Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

28 maja 2018

We własnych butach

5

Autentyczność to pokora w uznawaniu różnych tworzących nas aspektów. Nie chodzi o postawę „jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”, ale o gotowość do przyjęcia tej wielowymiarowości istnienia i do ewentualnej pracy nad tym, co przeszkadza, psuje, blokuje nas. Gotowość do rozwijania się - mówi Anna Srebrna.

 

MAGDA BRZEZIŃSKA: – Wykreuj siebie – w internecie jest mnóstwo porad, jak to zrobić. Popularnością cieszą się warsztaty typu „create yourself”. Nawet jedna z polskich uczelni zachęca kandydatów na studia, by „wykreowali siebie na studenta”. Czy stworzenie siebie od nowa jest w ogóle możliwe?

Anna Srebrna: – Zanim odpowiem na to pytanie, chciałabym rozróżnić między kreowaniem siebie w dobrym znaczeniu a takim pułapkowym czy destrukcyjnym kreowaniem siebie. Myślę, że oscylujemy tutaj pomiędzy czymś, co może być bardzo rozwojowe i dobre – pracą nad sobą, samorozwojem, odkrywaniem siebie, poszerzaniem swoich możliwości, inspirowaniem się od innych – a czymś, co może pogłębiać narcyzm,
kreować własne self, pompować coś sztucznego, prowadzić do udawania i tak naprawdę odcinania się od siebie. Ja oczywiście jestem całym sercem za tym, żeby rozwijać i wzmacniać możliwości, jakie daje kreowanie siebie w tym pierwszym znaczeniu. Natomiast dostrzegam też współczesne tendencje, by wspierać, niestety, kreowanie w tym drugim znaczeniu – tworzenia siebie w jakiś sztuczny, nieprawdziwy sposób.

Nieprawdziwy, bo wmawia się nam, że jesteśmy jak ludziki z plasteliny – możemy dowolnie siebie ulepić, w zależności od tego, czego w danym momencie potrzebujemy? Że możemy potraktować kreowanie siebie w czysto utylitarny sposób?
– Żyjemy w dobie korporacji – zmierzających do tego, by ulepić sobie pracowników, którzy będą sprawnymi trybikami w korporacyjnej maszynie. Czasem wchodzimy w to nieświadomie, bo pewne przekazy wsączają się do naszego stylu funkcjonowania w niezauważalny sposób. Zapominamy, że można inaczej, tracimy kontakt z czymś, co kiedyś było dla nas ważne, i odcinamy się od tego.

Co może się kryć za chęcią stworzenia nowego siebie, nowego życia, potrzeb, pasji?
– Za podejściem zakładającym, że nie ma żadnych ograniczeń, że mogę wszystko, jestem jak ten ludzik z plasteliny, może kryć się nieszanowanie i nieakceptowanie siebie takim, jakim się jest. I nie mówię tu o zewnętrznych cechach czy atrybutach, ale o filarze osobowości. W tę pułapkę sztucznego kreowania siebie wpadają osoby, które nie mają uwewnętrznionego poczucia własnej wartości czy szacunku do siebie.

A w tym przyjaznym kreowaniu siebie tak naprawdę bazujemy na tym, kim jesteśmy, szanujemy to, co jest w nas? Louise Mowbray, brytyjska ekspertka od kreowania siebie i swojego wizerunku, której klientami są prezesi wielkich firm i politycy, doradza im, by swoją markę osobistą opierali na czymś, co jest w nich samych wyjątkowe i atrakcyjne dla innych. „Ale musi to być coś autentycznego i wewnętrznie spójnego. Tu nie chodzi o zmianę wizerunku, ale o znalezienie w tobie czegoś, co już jest i wykorzystanie tego w odpowiedni sposób” – mówi. Zatem pierwszym krokiem w tym pozytywnym kreowaniu siebie jest przyjrzenie się sobie, dokonanie swoistego inwentarza?
– Tak, inwentarz, rozpoznanie, co we mnie jest. Im lepiej człowiek zna siebie, im lepszy ma kontakt ze sobą, z im większą uważnością i szacunkiem przygląda się swojemu „ja”, tym większa szansa na to, że swoje życie poprowadzi w takim dobrym, rozwojowym dla niego kierunku. Nawet jeżeli odkrywa w sobie rzeczy, które mu się nie podobają, nie służą mu albo są trudne, to jest szansa, że zajmie się nimi z miłością, a nie zaprzeczy im czy uda, że ich nie ma. Nie będzie ich próbował „przykryć” jakimś nowym, ulepionym „ja”.

A skąd w ogóle pojawia się taka myśl, żeby stać się kimś innym, nowym, zmienić się? Czy „zapalnikiem” takich zmian mogą być tylko jakieś trudne, traumatyczne doświadczenia – rozwód, choroba, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy?
– Nie tylko. Zachętą do zmiany może być również spotkanie z osobą, której życie nam się podoba albo w jej sposobie percepcji rzeczywistości czy stylu życia jest coś pociągającego, reprezentuje ona coś ważnego dla nas. Spotkanie, poznanie kogoś takiego może być dla nas inspiracją, bodźcem do zdrowego naśladowania, albo do zatrzymania się i refleksji nad swoim życiem, nad tym, co chcemy w nim zmienić, jakie ono ma być. Ale rzeczywiście często bodźcami są te trudne doświadczenia – rozwód, śmierć bliskich, choroba, utrata pracy. To takie stop-klatki w naszym życiu, kiedy dokonujemy swoistej rewizji czy remanentu, kiedy dochodzą do głosu jakieś od dawna zagłuszane potrzeby. To może nas prowadzić w stronę konstruktywnej zmiany siebie, kreowania siebie, ale też często niestety staje się pułapką, gdy zatrzymujemy się w chęci totalnego zaprzeczenia życia, jakie wiedliśmy do tej pory.

Kobieta po rozwodzie mówi: teraz będę kimś zupełnie innym. Będę robić to, czego nie robiłam, gdy byłam mężatką, i przestanę robić to, co robiłam do tej pory. Przewrót kopernikański w moim życiu, teraz wszystko będzie inaczej!
– Czasem to przypomina próbę zaprzeczenia przeszłości, wyparcia poprzedniego życia. Tak, jakby go w ogóle nie było – w przypadkach szczególnie trudnych doświadczeń. Znamy relacje rodzin osób z traumą wojenną, traumą Holocaustu, które zmieniały imiona, nazwiska, odcinały się od wspomnień, od swoich korzeni. Jakby tworzyły siebie na nowo. Niektórym się udało, ale w wielu przypadkach tę próbę tworzenia nowego siebie odpokutowali potomkowie w drugim, trzecim pokoleniu, bo przecież nie da się zerwać z więziami, korzeniami, historią, tożsamością w tak inwazyjny, siłowy sposób. To oczywiście ekstremalny przykład. A my nie rozmawiamy o aż tak dramatycznych momentach granicznych, lecz o takich chwilach, kiedy dokonujemy remanentu swojego życia, przeglądu, co chcemy tak naprawdę robić, co jest dla nas ważne. Zastanawiamy się, czy to, co do tej pory robiliśmy, to najlepszy wybór.

À propos wyboru... Słowo „kreowanie” pochodzi od łacińskiego creatio, które oznacza tworzenie, ale też wybór. A zatem kreowanie siebie to wybieranie – co zostawiamy, co odrzucamy, co rozwijamy...
– Ten wybór można porównać do wyboru, którego dokonujemy, pakując plecak przed jakąś podróżą. Patrzymy na to, co mamy, co dotychczas działało, a co nie działało, z czym możemy się pożegnać i już nie brać w dalszą drogę, a co trzeba dźwigać dalej, ale może z innym nastawieniem albo w innym kontekście. Zastanawiamy się, co możemy sobie do tego plecaka dopakować wartościowego, co będzie nam służyć w dalszej wędrówce.
Tworzenie siebie jest też trochę jak projektowanie – rysujemy plan mieszkania i sprawdzamy, gdzie najlepiej będzie ustawić szafę, a gdzie kanapę. I widzimy, że jak postawimy szafę przy tej ścianie, to będzie nam niewygodnie przejść od kanapy do telewizora. W takim tworzeniu, projektowaniu możemy sprawdzać, jak nam jest z tym czy owym. Możemy też bardziej sobie zaufać, gdy dostrzeżemy, że mamy w sobie siłę i możliwość ustawiania różnych „elementów” po swojemu. Możemy coś wzmocnić albo coś osłabić czy też zastąpić.

Co może nam pomóc w tym wyborze, projektowaniu?
– Wiele zależy od naszego wyposażenia wewnętrznego. Od tego, czy mamy poczucie własnej wartości i dobry kontakt ze sobą. Na ogół to wystarczy,
by tworzyć siebie konstruktywnie, inspirować się i rozwijać z miłością do siebie. Jeśli nie mamy kontaktu ze sobą i uważamy, że niewiele jesteśmy warci, to od czasu do czasu łapiemy się na tym, że gramy w jakieś gry, że tracimy siebie. Owszem, jestem tym „złotym dzieckiem”, trzydziestolatkiem w drogim garniturze, jeżdżę świetnym samochodem do świetnej korporacji, ale po powrocie do domu jakoś mi tak pusto. Niby osiągnąłem to, co chciałem, ale...

Nie cieszy mnie to... Garnitur to tylko mundurek. Auto – gadżet, który ma świadczyć o mojej wysokiej wartości. Ale co rano czuję się, jakbym wskakiwał w nie swoje buty.
– A z kolei gdy słyszę o koledze, który ma jakąś pasję, to od razu łza się w oku kręci, robi mi się nieswojo i idę się napić wódki, żeby to zagłuszyć. Jeśli ktoś wyczuwa w sobie niepokój związany z utratą autentyczności na rzecz kreacji, to pomocą – by dalej nie brnąć w ślepą uliczkę – może być rozmowa z przyjacielem lub jakąś ważną dla nas osobą, a niekiedy wsparcie psychoterapeutyczne czy coachingowe. Ten niepokój to ważny sygnał, bo dzięki niemu możemy znów spotkać się ze sobą.

O ile nie wystraszymy się myśli: „nie jestem sobą, tylko kogoś gram przed całym światem”.
– Jak ludzie łapią taką myśl, to często pierwszym odruchem jest chęć zaprzeczenia temu i robienia dalej tego, co robią. Ta myśl może przestraszyć, bo zmusza do zadania sobie ważnych pytań, zrewidowania dokonanych wyborów. I pojawia się ryzyko, że odpowiedzi na te pytania pociągną za sobą jakieś trudne decyzje.

Gdy podejmiemy decyzję o zmianie, to może się pojawić jeszcze większa trudność, którą opisał Robert Wicklund – kiedy to „ja”, na które jest wywierany wpływ, stawia opór drugiemu „ja”, które próbuje sterować procesem automodyfikacji. Jak sobie poradzić z tym oporem wobec wewnętrznego trenera?
– Jest w nas wiele „ja” i wiele różnych aspektów. Bywa, że w pracy jesteśmy zasadniczy i kontrolujący, a w domu stajemy się zabawnymi luzakami. To nie znaczy, że tu jesteśmy sobą, a tam już nie. Jesteśmy jak kołdra patchworkowa – zszyci z wielu kawałków, które razem tworzą nas jako całość. Natomiast część z nich jest tak odległa od naszego wewnętrznego czucia siebie czy tożsamości, że właśnie bywa powodem zachowań, po których usprawiedliwiamy się: „to nie byłem ja, gdy to robiłem”. Obok świadomych wyborów i racjonalnych decyzji jest w nas ogromna przestrzeń nieświadomych wyborów i ruchów. Jesteśmy i jednym, i drugim. Im lepiej poznajemy siebie i tę naszą nieświadomą część, tym większa szansa, że zyskamy kontakt z różnymi aspektami siebie. A wracając do pani pytania... Rzeczywiście, terapeuci często mają do czynienia z tym klasycznym zjawiskiem, czyli oporem – gdy jedna część klienta chce zmiany, a druga część walczy. Klient podejmuje świadomą decyzję, że chce się zmienić, natomiast całe jego dotychczasowe „wyposażenie”, które przyzwyczaiło się do tego, w czym żyje, i wpadło w strefę komfortu, mówi: stop, nie, zostańmy w tym, co działało, lepiej niczego nie ruszać. Terapeuta czy coach pomaga odkryć, jakie lęki stoją za tym oporem, pomaga przyjrzeć się dotychczasowym sposobom funkcjonowania i rozłożyć je na czynniki pierwsze, co często sprzyja temu, by nasze wewnętrzne przestrzenie porozumiały się ze sobą.

Co jeszcze sprzyja temu lepszemu kontaktowi z samym sobą? Co może pomóc w odkryciu tego, jak chcę tworzyć swoje życie, jakim sobą chcę być?
– Myślę, że warto zadać sobie pytanie, czego konkretnie dotyczy ta chęć zmiany, dlaczego ona jest dla nas ważna. I tu dotykamy kwestii wartości. W terapii czy coachingu ludzie często orientują się, że nie realizują jakiejś ważnej dla siebie wartości. Zapomnieli o niej przez lata, zostawili ją pod dywanem, aż pewnego dnia przypomnieli sobie o jej istnieniu i poczuli silną potrzebę, by powróciła do ich życia. Na przykład ktoś zagalopował się w ciężkiej pracy na rzecz korporacji i nagle czuje: ja chcę mieć rodzinę, chcę gotować dzieciom i mężowi, mieć się do kogo rano uśmiechnąć, mieć z kim wyjechać w góry. Gdy pojawiają się takie myśli, kontakt z wartością, to jest szansa, że zaczniemy szukać sposobu, jak zrealizować tę utęsknioną wartość. Na przykład postanowimy rzadziej zostawać w pracy po godzinach, a w tym odzyskanym czasie spotykać się z przyjaciółmi, poznawać nowych ludzi. Często są to drobne kroki, i to na poziomie zachowań, ale dzięki nim możemy wiele zmienić. W podjęciu tych kroków może pomóc znany zestaw pięciu pytań coachingowych: czego mogę robić więcej?, czego mogę robić mniej?, co mogę robić inaczej niż do tej pory?, co nowego mogę zacząć robić?, co mogę przestać robić? To jest rodzaj takiej miękkiej i w miarę bezpiecznej drogi przyglądania się temu, w którą stronę iść, jakie części siebie rozwijać, wzmacniać, odkrywać.

Słynny amerykański psycholog, profesor Philip Zimbardo, podpowiada, by poszukać odpowiedzi również na takie pytania: jakie wrażenie wywierasz na innych? Czy kontrolujesz to wrażenie – czy inni widzą cię tak, jak chcesz, by cię widzieli? Czy masz skłonność do poczuwania się do odpowiedzialności za porażki w swoim życiu, a gdy zdarza ci się coś dobrego, czy dzieje się to bardziej za sprawą losu, szczęścia, czy twojego wysiłku? Za co mógłbyś oddać życie?
– Te pytania dotykają różnych obszarów. Pierwsze odnoszą się do relacji, do tego, jak być z innymi. Myślę, że ten wątek może wiele nam pokazać, bo takie prawdziwe i głębokie relacje, które dają spełnienie i satysfakcję, możemy stworzyć tylko wtedy, gdy potrafimy nie udawać. Gdy istnieje obszar, w którym gotowi jesteśmy zdjąć maski
– bo przecież wszyscy codziennie nakładamy różne maski. Jeśli mamy takie miejsce i głębokie relacje dające poczucie szczęścia i głębi, to znaczy, że zapewne większość rzeczy w naszym życiu jest na swoim miejscu. Natomiast jeżeli nawet w najbliższym kręgu cały czas jesteśmy w roli, w jakiejś grze, i boimy się zdjąć maskę, albo nie umiemy jej zdjąć, prędzej czy później prowadzi to do korozji ważnych relacji. Bo autentyczność jest przecież jedną z podwalin dobrych i dających spełnienie relacji.

Autentyczność, czyli co?
– Czyli pokora w uznawaniu tych różnych tworzących nas aspektów. Bycie fajną żoną wcale nie oznacza, że zawsze jestem uśmiechnięta i czekam z obiadkiem – mogę też czasem być zmęczona, wściekła, rozczarowana. Nie chodzi przy tym o postawę „jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”, ale o gotowość do przyjęcia tej wielowymiarowości istnienia i do ewentualnej pracy nad tym, co przeszkadza, psuje, blokuje nas. Gotowość do rozwijania się, idąc tym czy innym tropem.

No właśnie – rozwijanie się a kreowanie siebie... Czym się różnią?
– Tu można wpaść w pewnego rodzaju pułapkę nazewnictwa i uznać z grubsza, że samorozwój jest dobry, a kreowanie siebie niedobre. A nie musi tak być. Myślę, że tak jak można siebie tworzyć w dobry lub destrukcyjny sposób, tak samo można rozwijać się w pozytywny lub niekonstruktywny sposób. Chociaż samo słowo „rozwijać się” kojarzy się pozytywnie, bo zakłada, że to, co w sobie mamy, jest dobre i chcemy to jeszcze rozbudować, dodać do tego nowe inspiracje, działania. Natomiast kreowanie siebie może kojarzyć
się z zaprzeczeniem tej naszej wewnętrznej bazy i chęcią tworzenia jakiejś wersji demo, czyli to może być właśnie takie imitowanie kogoś, powielanie jakichś wzorców i patrzenie na świat jednowymiarowo. To perspektywa tak zwanych nowobogackich – „jak sobie obwieszę mieszkanie złotem i obrazami, kupię świetny samochód, zatrudnię gosposię, to będę innym, bardziej wartościowym człowiekiem, inni będą mnie szanować”. Pod takimi przekonaniami w gruncie rzeczy kryją się całkiem inne wartości, bo szacunek, sympatię, uznanie można zyskać w dużo bardziej konstruktywny sposób. Tutaj w gruncie rzeczy może kryć się marzenie, że jak zarobię dużo pieniędzy, to odczaruje się mój zły los. Zniknie moja trudna przeszłość czy biedne i samotne dzieciństwo. Takie zero-jedynkowe nastawienie może prowadzić właśnie do destrukcyjnego kreowania siebie.

Zakładamy maskę, by ukryć to, o czym chcemy zapomnieć?
– Kreacja to nałożenie czerwonej czapki, żeby nie było widać, że mam rude włosy. Postawa ukrywania, zasłaniania tego, czego nie akceptuję. Myślenie, że jak pójdę w markowych butach na przyjęcie, to pozbędę się kompleksów z podstawówki.
Natomiast rozwój nie zakłada wyparcia czy zaprzeczenia. Jest raczej integracją: no tak, miałem trudne dzieciństwo, było mi źle, z różnymi problemami się borykałem, taka jest moja historia, ale poznałem kogoś czy przeczytałem coś inspirującego, zamarzyłem o czymś i poszedłem tą drogą, dołączyłem to marzenie do swojego życia, włożyłem w to pracę, zrobiłem remanent moich wartości i podążam w obranym
kierunku.

Profesor Mark Snyder, amerykański psycholog społeczny, pisząc o self-monitoringu, czyli obserwacyjnej kontroli własnych zachowań, dzieli ludzi na pryncypialistów, pragmatyków i profil mieszany. Pryncypialiści są prostolinijni, nie potrafią kreować swojego wizerunku, za to pragmatycy są jak kameleony – potrafią świetnie dostosować się do sytuacji, wykreować na publiczny użytek...
– Zaś profil mieszany to osoby, które potrafią wypośrodkować między tymi skrajnymi postawami – pewne aspekty ujawniają otoczeniu, a inne zachowują dla najbliższych, świadomie tworzą swój wizerunek, nie próbując udawać kogoś innego.
W dobrej zmianie nie ma mowy o popadaniu w skrajności. Każda skrajność to pewne usztywnienie postawy, które rodzi wiele trudności. I pryncypialiście, i pragmatykowi jest trudno, tylko każdemu z innych powodów. Jeden jest usztywniony w tym, by niczego nie zmieniać, a drugi z kolei może wpaść w pułapkę nadmiernych zmian i zgubić w nich istotę rzeczy, filar własnych wartości. Pragmatyk może tak bardzo zatracić się w oportunistycznych czy konformistycznych zachowaniach, tak bardzo dostosowywać się do tego, czego oczekują inni lub co może mu przynieść popularność i doraźną korzyść, że nie zastanawia się nad tym, czego on oczekuje od siebie, co jest dla niego ważne, co on by wybrał w tej sytuacji.

Realizuje wyłącznie cudze pomysły na jego osobę, a nie własne? Ostatnio ktoś zadał mi pytanie: „jaki masz pomysł na siebie?”. Przyznam się Pani, że to pytanie siedzi mi w głowie i… mam problem z odpowiedzią. Zastanawiam się, czy ja w ogóle muszę mieć na siebie jakiś pomysł. Czy nie wystarczy to, że jestem obecna w tym, w czym jestem.
– Brak pomysłu na siebie to też jest jakiś pomysł. Z jednej strony można przyjąć taką paradoksalną perspektywę, ale z drugiej strony w tym braku pomysłu na siebie może przejawiać się zaufanie do spontanicznego samorozwoju i wiara w to, że mam w sobie wystarczająco dużo dobrych, kreatywnych mocy, które wspierają mnie na co dzień i sprawiają, że moje życie jest dobre. Choć czasem pewnie i w takim dobrym życiu mogą pojawić się również marzenia, pragnienia. Rzecz w tym, jak sobie zinterpretujemy to pytanie. Myślę, że im sztywniej, tym gorzej. Jeśli ktoś na hasło „jaki masz pomysł na siebie” zbuduje sobie wizję, że w wieku trzydziestu lat będzie miał milion na koncie, nosił drogie ciuchy, miał idealną żonę i dwoje genialnych dzieci, a do tego dobrze rokującą karierę polityczną, to… wszystko fajnie – do momentu, gdy pojawi się pierwsza porażka czy trudności. A te są nieuchronne.

Jeśli chcesz się podzielić opinią na temat rozmowy, napisz do nas (magda.brzezinska@charaktery.com.pl).

***

Mapa Twoich wartości
„Zmapowanie” wartości pomaga lepiej zrozumieć i łatwiej wyrażać siebie, żyć bardziej autentycznie, czuć harmonię i spójność pomiędzy tym, co się czuje, a tym, co się robi.
Spośród podanych niżej 100 wartości wykreśl 40, które są dla Ciebie mniej istotne od pozostałych. Z pozostałych 60 wartości wykreśl kolejne 20, które są dla Ciebie mniej istotne od pozostałych. Z pozostałych 40 wartości wykreśl kolejne 20 mniej istotnych. Zostało 20 wartości, wykreśl jeszcze 10 mniej istotnych. Pozostało 10 wartości, które są dla Ciebie najważniejsze. Ważne, by robić to ćwiczenie uczciwie, spontanicznie i intuicyjnie.


Aktywność • autentyczność • autonomia • bezpieczeństwo • biegłość • bliskość • ciepło • ciekawość • cierpliwość • czułość • czystość • delikatność • dobre relacje z ludźmi • dobrobyt (dostatnie życie) • doskonałość • duma • dyskrecja • efektywność • ekspresja (twórcze wyrażanie siebie) • elastyczność • empatia • entuzjazm • estetyka • godność • harmonia • honor • konsekwencja • kompetencja • kreatywność • lojalność • ład • mądrość • miłość • nadzieja • natura (środowisko naturalne) • niespieszność • niezależność • odpowiedzialność • odwaga • otwartość • pasja • perfekcja • piękno • pobożność • poczucie humoru • poczucie przynależności • pogoda ducha • pokora • pokój na świecie • pomaganie ludziom • poznawanie nowego • prawda • prawość • prestiż • prostota • przyjaźń • przyjemność • radość • relacje intymne • rodzina • rozum • racjonalność • rozwój • równość • ryzyko • rzetelność • skromność • sława • splendor (atrakcyjne życie, światowość) • spokój wewnętrzny • spontaniczność • sprawiedliwość • sprawność • stanowczość • szacunek • szczerość • szczęście • szczodrość • szlachetność • tolerancja • tradycja • troskliwość • twórczość • uczciwość • umiarkowanie • wiarygodność • wierność • władza • wolność • wolny czas • wrażliwość • wspólnota • współczucie • wygoda • wyjątkowość (bycie kimś niepowtarzalnym, wyjątkowym) • wyrozumiałość • zaangażowanie • zaradność • zaufanie • zdrowie
 

Przypisy