Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

2 grudnia 2015

Zagracone gniazdo

7

Coraz częściej dorośli jak najdłużej chcą zostać dziećmi. Są fizycznie i prawnie dojrzali, świetnie wykształceni, wydawałoby się perfekcyjnie przygotowani do samodzielnego życia, a mimo to... nie chcą wyfrunąć spod skrzydeł rodziców. Dlaczego?

Wydaje się, że to było wczoraj. Rodzice, pełni obaw, zapakowali bagażami samochód i zawieźli Hanię do wielkiego miasta. W wynajętym mieszkaniu pomogli jej rozpakować się, dali ostatnie wskazówki oraz kartę do bankomatu i... odjechali. Od tej pory Hania przez pięć lat żyła życiem względnie niezależnym. Niby na garnuszku rodziców, ale z dala od ich kontrolującego wzroku. Studiowała.

Rodzice dość szybko przyzwyczaili się do ciszy i spokoju, jaki zapanował w rodzinnym domu. Wreszcie mieli czas dla siebie. Zaczęli chodzić do kina w środku tygodnia. Znów trzymali się za ręce. W weekendy z radością witali Hanię i z jeszcze większą radością odprowadzali ją w niedziele po południu na pociąg. Ale ten okres minął nadspodziewanie szybko. Hania nie została w wielkim mieście, nie znalazła pracy w trakcie studiów, rozstała się z chłopakiem. Po pięciu latach względnie niezależnego życia wróciła do punktu wyjścia – do rodzinnego domu, znów pod skrzydła rodziców. Sfrustrowana, że jej się nie udało.

Wieczne dzieci

Według danych Eurostatu z 2010 roku aż jedna trzecia kobiet i aż 40 procent mężczyzn w wieku 25–34 lata mieszka z rodzicami (średnia europejska – odpowiednio 20 i 32 proc.). W badaniu Eurobarometr z 2007 roku wśród powodów aktualnego stanu rzeczy młodzi wymieniali złą sytuację ekonomiczną (44 proc. ankietowanych uważało, że nie jest w stanie się utrzymać), wygodę (16 proc.) oraz fakt, że nie mają rodziny, więc zakładanie własnego gniazda jest bez sensu (7 proc.).

Tych, którzy nie mogą, nie chcą lub nie potrafią wyrwać się z rodzinnego gniazda media nazwały dorosłymi dziećmi (kidadults) lub „generacją bumerang”. Psychologowie, opisując relacje rodzinne tego typu, mówią o „zagraconym gnieździe” – to termin, którym posługuje się m.in. prof. Helen L. Bee w książce Psychologiczny rozwój człowieka.

W cywilizacjach pierwotnych i społeczeństwach słabo rozwiniętych dojrzałość biologiczna równa się dojrzałości społecznej – ktoś, kto osiągnął tę pierwszą, jest uznawany za zdolnego do pełnienia wszelkich ról społecznych. Inaczej jest w społeczeństwach opisywanych jako wysoko rozwinięte, jak nasze. Tu mamy do czynienia z nowym trendem: z opóźnionym dojrzewaniem. – 13 lat to wiek, kiedy młody człowiek może sam zasięgnąć porady lekarskiej. Zgodnie z prawem piętnastolatki mogą już podejmować kontakty seksualne. Ale dopiero od 18. roku życia młodzi mogą zawierać małżeństwa – argumentuje prof. Andrzej Jaczewski, specjalista z dziedziny medycyny i pedagogiki na swoim blogu Cicer cum caule.

Według niego współcześnie mamy do czynienia z rozszczepieniem dojrzewania na niepokrywające się części: dojrzałość biologiczna osiągana jest coraz wcześniej, a ekonomiczna i społeczna coraz później. Dr Carl Pickhardt, psycholog amerykański, autor wielu książek o dorastaniu i dojrzewaniu, uważa, że około 9–13. roku życia dziecko powinno przejść proces separacji. Stopniowo powinno przestawać identyfikować się z rodzicami i zacząć się usamodzielniać. Zrezygnować z bezpieczeństwa i zależności, które wiążą się z byciem dzieckiem, na rzecz niepewnej początkowo dorosłości. Separacja jest niezbędna, by zyskać niezależność. – Niestety, to proces trudny i bolesny. Trzeba bowiem zrezygnować z korzyści płynących z bycia dzieckiem. Dorastające dziecko płaci za niezależność lękiem przed nieznanym – uważa dr Pickhardt.

Im bardziej dziewczynka lub chłopiec przywiązani są do wygodnego dzieciństwa, sympatycznego towarzystwa rodziców zaspokajających wszystkie ich potrzeby, tym trudniejsza jest separacja. Okres dorastania i sposób, w jaki rodzice przeprowadzą przez niego dziecko, może zadecydować o tym, czy w przyszłości będzie ono niezależne, czy nie. O tym, czy zagraci rodzinne gniazdo, czy z niego wyfrunie.

Kto wróci do domu?

Specjaliści zajmujący się dynamiką rodzin nie od dziś próbują przewidzieć, które dzieci wrócą do swoich rodzinnych domów. W 1988 roku Duane Aylwin w pracy From Obedience to Autonomy: Changes in Traits desired in Children (Od posłuszeństwa do niezależności: zmiany cech oczekiwane u dzieci) stwierdziła, że częściej i szybciej uniezależniają się dzieci rodziców wykształconych, o wyższym statusie socjoekonomicznym. Podobnego zdania są Roger Avery, Frances Goldscheider i Alden Speare z Brown University. Według nich bogatsi, lepiej wykształceni rodzice korzystają ze swoich możliwości, by pomóc dzieciom jak najszybciej się usamodzielnić. Z kolei osoby o niższym statusie będą wręcz zachęcać dzieci do pozostania w domu – choćby po to, by w ten sposób wesprzeć domowy budżet.
Tych hipotez nie potwierdzają jednak najnowsze badania dr. Martina Turcotte’a z University of Toronto. Według niego w rzeczywistości istnieje zależność między długim pozostawaniem w rodzinnym gnieździe, a na przykład typem domu – budynku, w jakim mieszka rodzina. Im większy dom, tym większe prawdopodobieństwo, że dziecko wróci, aby w nim zamieszkać. Gdyby opisywana na początku Hania musiała wrócić do dwupokojowego mieszkania w bloku, z pewnością za wszelką cenę starałaby się znaleźć inne wyjście...

Ale nie tylko wygoda w sensie funkcjonalnym wpływa na powroty. Także komfort psychiczny, a właściwie jego brak. Turcotte podaje, że opuszczenie przez dziecko domu rodzinnego przyspieszają rozwód i separacja rodziców. William Aquilino z University of Wisconsin-Madison, zajmujący się tematyką rodzinną, pisał w artykule „Family structure and home-leaving: A further specification of the relationship” (Struktura rodziny i etap opuszczania domu: następujące zmiany w relacji) o innej ciekawej zależności. Według niego znaczenie ma wiek rodziców, w którym oni wyprowadzili się ze swojego domu. Im wcześniej to nastąpiło, tym wcześniej wyprowadzą się ich dzieci. Prawdopodobnie rodzice po prostu modelują takie zachowanie swoich dzieci.

Konsekwencje powrotów

W ramach badań dr. Martina Turcotte’a proszono rodziców o odniesienie się do dwóch stwierdzeń: „Często j...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy