Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

7 kwietnia 2019

NR 4 (Kwiecień 2019)

Silniejsi od pokus

5

Czasem, by pokonać pokusę, wystarczy przywołać to, co jest dla nas wartością. A także pomyśleć, co stawiamy na szali. Na przykład, czy za chwilę przyjemności chcemy ryzykować nasz związek? 

Dorota Krzemionka: Kiedy samokontrola zawodzi najczęściej? Z jakimi problemami zgłaszają się do Pani klienci, jakich celów nie są w stanie zrealizować?

Mirosława Huflejt-Łukasik: Najczęściej są to cele związane ze zdrowiem, czyli z kondycją, dietą i odchudzaniem, a także trudności z kończeniem zadań czy projektów. Na przykład chcemy być szczuplejsi, zdrowsi, a jednocześnie, gdy mamy do wyboru pójście na trening albo spędzenie czasu z przyjaciółmi, wybieramy to drugie, a przy okazji zjemy to i owo. 

Dlaczego tak się dzieje?

Okazuje się, że konkurują ze sobą różne nasze wartości. Czyli nie jest tak, że ważne jest dla nas tylko zdrowie i kondycja, ale chcemy także cieszyć się życiem, spędzać czas z przyjaciółmi. Tak naprawdę doświadczamy konfliktu wartości. Gdy to odkrywamy, zdarza się, że czujemy ulgę – to ja nie jestem kimś leniwym, kto nie dba o siebie, bo nawet gdy wcinam ciastko, siedząc z przyjaciółmi, realizuję jakąś ważną dla mnie wartość. Pytanie tylko, jak zadbać zarazem o długoterminowe cele, które nam umykają.

Jak to zrobić? Jak nie ulec pokusie?

Możemy zawczasu obmyślić, jak się zachowamy, gdy pokusa się pojawi. Na przykład: nie powinnam jeść tuż przed snem, a jeśli poczuję głód, to zamiast kolacji zjem jabłko. Mamy przygotowany plan, co zrobimy, gdy pojawi się trudność. Peter Gollwitzer nazywa to implementacją intencji. A badania pokazują, że najtrudniej oprzeć się np. pokusom, gdy nie mamy pomysłu, co zrobić. Wtedy zdani jesteśmy na naszą świadomą samoregulację. 

Czasem trudno się powstrzymać. Oto spotykamy przystojnego bruneta, budzi się pożądanie. Pokusa jest tuż obok, mąż daleko. Jak dochować mu wierności? 

Czasem wystarczy przywołać, co jest dla nas wartością. A także pomyśleć o możliwych konsekwencjach: co stawiamy na szali? Czy za chwilę przyjemności chcemy ryzykować związek? To naprawdę poważna decyzja i obarczona ryzykiem: choć miał to być jednorazowy skok w bok, to przecież zaczynają działać hormony, pojawiają się emocje i może powstać więź... Co wtedy? Ze zdradą jest podobnie jak z narkotykami – spróbujemy raz i może to na nasze życie mocno nie wpłynąć, ale może być i tak, że wiele stracimy. Pytanie, na ile cenimy to, co mamy, by ryzykować to dla chwili pójścia za pokusą?

Łatwiej ulec pokusie, gdy cel nie do końca jest dla nas ważny. 

To prawda. Najważniejszym elementem samokontroli są nasze świadome wybory, że coś jest wartością, czegoś chcemy. Wtedy mamy większą motywację, by wytrwać. Natomiast odporność na pokusy słabnie, gdy próbujemy realizować nie swoje cele. W psychologii nazywa się to fałszywą internalizacją; przejmujemy nieświadomie dążenia od innych, ważnych dla nas osób. Mówimy: muszę, powinnam zrobić to czy tamto, ale tak naprawdę cel nie jest nasz. Trudno się wtedy oprzeć pokusie; trudno podążać za powinnością narzuconą przez innych.

Stanisława Celińska, która przeszła przez chorobę alkoholową, a teraz nagrywa kolejne nastrojowe płyty, przyznała, że kiedyś często wydawało jej się, iż coś musi. A dziś wie, że trzeba sobie zadać pytanie: czego ja chcę dla siebie? Teraz. 

Badania dotyczące samokontroli potwierdzają, że cel „chcę” działa inaczej niż „muszę”. Warto się zatem zastanowić, czego naprawdę chcemy. A jeśli coś odbieramy jako „muszę”, czy to naprawdę jest nasz cel?

Pamiętam klientkę, która chciała być chudsza o parę kilo i ciągle jej się to nie udawało. Dopiero gdy wyobraziła sobie, jak wkłada ulubiony ciuch, w który już od lat się nie mieściła, cel stał się dla niej namacalny i pociągający.  

Z kolei badania Gabriele Oettingen pokazały, że kobiety, które wyobrażały sobie, że schudły, mniej straciły na wadze, bo samo wyobrażenie poprawiło im nastrój i utraciły motywację, by się odchudzać... 

Tak się dzieje, gdy nie wierzymy w cel. Natomiast gdy jest nam bliski, to w pełni się w niego angażujemy, z naszą tożsamością, wartościami, przekonaniami i nawykami. Dlatego warto iść za swoim pragnieniem. Proponuję niekiedy: wyobraź sobie, że złapałaś złotą rybkę, która spełni wszystkie marzenia. Uświadom sobie, czego naprawdę pragniesz. Co będzie, gdy ten cel zrealizujesz, jak się wtedy będziesz czuć.

Tu można pofantazjować...

Nawet trzeba, by cel rzeczywiście wyrażał to, czego chcemy. Bo czasem już na starcie podcinamy sobie skrzydła, wątpimy, czy to jest możliwe do zrealizowania. Na ewentualne korekty przyjdzie czas później.

Ważne, by cel przed sobą postawić, bo wtedy na poziomie automatycznej samoregulacji poszukujemy okazji, by go zrealizować. Uwaga mimowolnie kieruje się na to, co związane z celem; rośnie motywacja. Nasza nieświadomość pracuje dla nas, tylko trzeba jej wyznaczyć kierunek. Potem należy określić cel, jak najbardziej konkretnie. 

Chcę być szczęśliwa – mówi ktoś, albo: chcę mieć dobry związek...

Spytałabym: „A po czym poznasz, że jesteś szczęśliwa? Po czym poznasz, że masz dobre małżeństwo?”. Dobry cel jest tak sformułowany, że wiemy, co mamy robić i z kim. Ważny jest też termin. Wiele celów nie jest realizowanych, bo nie mają terminu.
 
Nie kiedyś, nie jutro...

Ani nie „na wczoraj”. Bo jeśli tak, to równie dobrze możemy zrobić to za tydzień, a może już w ogóle nie warto. Jesteśmy zorganizowani wokół konkretnych terminów. Jeśli wiemy, że do 30 kwietnia mamy się rozliczyć z podatku, to większość składa PIT tuż przed tym terminem, nawet jeśli mogliby wcześniej, bo taki jest deadline. Traktujemy go jako sugestię, w jakim czasie mamy to zrobić. 

Badania Barbary i Fredericka Hayes-Roth dowodzą, że zwykle planujemy więcej zadań, niż jesteśmy w stanie wykonać. I choć nie udaje nam się wszystkiego zrealizować, nie korygujemy tego błędu. 

Przeceniamy kontrolę, jaką mamy nad okolicznościami, dlatego dajemy sobie za krótki czas. Ale gdy damy go sobie na jakieś zadanie za wiele, to będziemy wykonywać je dłużej. Dlatego czasem w zarządzaniu projektami nie doszacowuje się czasu, daje się go na styk. Wtedy ludzie się sprężają, a i tak zwykle jest opóźnienie, ale mniejsze. 

Gdy mamy cel, potrzebny jest jeszcze plan. Profesor Edward Nęcka twierdzi, że cel bez planu to fantazja...

Trzeba cel rozpisać na konkretne podcele z działaniami i terminami. To pozwala konfrontować to, co chcieliśmy, z tym, co jest możliwe. Marzyła nam się praca w danej firmie, znaleźliśmy zajęcie w innej, gdzie część naszych kryteriów jest spełniona. I są na tyle ważne, że przyjmujemy tę pracę. Plan pozwala też sprawdzić, na ile cel jest realizowany. Ważne, by mieć alternatywę, plan B, a czasem C. Zdarza się,
że dążymy do czegoś, ale tak naprawdę chodzi nam o wyższą wartość. Zabiegamy o awans, a zależy nam na bezpieczeństwie materialnym – możemy je osiągnąć w inny sposób, niż walcząc o pozycję zawodową.

W planie ważne jest, by przewidzieć trudności. Przemyśleć, co wtedy zrobić. Ważne jest to zwłaszcza wów­-
czas, gdy jest to plan, który już realizowaliśmy i nam nie wyszedł. 

Gdy spotyka nas porażka, pojawia się pokusa, by zrezygnować. Jak jej nie ulec? Woody Allen powiedział, że cieszy się z porażek, jakich doświadczał, bo inaczej jego ego urosłoby niebotycznie... 

Porażki są wpisane w nasze życie. Każde działanie, które nam się nie udało, jest informacją dla nas. Jeśli mimo porażek nie zmieniamy sposobu działania, to wpadamy w pułapkę. To już nie jest wytrwałość, tylko nieumiejętność p...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy