Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

15 lipca 2016

Seks na głos

1

Zbadaliśmy go w laboratoriach, przeanalizowaliśmy w eksperymentach. Pokazaliśmy go w filmach, a w internecie całkowicie odarliśmy z intymności. A jednak nadal jest tajemnicą.

Na środku gwarnej ulicy stoi ogromne łóżko. Pod wielgachną kołdrą w stylistyce Union Jack leży Anna, atrakcyjna czterdziestoletnia brunetka. Odchyla kołdrę i bez skrępowania zaprasza do siebie przechodniów – mężczyzn, kobiety, starych, młodych. „Chodźcie, opowiedzcie, czego się boicie w łóżku, o czym marzycie”... Brunetce towarzyszy kamera – również wtedy, gdy z walizką domokrążcy zaczepia ludzi stojących w kolejce do metra. Krzyczy na całe gardło: „Prezerwatyyyywy! Kapturki, żele plemnikobójczeee, plastry, pigułki! Czego używacie? Co lubicie? Jakie metody antykoncepcji chcielibyście stosować, ale się boicie?”. Innym razem Anna zaprasza do salki kinowej rodziców nastolatków. Puszcza im najpopularniejsze wśród młodzieży filmy pornograficzne.

Dorośli są zszokowani i zażenowani, zasłaniają oczy, usiłują wyjść w połowie seansu. Ale Anna przekonuje, by wytrwali: „Jeśli nie wy, to kto powie waszym dzieciom, że seks wcale tak nie wygląda?”.

Anna Richardson od trzech lat prowadzi program „The Sex Education Show” w brytyjskiej telewizji (w Polsce emitowany jako „Korepetycje z seksu”). Program bije rekordy popularności, bo Anna bez skrępowania, ale i bez sensacji opowiada o wszystkim, co wiąże się z seksualnością. Konfrontuje Brytyjczyków z ich rzeczywistą wiedzą o seksie. Podobne programy edukacyjne, talk-[-]show dotyczące ludzkiej seksualności powstają w telewizjach na całym świecie: Amerykanie mają „Sex... with Mom and Dad”, Kanadyjczycy „Sex Matters”, Francuzi cały kanał tematyczny. W Polsce na tym polu dopiero raczkujemy, zaledwie zaczynamy gaworzyć: znany seksuolog gości w edukacyjnym autorskim programie...ale tuż przed północą, w niszowym kanale telewizyjnym. Popularna para dziennikarzy napisała scenariusz programu edukacyjnego o seksie dla czołowej polskiej stacji telewizyjnej, ale uznano, że projekt nie będzie realizowany.Na razie!

Za wcześnie na taką tematykę dla polskiego widza? Czy może już... za późno? Czemu pół wieku po rewolucji seksualnej, przełomowych badaniach Kinseya i wprowadzeniu edukacji seksualnej do szkół, wstydzimy się lub boimy o „tych rzeczach” mówić, słuchać i pytać?
Co tracimy, milcząc?

Msza z gimnastyką
„Mężczyźni traktują seks jak gimnastykę, a kobiety jak mszę”, mówi bohater Białych jabłek Jonathana Ca[-]rrolla. Przecięcie się tych dwóch światów wydaje się prawie niemożliwe. Istnieją obok siebie, każdy w swoim rytmie i stylistyce. Komunikują się ze sobą za pomocą... niedopowiedzeń, domysłów i przemilczeń.

A jest o czym rozmawiać. Virginia Johnson i William Masters już w latach 60. ubiegłego wieku wskazywali, że prawie połowa małżeństw cierpi z powodu zaburzeń seksualnych, a około 45 proc. rozwodów w USA jest spowodowanych niedopasowaniem w łóżku. Od tego czasu minęło prawie pół wieku, ale niewiele się zmieniło. Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego, pedagoga i seksuologa, dowodzą, że co trzeci Polak ma przedwczesny wytrysk, a co trzecia Polka cierpi na zanik potrzeb seksualnych. A zarazem dziewięciu na dziesięciu Polaków twierdzi, że jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego. Hipokryzja? Oszukujemy ankieterów? A może samych siebie?

– Polacy mają zawyżoną samoocenę w kwestii seksu – twierdzi seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz. Zarazem jest to często samoocena niepewna. Lepiej nie pytać partnera, jakim się jest w łóżku. A nuż okaże się, że nie jest z nami tak dobrze, jak sądzimy, że jest? Lepiej tego nie sprawdzać. Z najnowszych badań wynika, że 70 proc. par w ogóle nie rozmawia ze sobą o swoich potrzebach i rozczarowaniach w sypialni.

Ona bardzo rzadko ma orgazm, ale za każdym razem udaje, że szczytuje, bo nie chce, by mąż uważał ją za „zimną rybę”. Zanim go poznała, miała partnera, z którym zawsze dochodziła, bo oboje uwielbiali seks oralny. Mężowi wstydzi się powiedzieć, żeby ją dopieścił, bo on nigdy nie proponował jej miłości francuskiej. Więc sama też tego nie inicjuje, bo nie chce, by uznał ją za wyuzdaną.

On nie mówi żonie, że ma ochotę na seks oralny, bo jego poprzednie partnerki nie lubiły tego robić, mówiły, że nie będą się zachowywać jak gwiazdy filmów porno. Nie chce więc urazić żony. Poza tym, skoro tradycyjny seks doprowadza ją do tak fantastycznych orgazmów, to czemu szukać innych sposobów?
Ona nie rozmawia z nim o swoich potrzebach – od przyjaciółki usłyszała, że kobieta nie powinna mówić mężczyźnie, co jej się podoba w łóżku, bo przestanie ją szanować. On nie dopytuje, czy jest jej dobrze i na co ma ochotę – ojciec powiedział mu kiedyś, że za dnia w domu rządzi kobieta, ale w nocy decydować powinien wyłącznie facet, jeśli ma jaja...

Takich i podobnych historii każdy z nas zna pewnie wiele. Nie rozmawiamy z partnerem o naszych potrzebach, zamiast tego dyskutujemy z własnymi wyobrażeniami o tym, jak partner wyobraża sobie nasze pragnienia. To, niestety, bezcelowe i bezsensowne: rozmawiając o seksie z samym sobą, dowiadujemy się jedynie tego, co już wiemy. Samotnie mierzymy się ze swoimi lękami i fantazjami. A im dłużej o nich nie mówimy, tym bardziej one narastają i zamykają nam usta.

Terapia od sypialni

Jaki jest stosunek partnerów do intymności, czy zgadzają się w sprawach seksu? To jedna z podstawowych kwestii w pracy terapeutycznej z parą. Znany amerykański badacz relacji wewnątrz małżeństw i par nieformalnych, autor Podstaw terapii małżeństw D. Russell Crane wskazuje, że wyrażanie potrzeb seksualnych w dużym stopniu łączy się z tym, czy partnerzy zbudowali między sobą zaufanie i bliskość. Jeśli oboje przywiązują duże znaczenie do wzajemnego zaufania i bliskości, to ich kontakty seksualne są bardziej satysfakcjonujące. Terapeuta może rozpoznać funkcjonowanie partnerów w tej sferze dzięki pytaniom: czy macie taki sam stosunek do seksu?, czy potraficie okazywać sobie czułość poza sypialnią?, czy czujecie się zmuszani do uprawiania stosunków? Partnerzy skarżą się na brak satysfakcji z pożycia, gdy w ich relacjach brakuje zaufania, uczciwości, poczucia bliskości i zaangażowania emocjonalnego. Najczęściej skarżą się na rzadkie odbywanie stosunków płciowych, problemy z osiągnięciem orgazmu i ból odczuwany podczas współżycia. Według Crane’a głównym źródłem tych problemów jest nieumiejętność dzielenia się sobą na głębokim poziomie emocjonalnym.

Nic o sepuleniu
Dlaczego okryliśmy seks milczeniem? Dokładnie tak, jak Ardryci z Dzienników gwiazdowych Stanisława Lema, którzy zakazywali mówić o sepuleniu i sepulkach? Na ich planecie wszyscy wiedzą, co to jest sepulenie, są świadomi, jak wielką rolę w cywilizacji Ardrytów odegrały sepulki, odniesienia do nich pojawiają się nagminnie w sztuce i reklamie... Ale mówienie o sepuleniu jest ogromnym nietaktem.

Jak to się stało, że seks uznaliśmy za tabu? Zastanawia się nad tym m.in. Roy F. Baumeister, jeden z najwybitniejszych psychologów społecznych. W swojej książce Zwierzę kulturowe zaznacza najpierw przekornie, że seks należy przecież do porządku natury, do porządku zwierzęcego. Zwierzęta nie mają żadnych oporów w kopulowaniu w obecności innych osobników (poza nielicznymi wyjątkami związanymi ze zdradą stałego partnera). Dlaczego zatem – pyta słynny psycholog – jesteśmy tak inni? Dlaczego nie robimy tego jak króliki, na oczach wszystkich? Nie kochamy się wtedy, gdy tylko przyjdzie nam na to ochota – na przykład w trakcie udanych zakupów w centrum handlowym? Dlaczego o seksie nie potrafimy nawet mówić bez skrępowania?

Baumeister wyjaśnia: to kultura zmieniła podejście do seksu. Według niego „powszechne pragnienie prywatności seksu stanowi prawdopodobnie jeden ze skutków ubocznych rozległych zmian wiążących się z życiem człowieka w społeczeństwie, w ramach kultury”. Człowiek – zwierzę kulturowe – nauczył się w pewnym momencie patrzeć na siebie oczami innych. Zrozumiał, że jego zachowanie jest oceniane. Uznał, że to, co mówią o nim inni, jest ważne. Seks stał się sceną, aktorzy są zarazem widzami. I nic nie można ukryć za kostiumem.

Czy chciałbyś, aby twój seks oceniała publika? Aby komentowano, jak się poruszasz, posapujesz, obłapiasz? Nawet aktorzy porno mają czasem z tym kłopot – zawodowcom też nieraz przeszkadza obecność ekipy. Nie lubimy podglądania, boimy się ocen. Bardziej chodzi nam o to, jak nas widzą inni niż jak naprawdę między nami jest. Seks przestał być elementem natury, stał się narzędziem kultury: elementem autoprezentacji, demonstracji, kreacji, ale nie komunikacji. A potem zaczął razem z kulturą ewoluować. I nawet mówienie o seksie stało się ryzykowne.

Grzeszne słowa
Jednym z kluczowych elementów kultury jest religia. To ona odciska piętno na sferze seksu. Reguła zachowania czystości wyrugowała seks nawet z rozmów. W Polsce praktycznie nie ma neutralnego języka opisującego seksualność. Zdaniem prof. Włodzimierza Gruszczyńskiego, językoznawcy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, początki kłopotów z opisaniem intymnej sfery życia sięgają kontrreformacji. Do XVI wieku seks traktowany był przez Kościół bardziej otwarcie, mówiło się o nim bez większych zahamowań. Nawet anioły miały płeć. Po soborze trydenckim pożądanie stało się przejawem grzechu: – Kościół zaczął traktować sprawy seksu jako brudne, brzydkie, nieładne. Jeśli przez 150–200 lat powtarza się ludziom, że pewne części ciała i czynności są „be”, to i określające je słowa zaczynają brzmieć w uszach tych ludzi nieładnie. Jeżeli się twierdzi, że ta część ciała czy ta czynność jest niestosowna, to i słowo, które to określa, zaczyna być niestosowne i niedelikatne – wyjaśnia prof. Gruszczyński.

Dziś, jeśli już mówimy o seksie, to albo wulgaryzujemy go, albo żartujemy. Jedno i drugie jest sposobem na ukrycie się, nieujawnianie tego, co naprawdę czujemy. Seksuolog Wiesław Sokoluk narzeka na brak odpowiedniego klimatu w mówieniu o seksie: – Nie ma go w mediach ani internecie, brakuje sensownych modeli, pokazujących, jak w sposób poprawny merytorycznie, a jednocześnie przyjazny, z dobrym „podkładem” emocjonalnym, ale nie śmiertelnie poważnie ani na przydechu i zaślinieniu, mówić o seksie. Mówić zwyczajnie, w sposób akceptujący i przyzwalający, otwierający innych na to, co przecież jest kawałkiem życia, takim samym, jak inne jego obszary.

Ale jak spokojnie rozmawiać, gdy buzują emocje? Gdy, jak mówi prof. Wiesław Łukaszewski, psycholog i znawca osobowości, pokutuje w nas pruderia – piętno doświadczeń z wczesnego dzieciństwa. Gdzieś w nas wciąż tkwi zaniepokojenie pojawiające się na twarzy rodzica, gdy dostrzegł, że dotykamy swych narządów intymnych. Wewnętrzny rodzic w nas reaguje zakłopotaniem na wszystko, co jest związane z seksem. On ustala, co wypada, a co nie.

Język zaufania

O. KSAWERY KNOTZ z zakonu Braci Mniejszych Kapucynów jest doktorem teologii pastoralnej, duszpasterzem małżeństw, redaktorem naczelnym portalu „Szansa Spotkania”, skierowanego do małżeństw, które kształtują swoje życie seksualne według nauki Kościoła katolickiego: – Rozmowy o seksie powinny służyć nie tylko lepszemu zrozumieniu siebie, męskości i kobiecości, akceptacji swojej seksualności, ale i budowaniu więzi – żeby ludzie umieli powiedzieć, jak ich życie seksualne wpływa na wzajemne relacje. Ludzie coś czują, ale nie potrafią powiedzieć, co tak naprawdę ich boli, czego pragną, bo brakuje im języka na wyrażenie tych pragnień. Czasami pary mówią mi, że czytają w łóżku moją książkę i potem rozmawiają. Wspólnie tworzą język, którym opowiadają swoje myśli i odczucia. Trzeba szukać formuły dla rozmów o seksie, bo większość ludzi w Polsce nie ma doświadczenia rozmawiania z rodzicami na temat życia seksualnego. Nie ma przekazu w rodzinie na linii rodzice – dzieci. A wydaje mi się, że taką edukację powinni przeprowadzać rodzice, ale najpierw muszą nauczyć się rozmawiać ze sobą o swoim życiu seksualnym. Ludzie potrafią bardzo wiele ciekawych rzeczy powiedzieć o swoim doświadczeniu życia małżeńskiego, seksualnego, ale jest jeden warunek: muszą czuć się bezpiecznie. Muszą czuć, że nikt nie chce ich osądzić lub wyśmiać. Ważne w rozmowach o seksie jest więc nie tylko znalezienie odpowiedniego języka – ani zbyt naukowego, ani fizjologicznego, ale również stworzenie atmosfery bezpieczeństwa i zaufania.

Ego w łóżku
A właśnie o intymność chodzi tak w seksie, jak i w rozmowach o nim. Jak odkryć tę cienką granicę między mgiełką tajemniczości, która pociąga, a otwartością, która pozwala partnerom nawzajem się zrozumieć? Zofia Milska-Wrzosińska przestrzega przed obiecującą prostotą niektórych poradników: „Chcesz, żeby cię dotykał tu i tu? Po prostu mu o tym powiedz”. Taka rada „uderza niezrozumieniem potrzeby erotycznego niedopowiedzenia”.

Jak mówić otwarcie, chroniąc swą intymność? Dosłowną i przenośną. W seksualności w pełni ujawniamy siebie. Obnażamy nie tylko ciało, ale nasze „ja”. Pokazujemy miękkie podbrzusze. Jakaś uwaga – nawet powiedziana w dobrej intencji – łatwo może nas zranić.

Seksualność jest wymiarem tożsamości. Bo niezależnie od tego, kim bywamy w życiu i jakie role podejmujemy, jesteśmy albo kobietą, albo mężczyzną. A potwierdzamy sobie ten zasadniczy wymiar istnienia, przeglądając się w oczach swojego partnera. I jeśli on zaraz po akcie pyta „jak było?”, a w jego głosie brzmi cicha nadzieja, to jak ona ma mu powiedzieć, że zostawił ją daleko przed szczytem. Jak i kiedy?

Wiadomo, że cyniczny komentarz: „i to już wszystko?” po seksualnym akcie wystarczy, by na długo, czasem na zawsze, pozbawić mężczyznę jego siły, wykastrować go z energii i chęci do życia. A ona też może poczuć się odrzucona, oceniona w swej kobiecości, jeśli usłyszy, że to, co robi, nie do końca jemu pasuje, że jej nagła inicjatywa go przeraża.

W łóżku bywa jak w sądzie: cokolwiek powiemy, może być użyte przeciwko nam. To dlatego powstrzymujemy się przed wyjawieniem partnerowi naszych prag[-]nień, bo nie chcemy go urazić. I obawiamy się zapytać, co się stało, że on którąś noc z rzędu całuje nas w czoło i odwraca się na bok. „Czy już na niego nie działam?”

– odpowiedź na to pytanie mogłaby bardzo pokaleczyć poczucie własnej wartości.

Seksualna atrakcyjność u obu płci jest powiązana z samooceną. A związek ten jest równie ścisły, co wzajemny. „Samoocena kobiety wpływa na jej seksualność, doświadczenia seksualne i seksapil, a jednocześnie sama ulega ich wpływowi. Pewność siebie jest seksowna” – piszą znani psychologowie Cindy M. Meston i David M. Buss w książce pt. Dlaczego kobiety uprawiają seks. Motywacje seksualne – od przygody po zemstę. Niepewna samoocena sprawia, że koncentrujemy się na własnych niedostatkach, dążymy do perfekcjonizmu w łóżku. A wtedy, jak przestrzega Zofia Milska-Wrzosińska, tak wiele uwagi poświęcamy temu, czy jesteśmy maksymalnie atrakcyjni w łóżku, traktując partnera jak lustro, w którym się przeglądamy, że przestajemy być uważni na niego, nieświadomie ranimy go i powodujemy, że unika seksu.


We mgle na minach
Nie chodzi o to, czy mówić, ale jak o tym mówić. Nikt nas nie uczył zasad porozumiewania się w ogóle, a tym bardziej w delikatnej materii seksu. Stąpamy niczym po polu minowym. Błądzimy jak dzieci we mgle. Wydaje się, że opanowanie kilku zasad komunikacji pozwoliłoby nauczyć się sztuki intymnej rozmowy. Na przykład zamiana komunikatu „ty” na komunikat „ja”. Zamiast „bo ty (nigdy!) nie pomyślisz o mnie, nie starasz się, odwracasz na bok”, wystarczy powiedzieć „jest mi smutno, ja czuję, że..., obawiam się...”, aby zmniejszyć ryzyko, że partner poczuje się zraniony.

Lepiej spytać, sparafrazować sygnały wysyłane przez partnera (jak rozumiem, zależy ci; jak słyszę, obawiasz się...). Powstrzymać się przed kardynalnym błędem, jakim we wszelkiej komunikacji, a intymnej szczególnie, jest czytanie w czyichś myślach. Barierą w porozumiewaniu się „pod kołdrą” może być personalizacja, czyli przekonanie, że wszystko, co partner w łóżku robi (lub czego nie robi!) jakoś odnosi się do nas. Jeśli jest smutny, zły, odwraca się na bok – to na pewno my jesteśmy tego powodem, bo przecież poza nami nikogo tu nie ma. Porozumieniu nie służy też uzasadnianie emocjonalne, czyli przekonanie, że to, co odczuwamy, przeczuwamy, musi być obiektywnie prawdziwe. Jeśli się obawiamy, że przestaliśmy być dla partnera atrakcyjni, to zawsze znajdziemy dowody na to, że tak jest.

Wielu z nas popełnia też błąd Scarlett O’Hary – pomyślę i powiem mu/jej o tym jutro. Wprawdzie nie jest dobrze, coś nam w seksie nie pasuje, ale wytrzymamy jeszcze ten jeden raz, następnym razem powiemy. Problem w tym, że napięcie rośnie, bo nic nie budzi tak silnych emocji, jak seksualne doznania. Rośnie i następnym razem może się zakończyć wybuchem.

Jak O TYM rozmawiać - dekalog

Nie ma niezawodnych przepisów, jak rozmawiać o seksie. Ale pomocą w tym może być kilka poniższych wskazówek. 1. Pamiętaj, że wyobraźnia bywa w rozmowach o seksie największym wrogiem. Strach ma wielkie oczy. A reakcja partnera zazwyczaj nie jest tak zła, jak się obawialiśmy. 2. Postaraj się zrozumieć, co się dzieje, w czym problem? O co tak naprawdę może chodzić? Przywołaj swoje odczucia i skojarzenia. 3. Nie narzekaj. Nie ubolewaj, że jest Ci źle. Nie szukaj winnego. Nie oskarżaj ani partnera, ani siebie. Oboje tworzycie relację, więc jesteście za nią współodpowiedzialni. Zrezygnuj z formy „ty” na rzecz „my”. My tracimy, powinniśmy, zróbmy... 4. Pamiętaj, że zachowania seksualne partnera niekoniecznie są reakcją na to, co Ty robisz (albo czego nie robisz). Ktoś powiedział, że w łóżku leżą nie dwie osoby, ale co najmniej sześć – licząc rodziców każdego z partnerów. Przyjrzyj się, jaki bagaż doświadczeń wnosi każde z was w intymne chwile. 5. Zapisz swoje przemyślenia, to może pomóc Ci zrozumieć problem. To może mieć formę listu do partnera: spróbuj mu wyjaśnić, jak problem wygląda z Twojej strony. 6. Wybierz odpowiedni czas do rozmowy. W dużej mierze zależy to od tego, o czym zamierzasz rozmawiać. Nie jest dobrym pomysłem rozmawianie o wypróbowaniu czegoś nowego w łóżku tuż przed zbliżeniem, albo rozmawianie o niezadowoleniu z częstotliwości współżycia tuż przed powrote dzieci ze szkoły. 7. Wybierz odpowiednie miejsce do poruszenia tematu. Niekoniecznie jest to łóżko. Rozmawianie na temat frustracji i niezadowolenia z seksu w łóżku może sprawić, że mebel ten nie najlepiej będzie się wam kojarzyć. 8. Nie odkładaj rozmowy. Nie próbuj w jeden wieczór podsumować całego waszego życia erotycznego. Problemy omawiaj, gdy się pojawią. Nie wracaj do przeszłości. 9. Dajcie sobie czas. Twój partner może być zaskoczony tym, co usłyszał. Potrzebujecie czasu na przemyślenie, potrzebujecie przestrzeni na szczere reakcje, a nie reagowania pod presją. Rozmowy intymne to proces, który trwa. 10. Rozmawianie otwarcie o seksualnych odczuciach i pragnieniach może poprawić nie tylko jakość waszego życia seksualnego, ale też pozytywnie wpłynąć na inne aspekty waszej relacji – nic tak nie umacnia więzi, jak wysłuchanie i uwzględnienie intymnych potrzeb partnera, i z zaufaniem powiedzenie mu/jej o własnych potrzebach. za: Cory Silverberg, certyfikowany edukator seksualny

Papierek lakmusowy
Małe dzieci wierzą, że gdy zamkną oczy, problemy znikną. Ale frustracje w łóżku nie znikają tylko dlatego, że o nich nie mówimy. Przeciwnie, drobne niedogodności narastają, przeradzają się w nienawiść, żal, wstręt. Cegiełka po cegiełce rośnie mur między kochankami.

Terapeuci przekonują, że seksu nie można przemilczeć, bo to papierek lakmusowy związku – co przemilczymy za dnia, wraca w nocy ze zdwojoną siłą. „Wasza para nie posunie się zbyt daleko w dążeniu do bliskości, jeśli u obojga lub jednego występuje nieleczone «odreagowanie» poprzez seks” – pisze w Nowych zasadach małżeństwa Terrence Real, amerykański terapeuta rodzinny i założyciel Relational Life Institute.

Bez dobrej komunikacji w sypialni nie ma udanej relacji poza nią, a bez dobrej relacji w związku nie ma udanego życia seksualnego. Udany seks nie tylko powoduje, że stajemy się bardziej uważni i umiemy zachować balans między władzą i uległością w związku, ale również pomaga zbudować prawidłowy obraz własnego ciała i podbudowuje nasze ego.

Im więcej radości z seksu, tym lepszy obraz własnej osoby. A co składa się na udany seks? Kazimierz Szczerba, psycholog i seksuolog kliniczny, autor W kręgu Erosa i Psyche, wymienia tu kilka czynników: ekstrawersję – sprzyjającą kontaktom towarzyskim, wysoki, choć adekwatny poziom samooceny – zwiększający odporność na niepowodzenia, optymalny poziom neurotyzmu, dobre doświadczenia w kontaktach uczuciowych w rodzinie, brak przesadnych zahamowań i uprzedzeń w sferze seksu. Jak podkreśla, bardzo ważna jest również prawidłowa wiedza na temat życia seksualnego, która zapobiega powstawaniu przesądów i pozwala radzić sobie z ewentualnymi niepowodzeniami.

Woda z octem i „słoninka”
Czy od pocałunku zajdę w ciążę? Czy to prawda, że kąpiel w coca-coli albo seks na stojąco zabezpiecza przed ciążą? Czy używanie prezerwatyw może doprowadzić do trwałej impotencji? – to problemy, które w XXI wieku wciąż nurtują polskich nastolatków. Ich indolencja jest pochodną niewiedzy dorosłych. Tego, że seksualność jest wciąż tematem tabu.

Od dwóch lat w Polsce edukację seksualną ma zapewniać szkoła. Teoretycznie – jak pokazują sondaże – trzy czwarte dorosłych deklaruje poparcie dla zajęć na temat dojrzewania i seksualności. W praktyce dwoje na troje dzieci dostaje od rodziców zwolnienia z tych lekcji (zajęcia nie są obowiązkowe). Uczniowie proszą rodziców o wypisanie z „seksu”, jak popularnie nazywają lekcje wychowania do życia w rodzinie, bo uważają, że nie dowiedzą się tam niczego przydatnego. Często mają rację: niejednokrotnie lekcje prowadzą przypadkowi nauczyciele lub katecheci. Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton” w swoim raporcie „Jak naprawdę wygląda edukacja seksualna w Polsce” cytuje opinie młodzieży: „Pani pedagog opowiadała o jakichś niestworzonych rzeczach, np. że jedną z metod antykoncepcji jest położenie się przez dziewczynę w wodzie z octem, która wypłucze i zabije plemniki!”; „Wszystkich zamurowało, gdy Pani powiedziała, że okresu można dostać najwcześniej w wieku 16 lat, więc jeśli któraś wcześniej dostała, to znaczy, że jest chora”; „Na lekcji w liceum nasza nauczycielka od biologii narządy kobiece nazywała słoninką, a męskie kiełbaską, stwierdziła, że na pewno wszystko już wiemy od rodziców”.

W raporcie Pontonu czytamy też, że uczniowie dowiadują się, iż jedyną i najskuteczniejszą metodą jest kalendarzyk, prezerwatywy to wymysł szatana, a w dodatku mają mikroskopijne otwory, przez które przenikają wirusy. Że seks to źródło zła, chorób i głupoty, więc lepiej się tym nie interesować. W jednej ze szkół pod koniec roku szkolnego uczennice otrzymały od nauczycielki WDŻ kartkę z rysunkiem – miały go pokolorować i w przyszłości po ślubie dać mężowi. Na kartce widniała uśmiechnięta kobieta wyskakująca z pudełka, a pod spodem napis: „Jestem prezentem dla mojego męża, którego nikt nie dotykał i nie używał”...

Brzemienne konsekwencje
Konsekwencje takiego podejścia do „sprawy” pokazują statystyki: co roku w Polsce rodzi się około 20 tys. dzieci, których matki mają poniżej 19 lat; tylko w województwie łódzkim co najmniej dwie matki na sto rodzą pierwsze dziecko przed ukończeniem 18 lat; najmłodsza matka, która zgłosiła się w tym roku do łódzkiego Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjno-Wychowawczego, miała 11 lat.

– Pamiętam siedemnastoletnią pacjentkę w głębokiej depresji. Jej nastrój wynikał – choć ona sama tego nie mówiła wprost – z rozczarowania związanego z jej „pierwszym razem”. Bo chłopak spał z nią i koleżanką jednocześnie – opowiada Małgorzata Ohme, psycholog z SWPS.

O „pierwszym razie” z dziećmi się nie rozmawia, czego efektem jest byle jakie rozpoczęcie współżycia: w szkolnej lub dyskotekowej toalecie, bez odpowiedniego zabezpieczenia.

– Wiedza o infekcjach przenoszonych drogą płciową, w tym wirusem HIV, jest bardzo niska – mówi Michał Pozdał, trener młodzieży prowadzący wspólnie z Małgorzatą Ohme warsztaty Strefa Młodzieży w SWPS. – Kończy się na nazwach, które przytaczają ze śmiechem. Z nimi się po prostu o tym nie rozmawia, a stosuje profilaktykę strachu, która – jak wiemy od lat – jest nieskuteczna.

Brytyjka Anna Richardson uczy, jak mówić o seksie... pełnym głosem, bez wstydliwych uśmieszków. Niektórzy przechodnie omijają jej wielkie łóżko na londyńskiej ulicy zszokowani, jakby to był statek kosmiczny. Ale może my, Ziemianie – traktujący seks tak jak Ardryci swoje sepulki – właśnie takich kosmitów potrzebujemy, by nauczyć się o seksie mówić i rozmawiać? By przestał być jedynie dekoracją, przedmiotem w popkulturze, grzeszną czynnością i sceną dla zwątpień, domysłów i tajonych pretensji. A stał się przedmiotem rzeczowych dyskusji edukacyjnych na forum publicznym oraz intymnych rozmów, budujących bliskość i zdrowe relacje w naszych sypialniach...?

***

Przypisy