się w sekrecie od córki, że ta spodziewa się dziecka. Tak się ucieszyła, że z miejsca obdzwoniła z tą nowiną znajomych, oczywiście też w sekrecie. Wkrótce nie tyle sekret wyszedł na jaw, co ciąża. I po sekrecie. Inna pani ma taki sekret, że tylko z pozoru jest samotna, bo w rzeczywistości kocha inną kobietę. Dla niej kiedyś rozwiodła się z mężem, z nią podróżuje i spędza każdą wolną chwilę. Nikt tego nie komentuje, chociaż wielu coś tam sobie myśli. Ale jak sekret, to sekret, o tym się nie mówi. Sekretem pewnego pana jest synek w innym mieście, dorastający pod innym nazwiskiem, z którego mamą ten pan kiedyś wdał się w romans podczas delegacji.

Sekrety dotyczą nie tylko romansowania. Bywają nimi najróżniejsze wstydliwe sprawy, dlatego na ich temat albo kłamiemy, albo milczymy. Do nich należą karalne wykroczenia, nieoddane długi, zatajane inwestycje, powtarzane klasy w szkole, rok urodzenia, niektóre choroby, alkoholizm lub przemoc w rodzinie, podpisy na „kwitach” z bezpieki, ściągnięte od kogoś prace dyplomowe, branie łapówek, fałszerstwa w zeznaniach podatkowych, czytanie cudzych listów, a także wykonywanie pogardzanej pracy lub niepracowanie w ogóle i życie na czyjś koszt. Towarzyszy tym sekretom mniej lub bardziej uświadomione niezadowolenie z siebie, źle wpływające na poczucie wartości. Co wrażliwszym dokuczają wyrzuty sumienia, gdy z powodu sekretu żyją w kłamstwie. Bo żyją, i już. Są wprawdzie tacy, którzy po ujawnieniu brzydkiego sekretu upierają się, że to nie było kłamstwo, lecz jedynie „sekret”. Wspomniany ojciec trojga nieślubnych dzieci, gdyby żył, przyłączyłby się zapewne do tego chóru. W sumie dusze takich „interpretatorów” przepełnia niezdrowy koktajl emocjonalny. Niezdrowy nie tylko metaforycznie, bo nauka potwierdza, że tłumienie sekretów przyczynia się do rozmaitych chorób, dość często do uzależnień – bo ukrywające je osoby zapijają albo w inny sposób zagłuszają dokuczliwe wyrzuty sumienia.

Czy powiedzieć?

Większość ludzi coś ukrywa przynajmniej przed jedną osobą. Bardzo trudno jednak zdobyć się na ujawnienie tajemnicy. Psycholog Anita Kelly, autorka książki The Psychology of Secrets, proponuje cztery kroki, które pomogą nam podjąć decyzję. Krok 1. Zastanów się, czy celowo ukrywasz przed drugą osobą sekret, czy są to po prostu prywatne informacje. Czy ta osoba faktycznie oczekuje tego rodzaju informacji? Czy jest to informacja, która będzie dla niej ważna, na przykład ze względu na jej wartości i przekonania? Krok 2. Określ, czy osoba, której chcesz powierzyć sekret, będzie dobrym powiernikiem. Czy będzie dyskretna i nie będzie Cię oceniać? Krok 3. Zastanów się, czy jest prawdopodobne, że ta osoba sama odkryje Twój sekret. Ile osób zna Twoją tajemnicę? Czy są one godne zaufania? Nie pozwól, żeby bliska Ci osoba dowiedziała się o Twojej tajemnicy od osób trzecich. Krok 4. Określ, czy Twój sekret Cię męczy. Jeśli czujesz, że sekret tworzy barierę emocjonalną między Tobą i bliską Ci osobą, wówczas ujawnienie go może być konieczne. Oprac. ACh na podst. www.psychologytoday.com

Pod jednym dachem z boa dusicielem
Z powodu ciążących na duszy sekretów wielu nie może wytrzymać i komuś je w końcu wyznaje. Oczywiście w sekrecie. To jednak lepsze niż życie w strachu, że się wyda, na przykład wskutek czyjegoś wścibstwa albo niefortunnego przypadku. Wedle pisarki Magdaleny Tulli, „Żaden sekret nie jest bezpieczny na tym świecie pełnym zdradzieckich szczelin”. Więc raczej warto nie mieć sekretów. Ujawnienie sekretu, nawet dyskretne i z własnej woli, wiąże się jednak z ryzykiem: znielubią mnie, odrzucą, potępią, rozgadają na prawo i lewo? A może wysłuchają ze zrozumieniem i odwzajemnią się wyznaniem jakiegoś swojego, podobnego lub innego, sekretu? Wtedy poczulibyśmy ulgę, a przy okazji przekonalibyśmy się o prawdziwej przyjaźni albo miłości. Bez podjęcia ryzyka nie dowiemy się tego nigdy.

Kto się na takie trudne wyznanie zdobędzie, wprawdzie przestanie się już bać zdemaskowania, ale za to kogoś może pozbawić spokoju, zaufania lub złudzeń – co najmniej wobec siebie, a bywa, że wobec ludzi w ogóle. Czasem z powodu ujawnienia sekretu więź między osobami może w ogóle zostać zerwana. I tak źle, i tak niedobrze. Weźmy na przykład sekret, jakim jest zdrada małżeńska. Źle z tym żyć wiarołomnemu, więc postanawia przyznać się zdradzonej do swego wiarołomstwa. Jemu lżej, lecz jej świat wali się na głowę. Wiem coś o tym. Do ujawniania sekretów trzeba więc podchodzić bardzo ostrożnie. Należałoby raczej powiedzieć, że wyznaniu sekretu – jeżeli już do tego dojdzie – powinny towarzyszyć szczera skrucha i gotowość zadośćuczynienia. Bo jeżeli zamiast tego zdradzający zacznie się wybielać i obciążać odpowiedzialnością za zdradę osobę zdradzoną – niech nie liczy na przebaczenie i pojednanie.

Niektórym wydaje się, że sekrety można zanieść do konfesjonału. Jest to wszelako miejsce przeznaczone do spowiadania się z grzechów. A sekrety wcale nimi nie muszą być. Jakimże grzechem jest na przykład dziadek z Wehrmachtu, bycie adoptowanym dzieckiem czy wzrastanie z matką alko[-]holiczką? A każda z tych historii bywa sekretem, który może spowodować głęboki wstrząs, gdy niespodziewanie wyjdzie na jaw. Albo bezrobocie – dla niektórych okropnie wstydliwe, mimo że bezgrzeszne, lub oblanie matury czy kilkakrotne nieprzyjęcie na studia – też żadne grzechy, a sekrety owszem.

Ukrywać sekrety to jakby mieszkać pod jednym dachem z boa dusicielem. Groźny gad siedzi sobie w nas i nikomu się sam nie pokazuje. Życie z takim sublokatorem oznacza...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy