Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Praktycznie

15 maja 2019

Z innej perspektywy

8

Psychomądrość to umiejętność znajdowania odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. Psychomądry człowiek patrzy nie tylko z własnej perspektywy, ale też uwzględnia potrzeby innych. Do tego niezbędny jest jednak czas, wnikliwość, uważność.

Barbara Jagas: Każdy pragnie „być sobą”, jednak w praktyce okazuje się, że ważna jest nie tylko nasza osobowość, ale również wpływ otoczenia, role, w jakie wchodzimy, presja lidera i grupy. I nieraz zapominamy, kim jesteśmy. Czy to znaczy, że nie jesteśmy reżyserami własnego zachowania?
Dorota Wiśniewska-Juszczak: Bardzo chcielibyśmy uchodzić za ludzi, którzy podejmują decyzje w sposób racjonalny i zgodny ze swoimi wartościami. Tymczasem podlegamy nie tylko emocjom, ale i różnym wpływom społecznym, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Pokazał to przed laty amerykański psycholog Stanley Milgram. W jego eksperymencie wzięli udział zdrowi psychicznie obywatele USA, którzy razili inną osobę prądem. Co więcej, na polecenie badacza zwiększali jego natężenie i kontynuowali, nawet gdy osoba krzyczała z bólu. Oczywiście rażony prądem był w rzeczywistości pomocnikiem eksperymentatora, a jego ból udawany, badani jednak tego nie wiedzieli. Słuchali zatem autorytetu, jakim był dla nich uczony. A autorytet profesora spowodował, że badani całkowicie zrzucili z siebie odpowiedzialność. Perswazja nie miała charakteru ani zachęcającego, ani agresywnego, eksperymentator mówił jedynie: „eksperyment wymaga dalszego pana (pani) udziału”. Badanie pokazało, jak łatwo ulegamy autorytetom – 64 procent badanych naciskało dźwignię prądu do końca, czyli do 450V.
Kiedy opowiadam studentom o eksperymencie Milgrama i – od niedawna – o jego polskiej replikacji, przeprowadzonej przez prof. Dariusza Dolińskiego i dr. Tomasza Grzyba, stwierdzają, że oni na pewno by się tak nie zachowali. To jednak tylko złudzenie. Badania polskie potwierdziły wyniki uzyskane ponad 50 lat temu przez prof. Milgrama. My, Polacy, byliśmy tak samo posłuszni wobec autorytetu.

Czy są ludzie, którym łatwiej oprzeć się takiej presji?
Badano wpływ osobowości i płci, wewnętrznego i zewnętrznego poczucia kontroli, empatii, i nie stwierdzono żadnych różnic. Wszyscy ulegamy nieświadomie wpływowi autorytetów. Sytuacja czasem tak silnie na nas oddziałuje, że nasza osobowość jest za słaba, aby się ujawnić. Czasem robimy to też świadomie, bo wyłamywanie się spod presji społecznej rodzi koszty, których nie chcemy ponosić.
Spotykamy jednak czasem osoby, które nigdy nie poddają się presji...
Tak, na pewno część z nas się buntuje, ale tych osób jest niewiele. Rewolucje na świecie wybuchają bardzo rzadko. Buntownicy to ci, którzy na pierwszym miejscu w hierarchii wartości stawiają niezależność – są antysystemowi. Ponoszą koszty swego sprzeciwu, ale mają też z tego zysk – poczucie wewnętrznej spójności.
Jak jednak pokazują badania psychologiczne, bardzo silny jest w nas konformizm. I dopóki jakaś osoba nie powie: „Słuchajcie, przecież to jest czarne, a nie białe”, nikt się nie wyłamie. Mało jest osób, które w sytuacji zespołowej zgody są gotowe podać coś w wątpliwość. Jeśli jednak ktoś się na to zdobędzie i będzie w swojej postawie konsekwentny, to z czasem zyska zwolenników. W taki sposób mniejszość może wpływać na większość.

Jak zatem przekonać innych do swojego zdania?
Uwzględnijmy perspektywę drugiej strony, nie mówmy od razu: ja mam rację, a ty jej nie masz. Większość z nas ma poczucie, że patrzy na rzeczywistość w sposób obiektywny, oceniając ją wyłącznie poprzez fakty. A to nieprawda. Weźmy pod uwagę także argumenty prezentowane przez drugą stronę, przeanalizujmy je i wyciągnijmy wnioski. Potem poprośmy drugą stronę, aby przyjęła naszą perspektywę.
Tymczasem my już na etapie wymiany poglądów oceniamy je, mówiąc: „Twój pogląd jest zły, mój dobry”. I tak się kończy dyskusja. Jeśli ktoś nie ulega naszej opinii, dochodzimy do wniosku, że pewnie ma za mało faktów. A jeśli dalej podtrzymuje swoje stanowisko, gdy przedstawimy mu nasze argumenty, myślimy: jest niezdolny do analizy, jest tendencyjny, jest zaślepiony swoją ideologią albo jest głupi.

Jak temu zapobiec?
Rozmawiajmy! Zachęćmy drugą stronę do dyskusji. To jednak bardzo trudne, barierą jest bowiem nasza własna perspektywa oraz nasz interes. Często wydaje się nam, że jeśli ktoś ma inne zdanie niż my, to zagraża naszym interesom. A to burzy możliwość porozumienia. Obawiamy się, że jeśli nie udowodnimy swojej racji, stracimy twarz – psychologowie społeczni mówią tu o obawie o samoocenę i o potrzebie jej utrzymania na wysokim poziomie. To ważne zatem, by pozwolić drugiej stronie zachować twarz i obronić swoją samoocenę. Dlatego na przykład nie upominam ludzi, że nie zbierają psich kup. Podchodzę za to do nich z woreczkiem i mówię: „Pewnie pan zapomniał o woreczku. Mnie zdarzyło się to w ubiegłym tygodniu, więc noszę na wszelki wypadek kilka zapasowych, gdyby ktoś także zapomniał”. I ws...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy