Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Wstęp

2 sierpnia 2016

Seks

Co poczęłaby kinematografia, gdybyśmy rozmnażali się przez podział lub pączkowanie, a nawet dzieworództwo?
 

Seks, seks, seks. Wszędzie, zawsze, na zawsze. Seks w czynach i seks (częściej) w słowach. Seksowna artystka pop, seksowna sukienka, a nawet, co ze zdumieniem kiedyś przeczytałem, seksowna kosiarka do trawy. Być seksownym to prawie tyle, a może nawet więcej niż być inteligentnym.

Co poczęłaby kinematografia, gdybyśmy rozmnażali się przez podział lub pączkowanie, a nawet dzieworództwo? O czym pisałby mój ulubiony Philip Roth, autor Kompleksu Portnoya czy Lekcji anatomii? Jak wyglądałaby (o ile w ogóle byłaby możliwa) psychoanaliza? W jaki sposób Tom Ford reklamowałby swoje kosmetyki i biżuterię dla mężczyzn? O czym śpiewałby Leonard Cohen? O czym pisaliby autorzy rozlicznych seks-poradników?

Seks to sprawa z najgłębszej prywatności, a skoro decyduje o niej sam zainteresowany, nie powinniśmy się nią raczej kłopotać. Czy na pewno? Zwykło się myśleć tradycyjnie, że każdy chroni swoją prywatność. Nieważne, czy tak jak pani Dulska, czy tak jak Elena Ferrante – chroni, a w każdym razie powinien. Mam jednak wrażenie, że w tej sferze ludzkiego życia coś się zmienia. Chronienie prywatności coraz częściej staje się tylko jedną z licznych form – że użyję tu nieznośnego sformułowania – zarządzania swoją prywatnością. Granice oddzielające to, co prywatne, od tego, co publiczne, stają się coraz bardziej przezroczyste. Nie tylko z powodu aktywnej inwazji w naszą prywatność, ale też z powodu aktywnego oddawania innym swojej prywatności. Dotyczy to także sfery seksualności ludzkiej, i to n...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy