Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

14 września 2016

Życie na kredyt... zaufania

11

Trudno jest komuś zaufać, ale nie ufać nikomu nie sposób. Zaufanie zawsze wiąże się z ryzykiem, ale ten, kto nie potrafi go podjąć, ryzykuje, że straci wszystko. Człowiek ufny i człowiek podejrzliwy żyją w tym samym miejscu, ale w jakże odmiennym świecie. Obdarzać zaufaniem... Czy można dać więcej? Zaufanie jest pomostem, który prowadzi nas do ludzi. Dzięki niemu otrzymujemy pomoc, budujemy bliskość, więź, rodzi się nadzieja.

Erozja zaufania, wiek podejrzliwości, era nieufności – coraz częściej tak określamy czasy, w których żyjemy. Rozejrzyjmy się wokół. Wszędzie widać oznaki braku zaufania. Ogrodzone osiedla. Kraty w oknach. Alarmy, żaluzje anty[-]włamaniowe. Co najmniej trzy zamki w drzwiach. Na domach pojawiają się tabliczki „Obiekt chroniony”. Ich właściciele nikomu nie ufają. Osobiste komputery są strzeżone przez gwardię antywirusów, firewalle i wiele innych programów. Nie ufamy mediom, politykom, lekarzom, a nawet prawnikom – wszyscy dbają przecież tylko o własne interesy. A skoro tak, najlepiej postępować w myśl zasady: nie ufaj nikomu, wtedy na pewno nie zostaniesz zdradzony.

Czy to znaczy, że w XXI wieku nikomu nie możemy ufać? Powinniśmy ufać wyłącznie sobie? Ale czy można zaufać sobie, nie ufając nikomu innemu?

Nawet jeśli wydaje nam się, że tak, raczej nie jest to możliwe. Przecież codziennie udzielamy kredytu zaufania przeróżnym osobom, grupom i instytucjom. Ufamy przyjacielowi, któremu powierzamy tajemnice. Ufamy sąsiadowi, któremu oddajemy klucze do naszego mieszkania, gdy wyjeżdżamy na wakacje. Ufamy nauczycielowi, któremu powierzamy nasze dziecko. Ufamy bankierowi, któremu zlecamy zarządzanie naszymi pieniędzmi. A zatem ufamy..., ufamy..., wciąż, chcąc nie chcąc, ufamy...

Ufnie i z nadzieją patrzymy w przyszłość, choć przecież nie wiemy, co nam ona przyniesie...

Ufny zakład
Zaufanie wzbudza wielkie zainteresowanie specjalistów różnych dziedzin: psychologów, socjologów, politologów, ekonomistów, specjalistów od marketingu i zarządzania. I nic w tym dziwnego, stanowi bowiem podstawę efektywnego funkcjonowania osoby, rodziny, grup, zespołów, społeczności, organizacji, a nawet rządów.

Zaufanie lub jego brak kształtuje relacje pomiędzy znajomymi, przyjaciółmi, członkami rodziny, sąsiadami, państwami. Wpływa na stosunki międzynarodowe, relacje pacjenta z lekarzem, terapeuty z pacjentem, rodzica z dzieckiem. Bez niego życie społeczne nie byłoby możliwe.

Już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku wybitny amerykański psycholog Julian Rotter zauważył, że jednym z najbardziej znaczących czynników, które warunkują prawidłowe funkcjonowanie grup społecznych, jest gotowość do zaufania innym. Zdefiniował on zaufanie jako oczekiwanie osoby lub grupy, że może polegać na słowie czy obietnicy innej osoby lub grupy.

Nie dotyczy ono jednak wyłącznie obietnicy i danego nam słowa. Według profesora Piotra Sztompki, socjologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, autora książki Zaufanie. Fundament społeczeństwa, z zaufaniem mamy do czynienia w sytuacjach, w których nie mamy pewności co do przyszłych działań innych ludzi. Mówiąc o zaufaniu, używa on metafory zakładu: „zaufanie jest zakładem podejmowanym na temat niepewnych, przyszłych działań innych ludzi”. Nigdy nie możemy być do końca pewni, czy druga osoba zachowa się tak, jak tego oczekujemy, jednak okazując zaufanie, zachowujemy się tak, jakbyśmy tę pewność mieli. Zaufanie jest zatem wyrazem wiary bądź przekonania, że druga osoba jest tego zaufania godna.

Jennifer Dunn z Michigan State University i Maurice Schweitzer z University of Pennsylvania podkreślają, że są dwa rodzaje zaufania, które różnią się ze względu na swoje źródło. Po pierwsze, może ono być wyrazem wiary, że człowiek jest z natury dobry i kierują nim dobre intencje. Jest to zaufanie uogólnione, które wynika z dyspozycji osobowościowych człowieka. Osoba ufna wierzy, że inni nie chcą jej skrzywdzić, że respektują prawa innych ludzi, że rzetelnie wypełniają powierzone im obowiązki. Po drugie, zaufanie może dotyczyć określonej osoby, grupy czy instytucji ze względu na ich pewne cechy. To rozróżnienie pokazuje, że zaufanie kształtują dwa elementy: z jednej strony ufność osoby, jej gotowość do polegania na słowie drugiej osoby, a z drugiej – oczekiwania odnośnie przyszłego zachowania osoby czy instytucji, którą obdarzamy zaufaniem.

Ryzykowna gra
Zaufanie interpersonalne zwykle bada się, stosując Trust Game, czyli Grę w zaufanie. Przeprowadźmy eksperyment, nawiązujący do tej „gry”. Uczestniczą w niej dwie osoby: Ty, czyli osoba ufająca, oraz druga osoba – niech to będzie Jan Kowalski – którą obdarzysz zaufaniem bądź nie. Wyobraź sobie, że należy rozdysponować pewną kwotę pieniędzy. Możesz sam zdecydować o podziale lub możesz przekazać tę decyzję Janowi. Jeżeli mu nie zaufasz, otrzymasz 100 złotych. Taką samą sumę otrzyma wtedy Jan. Możesz jednak mu zaufać. Wtedy pozwolisz mu podjąć decyzję o tym, ile sam otrzymasz pieniędzy. Jan może uszanować zaufanie, którym został obdarzony, albo nie – przy czym w drugim wypadku odniesie większą osobistą korzyść, a Ty nie dostaniesz nic.

Zgodnie z klasyczną teorią gier, Jan wybierze zachowanie samolubne, czyli takie, które zmaksymalizuje jego zysk. Czy w takim razie warto podejmować ryzyko i zaufać mu? Przecież i tak zapewne będzie się kierował własnym interesem. Mimo to, większość eksperymentów dotyczących zaufania pokazuje, że uczestnicy podejmują ryzyko obdarzenia zaufaniem drugiej osoby, a ta z kolei w większości przypadków wcale nie myśli wyłącznie o swoim interesie, ale honoruje zaufanie, którym ją obdarzono, docenia powierzony jej kredyt zaufania i zachowuje się w taki sposób, by go nie sprzeniewierzyć. Takie postępowanie może być wyrazem chęci odwzajemnienia zaufania, którym się zostało obdarzonym, albo po prostu wyrazem przestrzegania reguły fair play.

Uczestnicząc w „grze”, jaką jest obdarzanie innych zaufaniem, podejmujemy ryzyko. Bo czy możemy mieć całkowitą pewność, że wszyscy przestrzegają tej samej zasady co my? Kiedy ufamy, spada nasza czujność i jesteśmy mniej krytyczni. Zdajemy się na drugą osobę, zawierzając jej nasze sekrety, bezpieczeństwo, zdrowie. A to znaczy, że mamy wiele do stracenia – od pieniędzy lub czasu po dobre imię, a czasem nawet życie. Przecież druga strona może nie zachować się tak jak oczekujemy, może nas zawieść, zdradzić, wykorzystać.

Dlatego wielu z nas stosuje tzw. zasadę ograniczonego zaufania. I to nie tylko siadając za kierownicą samochodu...

Z mlekiem matki
Zgodnie z koncepcją rozwoju psychospołecznego, sformułowaną przez psychologa i psychoanalityka Erika Eriksona, zaufanie lub nieufność kształtuje się już we wczes[-]nym dzieciństwie. Już wtedy dziecko zmaga się z pierwszym kryzysem rozwojowym – ufać czy nie ufać? Jeśli ma do czynienia z osobami godnymi zaufania, czyli rodzicami wrażliwymi na jego potrzeby, w maluchu kształtuje się tzw. podstawowa ufność, która według Eriksona jest komponentem zdrowej osobowości. Uczy się polegać najpierw na matce, potem na innych. Ufa, że inni troszczą się o nie, że najbliższe otoczenie jest przyjazne, a świat – przewidywalny. Inaczej jednak dzieje się, jeśli podstawowe potrzeby dziecka nie są zaspokajane, rodzice nie dostarczają mu ciepła i nie pielęgnują bliskości.

Świat okazuje się nieprzyjazny i nieprzewidywalny, nie można mu ufać – w dziecku kształtuje się tzw. podstawowa nieufność. Pomyślne rozwiązanie kryzysu nie oznacza skrajnego i bezkrytycznego zaufania wobec świata, ale raczej osiągnięcie dynamicznej równowagi pomiędzy ufnością a nieufnością. Właściwa proporcja pomiędzy nimi sprawia, że w dziecku budzi się nadzieja – cnota, która pozwala wierzyć, że świat jest bezpieczny i że czeka nas w nim więcej dobrego niż złego.

Osoba wyposażona już w dzieciństwie w gotowość do zaufania nie ma powodu, by kierować się nadmierną i nieuzasadnioną ostrożnością. Pozytywne doświadczenia wyniesione z dzieciństwa, ciepło i czułość rodziców sprawiają, że taki ktoś wierzy, że ludzie są godni zaufania. Osoba ufna darzy zaufaniem innych, bo nie ma żadnego powodu, by im nie ufać. Przestanie ufać dopiero wtedy, kiedy pojawią się jasne dowody, że danej osobie nie należy ufać.

Osoba nieufna przypuszczalnie nie miała takich doświadczeń. Spot[-]kała się w najbliższym otoczeniu z nieufnością i nadużyciami zaufania. Zaczyna zatem swoje życie w zupełnie innym punkcie wyjścia niż osoba ufna. W jej mniemaniu, w kontakcie z innymi lepiej zachować ostrożność, nikomu nie ufać, dopóki ktoś nie dowiedzie, że jest osobą godną zaufania.

Ufni szczęściarze
Osoba ufna jest przekonana, że ludzie w ogóle są uczciwi, dobrzy i godni zaufania. Morris Rosenberg, profesor socjologii, twórca skali do pomiaru samooceny, mówił o tzw. wierze w ludzi. Osoba, która „wierzy w ludzi”, uważa, że człowiek z natury jest dobry i skory do współpracy, zatem bez obaw można mu ufać. Zakłada, że inni ludzie są skłonni pomagać sobie nawzajem, wcale nie myślą wyłącznie o własnym interesie i nie wykorzystują innych, by osiągnąć własne cele. Ufa zatem, że drugi człowiek postępuje w sposób słuszny i właściwy. Nasuwa się myśl, że ktoś tak ufny sam nie może być niegodny zaufania. I rzeczywiście, badania Juliana Rottera pokazały, że osoby o dużym poziomie zaufania respektują prywatność innych, rzadziej kłamią i są mniej skłonne do oszukiwania niż osoby o niskim poziomie ufności, że szanują innych ludzi i respektują ich prawa. Nie dziwi zatem, że oczekują tego samego od innych. Gdy ich zaufanie zostanie nadużyte, z pewnością dadzą komuś jeszcze jedną szansę.

W efekcie inni zabiegają o ich towarzystwo, chcą, by byli ich przyjaciółmi, cenią ich jako współpracowników. Co więcej, Rotter twierdzi, że osobom ufnym lepiej się żyje. To przecież zaufanie pozwala przyjąć pomoc i wsparcie innych. Wewnętrzne przyzwolenie na zaufanie sprawia, że życie jest mniej stresujące. Za to jego brak jest źródłem napięć i stresu. Podejrzliwość sprawia, że cały czas trzeba się mieć na baczności – przecież w pełnym hipokryzji świecie stale czyhają na nas niebezpieczeństwa. Jak w razie potrzeby poprosić kogoś o pomoc, gdy wokół nie ma żadnej „dobrej duszy”, której można by zaufać?

Na wartość zaufania i ufności zwraca uwagę Martin Seligman, wybitny psycholog pozytywny z University of Pennsylvania, w książce Prawdziwe szczęście. Jako elementy szczęścia wymienia emocje pozytywne odnoszące się do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wśród tych ostatnich znalazło się właśnie zaufanie. Ufne patrzenie w przyszłość wpływa pozytywnie na nasze samopoczucie i sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi. Pozytywne właściwości zaufania zostały potwierdzone w badaniu Yasuharu Tokudy, profesora nauk medycznych z University of Tsukuba w Japonii. W badaniu wzięło udział aż tysiąc osób w wieku od 20 do 69 lat. Okazało się, że wysoki poziom zaufania sprzyja zdrowiu psychicznemu i fizycznemu, a nawet wpływa na długość życia.

Ufne zawierzenie

KUBA JABŁOŃSKI, psycholog i psychoterapeuta, pracuje w Ośrodku Pomocy i Edukacji Psychologicznej „Intra”: – Zaufanie jest podstawą długotrwałej bliskiej relacji człowieka z drugim człowiekiem. Zaufanie jest elementem więzi, budującym poczucie bliskości. Brak zaufania sprawia, że ludzie oddalają się od siebie albo wręcz rozstają się, kończąc ową bliską relację. Ufając, powierzamy drugiej osobie nasze spostrzeżenia, przemyślenia, tajemnice. Idąc trochę głębiej, ujawniamy nasze prawdziwe emocje, pragnienia, potrzeby, wątpliwości, a w końcu samych siebie. Na przykład zawarcie małżeństwa to decyzja o powierzeniu współmałżonkowi swojego życia i wizji tego, jak ono ma wyglądać oraz jednoczesne zaproszenie go do wspólnego działania na rzecz jej realizacji. Zaufanie jest zatem „czymś”, co daje nam pewność, stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Bez zaufania partnerowi niemożliwe byłoby wspólne pielęgnowanie i rozwijanie małżeństwa oraz wychowywanie dzieci, budowanie więzi. Stanem, w którym nagle i bezpodstawnie obdarzamy kogoś zaufaniem jest na przykład zakochanie. Równie szybko obdarzamy zaufaniem osobę, która pomogła nam w ważnej sprawie. W obu sytuacjach zaufanie pojawia się niespodziewanie i szybko. Stąd jego wartość jest niepewna. Dojrzałe i pewne zaufanie jest kształtowane powoli, podlega próbom i wymaga czasu. Zaufanie zatem można i należy budować. A budujemy je poprzez zachowania. Niektórzy zwracają jeszcze uwagę na słowa. Owszem, są ważne, ale – parafrazując św. Jakuba – cóż byłyby one warte bez uczynków? Słowa bez czynów są deklaracjami, a budowanie zaufania na deklaracjach jest ryzykowne. Ludzie, którzy w ten sposób budują zaufanie w bliskich relacjach, często doznają z tego powodu rozczarowań i zranień w związkach. Zaufanie w bliskiej relacji z drugą osobą budowane jest poprzez szczerość, rzetelność, uczciwość i wierność. Można zatem powiedzieć, że prawda i odpowiedzialna miłość to najlepszy budulec zaufania w relacjach między ludźmi. Ktoś, komu ufamy, staje się dla nas przewidywalny. Gdy zachowa się niezgodnie z naszym przewidywaniem, sprawdzamy, co się stało, próbujemy zrozumieć tę reakcję. Każdy bliski związek jest zjawiskiem żywym. Oznacza to, że stale się buduje, rozwija i wzmacnia. A wraz z nim powstaje i rozwija się zaufanie. Zaufanie w małżeństwie powinno być na tyle duże, na ile potrafimy zaufać samym sobie. Bez obdarowania zaufaniem drugiej osoby nie wykształci się więź. Dlatego zaufanie powinno być całkowite i pewne. Dobrze, jeśli decyzja o obdarowaniu współmałżonka zaufaniem oparta jest na jego realnym obrazie. Urealnianie obrazu partnera, czyli np. uświadamianie sobie jego mocnych i słabych stron, trwa całe życie. Powstający w ten sposób obraz zbliża się do rzeczywistego i umożliwia podjęcie bezpiecznej decyzji o zaufaniu. Dojrzałe zaufanie jest mocne i potrafi dużo wytrzymać, nie jest jednak niezniszczalne. Najczęściej niszczą je tajemnice i kłamstwa. Najbardziej niebezpieczna jest tajemnica, która dotyczy wspólnej rzeczywistości małżonków. Niszczące dla związku jest też pielęgnowanie w sobie tajemnicy – ukrywanie jej przed partnerem. Zdrada rozumiana ogólnie – czyli zdrada fizyczna, emocjonalna czy zdrada wartości – niszczy zaufanie i powoduje ogromne zranienia. Cierpią oboje – jedno z powodu poczucia krzywdy, a drugie z powodu poczucia winy. W takiej sytuacji ratunkiem jest nadziej...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy