Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

25 września 2018

Terapia w kurorcie

5

W XIX i na początku XX wieku modne stały się wyjazdy „do wód”. Takie kuracje uzdrowiskowe miały pomagać nie tylko w dolegliwościach fizycznych, ale też psychicznych.

Moda na uspokajanie „skołatanych nerwów” w sanatoriach i miejscowościach klimatycznych pojawiła się najpierw w Anglii. „W XIX wieku uzdrowiska stały się (...) schronieniem dla osób, które nie chciały poddawać się kuracji w zakładach psychiatrycznych” – pisał w Historii psychiatrii Edward Shorter. Jednak tak naprawdę medycyna angielska tylko usankcjonowała to, co było powszechnie znane i od lat praktykowane. W atrakcyjnie położonych miejscowościach oferowano różne formy leczenia „osłabionych nerwów” połączonego z odpoczynkiem, uzdrowiska tworzono bowiem najczęściej w górach albo nad morzem, nierzadko pośród lasów. Tereny te posiadały zazwyczaj ujęcia wód mineralnych lub cieplicowych.

W sezonie goście mogli liczyć na wiele atrakcji, które pomagały odwrócić uwagę od codziennych problemów i związanych z nimi dolegliwości psychicznych. Dbano o to, by kuracjuszom nie zabrakło pozytywnych wrażeń. W kurortach życie toczyło się więc „na wysokich obrotach”. Codziennością były koncerty, przedstawienia sezonowych teatrzyków, odczyty literackie i naukowe, bale, pikniki oraz loterie.

Skierowanie na hydroterapię

Anglicy odkryli dla lecznictwa i wypoczynku ośrodki na francuskiej Riwierze. Był to główny kierunek letnich podróży pacjentów z całej Europy – jednak niejedyny. Wiele dla propagowania idei „kuracji u wód” uczynił Wincenty Priesnitz (Vincenz Priessnitz), który jeszcze przed rokiem 1830 zorganizował w Gräfenbergu na Śląsku (obecnie Jesenik) lecznicę uzdrowiskową. Stopniowo cały region stał się swoistą „potęgą klimatyczną”. „Leczenie przewlekłych chorób chłodnymi kąpielami, polewaniami, zawijaniem w mokre prześcieradła i koce, obfitym piciem wody, dawało doskonałe wyniki, ściągało olbrzymie rzesze pacjentów” – pisał Ryszard Kincel o śląskich zdrojowiskach. Nie bez powodu określenie „prysznic”, które weszło do kilku języków, pochodzi właśnie od nazwiska wspomnianego entuzjasty hydroterapii.

Początkowo podróże „do wód” odbywali głównie chorzy skarżący się na dolegliwości ze strony układu krwionośnego, oddechowego i trawiennego, jednak w drugiej połowie XIX wieku lekarze zaczęli kierować do sanatoriów uzdrowiskowych osoby cierpiące z powodu nerwic, stanów depresyjnych, neuropatii, a niekiedy także cięższych psychoz.

Edward Shorter przytacza historię pacjentki Wilhelma Winternitza, lekarza, który najpierw specjalizował się w chorobach nerwowych, później zaś został specjalistą od hydroterapii. Prowadził ośrodek w miejscowości Kaltenleutgeben w Austrii. Przyjęta jesienią 1894 roku do jego zakładu Barbara T. skarżyła się na problemy z kończynami. Doskwierały jej kurcze, a klasyczna elektroterapia nie przynosiła efektów. Chora modliła się długimi godzinami, mówiła do różnych przedmiotów (na przykład do kałamarza lub kamienia), a przy tym odrzucała wszelkie próby kontaktu. Leczenie sanatoryjne okazało się nieskuteczne, i tak kobieta trafiła do wiedeńskiej kliniki psychiatrycznej.

Choć z czasem uznano, że kuracja uzdrowiskowa w przypadku wielu zaburzeń nerwowych może być co najwyżej wstępnym etapem leczenia przed przyjęciem do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, krewni chorych nieraz próbowali najpierw ulżyć swym bliskim, organizując im pobyt w kurorcie.

Eskulap pod Tatrami

W okresie zaborów i po odzyskaniu niepodległości na ziemiach polskich było wiele uzdrowisk i miejscowości klimatycznych, w których letnicy i kuracjusze odpoczywali lub dochodzili do zdrowia. Większość kurortów nastawiona była głównie na pomoc w problemach somatycznych (najpopularniejsze wydawały się wyjazdy związane z leczeniem gruźlicy).
Na tej mapie wyjątkowe miejsce zajmowało Zakopane. W wydanym w 1912 roku Przewodniku po zdrojowiskach i miejscowościach klimatycznych Galicyi pisano: „Klimat [Zakopanego] hartuje organizm i podnieca przemianę materii (...) wskazany jest pobyt w Zakopanem w chorobach płucnych (...). Poza tym nadają się do leczenia w Zakopanem wszelkie nerwice, niedomogi nerwowe czyli neurastenie”. Nic dziwnego, że zażywali tu odpoczynku wybitni twórcy kultury: chorowity Lucjan Rydel relaksował się, Bolesław Prus leczył swoje „lęki ruchu i otwartej przestrzeni”, Jan Lechoń próbował tłumić objawy nerwicy, a Karol Szymanowski uspokajał „stany nerwowe”.

Roman Talewski w książce Portrety zakopiańskich lekarzy 1850–1983 zawarł biogramy prawie dwustu podtatrzańskich medy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy