Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Wstęp

10 września 2018

Stres na dobre

5

Chcemy i spokoju, i zawirowania. I wygody, i komplikacji. I wyboru, i przymusu.
 

Kto z nas nie marzył o życiu pełnym wrażeń? Prawie wszyscy, od czasu do czasu. Kto nie marzył o odrobinie świętego spokoju? Prawie każdy, od czasu do czasu.

Kto nie chciał, by było mu w życiu łatwo i prosto? A kto nie pragnął drobnych komplikacji, przerywających nudę codzienności? Pewnie wszyscy tego pragniemy. Od czasu do czasu.

Kto nie marzył o tym, by robić w życiu tylko to, co się chce (o ile, rzecz prosta, się chce)? A kto nie pomyślał, że przydałaby się jakaś presja zewnętrzna, by skończyć z wszechogarniającym lenistwem i życiowym marazmem? Odpowiedź zapewne jak wyżej.

Chcemy i stabilności, i zmiany. I spokoju, i zawirowania. I wygody, i komplikacji. I wyboru, i przymusu. I towarzystwa, i samotności. To tylko drobne, ale jakże powszechne przykłady sprzeczności wewnątrz ludzkiej natury. Nie przypadkiem od czasów Lao-Tsy do czasów Dalajlamy, od czasów stoików do czasów wybitnych psychologów – choćby takich jak Fritz Heider, Leo Festinger czy Robert Sternberg – słychać nawoływanie o zachowanie równowagi, o harmonię, o konsonans.

Rekomendowana równowaga ma być sposobem zapobiegania sprzecznym planom, wykluczającym się pomysłom czy dążeniom. Ma ona polegać na takim pohamowaniu skrajności, aby przestały się wykluczać. Ma być zatem równowaga nie tylko deklaracją, ale przede wszystkim demonstracją umiaru.

Tymczasem codzienność dowodzi nie tyle poszukiwania równowagi, ale raczej zamiłowania do huśtawki, gdzie przy każdym wychyleniu w górę – w jedną czy drugą stronę – narasta stres, a przy obniżaniu się rośnie poczucie ulgi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy