Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

25 listopada 2016

Zdrada w żałobie

8

Dlaczego partner zdradził? Czy to możliwe, że powodem tego może być strata, jaka go spotkała – czyjaś śmierć, utrata pracy albo żal za młodością, która mija? Jak zauważają terapeuci, zdrada może być maniakalną ucieczką, pozwalającą nie doświadczać tej straty.
 

Kiedy umarła matka, Paweł poczuł, że nikt dotąd nie był mu tak bliski. Dziwne, bo słaby miał z nią kontakt. Bliższa była mu żona Małgosia i dzieci. Najpierw przeżył szok, choć nie powinien – matka od dawna chorowała. Fala smutku runęła na niego po kilku dniach. Walił głową w podłogę, szukając ukojenia w fizycznym bólu. Świadomość, że matki nie ma i już nie będzie, konfrontowała go z bezradnością, jakiej dotąd nie znał. To ona pocieszała go w dzieciństwie i całkiem niedawno, gdy stracił posadę. Kto pocieszy go teraz po stracie matki?

Niedługo potem poznał Dankę. Choć nie chciał się do tego przyznać, przy niej czuł się czasem jak „u mamy”, a dodatkowo miał z nią ekscytujący seks. Ona nie traktowała go jak nieudacznika. Od niej nie słyszał, jak od żony, że wciąż coś nie tak, za mało, za krótko, za wolno... Poczuł, że spotkanie Danki jest szansą, może już ostatnią w jego życiu. Nie może jej stracić. Postanowił odejść od żony.

Co po stracie
Obserwując historie par, w których doszło do zdrady, terapeuci dostrzegają powtarzający się wzorzec. Czasem okazuje się, że zdradzający partner doświadczył wcześniej poważnej straty lub nawet kilku strat po sobie. Najczęściej jest to śmierć kogoś bliskiego – rodzica lub dziecka, także poronienie. Zdarza się także utrata pracy lub poważna przewlekła choroba kogoś z rodziny, wymuszająca różne zmiany w życiu. Mogą to być także mniej oczywiste straty, jak utrata młodości, zdrowia czy potencji seksualnej albo wyprowadzka dzieci i pozostanie z partnerem w „pustym gnieździe”.

Naturalną reakcją na stratę jest żałoba, czyli mozolne wycofywanie miłosnych uczuć z relacji czy aktywności, którą straciliśmy. Niezwykle pomocna jest wtedy więź z partnerem, przy którym możemy płakać, który okaże wsparcie. To oznacza jednak zależność, czyli zaufanie, że można się partnerowi powierzyć ze swoją słabością i bólem, a on tego nie wykorzysta ani nie zignoruje. Nie tak wiele par stać na taką dobrą zależność. Zdarza się, że małżonkowie całe życie wstydzą się przy partnerze swoich łez i słabości, dramaty przepłakują samotnie, w ukryciu. Są tacy, którzy nie pozwalają sobie na chwilę regresji i powierzenie się partnerowi w seksie czy w tańcu, nie są w stanie zasnąć w fotelu pasażera w drodze na wakacje, ani na chwilę nie puszczają kontroli. Pary, które nie dzielą się uczuciami i potrafią być razem tylko we wspólnym działaniu, próbują desperacko coś zrobić, by uciec od psychicznego cierpienia. Procesy, jakie żałoba uruchamia w parze, opisała kilka lat temu Shelley Nathans, amerykańska psychoanalityczka pracująca z parami. W artykule pod tytułem „Infidelity as Manic Defence”, opublikowanym w piśmie „Couple and Family Psychoanalysis”, dowodzi, że jedną z form ucieczki przed bólem straty może być zdrada. Taką pokusę czasem odczuwają nawet bliscy sobie partnerzy, jeśli doświadczą kilku kolejnych strat.

Ból staje się wtedy nie do wytrzymania. Przeciążona psychika, nie mogąc udźwignąć depresyjnych uczuć, ucieka się do tzw. obron maniakalnych. Dzięki nim cierpienie i smutek zastępowane są ekscytacją i działaniem, zależność – poczuciem wszechmocy i triumfu nad innymi, strata – poczuciem, że relacja nie była ważna, a utracony obiekt miłości szybko można zastąpić kimś innym. Przypomina mi to historię, jaką usłyszałem na warsztatach dla rodziców: gdy dziecku zdechł jego najlepszy przyjaciel – żółw, maniakalny tata biznesmen stwierdził: „Nie martw się, kupię ci nowego!”.

Zdrada czy pozamałżeński romans uruchamiają właśnie takie maniakalne emocje. Odczuwamy wtedy seksualną ekscytację, zaabsorbowani jesteśmy próbą ukrycia romansu. Nowy, idealizowany partner jawi się jako wybawienie od bólu i pozwala nie czuć zależności od zdradzanego męża czy żony. Zaprzeczamy utracie, mechanicznie zastępując jedną relację (np. ze zmarłą matką) inną (z kochanką pełniącą rolę matki). Maniakalne emocje przyćmiewają rozpoznanie znaczenia czynów i wyłączają ochronę sumienia. Dopiero gdy mania mija i na powrót kontaktujemy się z rzeczywistością, dopada nas poczucie winy z powodu dokonanych zniszczeń. Powraca depresja.

Szkoła tracenia
Dużo zależy od tego, jak wyglądała najwcześniejsza szkoła tracenia. Zaczyna się ona, gdy niemowlę, tworzące dotąd psychiczną jedność z karmiącą matką, dostrzega, że nie jest ona zawsze i natychmiast dostępna. Czasem musi na nią poczekać. Brytyjski psychoanalityk Donald Winnicott badał, czy dziecko potrafi to tolerować, bazując na zaufaniu, że zaspokojenie w końcu nastąpi, tak jak zdarzało się to wcześniej, czy też reaguje ogromnym lękiem? Tym bardziej że stopniowo traci wiarę w swoją wszechmoc, gdyż widzi, że matka jest odrębna. To ona decyduje, czy przyjdzie i kiedy. A ono może jedynie czekać i ufać, że matka wróci.

Lecz gdzie jest, gdy jej nie ma? W dziecku narasta przeczucie, że tam, poza spójnią z nią, jest ktoś inny, kogo dostrzega czasem nad swoim łóżeczkiem. Ojciec. Czy matka jest z nim? Co ich łączy? Dziecko doświadcza kolejnych strat, gdy ląduje poza łonem matki, poza łóżkiem rodziców. I potem, gdy widzi ich przytulających się i całujących tak, jak nie chcą całować się z nim; a ono protestuje i wchodzi między nich, próbując przypomnieć, że jest dla mamy najważniejsze. Aż po tę chwilę, gdy oświadczając się mamie (lub tacie) słyszy: ale ja mam już męża (żonę). Zaczyna rozumieć, że może być takie jak tata, ale nie zajmie jego miejsca. Czasem jednak na długo może zostać uwięzione w fałszywej roli córki – partnerki ojca albo syna – jedynego mężczyzny swojej matki....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy