Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

9 września 2016

Sztuka smakowania chwil

6

Podobno życie jest jak butelka dobrego wina: niektórym wystarcza lektura etykiety na butelce, inni wolą jej zawartość - chcą poczuć zapach i smak. Każdy dzień celebrować jak wino, nawet jeśli nieźle dostało się w kość... Takie doświadczanie swojego życia jest warunkiem rozwoju osobistego, przekonują psychologowie. I dodają: kto nie potrafi celebrować chwil, ten nie potrafi celebrować siebie i innych ludzi.

Z czym się kojarzy celebrowanie życia? Ja widzę starszą panią i starszego pana przy elegancko nakrytym stole, jedzących bez pośpiechu wyszukane potrawy; słoneczny dzień, zadbany ogród i pięknie ubranych ludzi zasłuchanych w muzyce kwartetu smyczkowego; grupę przyjaciół nocą przy ognisku: płomienie odbijają się w ciemnej wodzie jeziora, a nad nimi gwiazdy... W tym sensie celebrowanie życia to umieszczanie w ramkach pamięci lub marzeń szczególnie miłych momentów. To coś, co może się zdarzyć tylko na emeryturze, na wakacjach lub wydarzyło się dawno temu.

Nasze rozważania dotyczyć będą innej celebracji – takiej, która może zdarzyć się każdego dnia. Celebracji, która powoduje, że chwila nabiera znaczenia, jest przeżyta i doświadczona. Nawet jeśli jest smutno lub trudno, to jednak w jakimś aspekcie – sensownie. Celebracji życia, dzięki której nasze przesuwanie się w czasie dzień po dniu może stać się przygodą, a nie walką o przetrwanie lub pustym, pozbawionym smaku i koloru trwaniem, a czasem sami nie wiemy czym, bo tak szybko biegliśmy, że nic z tej drogi nie pamiętamy.

Doświadczenia pod czułą opieką
O życiu nasyconym doświadczaniem czasu, albo inaczej: doświadczaniem siebie i świata, pisało wielu autorów, jednak samo pojęcie „celebrowania codziennego życia” opisał szczegółowo amerykański terapeuta Harvey L. Rich w książce In the Moment.

Celebracja w sensie wewnętrznego doświadczenia to nadanie celebrowanej chwili szczególnego znaczenia, rozpoznanie tego znaczenia i uszanowanie go. Oznacza otwarcie się zarówno na doznania zmysłowe, docierające do nas ze świata zewnętrznego, jak i na to, co dociera do nas z wnętrza nas samych – na uczucia, skojarzenia, myśli. Celebracja jest „naszą interakcją z daną chwilą”, „naszym doświadczeniem siebie w kontekście danej chwili”, pisze Rich. Celebracja wewnętrzna danej chwili umożliwia nam doświadczenie jej głębokiego wymiaru – jako części ludzkiego doświadczenia, przekraczającego nasz jednostkowy los.

Celebracja dotyczyć może zarówno momentów miłych, wesołych, jak i trudnych, dramatycznych – ważne, aby były to chwile „zaopiekowane” przez nas, czyli doświadczone w pełni, przeżyte, nazwane i z kimś podzielone.

Pamiętam pewien moment w historii naszej rodziny, który kojarzy mi się z opisywanym tu pojęciem celebracji. Było to wiele lat temu, w dniu przeprowadzki z mieszkania w Warszawie do zaniedbanego domku na wsi. Nasze dzieci zostały z dziadkami, a my upchnęliśmy się w szoferce wielkiej ciężarówki, by wraz z całym naszym dobytkiem odbyć drogę do nowego domu. Pamiętam trzeszczenie podskakującej na zakrętach szafy, zapach papierosów palonych przez kierowcę, moje myśli, że pogubimy część mebli, niepokój, co czeka nas w nowym miejscu, niepokój, czy to słuszna decyzja, poczucie, że od tego momentu moje życie dzieli się na „przed” i „po”. Skojarzenie z moją matką i babcią, opuszczającymi Warszawę po Powstaniu, poczucie, że stoję przed zakrętem, za którym zupełnie nieznane, radość i przekonanie, że jedziemy tam nie przypadkiem, że jest w tym jakiś plan opatrzności, a może misja... Wieczorem, przed pierwszą nocą w nowym domu, rozmawialiśmy o tej drodze i naszych przeżyciach, gdy tak symbolicznie i literalnie oddalaliśmy się od tego, co było i zbliżaliśmy do tego, co będzie. „Wielka przeprowadzka” należy dziś do legendy naszej rodziny i stanowi istotny element jej tożsamości.

Zatrzymane wewnętrznie chwile naszego życia uczą nas przeżywać życie głębiej. Rozmawiam ze znajomą osobą i nagle myślę „To jest ważne!”, więc wyłączam telefon, pochylam się do niej, zaczynam słuchać z pełną uwagą, otwieram się na to, co słyszę. W takiej chwili dociera do mnie czyjaś prawda w całej jej złożoności, zaczynam widzieć coś, czego jeszcze przed chwilą nie przeczuwałam. Albo piję herbatę (kontemplacyjne picie herbaty opisywało wielu autorów), patrząc na poranek w ogrodzie lub pełen naczyń zlew w kuchni – wszystko jedno. Piję herbatę świadoma tej chwili, świadoma smaku herbaty, świadoma własnego bijącego serca, świadoma... czego tym razem? Na przykład niebywałej odwagi, jakiej wymaga takie picie herbaty w spokoju ducha (tak!), gdy gdzieś niedaleko piętrzą się sprawy domagające się mojego natychmiastowego zaangażowania. Mijają sekundy, piję herbatę, jestem.

Co przeszkadza w celebracji życia

1. Rozkradziona uważność O naszą uważność walczą wszyscy: rodzina, przyjaciele, koledzy w pracy, wielkie korporacje, media, firmy reklamowe. Zalewani jesteśmy ogromną ilością informacji. Wszyscy naraz krzyczą: „spójrz tutaj, skup się na mnie, chociaż przez sekundę!”. Jak się odwrócisz, będzie po Tobie. Przestaniesz widzieć i słyszeć „tu i teraz”. Twoja uwaga będzie rozdzierana na tysiące kawałków. Twoją uważność kradnie również świat wirtualny, który chce zastąpić Ci rzeczywistość, a Twój telefon komórkowy proponuje rzeczywistość „teraz” ale nie „tutaj”... 2. Chaos priorytetów Czy celebrowanie życia uważasz za sprawę ważną? Jeśli tak, to dlaczego tego nie robisz? Czy kontakt z najbliższymi jest Twoim priorytetem? Jeśli tak, to dlaczego nie masz na to czasu, a gdy jesteś w domu więcej uwagi poświęcasz ekranowi komputera lub telewizora? Stres zagłuszasz, objadając się wieczorami – co Cię powstrzymuje przed wprowadzeniem w swoje życie ćwiczeń relaksacyjnych czy medytacji? Wśród pracoholików popularne są przestrogi: „Na łożu śmierci nikt nie żałuje, że za mało pracował”, albo „Jeśli tu i teraz nie zajmiesz się sprawami ważnymi, to potem w Twoim życiu nie będzie już na nie miejsca”. Niestety, prawie każdy reaguje na nie uśmiechem i nie zmienia swojego postępowania... 3. Niepokój – stan gotowości na przyjęcie zła Istotę niepokoju dobrze oddaje haiku siedemnastowiecznej japońskiej poetki: „Najgorszy jest pożar w domu sąsiada”. Dla wielu z nas świat jest groźny, tajemnicze zło czyha za rogiem. Niepokój jest wewnątrz człowieka, jego źródła na ogół tkwią w przeszłości, w domu rodzinnym i traumach życiowych. Tworzy zamęt i niepewność. Chcąc uniknąć potencjalnej katastrofy, przez długie lata budujemy barykady, gromadzimy dobra, skupiamy się na osiągnięciu perfekcjonizmu, analizujemy obsesyjnie przeszłe wydarzenia i kontrol...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy